F1 2024. Wygrani
Max Verstappen
Jako pierwszy na liście, oczywiście znalazł się mistrz świata. Przed startem sezonu wydawało się, że – tak jak w 2023 roku – zdominuje cały sezon. Red Bull był faworytem po testach i pierwsze rundy tego sezonu to potwierdziły.

Fot. Red Bull Content Pool
Holender wygrał 7 z 10 pierwszych tegorocznych wyścigów. Latem nastąpiła zadyszka i reprezentantowi Red Bulla przyszło ostro walczyć, żeby zdobyć czwarte mistrzostwo z rzędu. Koniec wspaniałej serii był spowodowany głównie spadkiem formy jego zespołu.
Przypominało to trochę historię zespołu Brawn GP z sezonu 2009. Wtedy Jenson Button w 7 pierwszych wyścigach, zwyciężył 6 razy i raz był trzeci. Później bolidy Brawna zaczęły spadać w układzie sił i Brytyjczykowi w wywalczeniu MŚ pomogła głównie przewaga z pierwszej fazy sezonu.
Verstappenowi przyszło wspiąć się na wyżyny swoich możliwości, żeby uciec goniącemu go Lando Norrisowi. Można śmiało stwierdzić, że Max w trakcie słabszej serii osiągał wyniki ponad stan bolidu. Wizyty na podium były sporadyczne, ale w tym czasie ani razu nie wypadł z TOP 6 na mecie wyścigu.
Okazja do ponownego zaprezentowania swojego kunsztu przyszła podczas GP Sao Paulo. Wygrał na mokrej nawierzchni po starcie z P17. Po nim przypieczętowanie tytułu mistrzowskiego było już tylko formalnością.
Unmatched in 2024 👑#F1 @Max33Verstappen pic.twitter.com/6prk5lNrVO
— Formula 1 (@F1) December 11, 2024
McLaren
Zanim streścimy przebieg sezonu mistrzów świata, przytoczmy pewne statystyki, jakie posiadali przed tym sezonem. W ciągu poprzednich 10 lat zespół z Woking wygrał tylko jeden raz. Ostatnim wyścigiem, po którym byli na czele klasyfikacji konstruktorów, było GP Australii 2014.
Pierwsze postępy zespołu McLaren mogliśmy zobaczyć jeszcze w trakcie sezonu 2023. W pierwszych rundach tegorocznej rywalizacji brytyjski zespół pokazywał, że jest mocny. Nie bił się jednak o zwycięstwa i ustępował Ferrari oraz Red Bullowi. Przełom przyszedł po zwycięstwie Lando Norrisa w GP Miami. Od tego czasu pomarańczowe bolidy zaczęły walczyć o najwyższe cele.
Zdarzało się, że niemoc w wykorzystywaniu potencjału była spowodowana błędami kierowców. Dało się zauważyć częste marnowanie przez nich okazji do wygrywania wyścigów.
Koniec końców zespół McLarena sięgnął po tytuł mistrza świata wśród zespołów. To osiągnięcie jest ukoronowaniem ich pracy. Dokonali tego pierwszy raz od 26 lat, kiedy jego obecnych kierowców – Lando Norrisa i Oscara Piastriego – nie było wtedy jeszcze na świecie.

Fot. Red Bull Content Pool
Pierre Gasly
Pamiętamy, jak fatalny był początek sezonu dla zespołu Alpine. Zespół spadł do roli outsidera podczas pierwszych wyścigów. Francuz swój pierwszy punkt zdobył podczas GP Monako, choć było blisko, żeby jego partner z ekipy – Esteban Ocon – pozbawił go tego. Rodak Gasly’ego już na pierwszym okrążeniu omal nie zakończył ich udziału w nim. To zniszczyło relacje Estebana z ekipą, w której startował od sezonu 2020.

