Czego szukasz?

IndyCar

Indy 500 w XX-leciu międzywojennym. Czasy nowych tradycji i wielkich tragedii

W XX-leciu międzywojennym zawody w Indianapolis zaczynały nabierać kształtów. Zmodyfikowano format kwalifikacji, wprowadzono także wiele nowych tradycji, które w większości przetrwały do dnia dzisiejszego. Niestety, Indy 500 miało także swoją mroczną stronę, którą uwidoczniły rosnące z roku na rok prędkości. Pogoń za osiągami nie szła w parze ze zmianami na rzecz bezpieczeństwa, a wiele kierowców swoją pasję przypłaciło życiem.

W 1919 roku odbył się pierwszy po Wielkiej Wojnie wyścig Indianapolis 500
Zdjęcie archiwalne / Przygotowania do Indy 500 w 1919 roku

W 1918 roku Wielka Wojna dobiegła końca, a wojskowi piloci, ciemnoszare samoloty i codzienna musztra opuściły tor Indianapolis Motor Speedway. Natura nie lubi jednak pustki i ich miejsce natychmiast zajęli kierowcy wyścigowi, kolorowe bolidy i rutyna wyścigowego weekendu. Dziś cofniemy się do czasów, w których najważniejszy wyścig w Stanach Zjednoczonych odradzał się po kilkuletniej przerwie i prześledzimy całą historię Indy 500 w XX-leciu międzywojennym.

ZOBACZ TAKŻE
Narodziny legendy - przedwojenna historia Indianapolis 500

Indy 500 w XX-leciu międzywojennym. Przygotowania do pierwszego wyścigu

Indy 500 reaktywowane zostało w ciągu pół roku od zakończenia wojny. Zawody pod nazwą 7th Liberty 500-Mile Sweepstakes zaplanowano początkowo, zgodnie z tradycją, na Dzień Pamięci. Termin ten był jednak mocno krytykowany przez dziennikarzy, którzy twierdzili, że pierwsze święto po zakończeniu Wielkiej Wojny powinno zostać poświęcone upamiętnieniu poległych żołnierzy. Skłoniło to organizatorów zmagań do przesunięcia zawodów o jeden dzień.

Klasyczny format rywalizacji został mocno zmodyfikowany ze względu na częste opady deszczu, jakie pod koniec maja nawiedzały tor w Indianapolis. Kwalifikacje wydłużono z jednego do aż trzech dni. Jednakże zawodnicy, którzy ustanowiliby swój czas pierwszego dnia (o ile osiągną wymaganą minimalną prędkość 80 mil/h), mieli mieć zapewnione pierwsze miejsca na starcie. Drugiego i trzeciego dnia toczyła się walka o pozostałe lokaty.

Najlepszy rezultat pierwszego dnia kwalifikacji uzyskał Francuz René Thomas ustanawiając nowy rekord toru – 104,7 mil/h. Drugi w kwalifikacjach był natomiast Howdy Wilcox.

Zielona flaga

W sobotę 31 maja 1919 roku o godzinie 11:00 czasu lokalnego nad torem Indianapolis ponownie zatrzepotała zielona flaga. 33 zawodników wcisnęło gaz w podłogę i pomknęło prostą startową na oczach 120 tysięcy widzów.

Szybko jednak okazało się, że Indy 500 to nie tylko sportowa rywalizacja i wielkie widowisko. Niestety, nieodłącznym elementem wyścigów samochodowych tamtej epoki były także śmiertelne wypadki. Do pierwszego z nich doszło na 45. okrążeniu. Wówczas to Arthur Thurman uderzył w ścianę po wewnętrznej stronie toru i trzykrotnie dachował. Kierowca został wyrzucony z maszyny przelatując ponad 7 metrów. Zmarł dziesięć minut później w drodze do szpitala.

Do kolejnej tragedii doszło na 95 okrążeniu. Samochód, którym jechali Louis LeCocq oraz jego mechanik, Robert Bandini, przewrócił się na wyjściu z drugiego zakrętu przygniatając załogę. Na skutek wypadku pękł zbiornik paliwa i maszyna wraz z uwięzionymi pod nią ludźmi stanęła w płomieniach.

Wyścig trwał jednak dalej, a pędzące bolidy przemykały tuż obok płonącego wraku. Ralph de Palma, który zdominował pierwszą część wyścigu, wypadł z walki o zwycięstwo z powodu problemów z oponami. Kierowca musiał zjechać do alei serwisowej tracąc dziesięć okrążeń do swoich rywali. Na 103. kółku na pierwsze miejsce wysunął się Howdy Wilcox, który nie oddał prowadzenia już do mety. Był to pierwszy triumf amerykańskiego kierowcy w Indy 500 od 1912 roku. Na cześć pochodzącego z Indiany Wilcoxa zagrano utwór „Back Home Again in Indiana”, który później stał się jednym z elementów ceremonii startowej wyścigu.

