Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Półmetek sezonu 2023 w F1. Ocena zespół po zespole | Felieton

Powoli kończy się przerwa wakacyjna, która jest dobrym czasem na podsumowanie tego, co działo się w F1 w pierwszych 12 wyścigach. Dlatego też prezentujemy wam plusy i minusy po stronie wszystkich 10 zespołów.

Podsumowanie połowa sezonu 2023 w F1
Fot. McLaren Media Centre

Red Bull Racing można pominąć

Serio… co chcielibyście od nas usłyszeć? Że przy Czerwonych Bykach wszyscy wyglądają jak amatorzy? Oraz, że Red Bull wyssał nadzieję o dobrym sezonie z nas wszystkich? Pamiętacie może aferę budżetową z września 2022 roku? Czy dalej ktoś wierzy w to, że kary finansowe oraz sportowe dotkną ich jakkolwiek w tym roku? No nie. Co więcej, RB19 dominuje tak mocno, że zespół porzucił już rozwój tej konstrukcji na rzecz RB20.

Obecnie w tym zespole zastanawiają nas jedynie dwie sprawy: Czy Sergio Perez utrzyma fotel na 2024 rok, co nie jest takie pewne mimo jego kontraktu. Oraz to czy Max Verstappen zdobędzie tytuł w tym sezonie… w GP Japonii czy już w Singapuru. Chyba wszyscy chcielibyśmy, aby F1 wraz z FIA wprowadziły zakaz korzystania z DRS w kwalifikacjach. Niestety dla fanów tego pomysłu mam złą wiadomość, bowiem okazało się, że ta plotka to nic innego jak nadinterpretacja artykułu Auto Motor und Sport.

ZOBACZ TAKŻE
Ciekawostki statystyczne Verstappena i Red Bulla do przerwy wakacyjnej. Dominacja jest ogromna

Jeśli masz problem to zmień swój „p*******ny samochód… raz, drugi, trzeci”

Mercedes wiązał spore nadzieje z tym sezonem. W końcu ostatnia dekada udowodniła nam, że ekipa z Brackley i Brixworth to mocna machina wojenna zarówno w fabryce, jak i na torze. Mówiło się, że Srebrne Strzały doskonale przepracowały jesień czy zimę. Nam wszystkim wydawało się, że skorzystają oni na karach dla Red Bull Racing oraz na własnych błędach z W13.

Po czym przychodzi co do czego i W14 okazuje się być krokiem naprzód, ale niewystarczającym. Dodatkowo ekipa utrzymała koncepcję zero sidepods, którą pogrzebano po paru wyścigach, po tym jak okazało się, że ona nadal nie działa, jak należy.

Toteż Mercedes przebudował bolid w GP Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii. Niestety poza okazjonalnymi podiami nie ma szans na nic więcej. Miało być lepiej, niż przed rokiem, a jest nawet gorzej. Zamiast być tuż za RBR w gotowości do wyrwania drugiego, bądź nawet pierwszego miejsca, Lewis Hamilton i George Russell walczą z Alonso czy Norrisem. Nie pomogły roszady personalne, ani przebudowa auta. Czego w takim razie potrzebuje ekipa z zasobami, aby dogonić tych, którzy dysponują nieco mniejszymi pieniędzmi oraz starszą infrastrukturą?

Obecnie główną nadzieją na drugą połowę sezonu jest spadek formy Astona Martina. Zespół z Silverstone stracił impet w ostatnich wyścigach, co Mercedesowi powinno sprzyjać. Tyle, że na miejsce Astona od razu wskoczył McLaren. Co w takim razie Mercedes zamierza z tym zrobić?

Fot. Mercedes AMG-Petronas F1 Team

Lewis Hamilton powstał z popiołów

Jeśli chodzi o duet kierowców to w tym roku Lewis Hamilton ucisza krytyków sprzed roku. Siedmiokrotny mistrz świata ma już za sobą zeszłoroczne dramaty oraz koniec sezonu 2021, który według niektórych miał mu niby siedzieć w głowie. George Russell traci do niego pięćdziesiąt punktów. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę to, że dwa nieukończone wyścigi odebrały mu około dwadzieścia punktów to nadal weteran miałby nad nim trzydzieści „oczek” przewagi. Widać wyraźnie, że w tym roku balans sił się odwrócił. To może być jeden z czynników decydujących o tym, czy Hamilton zostanie z Mercedesem na kolejne lata. W drugiej połowie sezonu można się spodziewać, że ten duet będzie regularniej walczył o podia.

