Tor w Las Vegas to świnia, którą Liberty Media może sobie podłożyć
Tak, zaczniemy od tego, że sama nitka ulicznej pętli o długości 6201 metrów, wygląda jak prosiak ułożony do góry nogami. Jednak można go też przyrównać do kształtu muminka z popularnej bajki dla dzieci. Natomiast na serio warto teraz powiedzieć słowo o jego charakterystyce. Oczywiście nie uświadczymy tu szczególnie dużych zmian wysokości. Obiekt jest raczej płaski i wyposażony w minimum trzy długie proste i kilka sekcji technicznych. Dla jednych to przepis na nudne ściganie, w sam raz do przewracania się na drugi bok o siódmej rano w niedzielę, bo akurat wtedy wystartuje wyścig. Natomiast inni upatrują szansy w ściganiu choćby z wykorzystaniem systemu DRS. Podobny rodzaj wyścigów oglądamy na torze Monza czy Interlagos i gdyby udało się osiągnąć podobny scenariusz to byłoby świetnie.
Są jednak pewne wyzwania przy okazji tego weekendu. To nie będzie pierwsze GP Las Vegas, ale z niektórymi problemami zespoły będą zmagać się po raz pierwszy. Godzina rozgrywania sesji to późne godziny wieczorne czasu lokalnego. To wiąże się z potrzebą szybkiego dostosowania się do innego trybu życia. Jednak większym problemem będą temperatury, które mogą nie przekraczać 15 stopni Celsjusza. Dlatego nie powinien zdziwić nas widok kierowców poruszających się po padoku w kurtce. Jednak więcej zmartwień z tego powodu mogą mieć kierowcy i zespoły już podczas rywalizacji.
Niższe temperatury sugerują, że dogrzanie opon może być tu kluczem do sukcesu w kwalifikacjach i wyścigu. Dlatego spośród alokacji opon, jakie przywiozło Pirelli na ten weekend najcenniejsza może być mieszanka C5 oraz C4. Natomiast C3 może przysporzyć problemów w przygotowaniu jej do ścigania. To może wpłynąć nie tylko na strategie oponiarskie, ale i na to, jak kierowcy przygotowują się do okrążenia kwalifikacyjnego. Natomiast w wyścigu trzeba będzie równoważyć oszczędzanie oponami z utrzymaniem ich w temperaturze pracy. Miejmy tylko nadzieję, że nie okaże się, że samochody prowadzić się będą jak po lodzie.
Znów trudno będzie odgadnąć układ stawki
Nowy tor oraz specyficzne warunki atmosferyczne mogą nam mocno przemieszać stawkę. Z jednej strony Red Bull i Max Verstappen mogą być tu znów poza zasięgiem. Jednak z drugiej strony trudno powiedzieć czy ich auto będące delikatne dla opon, nie okaże sie zbyt delikatne, aby je dogrzać. Do tego mogą znów się pojawić problemy dotyczące prowadzenia bolidu w sekcjach technicznych, które pojawiły się w GP Singapuru.
Za nimi jak zwykle odgadnięcie układu stawki będzie niezwykle trudne. Na Interlagos spodziewaliśmy się mocnego Mercedesa. Niestety kapryśność W14 w połączeniu z podniesieniem auta w obawie o ponowną dyskwalifikację, jak w Austin mocno ugasiło jego temperament. Być może Srebrne Strzały będą oglądać plecy Ferrari czy Astona Martina. Ten z kolei może tu użyć starego pakietu z początku sezonu, lub znów zbudować „transformersa” z części z Bahrajnu oraz późniejszych pakietów poprawek. To drugie rozwiązanie przyczyniło się do finiszu Alonso i Strolla w czołowej piątce na Interlagos.
Przy okazji zauważamy, że od czasu poprzedniego weekendu wyścigowego zamilkły plotki dotyczące odejścia Fernando Alonso do Red Bull Racing. Ciekawe też będzie to, gdzie walczyć będzie Alpine i czy wraz z nimi o punkty ścigać się będzie Scuderia AlphaTauri. Ekipa z Faenzy mocno przyspieszyła od czasu GP Meksyku i wiele wskazuje na utrzymanie tej tendencji w nadchodzący weekend. W takiej sytuacji Williams nie może czuć się zbyt bezpiecznie na siódmej lokacie w klasyfikacji konstruktorów.
Co się działo w F1 i wokół niej w ostatnim czasie?
Największa „bomba” spadła na nas we wtorek. Bowiem to wtedy General Motors ogłosiło, że Cadillac zarejestrował się w FIA jako nowy producent silników, który miałby wystawić swoją jednostkę od sezonu 2028. Oczywiście ich zespołem ma być wówczas Andretti Global, które chce zadebiutować już w 2025 roku. Dalej trwają przepychanki Andrettiego i Liberty Media. Jednak wobec takiego zaangażowania koncernu GM, sprowadza się ono do terminu wpuszczenia nowej ekipy. Oczywiście promotorowi F1 zależy na opóźnieniu tego to przynajmniej 2026 roku, aby wpuścić ich za wyższą opłatą, niż obecne dwieście milionów dolarów. Więcej na ten temat przeczytacie w artykule, do którego odnośnik umieściliśmy poniżej.