Fot. BWT Alpine F1 Team
W następnych trzech wyścigach, Pierre Gasly również zapunktował. Finałem napiętych relacji między Oconem i Alpine była decyzja, o nieprzedłużeniu umowy z kierowcą. Natomiast były kierowca Red Bulla i AlphaTauri zaufał swojej ekipie i podpisał kontrakt na następne dwa sezony. Tym samym zespół postanowił skupić się w szczególności na nim.
More chaos on the first lap of the Monaco Grand Prix 🫣
A close call for Gasly when his team-mate Ocon collided into the right front #F1 #MonacoGP pic.twitter.com/tlR51nCI6a
— Formula 1 (@F1) May 27, 2024
Dopiero pod koniec sezonu dyspozycja francuskiej stajni poszła do góry. Od GP USA lider Alpine regularnie wchodził do Q3. W GP Sao Paulo kierowcy pojechali znakomity wyścig, zdobywając podwójne podium. Następnie na torze w Las Vegas, Gasly znowu zachwycił, zajmując 3. miejsce w kwalifikacjach. W ostatnich dwóch rundach zdobył razem 16 punktów, co pozwoliło mu rzutem na taśmę awansować na 10. miejsce w klasyfikacji kierowców.
Oliver Bearman
Po jego debiutanckim sezonie w F2 (2023 – przyp. red.) powstały słuchy, że Bearman może zadebiutować w F1 w 2025 roku. Młody Brytyjczyk wyrósł na lidera akademii juniorskiej Ferrari. Bieg wydarzeń sprawił, że jego debiut w królowej sportów motorowych nastąpił dużo szybciej.
Już podczas GP Arabii Saudyjskiej przyszło mu zastąpić Carlosa Sainza za kierownicą bolidu Ferrari. Mając 18 lat i 10 miesięcy został 3. najmłodszym debiutantem w historii F1. Podczas tego weekendu poradził sobie bardzo dobrze. W kwalifikacjach o włos przegrał awans do Q3 z Lewisem Hamiltonem, natomiast wyścig ukończył już na 7. miejscu. W lipcu przed GP Wielkiej Brytanii potwierdzono jego angaż do zespołu Haasa na sezon 2025.
❤️ Lewis Hamilton, Ollie Bearman’ı tebrik ediyor. pic.twitter.com/L1aiCARN5e
— Motorsport Türkiye (@motorsportcomtr) March 9, 2024
Następne okazje do jazdy w F1 przyszły jeszcze w tym sezonie. W GP Azerbejdżanu i GP Brazylii zastępował Kevina Magnussena w barwach swojego przyszłego zespołu. W obu z nich pokonał w kwalifikacjach Nico Hulkenberga. Na torze w Baku znowu zapunktował, a w deszczowym wyścigu w Brazylii zdarzył mu się błąd. Jednak ponownie był górą nad Niemcem, bo Hulkenberg w trakcie wyścigu otrzymał czarną flagę. Bearman dotarł tam do mety ma 12. miejscu.
W trakcie trzech występów w tym roku udało mu się zdobyć 7 punktów. dlatego mniejsze znaczenie w kwestii angażu do F1 miał słabszy sezon w F2. Tam wygrał dwukrotnie, ale zajął dopiero 12. miejsce w klasyfikacji kierowców.
Franco Colapinto
Kto jakiś czas temu w ogóle przypuszczał, że Franco Colapinto w ogóle znajdzie się w F1. Jeszcze nawet przed przerwą wakacyjną nic na to nie wskazywało. Sytuacja zmieniła się dopiero pod koniec sierpnia, kiedy Williams miał już dość ciągłych wypadków Logana Sargeanta.
Na potencjalnych zastępców Amerykanina wymieniano kilka nazwisk. Ostatecznie zespół z Grove postanowił dać szansę swojemu juniorowi, osiągającemu solidne wyniki w Formule 2.