Aston Martin, a więc bohater, na jakiego zasługujemy

Pierwsza połowa sezonu to w gruncie rzeczy udany okres dla „zielonych”. Sześć podiów Fernando Alonso. Dodatkowo cały czas Hiszpan punktuje w niedzielnych wyścigach. Zaś sam kierowca oraz zespół długo utrzymywali status „best of the rest”.

Czego chcieć więcej? Może drugiego kierowcy, który wykorzystuje pełnię ludzkiego intelektu za kierownicą? Pytanie tylko, czy my kiedykolwiek doczekamy się Strolla na jakkolwiek konkurencyjnym poziomie? Bo na zastąpienie go innym zawodnikiem już nie mamy co liczyć. Zauważmy, że Kanadyjczyk traci obecnie do Hiszpana ponad sto punktów. Do tego Alonso bije go pod względem podiów w stosunku sześć do zera. Aston Martin potrzebuje dwóch kierowców, którzy będą w stanie wydobywać niemal wszystko z tego samochodu w każdym wyścigu. Jego wyniki mogą kosztować zespół finisz w pierwszej trójce klasyfikacji konstruktorów. To jednak nie jest jedyne zmartwienie ekipy.

Są też znaki zapytania

Okazało się jednak, że w ostatnich kilku Grand Prix, forma Astona osłabła. Zastanawiano się nad tym, co się do tego przyczyniło i w końcu Autosport doszedł do źródła. Okazało się, że FIA dostrzegła, że tegoroczny bolid ekipy z Silverstone posiada przednie skrzydło, którego elastyczność balansuje na krawędzi przepisów dotyczących elastyczności skrzydeł. W związku z tym zespół Lawrence’a Strolla musiał je delikatnie zmodyfikować, aby zyskać błogosławieństwo FIA. To miało pogorszyć osiągi AMR23. Zobaczymy, czy poprawki przywiezione na Zandvoort pozwolą im wrócić tuż za plecy Red Bulla.

Fot. Aston Martin Aramco Cognizant F1 Team

Popłoch w Ferrari

Scuderia ma za sobą trudną zimę i jeszcze trudniejszą połowę sezonu. Frederic Vasseur zastępujący Mattię Binotto to zaledwie wierzchołek  góry lodowej zmian kadrowych u „czerwonych”. To w połączeniu z odwieczną presją ze strony mediów i kibiców sprawiło, że w Ferrari panuje obecnie spore napięcie. Część ludzi już odeszła, a część dopiero odejdzie, lub zmieni stanowiska.

Po tym można wnioskować, że w Ferrari panuje okres przejściowy i podobnie jest na torze. Charles Leclerc i Carlos Sainz regularnie oscylują między piątym, a dziewiątym miejscem. Wspomniany Monakijczyk wywalczył dla Ferrari wszystkie trzy podia, co nie daje perspektywy na resztę sezonu. Główną bolączką SF-23 są opony, a w zasadzie problemy z ich przegrzewaniem. Jedyne, co nie zmieniło się w Ferrari, to stara dobra strategia w wyścigach, a nawet kwalifikacjach. Miejmy nadzieję, że to wszystko zmierza do celu, który „czerwoni” osiągną za rok, lub dwa… lub kiedykolwiek!

McLaren od zera do klasy wysokiej

Obecny sezon w wykonaniu zespołu z Woking mocno przypomina to, co miało miejsce rok temu. Znów zaczęło się od problemów z hamulcami na testach oraz od konstrukcji, która nie do końca działała. Na szczęście zarówno rok temu, jak i teraz, McLaren dźwignął się do góry. Przy czym ten sezon wygląda znacznie lepiej. Przede wszystkim McL60 wywalczył podia z Norrisem głównie dzięki temu, jak dobre były poprawki, które pierwotnie zadebiutowały w GP Austrii. Dodatkowo Oscar Piastri spisuje się zdecydowanie lepiej, niż Daniel Ricciardo.

