Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Powinniśmy usunąć Azerbejdżan z kalendarza F1? | Felieton

Formuła 1 to sport, który ogromnymi pieniędzmi stoi. Składa się na to wiele czynników. Rozwój technologiczny, objazdowa charakterystyka serii oraz wiele innych. Wszystko to jest w porządku, ale do czasu. Do czasu, w którym okazuję się, że organizatorzy Formuły 1 za te ogromne pieniądze sprzedają swoją zwykłą, ludzką godność. Najnowszym przykładem jest brak reakcji na ostatnie wydarzenia na froncie azersko-armeńskim.

Fot. GP Azerbejdżanu 2018 / Red Bull Content Pool

Najlepszym, a zarazem jednym z najświeższych dowodów na pazerność Liberty Media jest organizacja wyścigu w Arabii Saudyjskiej. Organizacja rundy w kraju, który w XXI w. kierując się prawem szariatu mocno ogranicza prawa mniejszości oraz kobiet, niektóre występki karząc śmiercią. Kraju, w którym podczas wyścigu Formuły E, jednej z serii organizowanych przez FIA nieopodal toru latały rakiety. Szczęśliwie wszystkie były strącane przez system obrony przeciwrakietowej Arabii Saudyjskiej.

ZOBACZ TAKŻE
Czy F1 powinna ścigać się w Arabii Saudyjskiej? | Felieton

O hipokryzji związanej ze ściganiem się w kraju żyjącym z wydobycia surowców i mówieniem o bezemisyjności do 2030 r. nie wspomnę. Z jednej strony #ZeroEmissions i inne pseudoekologiczne hasełka, a z drugiej petrodolary lejące się do kieszeni LM za opcję przyjazdu cyrku Formuły 1 na Bliski Wschód. Póki co jedynym czynnikiem, który faktycznie był w stanie powstrzymać serię przed pojechaniem do jakiegoś państwa była regularna wojna. Taka 24 lutego 2022 wybuchła na Ukrainie, więc wówczas podjęto decyzję o anulowaniu tegorocznego GP Rosji.

Problem Azerbejdżanu w Formule 1

Obecnie do grona tych, którzy obiektywnie patrząc powinni zostać z kalendarza wyrzuceni dołączyło kolejne państwo. Azerbejdżan zaatakował Armenię w ramach eskalacji konfliktu związanego z regionem Górskiego Karabachu. W opinii publicznej pojawiły się głosy, że Armenia to państwo prorosyjskie i, mimo że kwestię tę można poddać pod wątpliwość powiedzieć trzeba jedno. Niezależnie od tego czyim sojusznikiem jest przeciwnik Baku, nie ma to znaczenia. Azerscy żołnierze mordują armeńskich jeńców popełniając straszne zbrodnie wojenne. Zbrodnie, które są tak jak te rosyjskie – udokumentowane i widoczne publicznie w mediach społecznościowych. Właśnie takie, nieocenzurowane nagranie, stało się ostatnio viralem na światowym oraz polskim Twitterze.

Zacząłem się więc zastanawiać, czy zostawiając Azerbejdżan w Formule 1 nie jesteśmy ignorantami z podwójnymi standardami. Dojść można do jednego wniosku. Skoro w motorsporcie nie ma miejsca dla Rosji prowadzącej pełnoprawny konflikt zbrojny, to moim zdaniem nie ma tu również miejsca na Baku, czyli stolicę państwa mającego krew na rękach.

I powiedzmy sobie jasno, armeńscy żołnierze nie są lepsi. Wojna zawsze idzie zgodnie z planem, póki nie padnie pierwszy strzał. Później zaczyna się zezwierzęcenie, zbrodnie, morderstwa w imię wielkich pieniędzy lub religii. Chodzi o sam fakt pozostawiania w kalendarzu F1 kraju prowadzącego aktualnie wojnę. Wojnę, w której giną ludzie, mający marzenia, rodziny, być może pasje do sportu. Sportu, jakim powinna być królowa sportów motorowych. Sportu, który powinniśmy oddzielać od polityki, a tym bardziej jakiejkolwiek wojny.

Bez porównania do Rosji? A jednak

Mogą pojawić się głosy, że skala wojny prowadzonej przez Azerbejdżan jest dużo mniejsza. Niektórzy powiedzą, że ten konflikt trwa przecież latami, a jeszcze inni, że tak jak wcześniej wspomnieliśmy Armenia jest powiązana paktami z Rosją. Albo, że Baku gwarantowało dobre ściganie. Albo, że przecież wojna jest w Armenii, a nie w Baku. I szczerze? Każdy z tych argumentów to argument z dykty. Wojna to wojna, tragedia pokoleń, dzieli narody, odbiera młodych ludzi. Przyszłych lekarzy, prawników, informatyków… kierowców wyścigowych.

ZOBACZ TAKŻE
Czy F1 może być dumna z rywalizacji Verstappena i Hamiltona? | Felieton

Dlatego pomimo tego jak dobrym i emocjonującym obiektem jest Baku Street Circuit, powinniśmy powiedzieć stanowcze „nie” organizacji wyścigu w tym kraju. Presja fanów może tu naprawdę dużo zdziałać. Jadąc do Baku jesteśmy hipokrytami z podwójnymi standardami, bo w gruncie rzeczy mówimy, że Azerbejdżan prowadzący wojnę jest ok, ale Rosja prowadząca wojnę to już nie. Niezależnie od tego, który kraj lubimy bardziej, oba czynią rzeczy, przez które nie zasługują na organizację rundy Formuły 1. 

5/5 (liczba głosów: 1)
\
Reklama