Connect with us

Czego szukasz?

Formuła E

Seria rekordów czy peleton? Wyjątkowe E-Prix Portland

Już za kilka godzin Formuła E rozpocznie ściganie w Portland – czwartym w historii czempionatu torze na terenie Stanów Zjednoczonych. Jego charakterystyka połączona z naturą tegorocznych maszyn Gen3 sugeruje wielkie widowisko. Dlaczego?

Portland FE 3
Fot. Portland Intl Raceway / Twitter

Pierwsza sesja treningowa do E-Prix Portland już zakończona. Triumfował w niej René Rast z McLarena, który w żadnym z dotychczasowych treningów sezonu 9. nie meldował się nawet w pierwszej piątce. Niemiec już po kilku okrążeniach pobił rekord Sachy Fenestraza dotyczący największej średniej prędkości na okrążeniu (155 km/h). Niebawem Edoardo Mortara jeszcze tę statystykę wyszlifował. Szwajcar jechał średnio ponad 160 km/h, a Mitch Evans na swym ostatnim kółku przebił jednorazowo granicę 276 km/h na końcu prostej.

Kwestia energii

Jakie ma to znaczenie dla nas, kibiców? Ano takie, iż E-Prix na amerykańskiej ziemi prawdopodobnie zapisze się w historii mistrzostw jako absolutnie bezprecedensowe. – Myślę, że wszyscy [kierowcy – przyp. red.] spodziewamy się wyjątkowego wyścigu. Powiedzmy, że pod kątem liczb będzie to zapewne najbardziej <<energetycznie wrażliwy>> wyścig, jaki FE do tej pory widziała – stwierdził Jake Hughes, partner Rasta.

Portland FE

Fot. Formula E / Twitter

A wszystko to z powodu natury obiektu w stanie Oregon – płynnego, z ledwie jedną szykaną i długimi oraz szerokimi prostymi. Jego nitka wije się nieco na kształt Algarve czy Barcelony. Zakręty przechodzą tu w łuki, brakuje punktów, gdzie trzeba mocno przycisnąć hamulce. Przeciwnie, kierowcy jechać będą pełnym gazem i nieustannie pracować kierownicą.

Czyni to Portland podobnym do Sao Paulo, gdzie byliśmy świadkami widocznego oszczędzania energii przez całą niemal stawkę. Na tego typu obiektach kluczem staje się bowiem tzw. podciąg aerodynamiczny. Efekt ten polega na swoistym „wycinaniu” drogi przez strugę powietrza przez prowadzący samochód. Goniący go rywale podlegają wobec tego znacznie zredukowanemu oporowi.

Mniejszy opór umożliwia osiąganie większych prędkości i pozwala efektywniej stosować technikę zwaną lift&coast. W bolidach FE to tradycyjny sposób oszczędzania energii. Kierowcy zwalniają pod koniec prostych, ale miast używać hamulca odpuszczają tylko pedał przyspieszenia i naciskają łopatkę regeneracji umieszczoną na kierownicy. Dzięki temu mogą dojechać do mety; na starcie zawodów celowo nie otrzymują wystarczająco dużo mocy.

Ekstremalne Portland

Oliver Askew sądzi, że w USA scenariusz z Sao Paulo posunięty do granic możliwości. – To będzie wyścig spod znaku ogromnego oszczędzania energii. Z tego, co rozumiem, początkowa ilość energii będzie taka sama, jak w ciągu kilku ostatnich rund – opowiedział były jeździec Andretti.

Rozumiał przez to fakt, iż E-Prix odbędzie się na dystansie 28 okrążeń, każde o długości 3,2 kilometra. Dyrekcja wyścigu przewidziała na nie 38 kWh dostępnej energii – na tyle niewiele, by oszczędzanie stanowiło przymus przez większość zawodów. Wedle przewidywań, być może nawet przez 3/4. To stawia potencjalnego lidera zawodów w koszmarnej pozycji.

Przecinanie wspomnianej strugi powietrza kosztuje bowiem moc. – Nikt nie będzie chciał przewodzić stawce, to oczywiste. Tym razem jednak będzie tylko gorsze, bo efekt podciągu aerodynamicznego jest potężny. Dla lidera już kilka okrążeń prowadzenia będzie bardzo niekorzystne – wspomniał Sacha Fenestraz z Nissana.

ZOBACZ TAKŻE
Gdzie oglądać Formułę E w Polsce w 2024 roku? [transmisja, stream, live]

Czołówka wyścigu będzie więc wyprzedzać się nieustannie, tak by nie prowadzić, ale jednocześnie zachować miejsce w okolicach pierwszej piątki. Niepisana reguła mówi, że z tych właśnie pozycji przebić się można na najwyższy stopień podium w końcówce zawodów, kiedy już każdy z kierowców wyciskać będzie z samochodu tyle, na ile tylko maszyna pozwoli. Zdaniem Lucasa di Grassiego Portland pobić może wszelkie rekordy w aspekcie manewrów wyprzedzania.

