Czego szukasz?

Załóż konto w Betfan!

Formuła 1

Dlaczego GP Singapuru jest wyzwaniem dla kierowców?

Zawody organizowane na torze Marina Bay są jednymi z najbardziej wyjątkowych w kalendarzu. To właśnie tu odbył się pierwszy w historii nocny wyścig F1. GP Singapuru na ogół jest bardzo wymagające dla kierowców. Czas przeanalizować, dlaczego tak się dzieje.

GP Singapuru wyzwania
Fot. Scuderia Ferrari

Zakłócenia pod koniec drugiego sektora

Pomiędzy zakrętami numer 12 i 14 zawodnicy pokonują połączenie Mostu Andersona z inną drogą. Z miejscem tym związana jest wielka zagadka. Na tym odcinku obiektu często dochodziło do awarii jak i różnego rodzaju zakłóceń. Swego czasu o tym problemie regularnie na antenie Polsatu opowiadał Andrzej Borowczyk. Zdaniem kilku szefów zespołów taki stan rzeczy spowodowany jest przejeżdżającymi pod torem w tamtym miejscu pociągami. Teza ta jednak nigdy nie została potwierdzona. 

ZOBACZ TAKŻE
Fajerwerki na bezdusznej pustyni - Formuła 1 i tor Yas Marina

Singapur ma dziwny mały problem techniczny, który jest specyficzny tylko dla toru Marina Bay Street. W pobliżu Mostu Andersona samochody przejeżdżają nad czymś pod ziemią – nigdy nie ustaliliśmy, co to jest – co powoduje zakłócenia w bolidach. Czujniki zaczynają pokazywać dziwne odczyty, a mechanizmy kontrolujące pozycję przepustnicy i sprzęgła zaczynają się poruszać i nie są już pod kontrolą kierowcy. Utrzymuje się to przez bardzo krótki okres czasu, ale niepokojące jest to, że jeśli dojdzie do czegoś takiego, gdy samochód zmienia bieg, może to zakłócić delikatny czas otwarcia przepustnicy, sprzęgła i łopatek zmiany biegów. W rzeczywistości może to zakłócić zmianę biegów i spowodować pęknięcie koła zębatego. Kiedy byliśmy tu po raz pierwszy nie wiedzieliśmy o co tu chodzi. Teraz wiemy już, że należy dokonać kilku zmian w oprogramowaniu – opowiadał kilka lat temu dyrektor techniczny McLarena, Tim Goss.

Mała przyczepność toru w końcowej części 

Zakręty numer 18 i 19 są bardzo charakterystyczną sekcją toru Marina Bay. Zawodnicy bowiem przejeżdżają w tym miejscu pod główną trybuną. W poprzednich latach dochodziło tam do wielu wypadków. Lista ofiar tej szykany jest bardzo długa. Swoje wyścigi kończyli tu chociażby Adrian Sutil, Jaime Alguersuari, Timo Glock, Narain Karthikeyan, Kamui Kobayashi czy Bruno Senna. Wielu fanów z pewnością pamięta sceny z 2010 roku, kiedy ta ostatnia dwójka rozbiła się w krótkim odstępie czasu w osobnych incydentach.

 

 

Jednak i dużo lepsi kierowcy od nich mieli problemy w tamtym miejscu. Podczas GP Singapuru 2008 w osiemnastce obrócił się Felipe Massa, który tylko cudem nie uszkodził swojego tylnego skrzydła. Te sytuacja głównie wynikają z małej przyczepności w tym segmencie obiektu, co zresztą jest od wielu lat udręką.

Noc nie znaczy lżej

Singapur położony jest bardzo blisko równika. Z tego względu klimat tam panujący jest bardzo surowy. Mowa tu o wysokich temperaturach powietrza jak i sporej wilgotności. Na przełomie września i października wilgotność w ciągu dnia wynosi ona mniej więcej 96%. Nie wiele lepiej jest w nocy, gdzie osiąga ona wartość około 80%. Dla kierowców jest to bardzo zła informacja. W takich warunkach są oni zmuszeni do jazdy w materiale z ognioodpornego Nomexu, w ciasnej przestrzeni, gdzie temperatura w środku bolidu przekracza często 60 stopni Celsjusza. 