Howdy Wilcox przekraczający linię mety w drodze po zwycięstwo w Indy 500 w 1919 roku

Zdjęcie archiwalne / W 1919 roku zwycięzcą Indianapolis 500 został Howdy Wilcox

Indy 500 w XX-leciu międzywojennym. Początek lat 20.

W 1920 roku dokonano kolejnej modyfikacji formatu kwalifikacji. Tym razem zawodnicy mieli do pokonania nie jedno, lecz aż cztery pomiarowe okrążenia. O kolejności startowej decydowała średnia prędkość uzyskana podczas całego przejazdu. Do nowej formuły najlepiej zaadoptował się Ralph de Palma, lecz wyścig należał do Gastona Chevroleta reprezentującego ekipę Frontenac. Kierowca jechał samochodem przygotowanym przez swoich braci i zapewnił pierwszy triumf dla silnika V8 w Indy 500.

DePalma sięgnął po pole position również rok później, a następnie zdominował pierwszą część rywalizacji. Amerykanin prowadził przez 109 okrążeń, lecz po raz kolejny problemy techniczne uniemożliwiły mu sięgnięcie po końcowy triumf. Jego kłopoty wykorzystał Tommy Milton odnosząc swoje pierwsze zwycięstwo na Indy.

Indy 500 w XX-leciu międzywojennym. Zmiany regulaminowe

Podążając za europejskimi wyścigami Grand Prix, gdzie zapanowała moda na obniżanie pojemności silników, organizatorzy Indy 500 poszli w tym samym kierunku. W 1920 roku wprowadzili limit wynoszący 3 000 ccm, W 1923 r. zredukowali go do 2 000 ccm, a w 1926 r. do 1490 ccm.

Narodziny legendy

W epoce dużych zmian regulaminowych narodził się jeden z najbardziej legendarnych silników w historii Indy 500. Harold Miller na początku lat 20. skonstruował własną jednostkę napędową. Podczas jej budowy opierał się na silniku Peugeota, który od 1914 roku znajdował się w w garażu jego przyjaciela, Freda Offenhausera. Konstrukcja Millera spełniła pokładane w niej oczekiwania. W 1922 roku Indy 500 wygrał Jimmy Murphy prowadząc Dussenberga z silnikiem Millera.

Konstruktor, zmotywowany sukcesem swojego projektu, postanowił zbudować własny samochód na wyścig w Indianapolis. Nie porzucił także prac nad jednostką napędową. W związku ze zmianami regulaminowymi musiał obniżyć jej pojemność początkowo do 2 l, a następnie do 1.5 l. Nie miało to jednak wpływu na konkurencyjność silnika. Samochody Millera odniosły cztery zwycięstw w Indianapolis (1926, 1928, 1930 i 1932 rok). Jeszcze więcej sukcesów odniósł sam silnik, bardzo popularny w tamtych czasach wśród rywalizujących w Indianapolis ekip. Bolidy wyposażone w jednostkę napędową Millera 11-krotnie triumfowały w Indianapolis.

Indy 500 w XX-leciu międzywojennym. Kolejni zwycięzcy

W 1923 roku wprowadzono istotną zmianę. Pozwolono zawodnikom jechać w pojedynkę, bez udzielających im wsparcia mechaników. Jedynie Christian Lautenschlager pozostał wierny tradycji i zabrał ze sobą towarzysza, lecz załoga rozbiła się już na 13 okrążeniu i odpadła z rywalizacji. Wyścig padł łupem Tommy’ego Miltona, który przewodził stawce przez 128 okrążeń i wjechał na metę z przewagą ponad pięciu minut nad Harry’m Hartzem.

W 1924 roku lista zwycięzców Indianapolis 500 wzbogaciła się aż o dwa nowe nazwiska. Kierowca Dussenberga, Lora Lawrence Corum, na 112. okrążeniu oddał maszynę w ręce Joe’a Boyera. Ten dowiózł samochód na pierwszym miejscu, a sędziowie przyznali zwycięstwo obydwu zawodnikom. Po raz pierwszy w historii Indy 500 miało dwóch zwycięzców. Po raz pierwszy także triumfował samochód z turbodoładowaniem.

W 1925 roku rywalizację wygrał Pete DePaolo. Zawodnik ustanowił także nowy rekord pokonując dystans wyścigu ze średnią prędkością przekraczającą 100 mil/h. Należy dodać, że kierowca nie prowadził samochodu w pojedynkę. W połowie zawodów na 21 okrążeń zastąpił go Norman Batten. DePaolo w tym czasie mógł obandażować dłonie, na których powstały pęcherze i siniaki. Batten przejechał jednakże zaledwie niewielką część zawodów, a triumf przyznano jedynie DePaolo.

