Grand Prix Stanów Zjednoczonych na COTA w Teksasie dostarczyło nam pojedynku torowego z prawdziwego zdarzenia. Mowa rzecz jasna o wielookrążeniowej walce Maxa Verstappena z Lando Norrisem. Niestety, jak to regularnie w F1 bywa, częściej rozmawiamy nie o sportowych walorach rywalizacji, a słuszności nałożenia na Norrisa kary. Kary za uzyskanie przewagi poprzez wyprzedzanie poza torem.
Temat ten jest dla motorsportu kluczowy, zwłaszcza gdy bezpośrednią walkę toczą pretendenci do tytułu mistrzowskiego. FIA będzie musiała się nim zająć, ale problemy sięgają głębiej niż z pozoru się wydaje. Limity toru są wszak powiązanie nie tylko z regulacjami, ale też z wytycznymi do ścigania i ogólną tegoż ścigania percepcją.
Wielka batalia
Cofnijmy się do początków kontrowersyjnej sytuacji. Lando Norris, korzystając ze świeższej mieszanki twardych opon, dogonił Maxa Verstappena w drugiej połowie wyścigu, i toczył z nim bój o trzecie miejsce na podium. Przez kilka kółek Brytyjczyk niestrudzenie usiłował wymusić na Holendrze błąd, znaleźć miejsce to po wewnętrznej, to po szerokiej. Bezskutecznie. Verstappen doskonale się bronił.
Aż nadszedł moment newralgiczny. Na 52. okrążeniu Norris doskonale wyszedł z wpadającego na długą prostą zakrętu nr 11 i wykorzystując DRS minął Verstappena przed punktem dohamowania do kolejnego, lewego łuku. Brytyjczyk trzymał się zewnętrznej, z kolei mistrz świata jechał węższą linią. I na koniec zahamował później, wypychając Norrisa na tyle, że ten ratował się wycieczką na pobocze.
Tymże poboczem, na którym znalazł się też Holender, Norris minął Verstappena. Pozycji nie oddał, zamiast tego decydując się na budowę przewagi. Na ostatnim okrążeniu sędziowie przyznali mu jednak 5 sekund kary czasowej – za opuszczenie toru i uzyskanie przewagi. A ponieważ na mecie różnica między kierowcami ledwie przekraczała 4 sekundy, Norris został zepchnięty z powrotem na 4. miejsce.
Reakcja Red Bulla była oczywista – słuszne ukaranie rywali za widoczne przewinienie. McLarena też – sędziowie wtrącili się w piękny kawałek motorsportu. – [Zrobili to – przyp. red.] w niepoprawny sposób, gdyż oba samochody wyjechały poza tor. Oba zyskały przewagę. To wstyd, bo straciliśmy podium, i to w wyścigu, w którym byliśmy cierpliwi po tym, jak w pierwszym zakręcie zostaliśmy wypchnięci z toru – stwierdzał Andrea Stella, szef stajni.
Tego, że McLaren nawiąże do tego incydentu, można się było spodziewać. Bardziej zaskakujące jest to, jak ekipa potraktowała sam późniejszy atak Norrisa. Nie kazali oddać swojemu kierowcy pozycji, gdyż nie było wątpliwości, że jego manewr był poprawny. Stella tłumaczył nawet, że gdy zobaczył, iż sędziowie przyglądają się walce dwóch kierowców, to pomyślał, że mają na myśli zachowanie Verstappena, nie swojego protegowanego.
Problematyczne reguły ścigania: sprzeczne wizje wydarzeń
– Natychmiast powiedzieliśmy Oscarowi [Piastriemu – przyp. red.], by trzymał się w odległości 5 sekund od Verstappena, bo możemy zyskać pozycję. Nasza interpretacja jest biegunowo odmienna od tej sędziowskiej – dodawał Stella. Potem wyrażał jeszcze zdziwienie, iż pokój wyścigów nie chciał przedyskutować incydentu po zawodach w obecności kierowców, ale jednocześnie uznawał, że od decyzji nie można się odwołać (McLaren nie wskazał żadnego nowego istotnego dowodu), dlatego sprawa jest zamknięta.
Norris też roszczeń nie wysuwał; ogółem, w jego słowach nie wyczuwa się pretensji. – On bronił się wyjeżdżając poza tor, wyprzedzał wyjeżdżając poza tor, ale nie będę narzekał. Max pojechał dobrze, bronił się dobrze, stoczyliśmy niezłą walkę, a reguły to reguły – opowiadał lider pomarańczowej ekipy.

Incydent z pierwszego zakrętu pierwszego kółka | Fot. McLaren Media Centre
Z pozoru werdykt sędziów jest dość klarowny: Norris zostawił miejsce i musiał być świadom, że Verstappen to wykorzysta. Walka nie toczyła się na pierwszym kółku, gdzie podobne akcje puszcza się płazem. Któryś z zawodników musiał odpuścić, a jeśli nie odpuścił, należy się kara. A z racji na to, że to Norris zyskał lokatę, i zrobił to poza limitami toru, to tylko on mógł być winny.