ZOBACZ TAKŻE
Grand Prix Singapuru 2008. Pierwszy nocny wyścig w historii F1

Pomimo tak ciężkiej sytuacji część kierowców stara się pokonać dystans wyścigu bez nawodnienia. W tym gronie można chociażby wymienić Kevina Magnussena czy w poprzednich latach Marcusa Ericssona. Ten pierwszy na własnej skórze i to dosłownie przekonał się o wyzwaniu jakim jest GP Singapuru. Duńczyk przez całe zmagania mierzył się z przegrzanym fotelem, który go parzył do tego stopnia, że ówczesny kierowca McLarena myślał nawet o wycofaniu się z wyścigu. Skandynaw zdołał jednak zająć 10. miejsce. Tym samym jak to on ujął wywalczył najtrudniej zdobyty punkt w karierze.

Nitka toru to wielkie wyzwanie

Sama charakterystyka obiektu utrudnia życie zawodnikom. Ci nie mają bowiem tak naprawdę ani chwili na odpoczynek. Raz po raz oni skręcają i składają się w ciasne szykany, a w dodatku na tym obiekcie nie ma praktycznie miejsca na błąd. Tak samo kierowcy nie mają kiedy odpocząć, gdyż najdłuższa prosta ma tu 800 metrów. To mało w porównaniu z większością torów wyścigowych. Podczas GP Singapuru bardzo możliwe jest to, że lider wyścigu nie zmieści się w limicie dwóch godzin. Powodem tej sytuacji są bardzo często neutralizacje. Do tej pory w każdej edycji zawodów na obiekcie zlokalizowanym tuż koło hotelu Marina Bay, podczas zmagań przynajmniej raz oglądaliśmy w akcji samochód bezpieczeństwa.

 

 

Dodatkowo wyprzedzanie jest tu bardzo ciężkie choć nie niemożliwe. Najlepszymi miejscami do tego typu manewrów są dohamowania do jedynki, siódemki i czternastki. W tym ostatnim miejscu podczas ostatniego wyścigu w tym mieście, bardzo często mijany był Kevin Magnussen. Należy jednak dodać, że Duńczyk borykał się wtedy z wielkimi problemami. 

ZOBACZ TAKŻE
Zapomniana historia Nelsona Piqueta Jr. | Historia motorsportu

O jedną przeszkodę mniej

W latach 2008-2012 postrachem wśród kierowców Formuły 1 była szykana określana mianem „Singapur Sling”. Charakteryzowała się ona wysokimi krawężnikami jak i bardzo ciasną sekwencją trzech zakrętów, które pokonywano praktycznie na raz. Ofiarami tej sekcji byli chociażby Kimi Raikkonen, który rozbił się tu pod koniec zawodów z 2008 roku, czy Kamui Kobayashi, który powtórzył wyczyn w kwalifikacjach 3 lata później. Przygodę w tym miejscu zaliczył także Adrian Sutil. Niemiec w sezonie 2010 podczas treningu zbyt mocno najechał na krawężnik. W efekcie jego bolid wyrzuciło w powietrze i spadając zostało urwane przednie lewe zawieszenie w maszynie oznaczonej numerem 14.

 

 

Organizatorzy tej rundy na rok 2013 postanowili przeprofilować tą sekcję. W efekcie przemianowano tą szykanę na jeden lewy zakręt. Zmiana ta była podyktowana względami bezpieczeństwa jak i chęcią poprawy widowiska. To częściowo się udało, co potwierdził podczas GP Singapuru 2015 wspomniany Raikkonen. Fin stoczył w tym zakręcie kilka wspaniałych walk. Mistrz świata z 2007 roku minął chociażby w odważnym stylu Lewisa Hamiltona. 

5/5 (liczba głosów: 3)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama