Connect with us

Czego szukasz?

Biznes

Ta marka chciała produktować elektryki, ale została wybuczana. I słusznie pozostała przy V8 i V6

Jeśli weźmiemy pod uwagę, że od przyszłego roku ta marka chciała zostać producentem samochodów wyłącznie elektrycznych, jest to dość tragikomiczny rozwój. Dodge po prostu zderzył się z trudną rzeczywistością, ale koniec końców niewiele stracił, a rzeczywistość ekonomiczna szybko zwyciężyła nad ideologią.

dodge wycofanie samochody elektryczne
Fot. Dodge

Ideologia tym razem nie zwyciężyła

Politycy wybrali samochody elektryczne jako sposób na uratowanie całej planety. Prawda jest taka, że ​​w niektórych miejscach mogą pomóc, w innych raczej zaszkodzić. Tak jak problemem samochodów spalinowych nie jest silnik, ale paliwo, tak i napęd akumulatorowy w pewnym stopniu rośnie i spada wraz z czystością prądu. Jeżeli jest on wytwarzany głównie w drodze spalania węgla, nie mamy w ogóle o czym gadać. Zwłaszcza gdy zdamy sobie sprawę, że podczas produkcji akumulatorów powstają jeszcze większe emisje. A brudna elektryczność w żaden sposób ich nie zrekompensuje.

O elektromobilność nawołuje także wiele firm motoryzacyjnych, ale nie spodziewajmy się też słów pełnych szczerości ze strony ich menadżerów. Niektórzy patrzyli w przyszłość bardziej planowalną, inni chcieliby powtórzyć sukces Tesli. Dlatego też o elektromobilności mówią wyłącznie pozytywnie i prześcigają się w wymyśleniu wcześniejszej daty końca silników spalinowych. Taki Dodge chciał być naprawdę szybki, bo od przyszłego roku jego ofertę miały przejąć samochody elektryczne. Ale to oznaczałoby niemal pewny koniec dla tego producenta. Na szczęście ktoś poszedł tam po rozum do głowy.

ZOBACZ TAKŻE
Dodge Charger Super Bee - jeden z "siedmiu wspaniałych"

Buczenie wyraziło więcej niż 1000 słów

Przede wszystkim należy zauważyć, że Dodge nie produkuje jeszcze żadnych samochodów elektrycznych. Zamiast tego ma legendarne samochody typu muscle car, które korzystają z ośmiocylindrowych silników o dużej pojemności. Próba całkowitego przestawienia marki na elektryczność jest w rzeczywistości tragikomiczna. I zostało to potwierdzone, gdy Amerykanie zaprezentowali koncepcję Charger Daytona SRT. Zamiast oklasków rozległo się buczenie, które wyrażało więcej niż 1000 słów.

Od prezentacji konceptu minął ponad rok, podczas którego Dodge nabrał przekonania, że ​​jego elektryczna misja zakończy się niepowodzeniem w zarodku. I dlatego producent samochodów po cichu się z niej wycofał. Pierwotnie wyłącznie elektryczny, nowy Charger ma już potwierdzoną jednostkę spalinową i choć jest to „tylko” silnik sześciocylindrowy, to fakt, że konkurencyjny Ford Mustang będzie kontynuował pracę z silnikiem ośmiocylindrowym, może spowodować kolejną zmianę. Zwłaszcza, że producent pokazał niedawno interesujące V8.

ZOBACZ TAKŻE
Dodge Charger Captiv - restomod z sercem Hellcata od Ringbrothers

Dodge ma się czy pochwalić

Ośmiocylindrowy silnik z modelu Challenger Demon 170, czyli 6,2-litrowa jednostka z turbodoładowaniem dostrojona do 1039 koni mechanicznych i 1281 Nm momentu obrotowego, trafiła niedawno do sprzedaży jako osobna pozycja. Mimo, że te liczby są po prostu szalone, cena pozostaje do zaakceptowania. Za tak mocną jednostkę trzeba zapłacić 27 695 dolarów. A można też kupić jednostkę bez dolotu, sprężarki i innych niepodstawowych podzespołów za 18 995 dolarów. Jeśli to nadal za dużo dużo, to dostępny jest jeszcze jeden doładowany Hemi V8 o mocy 818 lub 727 KM – cena pierwszego z nich zaczyna się od 12 995 USD, a drugiego od 9 495 USD.

A to też nie koniec. W przypadku atmosferycznych wersji ośmiocylindrowego silnika wystarczą kwoty od 4495 do 6995 dolarów. Oprócz tego nowe, trzylitrowe sześciocylindrowe modele można kupić w cenie od 6495 do 8995 USD. Pierwsza ze wspomnianych jednostek generuje moc 426 KM, druga 558 KM. Menedżerowie Dodge’a chyba zrozumieli, że ich „inwestycja” w elektromobilność byłaby absurdem i skupili się na tym, na czym mogą zarobić. Z korzyścią dla obu stron. 

Reklama