Ciekawie może wyglądać ich dyspozycja w drugiej połowie sezonu. Zobaczymy, czy ekipa utrzyma tempo rozwoju względem rywali. Intersująca może być też dynamika między kierowcami. Piastri na początku sezonu pokazał się jako mocny rywal dla Norrisa. Jednak Brytyjczyk ma teraz za sobą lepszą serię wyścigów względem swojego partnera zespołowego. Warto obserwować to, kto z tej dwójki spisze się lepiej.

ZOBACZ TAKŻE
Palou odrzucił ofertę McLarena. W co gra Hiszpan?

Źle się dzieje w państwie Alpine

Ponownie na prezentacji dostaliśmy ładne zapowiedzi o kroku naprzód, jaki chce postawić zespół z Enstone. Brakowało tylko corocznej zapowiedzi kolejnego planu pięcioletniego. Nie zmieniło to faktu, że ekipa francuskiego producenta znów parała się balansowaniem na granicy strefy punktowej w większości wyścigów. A523 na początku sezonu było „best of the rest” drugiej połowy stawki pokonując McLarena czy Williamsa.

Jednak nieprzewidywalny środek stawki szybko zweryfikował ich zdolność do rozwoju i adaptacji do warunków tak zbitej części stawki. Były wyścigi, w których Alpine było w czołówce, jak na przykład w Monako, w którym Esteban Ocon wywalczył podium. Z drugiej strony bywały weekendy, w których pokonywały ich takie ekipy klienckie, jak McLaren czy Williams.

Wreszcie wewnętrzne gierki sprawiły, że Enstone implodowało. Rok temu śmialiśmy się z tego, że Fernando Alonso rozsadził zespół od środka. Teraz okazuje się, że mieliśmy rację. Rok po kontrowersjach z Alonso i Piastrim, z Alpine pożegnali się Laurent Rossi, Pat Fry czy Alan Premane. Dodajmy jeszcze do tego odejście Alaina Prosta, Cyrile’a Abiteboule’a czy Marcina Budkowskiego w ostatnich dwóch latach.

Otrzymujemy wówczas niestabilny zespół z silnikiem, który nadal traci około 30 koni mechanicznych. Ktokolwiek przejmie stery w Enstone, będzie miał przed sobą sporo pracy. Jedynym pozytywem jest to, że zespół przygotowuje poprawki swojej infrastruktury, w tym budowę nowego symulatora. Jeśli chodzi o duet Esteban Ocon – Pierre Gasly to francuskie duo jak najbardziej się sprawdza. Z tej dwójki nieco lepiej radzi sobie Ocon, ale Gasly dosłownie dotrzymuje mu kroku, często finiszując w wyścigach tuż za swoim rodakiem.

Williams powstał z popiołów

Ekipa z Grove ma za sobą lata raczej upadków niż wzlotów. Jeszcze na początku lutego nie wiedzieliśmy, kto stanie na czele zespołu po tym, jak w Williamsem pożegnał się Jost Capito. Obecnie James Vowles wykonuje dobrą pracę, jako szef. Dodatkowo tegoroczna konstrukcja spisuje się znacznie lepiej względem zeszłorocznej. Obecny bolid świetnie radzi sobie na prostych oraz na torach, które nie wymagają wysokiego docisku.

Jednak nie oznacza to, że jest on idealny, ponieważ nadal występują braki chociażby po stronie docisku. Alex Albon jednak nie miał z tym problemu punktując w GP Bahrajnu, Kanady czy Wielkiej Brytanii. Choć Taj nie był idealny, bo zaliczył też wypadek w GP Australii, który pozbawił zespół punktów, to Williams obecnie komfortowo okupuje siódme miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Albon koniec końców wykonuje świetną robotę. Można by nazwać go Fernando Alonso drugiej połowy stawki, bo nieraz ratuje on show w niedzielę. Mniej pochlebne opinie zbiera natomiast Logan Sargeant. Amerykanin zgodnie z oczekiwaniami ulega swojemu partnerowi zespołowemu. Jednakże trzeba wziąć pod uwagę różnicę w doświadczeniu. Jednocześnie wszyscy wiemy, że tegoroczny Williams, jako zespół i bolid, pozwala punktować w wyścigach. Dobrze byłoby, aby tegoroczny debiutant zapunktował w tym sezonie. To uciszyłoby plotki na temat zastąpienia go Mickiem Schumacherem po tym sezonie, które brzmią niedorzecznie.