Zbędne strategie?

Zwłaszcza, że na brak okazji do niego narzekać nie można. – To dość techniczny tor, niezła mieszanka wolnych i szybkich zakrętów. Spodziewam się, że kierowcy będą szybko stosować lift&coast na prostej przeciwległej do startu, więc tam pojawi się okazja do wyprzedzania. Z całą pewnością. W zakręcie nr 1 też można – dopowiadał Askew.

Tryb Ataku umiejscowiony zostanie w zakręcie nr 7, w ciasnym prawym łuku, toteż do rywalizacji dołożyć należy jeszcze strategię. W FE ta podlega nieustannym zmianom, albowiem dane dotyczące zużycia energii przekazywane są z bolidu do ekipy na bieżąco. – Powstaje tyle zmiennych, że to prawie jakby przygotowania w symulatorze były zbędne i bezsensowne. Lekki chaos. To samo widzieliśmy w Berlinie do czasu, gdy Nick Cassidy wyszedł na czoło i zdał sobie sprawę, że może zbudować przewagę, ale nie używać energii ponad miarę – mówił James Rossiter, szef Maserati.

ZOBACZ TAKŻE
Frustracja brytyjskiego asa - Rowland żegna się z Mahindrą

Nie wiadomo jednak, czy i tym razem warunki pozwolą na komfortowe odcięcie się od stawki. Skorzystać na tym mogą zawodnicy znani z niezłego zarządzania tempem i energią: Maximilian Günther, Jake Dennis, Antonio Felix da Costa czy wspomniany już Cassidy. Nie każdemu jednak ten obraz ścigania się podoba. Stawka zbije się bowiem niczym akordeon, ergo ryzyko kraks znacząco wzrośnie. Ponieważ samochody FE mają sztywne przednie zawieszenie i pozbawione są wspomagania kierownicy, siła ewentualnego uderzenia przechodzi częściowo na dłonie zawodnika.

Porsche Portland

Fot. Hankook Tire Motorsports Official / Twitter

Robin Frijns złamał w ten sposób nadgarstek w Meksyku. Po kolizji z bolidem Normana Nato jego ręka odskoczyła i z impetem uderzyła w utwardzone nadwozie. Mniej drastyczne, ale wynikające z tej samej przyczyny urazy przeżyli w Sao Paulo i Monako Sébastien Buemi oraz Oliver Rowland.

Szczęśliwy jubileusz w Portland?

Portand – 30. arena w historii FE – zaoferuje więc unikalne wyzwanie, odpowiadające nietuzinkowej historii obiektu. Amerykański tor powstał w roku 1960 i od tego czasu słynie z przyjmowania czołowych narodowych serii. Poza NASCAR-em i Trans-Am regularnie melduje się na nim IndyCar. Rywalizacja bolidów jednomiejscowych odbywała się na nim w latach 1984-2007, 2018-2019, a od 2021 roku obowiązuje nowy kontrakt. Ostatnie dwa wyścigi wygrali Nowozelandczyk Scott McLaughlin oraz Hiszpan Álex Palou.

Indy zawita tutaj 3 września, na przedostatnią rundę swych tegorocznych mistrzostw. Rekordzistą toru w tej klasie pozostaje Kolumbijczyk Carlos Muñoz, który okrążenie przejechał w czasie 58 sekund i 74 setnych. Dokonał tego na nitce skonfigurowanej w roku 2008: przed tamtym sezonem zmieniono asfalt, poszerzono zakręty, zainstalowano krawężniki. FE także z niej korzysta (choć lekko przebudowanej); początkowe czasy FE sugerują, że elektryki będą wolniejsze o ok. 10 sekund.

ZOBACZ TAKŻE
Pragnienie większego wyzwania. Jak kierowcy FE oceniają Gen3?

A któż z kierowców sięgnie po triumf? Z pewnością marzy o nim Mitch Evans, który obchodzi dziś 29. urodziny. Przeciwko Nowozelandczykowi działa jednak tradycja. Dotąd tylko jeden kierowca skończył w FE swój urodzinowy wyścig z punktami – Jean-Éric Vergne w Walencji w roku 2021. To Francuz zdobył również najwięcej oczek na 3 nowych torach obecnego kalendarza – aż 54. Przyjdzie nam zobaczyć, czy również amerykańskie słońce szeroko się do niego uśmiechnie.

Reklama