Niespełnione marzenia
O losach francuskich kierowców w F1 na przestrzeni dekad można by napisać co najmniej kilka książek. Są wśród nich wielkie talenty, które wspierane programami sponsorskimi Elf i Renault przebiły się do stawki w latach 70-tych i 80-tych. Są nie mniejsze gwiazdy serii juniorskich zmuszone szukać sobie miejsca w powoli upadających rodzimych ekipach lat 90-tych. I są wreszcie asy XXI-wieku, rozrzucone po stawce, w większości nie nawiązujące do renomy największych nazwisk ojczyźnianej sceny.
A pośród nich wszystkich jeden tylko mistrz świata. Aż czterokrotny, niemniej w walce na samym szczycie osamotniony właściwie już od połowy lat 80-tych. Gdy w owym okresie po raz pierwszy stawkę opuściło Renault, skończyły się nie tylko piorunujące innowacje pokroju silnika turbodoładowanego. Dobiegł również kres mglistych marzeń o dominacji francuskich kierowców. Do takowej, jaką cieszyli się w latach 50-tych choćby Brytyjczycy, nigdy nie doszło.
Wysyp talentów
Być może jednak już za kilka, kilkanaście lat doczekamy się sezonu, w którym Trójkolorowi regularnie meldować się będą na podiach. W seriach juniorskich szkoli się bowiem nowe pokolenie – wychowane na innych wyścigach, ale wciąż mające w pamięci sukcesy Alaina Prosta. Nie ma już mowy o obowiązkowym wsparciu Renault czy innego francuskiego teamu. Dziś młodzi Francuzi mogą z powodzeniem rywalizować o miejsce w każdej z akademii talentów.
Na pierwszy plan wysuwają się nazwiska Theo Pourchaire oraz Clementa Novalaka z F2, a także Victora Martinsa oraz Isacka Hadjara z F3. Ledwie jeden krok za nimi jest Hadrien David, kartingowy potentat, z powodzeniem realizujący swój drugi rok startów w serii FRECA. Wobec roli, jaką ci kierowcy mogą za kilka lat pełnić w królowej sportów motorowych, postanowiliśmy przygotować quiz przypominający ich rodaków. Podobnie jak w przypadku Brazylijczyków czy Niemców, zawęziliśmy kryteria do kierowców, którzy wystartowali w przynajmniej 20 wyścigach Grand Prix.