W 1926 roku przebieg wyścigu został zakłócony przez opady deszczu. Na 72. okrążeniu zawody przerwano na ponad godzinę, a ostatecznie zakończono je po przejechaniu 160 okrążeń. Po raz drugi w historii kierowcy przejechali dystans mniejszy, niż 500 mil. Wyścig wygrał debiutant, Frank Lockhart. Kierowca rozpoczynał rywalizację z dwudziestego pola, jednakże po przejechaniu pięciu okrążeń był już piąty. Po wznowieniu wyścigu stoczył zacięty pojedynek o prowadzenie z Dave’m Lewisem, który zakończył jednak przedwcześnie swój udział w wyścigu z powodu awarii.

Frank Lockhart, zwycięzca Indy 500 z 1926 roku

Zdjęcie archiwalne / Frank Lockhart wygrał Indy 500 podczas swojego pierwszego startu w 1926 roku

Nowy właściciel

W 1927 roku Indianapolis Motor Speedway przejął były kierowca wyścigowy oraz pilot z czasów I Wojny Światowej, Edward V. Rickenbacker. Amerykanin pragnął powrotu wielkich jednostek napędowych na Indy 500. Dlatego też zwiększył on limit pojemności silnika aż do sześciu litrów jednocześnie zakazując turbodoładowania. Kolejną zmianą było przywrócenie obowiązku jazdy z mechanikiem.

Rickenbacker poszukiwał także dodatkowych dochodów i możliwości zagospodarowania terenu wewnątrz toru. Ostatecznie postanowił wybudować na nim pole golfowe.

Zacięty pojedynek

W 1928 roku widzowie byli świadkami jednego z najbardziej wyrównanych pojedynków od momentu powstania toru w Indianapolis. Pole position wywalczył kierowca Millera, Leon Duray. Zawodnik pokonał cztery okrążenia ze średnią prędkością 196,969 km/h ustanawiając nowy rekord toru. Amerykanin zdominował początek wyścigu prowadząc przez 59 okrążeń, lecz później jego samochód zaczął się przegrzewać. Kierowca musiał zwolnić oddając kolejne pozycje swoim rywalom.

Na 83. okrążeniu na pierwsze miejsce wysunął się Jimmy Gleason. Jednak Tony Gulotta i Luis Meyer zaczęli go doganiać. Dwadzieścia okrążeń przed metą stawce przewodził Gulotta, lecz różnica między pierwszą trójką wynosiła zaledwie 2 sekundy. Sytuacja zmieniła się na 181. okrążeniu. W samochodzie Tony’ego Gulotty doszło do rozszczelnienia zbiornika paliwa i w efekcie spadku ciśnienia w instalacji paliwowej. Maszyna znacznie zwolniła, a kierowca zjechał do alei serwisowej.

W walce o końcowy triumf pozostało dwóch zawodników – Meyer i Gleason. Jednakże na 195. okrążeniu Gleason musiał zjechać do alei serwisowej, by uzupełnić wodę w chłodnicy. Co gorsza, podczas dolewania płynu pospiesznie wykonujący swoją pracę mechanik oblał iskrownik wodą. W efekcie silnik przestał pracować. Gleason, który jeszcze przed chwilą walczył o końcowy triumf, musiał wycofać się z rywalizacji.

Debiutujący w wyścigu Luis Meyer odniósł w swoim debiucie zwycięstwo wjeżdżając na metę z przewagą niecałego okrążenia nad Louisem Schneiderem (który przejął na 133. okrążeniu samochód Lou Moore’a). Meyer pokonał 500 mil ze średnią prędkością 160,101 km/h.

Indy 500 w XX-leciu międzywojennym. Zwycięstwo Ray’a Keecha

W 1929 roku pole position wywalczył Cliff Woodbury, lecz awaria koła wykluczyła go z rywalizacji już na trzecim kółku. Na 10 okrążeniu doszło do tragicznego wypadku. Bill Spance stracił panowanie nad bolidem w drugim zakręcie i uderzył w ścianę po wewnętrznej stronie toru. Zawodnik uderzył głową o nawierzchnię i doznał pęknięcia czaszki. Zmarł w drodze do szpitala.

Rywalizacja toczyła się jednak dalej. Ray Keech, który początkowo mierzył się z pewnymi problemami (wymiana opony na 21. okrążeniu kosztowała go 30 sekund), z łatwością piął się w górę stawki. Faworyci zmagali się natomiast z licznymi problemami, jakie stawia przed zawodnikami 500-milowa rywalizacja w Indianapolis. W ciągu 50 okrążeń odpadła cała pierwsza piątka kwalifikacji. Keech znalazł się tymczasem na czwartym miejscu. Na 56. okrążeniu z wyścigu wycofał się przewodzący stawce Deacon Litz.

ZOBACZ TAKŻE
Historia IndyCar - Akt I - AAA, czyli jak to wszystko się zaczęło

W drugiej połowie wyścigu zanosiło się na to, że kwestia zwycięstwa rozstrzygnie się pomiędzy Keechem a Meyerem. Decydujące okazały się zjazdy do alei serwisowej. Keech zjechał po raz ostatni do alei serwisowej na 109. kółku spędzając u swoich mechaników ponad 3 minuty. Ostatni postój Meyera, z powodu problemów z silnikiem, trwał 7 minut. Keech niezagrożony pomknął po zwycięstwo, a Meyer spadł na trzecie miejsce, wyprzedzony podczas pit stopu przez Barney’a Kleopfera (który przejął samochód Lou’a Moore’a).

