Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Schumacher nie boi się ryzyka. „Muszę znaleźć odpowiedni margines”

Mickowi Schumacherowi niestraszne są kolejne wyzwania i rosnąca oczekiwania. Kierowca Haasa w podobnej sytuacji znalazł się już kilkukrotnie, jeszcze w seriach juniorskich. Remedium jest takie samo, ale przedtem Niemiec musi, jak sam przyznaje, „użyć presji w inny sposób”.

Mick Schumacher
Fot. Materiały dla mediów Haas F1 Team

Ultimatum w Haasie?

Kraksa w Monako poważnie nadszarpnęła słabnącą reputację Micka Schumachera. Niemiec po raz drugi w tym sezonie zniszczył samochód, nie tylko pozbawiając ekipę szansy na punkty, ale i nakładając na nią potężne koszty związane z odbudową. Z przepołowionego w księstwie bolidu Niemca ostało się kilka elementów, m.in. silnik, ale Haas na równi z pieniędzmi powoli traci też cierpliwość do labilnej postawy kierowcy.

Najbardziej jednoznacznie odniósł się do tego Günther Steiner, co poruszaliśmy już na MotoHigh.pl w artykule poniżej. Słowa musimy wykoncypować, jak z tej sytuacji posunąć się naprzód zostały już zinterpretowane przez niektórych dziennikarzy jako ostatni dzwonek dla syna siedmiokrotnego mistrza świata, ale przed GP Azerbejdżanu szef ekipy postanowił rzucić na sytuację nieco więcej światła, broniąc też swego zawodnika.

– Kiedy to mówiłem, miałem na myśli, iż istnieje wiele kwestii, które musimy rozwiązać. Nie ma jednej, prostej odpowiedzi. To kombinacja, z którą po prostu nie da się dłużej żyć. On o tym wie, również dlatego, że rozbijanie się w pewnym momencie przestaje być zdrowe. […] Oczywiście, chce zdobywać punkty, ale jeśli się rozbijasz, to ich nie zdobywasz – tłumaczył Steiner.

Włoch nie zamierza być jednak zbyt surowy dla Niemca. – W ogóle nie powinno być mowy o konwersacji a propos tego, że ma się nie rozbijać. […] Nakładanie presji i mówienie czegoś takiego nie jest w moim stylu. Nigdy tego nie robię. […] Powtarzanie tego pięć razy nie przyniesie poprawy, myślę, że tylko pogorszy sprawę.

Dlatego też Schumacher sam postanowił przeorganizować swoje podejście i strategię. Haas już teraz musi być zachowawczy względem niektórych komponentów. Po kraksie na ulicach Dżuddy ogrom pracy wymagał pomocy Ferrari i Dallary, a Steiner zaznacza, że w takich wypadkach coś trzeba poświęcić, nie można wydawać pieniędzy, których się nie posiada. To z kolei może przełożyć się na planowany na GP Francji pakiet poprawek.

Presja nie jest kłopotem

Haas ma jeszcze czas na ewentualne dopasowanie budżetu. – Jesteśmy na wczesnym etapie sezonu, więc wciąż można wierzyć, że uda się zaoszczędzić pieniądze na innym polu. Ale jeśli sprawy będą toczyć się dalej tak jak teraz, skończą się fundusze na oszczędności. Celem nr 1 dla Niemca będzie zatem, tak jak w przypadku Guanyu Zhou, bezproblemowy weekend. O ten może być trudno, bo bliskość barier przyciągnęła już niejednego kierowcę – choćby Charlesa Leclerca – ale Schumacher nie poddaje się rozterkom.

– To kwestia znalezienia się we właściwym miejscu we właściwym czasie. Mówiłem to już od jakiegoś czasu, że zetknąłem się z takimi okolicznościami wcześniej, choćby w F3 czy F2. Wtedy zaczynałem z trudnej pozycji i ciążyła na mniej duża presja, ale to sprawiło, że byłem szybszy. A zatem…podsycajcie presję!

ZOBACZ TAKŻE
Mick Schumacher - 2 nazwiska, wzloty, upadki i tragedia. | Droga do F1

Słowa te mogą brzmieć dość absurdalnie, choć należy przyznać, że kłopoty Niemca nie są wyłącznie jego winą. Orędownikiem takiego spojrzenia jest m.in. Ralf Schumacher. Do jego słów można mieć cień zastrzeżenia (jest wszak wujem zawodnika), niemniej kraksy to nie jedyny czynnik powodujący, że pod nazwiskiem Schumachera w klasyfikacji generalnej wciąż widnieje 0 punktów.

Zespół też ponosi winę

Dwa przykłady dowodzącej tej teorii to wydarzenia z Miami i Hiszpanii. Schumacher był na prostej drodze do przełamania posuchy, ale w końcowej fazie wyścigu uwikłał się w kolizję z Sebastianem Vettelem. Obie strony uznały ją potem za bezsensowną, i obie ponosiły winę. Pod Barceloną Schumacher mógł poczuć się od niej zwolniony. Wystartował świetnie, przez moment jadąc na szóstej lokacie, ale próby utrzymania się w czołowej dziesiątce ukróciła szaleńcza strategia. Pomysł z jednym zjazdem do boksu okazał się zupełnie niedostrojony do realiów gorącej nawierzchni, grzebiąc szanse na kilka „oczek”.

Junior Ferrari jest jednak świadomy konieczności zmian. Pytany przez „The Race”, zaznaczał, że nie czuje się zestresowany obecną sytuacją, ale w pewnych aspektach musi ukształtować swoje nastawienie na nowo i nie tracić wiary w siebie. Jako kierowca zawsze próbujesz i ryzykujesz, licząc na korzyści. Środek stawki jest tak ciasny, że jeżeli nie pogodzisz się z ryzykiem, skończysz na 15. miejscu albo niżej. Tam nie chcę się znaleźć. Chcę być w top 10. Muszę zatem podjąć nieco ryzyka, znaleźć odpowiedni margines. To coś, czego jeszcze prawdopodobnie nie udało mi się w całości dokonać.

\
Reklama