Obniżka formy
Ferrari zaczęło sezon 2022 z wysokiego C, jednak w ostatnim czasie ich zdobycze punktowe mocno się zmniejszyły. Jeszcze po Grand Prix Australii ich przewaga nad Red Bullem w klasyfikacji konstruktorów wynosiła ponad 40 punktów. Podobny zapas miał Charles Leclerc nad Maxem Verstappenem wśród kierowców. Tymczasem dziś to Holender prowadzi w mistrzostwach z przewagą 9 punktów, a w rywalizacji zespołów Red Bull z dużą nawiązką odbił włoskiej ekipie prowadzenie.
Czerwone Byki z Milton Keynes wygrały 5 z 7 wyścigów. Z czego w dwóch mierzyli się z niską niezawodnością swoich konstrukcji. Jednak Ferrari też napotkało wiele różnych problemów. Awaria silnika pozbawiająca Leclerca zwycięstwa w Hiszpanii, czy źle dobrana strategia, która zaprzepaściła szansę na dublet w Monako. Oprócz tego spore kłopoty z bolidem miał Carlos Sainz, który nie ukończył już 2 wyścigów, a w Hiszpanii błąd własny pozbawił go szansy na podium. Kolejne wyścigi odbędą się na torach, które charakteryzują wysokie prędkości maksymalne oraz szybkie zakręty. Wydaje się więc, że szanse na odrobienie strat przez Ferrari w najbliższym czasie są nikłe.
Chłodna głowa Mattii Binotto
Ferrari nie zdobyło mistrzostwa świata wśród kierowców od 2007 roku, a sezon 2022 miał być tym, w którym powrócą na szczyt. Presja ciążąca na zespole i kierowcach jest więc ogromna. Tym bardziej, że ostatnie wyniki nie napawają optymizmem. Pomimo tego szef zespołu, Mattia Binotto, wciąż myśli optymistycznie. Włoch nie krył zadowolenia ze swoich kierowców i stwierdził, że zespół wciąż ma duże szanse na zdobycie tytułu. Jego zdaniem duet stworzony z młodych, ale doświadczonych, Charlesa Leclerca i Carlosa Sainza, jest odpowiednim do walki o najwyższe cele.
– Jestem zadowolony z duetu, który mamy; nawet bardzo zadowolony. To prawda, są młodzi, jednak są już doświadczonymi kierowcami. Carlos miał trudniejszy początek sezonu, ale jestem pewien, że niedługo pokaże, na co go stać. Uważam, że aby wygrywać tytuły, potrzeba dwóch dobrych kierowców, a my takich posiadamy – skomentował Włoch.
Kwestia „salary cap”
Inną sprawą, którą poruszył Mattia Binotto jest tak zwane „salary cap”. Jest to przepis, który narzucałby maksymalną płacę, jaką ekipy mogłyby płacić swoim kierowcom. Szefowie zespołów F1 dyskutują na ten temat z FIA już od jakiegoś czasu. Rozwiązanie to miałoby pomóc zredukować koszty. Jednak zdaniem Binotto, minie sporo czasu, zanim taki zapis mógłby zostać wprowadzony.
– Powodem tego są umowy, które obecnie mamy podpisane z kierowcami. Nie możemy ich ot tak zmienić, czy naruszyć – zakończył szef Ferrari.