Connect with us

Czego szukasz?

IndyCar

Alex Palou został 3-krotnym mistrzem IndyCar. Wspaniały finisz na pożegnanie sezonu | Analiza

Jak można nie kochać IndyCar? Za nami świetny finał sezonu w Nashville, gdzie Alex Palou został ukoronowany po raz trzeci, a Colton Herta i Pato O’Ward stoczyli bardzo pamiętną walkę o zwycięstwo.

Alex Palou trzykrotnym mistrzem IndyCar
Fot: Chip Ganassi Racing (Twitter)

Sobotnia dramaturgia

Alex Palou rozpoczął finałową rundę sezonu jako dość komfortowy lider klasyfikacji generalnej. Zaledwie dziewiąta pozycja była gwarantem tytułu dla Hiszpana. Nawet pechowy występ wymagałby minimum podium od Willa Powera, aby Australijczyk mógł mu odebrał koronę. Ekipa #10 nie ułatwiła sobie jednak zadania. Po usterkach mechanicznych z Milwaukee, Chip Ganassi Racing postanowiło zmienić silnik swojego pretendenta. Jakby tego było mało, cały zespół zaliczył bardzo słabe kwalifikacje. Zaledwie jeden samochód CGR ukończył je w Top 10 i nie był to Palou. Hiszpan popełnił spory błąd podczas drugiego okrążenia pomiarowego, przez co znalazł się dopiero piętnasty. W połączeniu z karą przesunięcia na starcie o dziewięć miejsc, Palou spadł na bardzo odległe P24… Tymczasem Power zrobił dokładnie to, czego potrzebował. Kierowca Penske zakwalifikował się czwarty, w samej czołówce. 

 

Tytuł rozstrzygnięty na starcie

Całe szczęście, prognozy pogody sprzed weekendu nie sprawdziły się. Poza opóźnionym startem FP2 nie mieliśmy żadnych problemów z deszczem. Co za tym idzie, punktualnie o 21:30 czasu polskiego zielona flaga opadła po raz ostatni w sezonie 2024. Kyle Kirkwood fantastycznie wybronił swoje prowadzenie na starcie, choć Josef Newgarden spędził z nim aż dwa okrążenia koło w koło.

Tymczasem pretendenci do tytułu rozpoczęli wyścig w drastycznie różny sposób. Alex Palou niemal od razu przebił się do drugiej dziesiątki, a Will Power z każdym okrążeniem tracił pozycje. Wkrótce dowiedzieliśmy się dlaczego. Po raz kolejny w tym sezonie, pech dopadł Australijczyka. Tym razem poluzowały mu się pasy bezpieczeństwa, zmuszając dwukrotnego mistrza IndyCar do nadprogramowego pit stopu. Power stracił aż pięć okrążeń w alei serwisowej i tym samym jakiekolwiek szanse na tytuł mistrzowski…

Zmiana głównego wątku

Po tym niemałym rozczarowaniu jedyne co nam już pozostało, to skupić się na samym wyścigu. Pierwsze pit stopy ruszyły około 40. okrążenia, lecz liderzy mocno przedłużyli swoje stinty. Kirkwood zdublował większość stawki za nim odwiedził aleję serwisową. Dosłownie moment po tym, Felix Rosenqvist rozbił się. Szwed zajmował trzecią pozycję, lecz niestety pękła mu opona. 

ZOBACZ TAKŻE
Jak działa debiutujący system hybrydowy w IndyCar?

Żółta flaga była dosłownie najgorszym możliwym scenariuszem dla Kirkwooda. Dotychczasowy lider wyścigu nagle został przez to zdublowany. O ile udało mu się odzyskać okrążenie straty za sprawą postojów innych kierowców, samochód #27 i tak spadł na dopiero dziesiątą pozycję. Szczęściarzami okazali się natomiast Herta oraz Malukas, którzy awansowali na podium. W czołowej ósemce nagle znaleźli się też Ericsson, Lundqvist, Ferrucci, McLaughlin oraz Rossi.

