Nowy rozdział nie będzie kojarzył się z serią „Colin McRae”
„EA WRC 23” to początek nowego rozdziału dla oficjalnych gier Rajdowych Mistrzostw Świata. Nic więc dziwnego, że grze, wraz ze zbliżającą się datą premiery, towarzyszy coraz większy szum. Otrzymaliśmy próbną wersję, i mieliśmy okazję zobaczyć, co i jak w najnowszym spadkobiercy legendarnych „Colinów”.
Pierwsze co wita nas po odpaleniu gry, to legendarne już „I-Ej-Sports – Icynegejm”. Główne menu od razu łechta nas wyborem wszystkich dostępnych trybów gry, wskakujemy więc w tryb szybkiej gry. Do wyboru ponad 60 samochodów rajdowych i 600 km odcinków specjalnych, not bad. Okazuje się również że większość dróg którymi jedziemy można przejechać w czterech porach roku, transformujących na przykład suchy szuter w częściowo zamarzniętą powierzchnię. Wszystko fajnie. Stajemy na starcie. Pilot zaczyna odliczanie. Trzy, dwa, jeden…

Screenshot z gry „EA WRC 23”
Łatwe… Łup!
Tu zaczynają się problemy. Nigdy nie byłem fanem DiRT-owskiej fizyki jazdy i „EA WRC 23” niczego w tym zakresie nie zmienia. Zaznaczam, że wszystkie asysty wyłączyłem od razu (Dlaczego więc rodzaj skrzyni biegów jest do wyboru w asystach?). Na asfalcie jadąc 100 km/h i przy maksymalnym wciśnięciu hamulców zamiast zblokowania kół i beznadziejnego ślizgu na wprost, auto po prostu się zatrzymuje. Na szutrze jest zresztą dokładnie tak samo, nie ma żadnej potrzeby hamowania pulsacyjnego, każda jego próba kończyła się zdaniem sobie przeze mnie sprawy że prościej i szybciej jest po prostu „depnąć” środkowy pedał do oporu.
Tylnonapędowym i niemal trzystukonnym Oplem Mantą z zakrętów można bez problemu wychodzić pełnym gazem, nie martwiąc się o to, że ucieknie nam tył. Jednak kiedy już to zrobi, wszystko wymyka się spod kontroli szybciej niż sytuacja polityczna na Bliskim Wschodzie. Progresja utraty przyczepności jest niemal zerowa. W jednej sekundzie jedziecie szybko i czujecie że wszystko jest w porządku, w drugiej auto niewytłumaczalnie wpada w poślizg. Jest to frustrujące tym bardziej, że przez większość czasu samochód zachowuje się jakby jechał po szynach, a system uszkodzeń jest dosyć wybaczający. Z jednej strony więc jest łatwo, z drugiej natomiast auto w sekundę potrafi zmienić się w niemożliwą do okiełznania kupę metalu bez żadnego ostrzeżenia.
Rajdy samochodowe to balansowanie na granicy przyczepności i umiejętne korzystanie z możliwości jej przekroczenia. Ergo, fizyka jazdy „EA WRC 23” zdecydowanie nie sprzyja rajdowaniu. Można ją najkrócej opisać słowami „ze skrajności w skrajność”.
Tryb budowniczego, niestety, tak jak w teorii był powodem niecierpliwego zacierania rąk, w praktyce jest wprost nudny. Wot, kafelki, każdy z innym rodzajem części, które niby mają inne parametry, ale w praktyce zmienia to bardzo niewiele.
Ale możecie mieć gałkę zmiany biegów w kształcie czaszki. 10/10.
Pogadajmy o pozytywach
Mimo to, EA WRC nie jest pozbawione zalet – fizyka jazdy samochodami Rally1(i na dobrą sprawę wszystkimi samochodami z napędem na cztery koła) na szutrze jest naprawdę porządna, bardzo dobrze czuć wagę samochodu, którą musimy wrzucić w jeden zakręt i wyhamować przed następnym. Jeżeli interesuje was tylko jazda czterołapami na luźnej nawierzchni – będziecie zadowoleni.

Screenshot z gry „EA WRC 23”
Liczba i długość oesów również jest miłym zaskoczeniem. Jest ich zdecydowanie więcej niż w DiRT-ach (każde państwo ma po 6 lub więcej odcinków, większość przejeżdżany w dwie strony), są także dużo bardziej zróżnicowane pod względem długości. Najkrótszy ma około pięciu kilometrów, najdłuższe – ponad 30. Wspomniane zróżnicowane pory roku są również miłym czynnikiem potrafiącym przetransformować znaną drogę w zupełnie nowe wyzwanie. Doceniam również szczegóły, takie jak kurz rozchodzący się na boki w miejscu lądowania auta po hopce.
Zdecydowanie największym cukierkiem w całej grze jest oprawa dźwiękowa. Każde auto brzmi co najmniej niesamowicie i zgodnie z oryginałem, i za to twórcom należą się ukłony. Niestety nie jest to w stanie przysłonić wad fizyki, która w większości przypadków, pod względem realizmu, po prostu kuleje.
Jaki z tego morał?
Niby człowiek wiedział, ale jednak trochę się łudził. Richard Burns Rally nadal będzie siedzieć na tronie gier rajdowych, tym bardziej z najnowszą jego aktualizacją. Seria „EA WRC” ma zadatki na stanie się taśmowcem, który przetestuje cierpliwość graczy na serwowanie im tego samego kilka razy.
Co do samej gry i myśli przewodniej przy graniu i słuchaniu o niej – mam wrażenie, że lepiej by było, gdybyśmy od razu wiedzieli że nic nie będzie wybaczane, albo że mamy do czynienia z grą mniej lub bardziej arkadową. „EA WRC” sprawia wrażenie stania w rozkroku. Niestety nie udaje jej się zbudować między tymi dwoma opcjami żadnego pomostu. Próbując zadowolić wszystkich, nie zadowolimy nikogo. I niech to będzie morał tej recenzji.