Czego szukasz?

Samochody elektryczne

Przełomowy wyrok austriackiego sądu. Koniec z oszukiwaniem na katalogowy zasięg?

Promocja elektromobilności trwa w najlepsze, a producenci chwalą się coraz większymi zasięgami swoich samochodów. To, że nie mają one nic wspólnego z rzeczywistością, schodzi na dalszy plan. Austriacki sąd orzekł jednak, że nie można tego dłużej tolerować.

volkswagen e-golf zasięg ładowanie
Fot. Volkswagen

WLTP lepsze, ale niedoskonałe

W tym roku mija pięć lat, odkąd Unia Europejska zmieniła metodologię pomiaru zużycia i emisji samochodów. Według metodologii NEDC producenci otrzymywali absurdalnie niskie liczby, których kierowcy – choćby i bardzo chcieli – nie byli w stanie osiągać na drogach. Obecnie stosowana procedura WLTP jest już znacznie lepsza, choć nadal nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością. Producenci naginają ją głównie w przypadku samochodów zelektryfikowanych i elektrycznych.

Pomiar ma bowiem miejsce w ściśle określonych warunkach, które są bardzo korzystne dla samochodów. Jasne, wszystkie pojazdy są sprawdzane w tych samych warunkach, co nie zmienia faktu, że dane są niezbyt dokładne. Nie biorą one bowiem pod uwagę szeregu czynników, z temperaturą zewnętrzną i warunkami użytkowania na czele. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby producenci wyraźnie zaznaczali, w jakich warunkach sprawdzali samochody, jednak oczywiście tego nie robią. W związku z tym dane katalogowe można wrzucić do śmietnika, a klienci posiłkują się niezależnymi testami dziennikarzy.

ZOBACZ TAKŻE
Grupa Volkswagen chce wyprzedzić Teslę. Docenia jednak rozwój amerykańskiego konkurenta

Realny zasięg także od producentów

Sąd okręgowy w Linzu stwierdził, ze tak po prostu być nie może. Opowiedział się po stronie właściciela Volkswagena e-Golfa, który według danych fabrycznych może przejechać nawet 230 kilometrów na jednym ładowaniu. Jego właściciel mieszka jednak w górzystym terenie, gdzie zasięg spadł do 110-120 kilometrów. Austriacki sąd wskazał, że producent popełnił błąd nie informując klienta, że zasięg samochodu spada w górzystych warunkach albo przy niskich temperaturach.

Volkswagen bronił się, że klient może zażądać takiej informacji od sprzedawcy albo dowiedzieć się w inny sposób, ale według sądu nie jest obowiązkiem klienta poszukiwanie takich informacji. Sąd stwierdził jasno, że Volkswagen ukrywa informacje, aby postawić samochody elektryczne w lepszym świetle i zrzucić pełną odpowiedzialność na kupującego. Zgodnie z wyrokiem niemiecki producent musi kupić sprzedany wcześniej samochód w cenie zakupu, a dodatkowo wypłacić klientowi odszkodowanie. 

ZOBACZ TAKŻE
Szef BMW po raz kolejny uderzył w elektromobilność. Zwrócił uwagę na "nowy" problem

Przełomowy wyrok początkiem serii?

Oczywiście od tego konkretnego wyroku zacznie ważniejsze jest to, co powoduje. To precedensowy wyrok, z którego mogą skorzystać kolejni właściciele samochodów elektrycznych – zwłaszcza w górzystych terenach. To z kolei może spowodować dyskusję o podawanych przez producentów informacjach, które mogły by być bardziej rzetelne. Niektóre marki z dumą chwalą się przecież skąd dokąd można dojechać ich samochodem, oczywiście biorąc pod uwagę maksymalny zasięg. 

„Austriacki sąd zatrzymał serię kłamstw producentów samochodów elektrycznych” – powiedział ostro Michael Poduschka, prawnik poszkodowanego kierowcy. Powtórzył też argumenty wskazane przez sąd, według których kupujący wierzy sprzedającemu i nie ma w obowiązku przeszukiwania Internetu w celu sprawdzania prawdziwości tych informacji. To wyrok drugiej instancji, bowiem Volkswagen odwołał się od przegranej w pierwszym procesie.

Jesteśmy ciekawi, co spowoduje ten werdykt globalnie, bowiem lokalnie już ruszyła fala. Poduschka w rozmowie z „Kronen Zeitung” zdradził, że po tym wyroku jego telefon dosłownie nie milknie. Wydaje się, że dla wszystkich lepsze byłoby podawanie przez producentów prawdziwych danych, które z pewnością mają. 

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Reklama
Reklama