Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Andretti otrzyma wsparcie w drodze do F1? Inwestor na horyzoncie

Droga ekipy Andretti Autosport, która chce wejść do F1 do tej pory nie była usłana różami. Jednak wiele wskazuje na to, że na horyzoncie pojawia się podmiot, który jest chętny mu pomóc.

Michael Andretti
Fot. IndyCar

Są kolce, ale czy jest róża?

Michael Andretti od ponad roku pracuje nad tym, aby wystawić swój zespół w Formule 1. Wszystko zaczęło się od próby częściowego przejęcia zespołu Saubera wraz z Sauber Engineering obsługującym zgłoszenie. Niestety wówczas całe porozumienie upadło, gdy obydwie strony nie były się w stanie porozumieć odnośnie podziału władzy w zespole po zmianie struktury właścicielskiej.

Jednak Amerykanin nie zraził się tym fiaskiem i kilka miesięcy temu zaczął on pracować nad budową swojej ekipy F1 od zera. Tu jednak również próżno mówić o sukcesach, gdyż inne zespoły bardzo nieprzychylnie patrzą na plany Andrettiego. Tu najczęściej reprezentanci poszczególnych ekip jako argumentu przeciw nowej ekipie używają obawy o to, że nowy zespół może nie być konkurencyjny od początku. Zaś sama marka Andrettiego ma być według nich niewystarczająco duża, aby móc wnieść wartość dodaną do sportu.

Dodatkowo sytuacji nie ułatwiają dwie inne sprawy. Przede wszystkim nowy zespół musi przed debiutem wpłacić 200 milionów  dolarów opłaty aktywacyjnej, która pozwoli mu brać udział w podziale z zysków z praw telewizyjnych już od pierwszego roku. Po drugie, FIA nie przewiduje w najbliższym czasie otwierania postępowania rekrutacyjnego dla potencjalnie nowych ekip w F1. W tym wszystkim wtóruje mu Stefano Domenicali z Liberty Media, który wprost mówił, że seria obecnie nie potrzebuje nowego zespołu. Można powiedzieć, że Michael Andretti robi co może, aby pojawić się w mistrzostwach świata. Jednakże sama seria niekoniecznie chce, aby Andretti Global (tak miałby się nazywać zespół) do niej dołączył.

ZOBACZ TAKŻE
Patryk Tararuj wspomina start w Baltimore GP. "Całe miasto tym żyło" | WYWIAD

Jest światełko na horyzoncie

Andretti Autosport jest obecnie w ciekawym momencie. Z jednej strony zespół IndyCar nadal żywi nadzieje na to, że zdoła on wywalczyć sobie miejsce w stawce F1 na sezon 2026. Jednocześnie mają oni problemy z przekonaniem kluczowych postaci zarządzających sportem. Z jeszcze innej strony podmiot Michaela Andrettiego w tym miesiącu rozpoczął budowę nowej siedziby. Ta będzie wykorzystywana nie tylko na potrzeby programów wyścigowych w IndyCar, IMSA, Formule E czy Extreme E. Oprócz tego będzie tam się mieściła dywizja Andretti Technologies. Wspomniana organizacja zajmuje się komercyjnymi projektami technologicznymi podobnie, jak McLaren Applied Technologies czy Williams Advanced Engineering. Z wiadomych powodów, w żadnej informacji prasowej dotyczącej nowej siedziby nie wspomniano o zastosowaniu jej przy potencjalnym zespole F1.

Tu należy wspomnieć, że nowa fabryka w stanie Indiana to ostatnio nie jedyna rzecz, jaką żyje Andretti Global. Otóż okazuje się, że podmiot może pozyskać inwestora, który może pomóc im w dostaniu się do F1. Lokalny serwis IndyStar donosi, że Guggenheim Partners, a dokładniej dyrektor generalny tej organizacji, Mark Walter miał znacząco wesprzeć cały projekt pod kątem finansowym. Przede on, a właściwie wspomniane Guggenheim Partners miało wspomóc budowę wspomnianej siedziby kwotą 200 milionów dolarów. Oprócz tego w przyszłości na koncie Andretti Global ma pojawić się jeszcze miliard i 200 milionów dolarów od tej organizacji. Sam miliard miałby zostać spożytkowany na przygotowanie zespołu oraz na pierwsze lata jego funkcjonowania. Zaś pozostałe 200 milionów miałoby zostać przeznaczone na pokrycie opłaty aktywacyjnej, o której wspomnieliśmy w pierwszym rozdziale.

Pieniądze to nie wszystko?

Trudno jednoznacznie potwierdzić, lub zaprzeczyć tym doniesieniom. Pewne jednak jest to, że wspomniany Walter w jakiś sposób przyczynił się do rozpoczęcia budowy wspomnianej siedziby, ponieważ był obecny jako gość podczas niedawnej ceremonii „wbicia pierwszej łopaty”. Tu jeszcze warto wspomnieć, że Michael Andretti został zapytany o przyszłość jego organizacji w sportach motorowych i jej aspiracje. Były kierowca McLarena odpowiedział, że „chcemy być obecni w każdej możliwej formie motorsportu od Le Mans, poprzez Monako, Indianapolis, aż po Daytonę. Oprócz tego aspirujemy do tego, aby wszystkie nasze programy wyścigowe mieściły się pod jednym dachem”. Ostatnie zdanie sugeruje, że w przypadku rzeczywistego dostania się do F1, Andretti może być niemal w stu procentach amerykańską ekipą.

ZOBACZ TAKŻE
Magnussen o IndyCar. "Poziom jest tam cholernie wysoki"

Czy to koniec trudności?

Jeśli wspomniane doniesienia się potwierdzą to rzeczywiście amerykańska ekipa postawi ważny krok na drodze do F1. Pieniądze, a dokładniej 200 milionów dolarów kwoty aktywacyjnej to istotny argument, który może pomóc ekipie dostać się do stawki. Pytanie czy FIA zdecyduje się otworzyć wspomniany na początku proces rekrutacyjny? Tutaj potrzebne są nie pieniądze, a dobra wola federacji oraz promotora. Dodatkowo ważny będzie też czas. Jeśli mamy mieć nowy zespół w stawce to najlepiej, aby zadebiutował on w 2026 roku. Jak wiadomo, wówczas miejsce będzie miała kolejna rewolucja techniczna, która powinna ułatwić debiut nowej ekipie.

Aby to było możliwe, najpóźniej za dwa lata ekipa musiałaby zacząć pracować nad samochodem na wspomniany sezon. Dodatkowo zespół musiałby wiedzieć, z jakiego silnika miałby korzystać. Jednak w tym aspekcie wszystko wskazuje na współpracę z Renault. Michael Andretti zapowiedział, że w najbliższych tygodniach powinniśmy dowiedzieć się więcej na temat jego drogi do F1.

Reklama