Dominacja Arnolda

W 1930 roku wprowadzono przepisy, zgodnie z którymi pojazdy musiały być oparte na seryjnych maszynach. Organizatorzy zawodów liczyli, że w ten sposób przyciągną kolejnych producentów samochodów.

Wyścig padł łupem Billy’ego Arnolda. Amerykanin zdobył pole position i choć utracił pierwszą lokatę na starcie, to odzyskał ją już na trzecim okrążeniu. Zawodnik prowadził przez pozostałe 198. okrążeń i ukończył zmagania w czasie poniżej pięciu godzin. Został pierwszym w historii kierowcą, który w pojedynkę przejechał cały wyścig z prędkością powyżej 100 mil/h. Wyścig ponownie pochłonął życie jednego z uczestników – na 31. okrążeniu rozbił się Cy Marshall. W wypadku zginął jego brat pełniący rolę mechanika, Paul Marshall.

 

Indy 500 w XX-leciu międzywojennym. Gdzie zdobyć części zamienne?

500-milowy wyścig od samego początku był ogromnym wyzwaniem zarówno dla kierowców jak i mechaników, a ukończenie zmagań wymagało nie tylko doskonałej kondycji fizycznej ale i kreatywności. To właśnie dzięki pomysłowości swoich mechaników Chet Miller był w stanie ukończyć wyścig w 1930 roku.

Gdy w połowie zmagań kierowca zjechał do alei serwisowej, mechanicy odkryli, że prawa przednia sprężyna jest złamana. Sędziowie nie pozwolili kierowcy powrócić na tor przed wyeliminowaniem usterki.

Ekipa nie miała części zamiennej, nie zamierzała się jednak poddawać. Mechanicy zauważyli zaparkowanego wewnątrz toru Forda T – model, z którego pochodziło większość części w wyścigowej maszynie Millera. Upewniwszy się, że właściciela pojazdu nie ma w pobliżu, wymontowali sprężynę i wymienili wadliwy element w wyścigowej maszynie. Miller, po trwającym 41 minut postoju powrócił na tor kończąc rywalizację na 13. miejscu.

Po zakończeniu wyścigu mechanicy zamontowali sprężynę w samochodzie, od którego ją pożyczyli. Właściciel pojazdu prawdopodobnie nigdy nie dowiedział się o całej historii.

Arnold w pogoni za drugim triumfem w Indianapolis

W 1931 roku Billy Arnold przyjechał do Indianapolis licząc na odniesienie drugiego w karierze zwycięstwa. Kierowca był najszybszy w pierwszym dniu kwalifikacji zgarniając pole position. Jednakże, jego samochód nie przeszedł kontroli technicznej po zakończonej sesji i rezultat zawodnika został anulowany. Arnold musiał walczyć o miejsce na starcie wyścigu podczas następnego dnia czasówki zapewniając sobie osiemnaste pole startowe.

Jednakże kierowca był w doskonałej formie i wyprzedzał samochody rywali jednego po drugim. Wyjście na prowadzenie zajęło mu zaledwie siedem okrążeń. Arnold prowadził przez kolejne 155 kółek. Na 162 okrążeniu popełnił jednak fatalny w skutkach błąd. W czwartym zakręcie jego samochód obrócił się i stracił koło, a następnie został uderzony przez Luthera Johnsona, wpadł w barierę i stanął w płomieniach. Załodze nic się nie stało. Jednakże oderwane od pojazdu koło przeleciało przez barierkę i zabiło 11-letniego chłopca bawiącego się na swoim podwórku. Był to jeden z najbardziej wstrząsających wypadków w Indianapolis.

Triumf Schneidera, dobry debiut silnika diesla

Wyścig toczył się dalej, a prowadzenie objął Louis Schneider, który obronił się przed atakami rywali i wygrał Indy 500. Wyścig z 1931 roku zasłynął nie tylko za sprawą tragicznego wypadku oraz pierwszego w karierze triumfu Schneidera, ale również z pierwszego w historii startu pojazdu z silnikiem diesla. Dave Evans zasiadający za kierownicą pojazdu Cummins Diesel Special zajął co prawda dopiero 43. miejsce w kwalifikacjach, lecz w drodze wyjątku został dopuszczony do wyścigu jako dodatkowy samochód. Evans ukończył rywalizację na 13. lokacie dokonując jednocześnie niezwykłego wyczynu. Zawodnik przejechał cały wyścig bez ani jednej wizyty w alei serwisowej, choć było to bardziej dziełem przypadku, niż zamierzonym działaniem.

