Nietypowy start mistrzostw
Długą listę nowości rozpoczyna już pierwsza runda sezonu. Tak jak ogłoszono w sierpniu, Grand Prix Tajlandii otworzy przyszłoroczne mistrzostwa na samym początku marca. Jest to dość spore zaskoczenie, gdyż odkąd Chang International Circuit znajduje się w kalendarzu, MotoGP zawsze wybierało się tam w październiku.
Grand Prix Tajlandii miało najprawdopodobniej zostać „połączone” z Grand Prix Indii, które również planowano przenieść na marzec. Niestety, przez liczne problemy organizacyjne, wyścig ten ponownie odwołano. MotoGP planuje wrócić na tor Buddh w 2026 roku, a na sezon 2025 otrzymał status „rundy rezerwowej”. Biorąc jednak pod uwagę wewnętrzne konflikty hinduskiego rządu w sprawie organizacji GP, powrót motocyklowych mistrzostw świata do tego kraju wydaje się praktycznie niemożliwy.
Co za tym idzie, druga runda sezonu odbędzie się w Argentynie – a przynajmniej tego optymistycznie oczekuje MotoGP. W rzeczywistości, szanse na organizację tego wyścigu również są znikome. Termas zniknęło z tegorocznego kalendarza na skutek zmian w argentyńskiej polityce. Kontrowersyjny nowy prezydent – Javier Milei – między innymi odciął dofinansowania na sport oraz turystykę. Bez rządowych pieniędzy, o powrocie MotoGP do Argentyny można praktycznie zapomnieć. W rzeczywistości, drugi wyścig sezonu najprawdopodobniej przejmie Austin. Po raz kolejny COTA będzie jedyną amerykańską rundą w motocyklowych mistrzostwach świata.
Kwiecień będzie kolejnym specyficznym miesiącem. Rozpocznie je Grand Prix Kataru, które od sezonu 2006 nie odbywało się w tym terminie. Poza „latami pandemicznymi” oraz 2023 rokiem (kiedy miała miejsce renowacja toru) Losail jeszcze nigdy nie straciło statusu pierwszej rundy mistrzostw. Powrót do „normalności” czeka nas dopiero od GP Hiszpanii, rozpoczynające europejską część sezonu.
Pomiędzy GP Francji na początku maja oraz GP Holandii pod koniec czerwca zobaczymy kolejne zmiany. Na przełomie tych dwóch miesięcy odbędą się rundy w Wielkiej Brytanii oraz Aragonii, które utraciły swoje tradycyjne pozycje w sierpniu oraz wrześniu. Na nieco późniejszy termin niż zwykle, 20-22 czerwca, przeniesiono zatem Mugello.

Fot: MotoGP
Miłe nowości dla Polaków
W 2025 roku zobaczymy aż dwie nowe rundy w Europie środkowej – Grand Prix Czech oraz Grand Prix Węgier. Przez krótki dystans podróży, wydarzenia te powinny być bardzo popularne wśród naszych rodaków. Miejmy z resztą taką nadzieję, gdyż dobra sprzedaż biletów będzie potrzebna do utrzymania tych wyścigów w kalendarzu na lata. Powrót Automotodrom Brno został zaplanowany na 18-20 lipca, czyli tydzień po Grand Prix Niemiec na również nam bliskim Sachsenringu. Po tych dwóch wyścigach czeka nas przerwa wakacyjna, którą w połowie sierpnia zakończą Red Bull Ring, a następnie debiutujący Balaton Park. Przy Grand Prix Węgier należy postawić jednak małą gwiazdkę. Obiekt nad jeziorem Balaton potrzebuje renowacji, aby móc ugościć pierwszy od ponad trzydziestu lat wyścig MotoGP w tym kraju. Wielu dziennikarzy z padoku jest sceptycznych odnośnie tego, czy uda je się wykonać na czas.
Europejską część sezonu zakończy GP Katalonii (które zamieniło się datą z Aragonią) oraz, tradycyjnie, GP San Marino. Następnie czeka nas podróż do dalekiej Azji poprzez Japonię, Indonezję, Australię oraz Malezję. MotoGP – jak co roku – powróci na stary kontynent, aby zakończyć mistrzostwa. Jednak tym razem, czekają nas aż dwa listopadowe wyścigi w Europie. Klasyczny finał sezonu w Walencji poprzedzi Grand Prix Portugalii. Skąd taka zmiana? Jeszcze do niedawna oczekiwaliśmy, że tor Portimao zniknie z MotoGP, lecz na ostatnią chwilę, z pomocą rządowego dofinansowania, udało się wynegocjować nowy, dwuletni kontrakt. Być może tak późne podpisanie umowy poskutkowało zmianą daty oraz „wciśnięciem” tej rundy do kalendarza.
Wstępny werdykt
MotoGP wprowadza w 2025 roku wiele zmian, które były potrzebne. Niemożliwe do zorganizowania Grand Prix Kazachstanu oraz Grand Prix Indii zostały słusznie zażegnane. Przeniesienie Silverstone oraz Aragon na wiosnę również jest dobrą decyzją, która „naprawia” majowo-czerwcową dziurę z tegorocznego kalendarza. MotoGP należy też pochwalić za przywrócenie do życia toru Brno, który jest bardzo popularny nie tylko wśród polskich i czeskich kibiców, ale też zawodników. Z kolei personel pracujący w padoku z pewnością uraduje informacja, że w sezonie 2025 nie zobaczymy ani jednego „triple-headera”.
Wątpliwości wokół GP Argentyny oraz GP Węgier pozostawiają jednak gorzki posmak. Znacznie lepszym pomysłem wydaje się przeniesienie tych rund na sezon 2026, kiedy przynajmniej jedna z nich ma dużo większe szanse odbycia się. Zamiast tego, bardzo możliwe, że czeka nas kolejna fala ogłoszeń oraz zmian harmonogramu w połowie sezonu, co nie jest miłe dla wszystkich. Mimo to, biorąc pod uwagę tegoroczny chaos kalendarzowy, MotoGP świetnie sobie poradziło w pozbyciu się przynajmniej części problemów.