Fot. Williams Racing

Alfa Romeo ledwie zauważalna

Szczerze mówiąc nie wiem, co napisać o tym zespole. Wprawdzie to już nie jest Sauber z lat 2013 – 2017, gdy kilkukrotnie szwajcarska ekipa balansowała na krawędzi bankructwa. Wtedy przynajmniej mogliśmy się ekscytować tym, jak zespół z Hinwil goni stawkę. Teraz natomiast ten zespół wisi w środku stawki bez możliwości wejścia na wyższy poziom.

Dodatkowo trudno ocenić potencjał całego zespołu oraz samochodu przez skład kierowców. Po tym, jak kilka lat temu pojawił się tam dogorywający od lat Kimi Raikkonen, spodziewałem się, że do zespołu zawita ktoś, kto pokaże, na co stać ten pakiet. Niestety trudno jest ocenić potencjał Valterriego Bottasa, a na jego tle nadal trudno powiedzieć, na co stać Zhou Guanyu. Chińczyk na pewno radzi sobie przynajmniej solidnie, ale dobrze byłoby wiedzieć, gdzie on znajduje się względem Alexa Albona, Oscara Piastriego czy Tsunody.

ZOBACZ TAKŻE
Alfa Romeo planuje przedłużyć kontrakt z Zhou. "Chcemy utrzymać stabilność"

Haas po staremu

Amerykański zespół to dziwny przypadek. Rok temu często zdobywali punkty z Magnussenem. Teraz sporadyczne punkty i Nico Hulkenberg, który wynosi ten samochód na wyżyny w kwalifikacjach. Po czym w wyścigach najczęściej obydwaj zawodnicy przepadają w stawce przy pierwszych pit stopach. Głównym problemem tegorocznego bolidu jest to samo, co ma miejsce w Ferrari. Mianowicie chodzi o zarządzanie oponami, które nie istnieje.

Tutaj wychodzą minusy partnerstwa z Ferrari. Gdy „czerwoni” są na fali to Haas również jest w dobrej dyspozycji, ale gdy sprawy w Maranello idą gorzej to Haas też na tym cierpi. Dodatkowo mamy ciekawą sytuację między kierowcami i nie mam tu na myśli ich spięcia z GP Węgier 2017. Chidzi po prostu o pojedynek zespołowy. Rok temu Kevin Magnussen skopał Micka Schumachera po to, aby teraz dostawać łomot od Nico Hulkenberga. Tak, tego Hulkenberga, który od 2020 roku przejechał łącznie cztery wyścigi. To wszystko daje nam zespół, który momentami, podobnie jak Alfa Romeo, bywa niewidoczny.

Fot. Red Bull Content Pool

Scuderia AlphaTauri – odwróć tabelę, Red Bull i tak na czele

Włoska ekipa obecnie radzi sobie najsłabiej w stawce. Oczywiście jednym z głównych problemów jest brak zrozumienia konstrukcji, a także infrastruktura. Nie pomogło nawet kupowanie części samochodu od Red Bulla. Tutaj problemem jest zgranie tej części pojazdu z resztą, którą Scuderia musi wyprodukować we własnym zakresie. Nie pomaga też ograniczony budżet czy młody skład kierowców.

Ten z pewnością cieszył się sporym zainteresowaniem. Nyck de Vries fatalnie zaprezentował się w ciągu dziesięciu wyścigów i po Silverstone pożegnał się z fotelem wyścigowym. Natomiast Yuki Tsunoda zdołał kilka razy zapunktować dowożąc dziesiąte miejsca, co pomogło jego notowaniom. Jednak trudno jest go rzetelnie ocenić, ponieważ nie wiemy, jaki jest potencjał tego bolidu. W 2021 i 2022 roku Pierre Gasly niezależnie od poziomu motywacji był w stanie go pokonywać. Zobaczymy, co na jego tle osiągnie wracający do stawki Daniel Ricciardo. Już po tych dwóch wyścigach, jakie przejechał Australijczyk można powiedzieć, że Tsunoda nie może osiąść na laurach. Miejmy nadzieję, że włoski zespół odbije się od dna w drugiej połowie tego sezonu.

\
Reklama