Cummins Diesel Special był pierwszym samochodem z silnikiem Diesla, jaki wziął udział w Indy 500

Zdjęcie archiwalne / Cummins Diesel Special z 1931 podczas Festiwalu prędkości w Goodwood

Gdy temperatura wody w jego pojeździe stała się zbyt wysoka, mechanik Evansa, Thane Houser, zaczął dawać znaki w kierunku alei serwisowej. Jednakże Jimmy Doolittle, odpowiedzialny za komunikację z załogą, zgubił kartkę zawierającą kod sygnałów ręcznych. Nie był w stanie zrozumieć Housera i nie nakazał Evansowi zjazdu do alei serwisowej, który gnał bez przerwy w kierunku mety. Szczęśliwie silnik wytrwał do końca wyścigu. Feralna kartka odnalazła się natomiast dopiero po zakończeniu rywalizacji, wetknięta w płaszcz Doolittle’a.

Ostatnia próba Arnolda

W kolejnym roku Billy Arnold ponownie włączył się do walki o zwycięstwo. Kierowca tym razem nie wykręcił najlepszego czasu w kwalifikacjach, lecz druga pozycja startowa również stanowiła doskonałą szansę na odniesienie zwycięstwa. Po starcie zawodnik szybko wysunął się na czoło stawki i w błyskawicznym tempie zaczął oddalać się od rywali. Po przejechaniu 100 mil miał już 1 minutę i 18 sekund przewagi.

Jednakże i tym razem Arnold nie ustrzegł się błędu. Na 59. okrążeniu w trzecim zakręcie kierowca uderzył w ścianę i odpadł z rywalizacji. Kierowca złamał ramię, a jego mechanika, Spider Matlock, miednicę. Po tym wypadku Arnold postanowił zakończyć swoje starty w Indy 500.

Indy 500 w XX-leciu międzywojennym. Tragiczny rok 1933

W 1933 roku na starcie pojawiła się rekordowa liczba 42 samochodów. Uczestnicy wyścigu w stanie Indiana musieli zmierzyć z nowym formatem kwalifikacji. Tym razem do pokonania mieli nie cztery, lecz aż dziesięć okrążeń pomiarowych. Najlepszy wynik osiągnął Bill Cummings. Ruszający z pole position zawodnik musiał jednak wycofać się z rywalizacji po przejechaniu zaledwie 32 okrążeń z powodu awarii chłodnicy. Wyścig padł łupem Luisa Meyera, który przewodził stawce przez 71 okrążeń.

ZOBACZ TAKŻE
Audi w F1: Czasy świetności Auto Uniona w Grand Prix

Śmierć, która towarzyszyła zmaganiom w Indianapolis nieprzerwanie od pięciu lat, tym razem zebrała rekordowe żniwo. W treningu zginął Bill Denver oraz jego mechanik, Bob Hurst. W wypadku na 79. okrążeniu życie stracił Mark Billman. Na 132. kółku doszło do kolejnego tragicznego wypadku, który kosztował życie kierowcy, Lestera Spanglera oraz jego mechanika, G.L. „Monka” Jordana.

Walka o poprawę bezpieczeństwa

Prędkości rozwijane przez wyścigowe maszyny ciągle rosły, a wyścigi w Indianapolis stawały się coraz bardziej niebezpieczne. Po tym, jak w 1934 roku podczas treningu zginął Peter Kreis oraz jego mechanik, Bob Hahn, postanowiono wprowadzić zmiany mające zapewnić uczestnikom większe bezpieczeństwo. Przed kolejnym wyścigiem zamontowano wokół toru system ostrzegających o niebezpieczeństwie żółtych świateł. Wprowadzono także obowiązek jazdy w kasku ochronnym.

Zmiany te nie ocaliły jednak Johnny’ego Hannona. Debiutujący na Indy kierowca rozbił się na swoim pierwszym w karierze, pomiarowym okrążeniu na owalu w Indianapolis. Zawodnik nie przeżył wypadku. Do kolejnej tragedii doszło już następnego dnia. Hartford „Stubby” Stubblefield oraz jego mechanik, Leo Whittaker, zostali wyrzuceni z pojazdu odnosząc śmiertelne obrażenia. W wyścigu zginął także debiutujący na Indy Clay Weatherly, który zastępował tragicznie zmarłego Hannona.

Łącznie, w 1935 roku pięciu uczestników Indy 500 zapłaciło za swoją pasję najwyższą cenę. Tor, który miał być miejscem pięknej, sportowej rywalizacji i wielkich triumfów, po raz kolejny stał się miejscem tragedii. Od momentu powstania obiektu, w trakcie 25 lat, zginęły na nim 32 osoby, z czego 24 podczas Indianapolis 500.
Konieczne były zatem kolejne modyfikacje mające na celu poprawę bezpieczeństwa uczestników. Organizatorzy zawodów usunęli część barier po wewnętrznej stronie toru. Zewnętrzne bandy zostały natomiast ustawione pod kątem, by uderzające w nie samochody nie wypadały poza tor.