Colton Herta świetnie spisał się na restarcie. Wpierw obronił pozycję przed Malukasem, a następnie rzucił się w pościg za Newgardenem. Kierowca Andretti przez kilkanaście okrążeń napierał na lidera, lecz nie potrafił znaleźć sposobu na atak. Jego szarżę ostatecznie zatrzymała kolejna neutralizacja, którą spowodował wypadek Katherine Legge. Jakby tego było mało, Amerykanin zaliczył dość wolny pit stop w trakcie FCY, przez co spadł za plecy Malukasa oraz Ericcsona. Niespodziewanie, liderem nagle został Alexander Rossi, który nie zjechał do boksu. O dziwo, mimo zużytych opon, kierowca McLarena zaprezentował naprawdę dobre tempo na restarcie. Jeszcze bardziej popisał się jednak Herta, który w moment wyprzedził swoich rywali i ponownie zaczął stąpać po piętach Newgardena.

Kompletna odmiana wyścigu w końcówce

W połowie trzeciego stintu prawdziwym problemem stała się przyczepność na zewnętrznej… a właściwie to jej brak. Scott McLaughlin niemal rozbił się, a chwilę później ogromną podsterowność złapał Marcus Ericsson. Szwed zahaczył barierę, powodując żółtą flagę, choć nie uszkodził zbytnio swojego bolidu.

W trakcie tej neutralizacji, kolejny kierowca McLarena zaryzykował ze strategią. Tym razem Pato O’Ward (w przeciwieństwie do większości) nie odwiedził swoich mechaników. Dokładnie tak jak jego partner zespołowy, to nie on był jednak gwiazdą restartu. Defensywa Newgardena nareszcie poległa na 60 kółek do mety, gdy wyprzedzili go zarówno Malukas jak i Herta. Następnie kierowcy Andretti oraz MSR zaczęli walczyć o de facto prowadzenie. Na 162. okrążeniu, kiedy O’Ward zjechał, Colton Herta dopiero po raz pierwszy w tym wyścigu został prawdziwym liderem. 

Już kiedy wydawało się, że kierowcy dojadą do mety bez kolejnego pit stopu, zaczęli oni wracać do alei serwisowej. Cykl postojów na trzydzieści kółek do mety zapoczątkował Newgarden, po którym zjechali McLaughlin, Herta oraz Ferrucci. Ze swoim świetnym tempem, na torze pozostał Kirkwood, lecz nawet on musiał porzucić swoją oryginalną strategię. Palou oraz Malukas także dotankowali swoje bolidy przed samą metą.

 

 

Niespodziewanie, na zaledwie kilka okrążeń do końca sezonu, dostaliśmy wspaniałą walkę o zwycięstwo. Pato O’Ward oraz Colton Herta spotkali się na dwóch zupełnie różnych strategiach. Kierowcy McLarena oraz Andretti musieli w klasycznym stylu przedzierać się przez grupę zdublowanych samochodów, a wśród nich był Sting Ray Robb. Bolid #41 przytrzymał nieco O’Warda, dzięki czeka Herta był w stanie przypuścić bardzo późny oraz udany atak.

Mistrz ukoronowany

Colton Herta odniósł dziś wspaniałe zwycięstwo, które – o dziwo – było dopiero jego pierwszym na owalu. Podobnie jak jego partner zespołowy, Kyle Kirkwood, nareszcie może cieszyć się z jakiegoś sukcesu na tego typu torze. Mimo porażki, Pato O’Ward powinien być usatysfakcjonowany drugim miejscem, biorąc pod uwagę dość słabe tempo McLarena w Nashville. Po roszadach strategicznych w końcówce, Josef Newgarden uratował swoje podium, a Top 10 zwieńczyli Kirkwood, McLaughlin, Ferrucci, Armstrong, Lundqvist, Malukas oraz, co ciekawe, Daly.

