Martin prawdopodobnie przegrał wyścig już na starcie
Biorąc pod uwagę problemy, z jakimi zmaga się Ducati GP22 to pole position Martina należało uznać jako coś niespodziewanego, mimo że Hiszpan specjalizuje się w tempie na jednym okrążeniu. Niestety start już nie poszedł po myśli mistrza świata Moto3 z 2018 roku. Zawodnik Pramac Ducati dał do zrozumienia, że motocykle Ducati w specyfikacji fabrycznej już nie mogą zaliczyć charakterystyki ich silnika do najważniejszych atutów. Zeszłoroczny debiutant spędził większość wyścigu na ósmej pozycji w walce z Bagnaią za motocyklami Suzuki.
– Nie wystartowałem najlepiej, a potem zbliżyłem się do Enei i musiałem zamknąć gaz. Przez to straciłem wiele pozycji i od tego momentu wszystko zaczęło iść w złym kierunku. Jestem niezadowolony z tego, jak niekonkurencyjni byliśmy w wyścigu, bo spodziewałem się walki o podium i zwycięstwo. Niestety nie mieliśmy tempa i nie mogliśmy wyprzedzić ani Suzuki, ani Aprilii – skomentował Jorge Martin podczas spotkania z mediami po GP Kataru.
Czy można mieć obawy co do obecności Martina na starcie do GP Indonezji?
Hiszpan zakończył swój udział w GP Kataru w połowie wyścigu, po tym jak uderzył w niego Francesco Bagnaia. Ten kontakt wywołał reakcję łańcuchową w bardzo niebezpiecznym miejscu, bo na hamowaniu do pierwszego zakrętu. Z samego wypadku Hiszpan wyszedł bez szwanku, ale okazuje się, że mogą być problemy z dłonią. W najbliższych dniach powinniśmy mieć pewność co do stanu zdrowia zawodnika z Majorki.
– To są wyścigi i takie rzeczy się zdarzają. Jednakże pierwszy raz bałem się o swoje życie na torze, ponieważ wszystko działo się bardzo szybko. Jeśli się nie mylę to odepchnąłem motocykl Pecco swoją ręką. Teraz czuję ból w kciuku i jutro sprawdzimy go w Barcelonie. Mam nadzieję, że nie jest złamany – dodał Hiszpan.
Wiadomo już mniej więcej, jak elektronika pokonała Jacka Millera
Motocykle MotoGP od lat korzystają z systemu kontroli trakcji, który zdecydowanie uproszczono w sezonu 2016. Wtedy też zakazano programowania tego elementu za pomocą sygnału GPS, co sprawiało, że motocykl mógł wręcz sam dobierać moc silnika w zależności od położenia na torze. Wówczas z różnych powodów zdarzało się, że elektronika nie zawsze była w stanie zlokalizować położenie motocykla w danym miejscu na torze. To często skutkowało tym, że na przykład czasem elektronika w zakrętach dostarczała maksymalną moc, którą z kolei „odcinała” na prostych.
Gdy w 2016 roku zakazano programowania kontroli trakcji w oparciu o sygnał GPS i nakazano ustawiać ją w oparciu o licznik obrotów koła motocykla, wydawało się, że problem „gubienia się” zniknął. Jednakże okazuje się, że takie sytuacje nadal się zdarzają, a Jack Miller padł jej ofiarą. Prawdopodobnie przyczyniła się do tego usterka po stronie wspomnianego licznika.
– Od samego początku były problemy z elektroniką. Motocykl najwyraźniej się „zgubił” na torze, przez co w różnych fragmentach toru miałem zły poziom mocy silnika. Natomiast w pewnym momencie na głównej prostej nie miałem mocy w ogóle. Próbowałem zmieniać mapy silnika, ale to nic nie dawało i musiałem się wycofać – powiedział Australijczyk.