Przygotowano również specjalny program dla debiutantów, który miał zagwarantować, że do wyścigu przystąpią jedynie zawodnicy dysponujący odpowiednimi umiejętnościami. Wydawać by się mogło, że starania te przyniosły zamierzony rezultat. Podczas wyścigu z 1936 roku obyło się bez ofiar śmiertelnych.

Indy 500 w XX-leciu międzywojennym. Nowe tradycje

W 1936 roku na ceglanym owalu w Indianapolis wygrał Louis Meyer. Amerykanin, jako pierwszy w historii, został trzykrotnym zwycięzcą tego wyścigu. Swój ostatni triumf świętował butelką maślanki ustanawiając przy okazji nową tradycję. Organizatorzy, zainspirowani popijającym nabiał Meyerem, wręczają od tego czasu butelkę mleka pierwszemu na mecie zawodnikowi.

 

Tego samego roku swój debiut zaliczyło Borg-Warner Trophy. Meyer został pierwszą osobą, która otrzymała wielki puchar, a jego wręczenie stanowi dziś nieodłączny element celebracji zwycięstwa.

Tamtego roku zapoczątkowano jeszcze jedną tradycję. Kierowca samochodu bezpieczeństwa, Tommy Milton, zasugerował, że triumfator wyścigu powinien otrzymać pojazd jako jedną z nagród. Louis Meyer dostał kluczyki do Packarda, który podczas startu wyścigu prowadził całą stawkę. Zapoczątkowana wówczas tradycja była kontynuowana przez kolejne lata.

Indianapolis 500 w 1937 roku. Problemy faworyta

W 1937 widzowie ponownie byli świadkami ekscytującego finiszu. Wilbur Shaw zdominował rywalizację wypracowując sobie pokaźną przewagę nad resztą zawodników, lecz 20 okrążeń przed końcem z jego samochodu zaczął wyciekać olej. Amerykanin znacznie zwolnił starając się oszczędzić samochód i dowieźć go do mety. Podążający na drugim miejscu Ralph Hepburn dostrzegł problemy rywala i podkręcił swoje tempo. Lider wyścigu robił wszystko, co mógł, by utrzymać prowadzenie do mety, a jednocześnie nie zniszczyć samochodu. Na ostatnim okrążeniu jego przewaga wynosiła zaledwie kilka sekund. Shaw widząc już wyraźnie swojego rywala w lusterkach postawił wszystko na jedną kartę. Wcisnął gaz w podłogę i ostatecznie wygrał Indy 500 pokonując Hepburna o 2,16 sekundy. Była to najmniejsza przewaga zwycięzcy wyścigu aż do 1982 roku. Jednak fascynujący pojedynek ponownie został przyćmiony przez tragedię. Zawody w Indianapolis kosztowała tym razem życie trzech osób – dwóch widzów i jednego mechanika.

Kolejny wypadek z udziałem mechanika doprowadził do zniesienia obowiązku jazdy z drugą osobą. Był to koniec pewnej epoki, gdyż od tego czasu nikt już nie zabierał na pokład samochodu pomocnika, a rolę drugiej pary oczu przejęły wsteczne lusterka. Obniżono także pojemność silnika z 6 do 4,5 l. Na starcie mogły także stanąć pojazdy wyposażone w silniki doładowane o pojemności nie przekraczającej 3 L.

Indianapolis 500 w 1939 r. Powrót europejskiej maszyny

W 1939 roku powrócono do formatu kwalifikacji składającego się z czterech okrążeń pomiarowych. Pole position wywalczył Jimmy Snyder. Wyścig należał jednak do Wilbura Shawa w Maserati 8CTF. Kierowca przewodził stawce przez 51 okrążeń i osiągnął średnią prędkość 185,131 km/h. Powrót europejskich maszyn po ponad dwudziestu latach przerwy zakończył się sukcesem.

Wilbur Shaw za kierownicą Maseratti 8CTF 'Boyle Special', 1939 rok, Indianapolis Motor Speedway

Zdjęcie archiwalne / Wilbur Shaw za kierownicą Maseratti 8CTF 'Boyle Special’ wygrał Indy 500 w 1939 oraz 1940 roku

Obok Maserati spore zainteresowanie wzbudził także Amerykański Gulf-Miller. Pojazd był pierwszą w historii Indy 500 konstrukcją z silnikiem umieszczonym z tyłu. Prowadzący maszynę George Bailey odpadł jednak na 47. okrążeniu z powodu awarii zaworu.

