W końcu mamy nowy zespół
Wydawałoby się, że nigdy to nie nastąpi, ale jednak. Liberty Media, zarządzające Formułą 1, zatwierdziło zgłoszenie kandydata, którego odrzucono w styczniu tego roku. Tym samym w 2026 roku stawka powiększy się o dwa kolejne samochody, które początkowo będą napędzane silnikami klienckimi. Cadillac wyprodukuje swoje jednostki, którymi zaopatrzy swój zespół w 2028 roku, ale pierwsze dwa lata dostarczy je im ktoś inny.
Mówi się o dwóch opcjach w postaci Ferrari i Hondy. I choć japoński producent ma dysponować umową na wyłączność dla Astona Martina to może zostać on zmuszony do wsparcia nowej ekipy. Wynika to z przepisu sportowego, który mówi, że jeśli jakiś zespół pozostanie bez silnika i nie osiągnie porozumienia z żadnym z producentów to wówczas obowiązek dostaw pada na tego, który obsługuje najmniej ekip. Tu pada na Hondę, która będzie mieć jednego partnera. Audi wykluczono najprawdopodobniej na podstawie tego, że dla nich to będzie debiut, a dla Japończyków powrót.
Drugim kandydatem jest Ferrari, które straci po 2025 roku jednego klienta w postaci Saubera. Jeżeli uda się zawrzeć umowę na produkt włoskiej marki to Cadillac wypełni lukę po zespole z Hinwil. Jeśli jednak nie to wówczas będzie to Honda. Choć trudno powiedzieć czy będzie to faktyczne „zmuszenie” do dostaw. Wprawdzie występuje wspomniana umowa o wyłączności dla ekipy z Silverstone. Jednakże należy pamiętać, że Honda i Cadillac współpracują ze sobą na polu motoryzacji drogowej pod kątem elektryfikacji swoich jednostek napędowych. Temat dostaw jednostek klienckich na sezony 2026 i 2027 powinien rozwiązać się w najbliższych kilku tygodniach.
Czegoś tu brakuje
Jeśli zagłębimy się w oświadczenie F1, FIA i Cadillaca to dostrzeżemy jedną niezgodność. Mianowicie próżno tam szukać nazwy Andretti Global. I rzeczywiście mogłoby to budzić niepokój. W końcu mówiło się, że Cadillac miałby planować swoje własne zgłoszenie do stawki tej serii już bez Andrettiego. Jednakże wymagałoby to prawdopodobnie nowego procesu rekrutacji ze strony FIA. Tu natomiast nic takiego się nie wydarzyło. Wprawdzie nie ujrzymy wzmianki o wspomnianej ekipie. Jednakże w materiale prasowym wystąpił taki pan, jak Dan Towriss. Jest to dyrektor generalny TWG Global, oraz od niedawna szef Andretti Global, które należy do TWG.
Jak wiadomo, w październiku ze sterem w Andretti Global pożegnał się Michael Andretti. Zaś odpowiedzialność przejął Dan Towriss. Wiele wskazuje na to, że nowy zespół w F1 nie będzie zawierał nazwiska syna mistrza świata z 1978 roku. Jednakże nie oznacza to, że ich starania pójdą na marne. Najprawdopodobniej Cadillac wejdzie wraz z nimi do stawki korzystając z ich bazy w Silverstone, którą otwarto wiosną tego roku. Formalnie nadal będzie to baza Andretti Global, która będzie odpowiadać za znaczną część operacji Cadillaca w F1. Jednakże formalnie miałoby to być sygnowane nazwą amerykańskiej marki. Jest to jednak na razie hipoteza, która nie została jeszcze potwierdzona. Co ciekawe, rzekomo to Mari Andretti, czyli mistrz świata F1 z 1978 roku byłby jednym z głównych dyrektorów całego projekty od GM w F1.
Teraz wszystko stało się jasne
Liberty Media oraz cała F1 od początku tej sagi były na nie w stosunku do Andrettiego. Amerykanin odpowiadał na ich argumenty dostarczając wymagane finansowanie, a nawet przyprowadził nowego producenta silników. Nadal jednak problemem był sam były kierowca F1. Pierwszym istotnym elementem układanki było jego odejście ze stanowiska dyrektora jego własnego zespołu. To zachęciło Liberty Media. Kolejnym ruchem było wymazanie Andrettiego także z nazwy projektu. Wówczas Greg Maffei, szef Liberty Media, dał zielone światło. Tym samym mamy jedenasty zespół w F1, przy którym prawdopodobnie udział mieć będzie Andretti Global, ale będzie ono zaledwie „partnerem”, a cała uwaga ma iść w kierunku marki koncernu GM.
Trzeba się jeszcze dogadać przy porozumieniu Concorde
Rok 2026 to nie tylko nowe silniki i nowa ekipa. To także debiut następnej generacji umowy pomiędzy promotorem serii, a zespołami. W ostatnich dwóch latach mówiło się o podniesieniu kwoty dla nowych ekip. Gdyby Cadillac zadebiutował w stawce w 2025 roku to musiałby zapłacić 200 milionów dolarów, aby móc partycypować w podziale zysków tytułu z praw komercyjnych od pierwszego sezonu rywalizacji. Jednakże do niedawna mówiło się o tym, że ta kwota musiałaby wzrosnąć, co było raczej straszakiem na Andrettiego. Oficjalnej treści umowy nie poznamy, ale w najbliższym roku mogą pojawić się doniesienia na temat tej kwoty. Nie powinna nas zdziwić sytuacja, w której ta nie ulegnie zmianie.