ZOBACZ TAKŻE
Alex Palou: Kim jest mistrz IndyCar, którego podziwia Fernando Alonso?

Bądźmy jednak szczerzy, tylko jeden kierowca każdego dziś interesuje. Alex Palou od tej pory będzie znany jako trzykrotny mistrz NTT IndyCar Series. 27-latek stał się najmłodszym w historii mistrzostw kierowcą z aż tak wielką ilością tytułów, co idealnie prezentuje skalę jego talentu. Żaden inny zawodnik nie może pochwalić się w tym roku tak regularnymi wynikami co Hiszpan i to właśnie one zapewniły mu tytuł – nie szczęście, pech rywali czy spektakularne zwycięstwa. Palou po raz kolejny zasłużył sobie na ogromne gratulacje, mimo dzisiejszego finiszu na odległym P11. Nawet bez problemów Powera, pozycja ta raczej wystarczyłaby do zgarnięcia mistrzostwa. 

A co słychać na końcu stawki? Potrójną walkę o awans do Leaders Circle wygrali Rahal Letterman Lanigan #30 oraz Ed Carpenter Racing #20. Pietro Fittipaldi oraz Christian Rasmussen pokonali Sting Ray Robba o zaledwie jeden punkt, co będzie ich ekipom wynagrodzone milionem dolarów wsparcia finansowego od IndyCar. Funduszy spoza tej puli będą musieli na następny sezon poszukiwać A.J. Foyt #41 oraz oba oddziały Dale Coyne Racing.

Nie do końca tego oczekiwaliśmy

Dzisiejszy wyścig był sporym zaskoczeniem dla kibiców, ale w dość negatywnym znaczeniu. Przez brak przyczepności na zewnętrznej linii, wyprzedzanie było zdecydowanie trudniejsze niż oczekiwano. Większość okresów zielonej flagi spędzaliśmy z myślą o następnych pit stopach. Z drugiej strony, to właśnie dzięki temu pojedynki koło w koło stały się dużo ciekawsze oraz wartościowe. Bez tego nie mielibyśmy tak dobrego finiszu.

Lekka krytyka należy się też Firestone. Już w kwalifikacjach widzieliśmy, że Romain Grosjean uzyskał zaskakująco wysoki rezultat jak na przejazd z oponą główną. W wyścigu potwierdziły się nasze przekonania o zbliżonych osiągach dwóch mieszanek. Tak jak rok temu w Gateway, różnica między nimi była zbyt mała, aby rzeczywiście wpłynąć na wyścig. Przynajmniej po tym weekendzie Firestone uzyskało kolejny zestaw danych, potrzebnych do poprawy widowiska. Mimo wspaniałej końcówki, padok IndyCar opuszcza Nashville Superspeedway z mieszanymi uczuciami.

Do zobaczenia w marcu

Kalendarz IndyCar ma niestety jedną, bardzo dużą wadę. Na następny wyścig będziemy musieli czekać aż pół roku… Wynika to z pewnej obsesji włodarzy, aby uniknąć rywalizacji o godziny antenowe ze znacznie bardziej popularnym footballem amerykańskim. Stąd wynika tak wczesny finisz sezonu, już w połowie września. Co za tym idzie, dopiero za sześć miesięcy wrócimy do rywalizacji, podczas otwierającego sezon 2025 St. Petersburg Grand Prix. W międzyczasie, otrzymamy jednak mnóstwo akcji poza torem. Zdecydowana większość ekip nie ogłosiła jeszcze swoich kierowców, system charterów czeka na potwierdzenie oraz z pewnością dalej trwać będą rozważania odnośnie wyścigów zagranicznych. Zapraszamy do śledzenia tych informacji za pośrednictwem MotoHigh. 

Wyniki Music City Grand Prix 2024

Wyniki Music City Grand Prix 2024

Fot: Igor Długosz, Świat Motorsportu

\
Reklama