Niestety i tym razem nie obyło się bez tragicznego wypadku. W połowie zaplanowanego dystansu Bob Swanson stracił panowanie nad swoim samochodem i uderzył w pojazd prowadzony przez Floyda Robertsa, zwycięzcę Indy 500 z 1938 roku. Maszyna Swansona zaczęła rolować i wyrzuciła kierowcę z pojazdu, a samochód Robertsa przeleciał nad barierką i wypadł poza tor. Jadący za nimi Chet Miller próbował ominąć wypadek, lecz wpadł w szczątki rozbitych maszyn i dachował. Wszyscy trzej kierowcy zostali zabrani do szpitala. Dwoje kibiców zostało rannych. Po ukończeniu zmagań ogłoszono, że Floyd Roberts zmarł w wyniku obrażeń mózgu.

Trzeci triumf Shawa w Indianapolis

Po sukcesie z 1939 roku Shaw zamierzał powtórzyć swoje zwycięstwo po raz drugi zasiadając za sterami Maserati. Amerykanin we włoskiej maszynie ponownie przekroczył linię mety jako pierwszy. Kierowca pokonał dystans zawodów ze średnią prędkością 183,911 km/h. Wynik ten był tym bardziej imponujący biorąc pod uwagę trwającą przez ostatnie 50 okrążeń neutralizację, wywołaną przez opady deszczu.

Shaw otrzymał nagrodę pieniężną w wysokości 31 875 dolarów (równowartość 581 700 dolarów w 2019 roku), samochód oraz lodówkę. Amerykanin wyrównał rekord trzech zwycięstw ustanowiony przez Louisa Meyera. Został także pierwszym kierowcą, który wygrał dwie edycje Indy 500 pod rząd.

Pożar w alei serwisowej

W 1941 roku, w dniu wyścigu, doszło do dużego pożaru w alei serwisowej. Podczas, gdy ekipa George’a Barringera tankowała samochód przygotowując go do rywalizacji, w pobliskim garażu prowadzono prace spawalnicze. Iskra ze spawarki zapaliła opary paliwa i wywołała pożar. Ogień w szybkim czasie ogarnął 1/3 garaży na Gasoline Alley. Ze względu na tłumy kibiców zmierzających na wyścig okoliczne drogi były bardzo zatłoczone, co utrudniało dotarcie straży pożarnej. Nikt nie został ranny, lecz pojazd Barringera był zniszczony i kierowca musiał zrezygnować z udziału w wyścigu. Ogień zniszczył również dwie inne maszyny, które jednak nie zakwalifikowały się do zawodów. Spłonęło także wiele narzędzi i części zapasowych. Start wyścigu opóźniono o kilka godzin.

W1941 roku w dniu wyścigu wybuchł pożar w garażach toru Indianapolis

Zdjęcie archiwalne / Pożar z 1941 roku wyrządził sporo szkód na zapleczu toru Indianapolis

Początkowo faworytem był Wilbur Shaw. Kierowca prowadził w wyścigu przez 107 okrążeń, lecz na 152. kółku stracił panowanie nad maszyną w pierwszym zakręcie i uderzył w ścianę. Amerykanin zakończył w ten sposób swój udział w wyścigu. Jak się później okazało, do wypadku przyczynił się poranny pożar w alei serwisowej. Ekipa posiadała jedno źle wyważone koło, które oznaczyła kredą. Woda użyta w akcji gaśniczej zmyła jednak napis i felerne koło trafiło do samochodu Shawa.

Dramat Amerykanina wykorzystała ekipa samochodu z numerem 16. Do rywalizacji za jego kierownicą przystąpił Floyd Davis. Wystawiający maszynę Lou Moore nie był jednak zadowolony z osiągów prezentowanych przez kierowcę. Zwrócił się zatem do Mauri Rose’a, który z powodu problemów z zapłonem wycofał się już z rywalizacji. Podczas pit stopu na 72. okrążeniu Davis został poproszony o opuszczenie bolidu, a jego miejsce przejął Rose. Kierowca zdołał przebić się na pierwsze miejsce i utrzymać je aż do mety. Sędziowie przyznali triumf zarówno Davisowi jak i Rose’owi. Po raz drugi w historii wyścig Indianapolis 500 miał dwóch zwycięzców.

Czarne chmury

W 1939 roku Niemieckie wojska przekroczyły Polską granicę i rozpoczęła się pustosząca cały kontynent wojna. Latem 1941 roku pojawiły się nawet plotki, że może się ona przyczynić do odwołania kolejnej edycji wyścigu w Indianapolis. Przemysł motoryzacyjny skupił się wówczas na produkcji na potrzeby wojska i zaczynało brakować części samochodowych. Dlatego też AAA postanowiła zamrozić rozwój wyścigowych maszyn. Organizatorzy wyścigu w Indianapolis zapewnili jednak, że zawody odbędą się w planowanym terminie. Przygotowania do kolejnej edycji szły zgodnie z planem, a jesienią ukończono remont spalonych garaży.

9 września na Indianapolis zorganizowano rywalizację „Narodowego Związku Nadzorców Pocztowych”. Pięciu kierowców – Duke Nalon, Cliff Bergere, Russ Snowberger, Chet Miller oraz George Connor wzięło udział w dwóch krótkich wyścigach. Zawody na dystansie 10 mil wygrał Nalon, a 15-milowa rywalizacja padła łupem Bergere’a. Był to ostatni wyścig na Indy przed przystąpieniem USA do II Wojny Światowej.