Poznaliśmy zarys regulacji na 2026 rok
Dodatkowo dowiedzieliśmy się też tego, jak mogą wyglądać samochody F1 w 2026 roku. Tutaj skupiamy się wyłącznie na kwestiach związanych z nadwoziem, ponieważ regulacje silnikowe zostały już zatwierdzone. Otóż Auto Motor und Sport sugeruje skrócenie rozstawu osi z 3600 do 3400 milimetrów. Natomiast szerokość bolidów ma zmniejszyć się z 2000 do 1800 milimetrów. Zaś opony mają stać się węższe, a ich rozmiar ma zmaleć do szesnastu cali. Na razie są to założenia, które potwierdziło jakiś czas temu Liberty Media, podobnie jak redukcja masy samochodu na poziomie dwudziestu kilogramów.
Do tego mówi się o aktywnej aerodynamice nie tylko na przednim, ale i na tylnym skrzydle. Jeśli chodzi o aerodynamikę to sama koncepcja, która zadebiutowała w tej serii się utrzyma. Jednak w jej ramach zajdą zmiany. Chociażby pojawią się pionowe elementy imitujące przednie deflektory, które dawniej mocowano przed bocznymi wlotami powietrza. Te znajdą się także już obok sekcji bocznych i jeszcze w innym miejscu. Jaki ma to cel? Chodzi o to, aby powietrze opływające samochód nie rozchodziło się na boki. Od mniej więcej 2019 roku taki efekt zwany „efektem wypchnięcia”. Ten przyczynia się do zwiększenia ilości brudnego powietrza wokół samochodu, którego obecność wpływa na docisk samochodu poruszającego się za rywalem.
W razie, gdyby zaproponowane rozwiązania zdały egzamin, możemy spodziewać się delikatnej poprawy przepływu powietrza za danym bolidem. To może zaowocować poprawą ścigania. Mniejsze zmiany obejmują także spód podłogi. Spekuluje się, że całkowity pakiet miałby przynieść zaledwie sekundę straty na okrążeniu względem obecnych konstrukcji.
GP Kataru tym razem na mecie sezonu MotoGP
W tym roku wyścig Motocyklowych Mistrzostw Świata w związku z remontem obiektu w Lusail, nie mógł odbyć się wiosną. Jednak udało się przenieść zawody na koniec tegorocznych zmagań. Część kibiców już dobrze poznała to miejsce z Formuły 1, ale kibice MotoGP wie, że to jeden z najciekawszych obiektów w kalendarzu.
Położony on jest na pustyni w Katarze i charakteryzuje go bardzo długa prosta, a także masa technicznych zakrętów, w tym nawrotów. W przeszłości generował on fantastyczne ściganie, które dostarczało emocji do samej mety. I podobnie może być w tym roku, po wymianie asfaltu i krawężników. Te dla F1 okazały się być zbyt ostre. Natomiast dla MotoGP były one idealne.
Pytanie tylko czy uświadczymy tu identycznego ścigania, co w przeszłości? W tym roku pojawił się tu nowy asfalt, który powinien dać zawodnikom lepsze czucie w zakrętach. Dodatkowo będziemy mieli nie tylko wyścig o GP Kataru, ale i sprint. Ten drugi powinien być znacznie bardziej kontaktowy i emocjonujący. Jednak z drugiej strony za emocje w wyścigu wcześniej odpowiadał tu też fakt, że ten tor otwierał sezon, więc niektórzy zawodnicy nie byli jeszcze do końca „wjeżdżeni” w swoje maszyny. Zaś niektórzy producenci jeszcze nie mieli do końca dopracowanych maszyn.
Ta „niedoskonałość” pomagała dodawała nam emocji na torze. Zobaczymy, jak będzie tym razem. Innym czynnikiem mogą być też temperatury, które będą niższe niż wiosną. Tak więc ten sam tor, może nam przynieść zupełnie inne ściganie. Niezmienne jednak powinno być to, że główna prosta może być najważniejszą strefą ataku w wyścigu, szczególnie, że linia mety jest tam położona bardzo daleko. Dlatego można szykować się na foto finisz.
Bagnaia kontra Martin po raz przedostatni
Walka o mistrzostwo świata MotoGP weszła w decydującą fazę. Dwie rundy do końca i siedemdziesiąt cztery punkty do zdobycia oznaczają, że ta dwójka rozegra wszystko między sobą i wszystko może się tu wydarzyć. Jednocześnie żaden z tych zawodników nie może pozwolić sobie na błąd. W przeszłości pole position i podium zdobył tu Jorge Martin i z punktu widzenia tej statystyki Hiszpan wygląda na faworyta do wygranej w ten weekend. Jednak trzeba wziąć pod uwagę formę Pecco Bagnai, która w GP Tajlandii i Malezji była świetna. Dlatego jeśli nikt się nie wywróci to należy spodziewać się minimalnych zmian w klasyfikacji generalnej. Tam obecnie prowadzi Pecco Bagnaia z przewagą czternastu punktów na Jorge Martinem. Walka o mistrzostwo teoretycznie mogłaby zakończyć się w ten weekend, gdyby Włoch odskoczyłby w „generalce” z czternastu na trzydzieści osiem punktów. Jednak wiele wskazuje na to, że ta potrwa do samego GP Walencji.