Ale właśnie, z pozoru to kluczowe wyrażenie. Uwzględniając istniejące regulacje, równie dobrze karę mógłby otrzymać Holender. Wszak broniąc się, opuścił tor. Tym bardziej, że wcześniej stracił przewagę, i z premedytacją obrał inną niż zwyczajową linię przejazdu przez zakręt. Tak, jak gdyby w ogóle nie zamierzał się w nim zmieścić.
Teraz Red Bull uzasadniał swoje stanowisko bliźniaczą sytuacją z sezonu 2017, gdy to Verstappen wyprzedzał poza białą linią Kimiego Räikkönena i pozycja została mu zabrana przed ceremonią na podium. 20-letni wówczas Holender zareagował na to wściekłością, nazywając arbitra Gary’ego Connelly’ego idiotą.
Co mówią regulacje?
Wracając do teraźniejszości, Norris wiedział, dlaczego nałożono karę. Brytyjczyk przez team radio stwierdzał, że być może powinien był Verstappena przepuścić i spróbować zaatakować raz jeszcze. Sęk w tym, że właściwie jedyna możliwość wyprzedzenia mistrza była w zakręcie 12. Co więcej, do końca zawodów zostały 4 okrążenia, a Holender doskonale pracował z oponami. Mało prawdopodobne, by zmienił również swój styl defensywy.
Tu wkraczamy w grząski obszar regulacji. Ich sednem jest założenie, że kierowca atakujący po zewnętrznej musi otrzymać miejsce od rywala, również na wyjściu z zakrętu. Jednakże, atakujący ma prawo oczekiwać tej wolnej przestrzeni tylko wówczas, gdy przednia oś jego bolidu co najmniej zrówna się z przednią osią broniącego się kierowcy w środku zakrętu (na jego apexie) i pozostanie na równi aż do wyjścia z tegoż zakrętu.
Jeśli osie się nie zrównają, atakujący nie może zakładać, że uda mu się wedle dokończyć manewr. Wszystkie asy są wtedy w ręku defensora. Norris nie zrównał się zaś z Verstappenem we wspomnianym środku wirażu – wtedy to Holender był delikatnie z przodu. Mistrz świata z pewnością wiedział, jak brzmią przepisy i celowo wyhamował później. Postawiony w takiej sytuacji kierowca McLarena musiał odpuścić albo ryzykować karę.
A co mówią przepisy w kwestii ruchów kierowcy broniącego lokaty? Nie ma słowa o tym, że musi zmieścić się w zakręcie zgodnie z limitami toru, chyba że „zdobywa przewagę”. – Jeśli podczas obrony swej pozycji samochód opuszcza tor (albo przecina szykanę) i powraca na tym samym miejscu, będzie to ogólnie uważane za zdobycie trwałej przewagi, a zatem, ogólnie, pozycja powinna zostać oddana – podawał zapis serwis The Race.
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie
Nie do końca wiadomo zatem, jak zachowaliby się sędziowie, gdyby Verstappen wyjechał poza tor, ale Norris wcześniej odpuścił i schował się z powrotem za Holendrem. Czy stwierdziliby, że lider RB popełnił karygodny błąd? Czy może uznaliby, że Norris i tak nie mógł zaatakować, bo nie był z przodu w środku zakrętu?
Pewne jest, że gdyby to Holender atakował Brytyjczyka, i wyminął go wyjeżdżając poza tor, na niego spadłby sędziowski topór. Teoretycznie nawet w defensywie Verstappen nie powinien był pojechać tak szeroko, ale wytyczne wyścigowe dopuszczają taką metodę obrony. Ale to nie koniec, bo w tym aspekcie krzyżują się różne punkty widzenia.

Fot. Red Bull Racing Media Pool
W roku 2022 FIA dokonała bowiem znaczącej modyfikacji przepisów i zamieściła w nich zapis, iż samochód wyprzedzany musi zdołać pokonać zakręt, pozostając jednocześnie wewnątrz limitów toru. Było to reakcją na…zachowanie Verstappena, który choćby w trakcie GP Brazylii 2021 kilkukrotnie bronił się przed Lewisem Hamiltonem poprzez wywożenie rywala poza asfalt, samemu też go opuszczając.
Verstappen w tym względzie zachował się wbrew regulacjom; lecz Norris również, i to on „zdobył przewagę”. A jest też inne podejście, związane z percepcją manewrów wyścigowych per se. Konkretnie zaś tego, kto w którym momencie jest atakującym, a kto atakowanym. Całkowicie racjonalnie przyjmujemy, że atakujący to ten, który walczy o przejęcie pozycji rywala oraz utrzymanie się na niej. Lecz w trakcie wyprzedzania warunki się przecież zmieniają.
Regulacje kładą nacisk na pozycję w środku łuku i na wyjściu z niego. Ergo nie ma znaczenia, czy kierowca wyprzedzający jest przed swoim rywalem na prostej. Ale podczas walki Verstappena z Norrisem, Brytyjczyk znalazł się z przodu zanim obaj zaczęli hamować. I to Holender ostatecznie hamował później, aby z powrotem znaleźć się na czele.