ZOBACZ TAKŻE
Od Grand Prix po legendarną królową sportów motorowych

7 grudnia 1941 roku Japońskie myśliwce ostrzelały Amerykańską bazę wojskową na Pearl Harbor. Niespodziewany atak na Stany Zjednoczone oznaczał dołączenie kraju do wojny. Początkowo organizatorzy Indy 500 planowali przeprowadzić wyścig zgodnie z planem. Jednakże 29 grudnia właściciel toru, Eddie Rickenbacker, ogłosił odwołanie zawodów w 1942 roku i zawieszenie rywalizacji na czas trwania wojny. Swoje zmagania wstrzymał także AAA Contest Board, organ nadzorujący wyścigowe mistrzostwa w kraju będące poprzednikiem serii IndyCar. W lipcu 1942 roku Amerykański rząd wydał zakaz organizowania wyścigów samochodowych, by skupić wszystkie zasoby na działaniach wojennych.

Podczas wojny Indianapolis Motor Speedway zupełnie opustoszał. W marcu 1942 roku zwolniono prawie wszystkich pracowników toru. Obiekt zamknięto, a po pewnym czasie ten sam los spotkał znajdujące się wewnątrz jego pole golfowe. Teren porosły chwasty, a drewniane trybuny spróchniały.

Tragiczne losy triumfatorów Indy 500

Historia Gastona Chevroleta, młodszego brata Luisa Chevroleta, założyciela znanej dziś na całym świecie marki Chevrolet, potoczyła się wyjątkowo tragicznie. Zaledwie pół roku po swoim triumfie w Indy 500 kierowca poniósł śmierć podczas kończącego sezon wyścigu na drewnianym owalu Beverly Hills Speedway. Chevrolet zderzył się na 146 okrążeniu z Eddie’m O’Donnellem. W wypadku zginęli obaj kierowcy oraz mechanik O’Donnella.

Trzy lata później w wypadku na torze Altoona Speedway życie stracił Howdy Wilcox, triumfator Indy 500 z 1919 roku. W 1924 roku zginął kolejny zwycięzca Indy 500, Jimmy Murphy. Kierowca wpadł w poślizg podczas wyścigu na szutrowym owalu w Syracuse. Jego samochód uderzył w ogrodzenie po wewnętrznej stronie toru, a fragment drewnianej bariery wbił się w klatkę piersiową zawodnika. Tego samego roku na Altoona Speedway zginął Joe Boyer, współzwycięzca Indy z 1924 roku.

Triumfator Indy z 1926 roku, Frank Lockhart, stracił życie podczas próby bicia rekordu prędkości na plaży Daytona Beach w 1928 roku. Przyczyną tragedii było pęknięcie opony. Ray Keech poniósł śmierć w wyścigu na torze Altoona, zaledwie 16 dni po swoim triumfie w Indy w 1929 roku. Podczas zawodów doszło do wypadku, w wyniku którego jedna z barier znalazła się na torze. Keech wpadł w nią, a jego samochód dachował przygniatając zawodnika. Zmarł on w chwili wypadku w wyniku odniesionych obrażeń.

William Clarence Cummings, zwycięzca Indy 500 z 1934 roku zginął w wypadku samochodowym 8 lutego 1939 roku. Louis Schneider, którego sportowy dorobek obejmuje triumf w Indy w 1931 roku oraz mistrzostwo IndyCar, zmarł we wrześniu 1942 roku na gruźlicę spędzając ostatnie trzy miesiące swojego życia w szpitalu.

Indy 500 w XX-leciu międzywojennym. Co stało się potem ze słynnym torem?

Podczas II wojny światowej tor w Indianapolis, po raz kolejny w przeciągu zaledwie nieco ponad 20 lat, znalazł się w trudnej sytuacji. Obiekt musiał zawiesić swoją działalność, co spotkało z resztą każdy tor wyścigowy w kraju. Wojna nigdy nie była łaskawa dla sportów motorowych. Jednakże każda wojna kiedyś dobiega końca, a ludzie pragną wrócić do normalnego życia. Po kapitulacji Nazistowskich Niemiec i pokonaniu Japonii pojawiło się światełko w tunelu.

Eddie Rickenbacker postanowił jednak sprzedać obiekt, by skupić swoją uwagę na rozwoju własnych linii lotniczych. Dalsze losy wyścigu stanęły pod znakiem zapytania. Na szczęście, nowy właściciel, Tony Hulman, był fanem sportów motorowych i odrestaurował zapuszczony w czasie wojny tor. To już jest jednak materiał na osobny artykuł. Losy wyścigu Indy 500 w XX-leciu międzywojennym okazały się ciekawe, a dalsza historia klasyka była jeszcze ciekawsza.

Oceń nasz artykuł!
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Reklama
Reklama