Problematyczne reguły ścigania: sport w impasie
Gdyby uznać, że w strefie hamowania to mistrz świata jest atakującym, to musiałby on: ułożyć swoją przednią oś na równi z lusterkiem bolidu Norrisa najpóźniej na apexie zakrętu; jechać bezpiecznie i kontrolować maszynę; zostawić Norrisowi miejsce na choćby jedno koło wewnątrz białej linii aż do wyjścia z zakrętu; samemu zmieścić się w limitach toru.
To już oczywiście gdybanie i odwracanie kota ogonem – niemniej pod kątem koncepcyjnym konflikt interpretacji jest dość ciekawy. Ale kłopoty są też z prawem jako takim, gdyż „regulacje” i „wytyczne” oznaczają odrębne zbiory reguł. Te drugie nie są podane do publicznej wiadomości, zna je część najbliższych środowisku dziennikarzy. FIA nigdzie ich nie ujawniła, tak jak czyni to z regulaminami, które są dostępne na stronie internetowej federacji.
Znacznym ułatwieniem byłoby, gdyby wytycznymi FIA się podzieliła. Tym bardziej, że miało to już miejsce w przeszłości. W roku 2022, podczas Grand Prix Emilii Romanii, wystosowano dokument, w którym zawarto owe wytyczne na tamten rok rywalizacji. Od tego czasu nie zdecydowano się jednak na powtórzenie podobnego kroku.
Na ten moment nie wiadomo zresztą, jak można wytyczne poprawić. Jedną z propozycji przedstawił ekspert Sky Sports i były kierowca F1, Karun Chandhok. Hindus ujął sprawę następująco: jeśli kierowca atakujący po zewnętrznej zrówna swoje przednie koła z lusterkami samochodu broniącego się po wewnętrznej, i uczyni to zanim ktokolwiek zacznie hamować, to musi otrzymać miejsce od defensora na co najmniej jedno koło w limitach toru.

Pojedynek Verstappena z Hamiltonem podczas GP Sao Paulo 2021 | Fot. Red Bull Racing Media Pool
To rozwiązanie też ma swoje minusy. Niemniej, będzie tak prawdopodobnie z każdym pomysłem, bo charakterystyki manewrów nigdy nie da się do końca przewidzieć. Pozycje kierowców na torze i punkty odniesienia są z kolei tak labilne, że zawsze znajdzie się przestrzeń do odmiennej egzegezy.
Potrzeba matką wynalazku?
Na czym więc stoimy? Jest oczywiste, iż kilku kierowców notorycznie wytyczne nagina i testuje ich granice. Prym wiedzie w tym Verstappen, któremu jednakowoż trzeba oddać, że wykorzystuje ogół „warunków” do ścigania najlepiej spośród stawki. Holender potrafi pojechać idealnie tak, żeby się wybronić, ale uniknąć sędziowskiej furii. (Choć FIA historycznie była też dość pobłażliwa względem jego stylu jazdy).
Równe jasne jest, że zmiany trzeba wprowadzić. Domagają się też kierowcy. Głos zabrał m.in. Pierre Gasly. – Myślę, że mamy zapisany przepis, w takiej a nie innej formie, i jest zdrowy rozsądek co do podejścia do wyścigów. Obecnie istnieje szara strefa, która pozwala nam, kierowcom, korzystać z przepisów w pewien niesprawiedliwy sposób – mówił Francuz.
Z jego opinią zgadzał się Charles Leclerc – i w trakcie weekendu w Meksyku FIA podała, iż wytyczne zostaną poddane pod dyskusję do GP Kataru włącznie, a jeśli strony osiągną kompromis, być może włączone do regulacji w zmienionej formie jeszcze przed końcem tegorocznego sezonu. Równie prawdopodobne jest jednak, że wejdą do gry dopiero w roku 2025.
W toku dyskusji mogą zaś paść ciekawe propozycje, pokroju tych werbalizowanych przez Alexa Albona. Taj uważa, że stosowanie taktyki w rodzaju tej używanej przez Verstappena musi być ukrócone. Prostym rozwiązaniem dylematu są zmiany w infrastrukturze torów. – W pewnym sensie potrzebujemy torów, które na to nie pozwolą. Red Bull Ring jest świetnym przykładem z pułapką żwirową, którą tam umieszczono. Wyeliminowało to problem z granicami toru, ale także wyeliminowało ten rodzaj ścigania, gdzie wszystko jest na zasadzie pół na pół. Myślę, że to byłoby właściwe podejście – tłumaczył.
Jaki przyniesie to efekt? Nie łudźmy się, że dojdzie do rewolucji. W F1 zawsze byli kierowcy, którzy nie brali jeńców. I zazwyczaj byli to mistrzowie świata: od Fariny i Brabhama, przez Hunta, Prosta, Piqueta, Sennę, po Schumachera, Alonso, Vettela i Hamiltona. Sport może zmieniać się z dnia na dzień; natura ludzka z jej wrodzoną chęcią triumfowania – raczej nie.