Fot. Williams Racing
21-latek od pierwszych występów okazał się rewelacją. W swoim debiucie na torze Monza był 12. , a już w następnej rundzie w Azerbejdżanie pokonał Alexa Albona w kwalifikacjach. Wyścig zakończył na P9 z 2 punktami, następnie będąc też blisko punktów w Singapurze. Później zdobył jedno oczko w Austin, znowu będąc górą nad Albonem. Plamą na jego znakomitych notowaniach było GP Brazylii. Tam dwukrotnie rozbił się na mokrym torze.
W swoich ostatnich występach już tak nie zachwycał. Na jego usprawiedliwienie trzeba pamiętać o kłopotach Williamsa z częściami. Kierowcy musieli jeździć bardziej zachowawczo, w dodatku otrzymywali gorsze komponenty.
Problemem dla przyszłości Franco był już wcześniej wybrany skład na sezon 2025 w zespole z Grove. Swoimi 9 występami w niebieskim bolidzie pokazał, iż zasługuje na posadę kierowcy etatowego. Teraz pozostaje tylko czekać na dalszy rozwój sytuacji na rynku transferowym.
F1 2024. Przegrani
Sergio Perez
Całokształt sezonu Pereza jest po prostu fatalny. Jest jedynym kierowcą z czterech czołowych zespołów, który nie wygrał żadnego wyścigu. Największym piętnem były jednak koszmarne wyniki kwalifikacyjne. Aż sześciokrotnie kończył swój udział na Q1.
W klasyfikacji kierowców ukończył sezon na 8. pozycji. Kontrast na tle Maxa Verstappena jest natomiast ogromny. To już drugi sezon z rzędu, kiedy dyspozycja Meksykanina spadła od części europejskiej. Tym razem nie był w stanie już obronić tego, z racji gorszego bolidu do dyspozycji.
Max 🆚 Checo in 2024 #F1 @redbullracing pic.twitter.com/HAFWk7Pogj
— Formula 1 (@F1) December 14, 2024
Ciągle nie znamy dalszych losów Sergio. Wydaje się, że takimi wyniki wydał wyrok na swój ważny do 2026 roku kontrakt z ekipą Red Bulla.

Fot. Red Bull Racing
Oracle Red Bull Racing
Oprócz wypadnięcia z walki o mistrzostwo konstruktorów nad Red Bullem wisiało samo pasmo nieszczęść. Zaczęło się jeszcze przed startem sezonu, kiedy na jaw wyszła afera z szefem zespołu w roli głównej. Później okazało się, że Christian Horner wygrał swój proces.
Następnym uderzeniem jakie otrzymali, było odejście Adriana Neweya. Zabraknięcie w szeregach zespołu z Milton Keynes wybitnego konstruktora, zdecydowanie ich osłabiło. Odbiło się to na ich wynikach już po GP Austrii.
Konsekwencją tego było regularne przegrywanie z McLarenem, Ferrari i Mercedesem. W klasyfikacji kierowców, też musieli ostro napocić się, żeby ich zawodnik zdobył mistrzostwo. Ciężko wróżyć jak w następnym roku będą spisywały się bolidy Red Bulla, być może to już koniec potęgi zespołu spod znaku Czerwonego Byka.
Carlos Sainz
Czas na kierowcę, który znalazł się tutaj zupełnie nie ze swojej winy. Mimo to Carlosa Sainza bez względu na wyniki, z góry można było uznać przegranym.

Fot. Carlos Sainz
Wszystko za sprawą jego zmiany barw. Jeszcze przed startem sezonu było wiadomo, że pożegna się z zespołem z Maranello. Opcji wyboru nowego zespołu miał kilka. Wydawało się, że z taką renomą jest idealnym kandydatem do Mercedesa lub Red Bulla. Toto Wolff postawił jednak na swojego utalentowanego juniora, Andreę Kimiego Antonellego. Red Bull, z którym kiedyś Hiszpan był związany, wyglądał na idealne miejsce w obliczu słabych wyników Pereza. Sam kierowca wyrażał zainteresowanie, ale rzekomo walczył o to, aby nie być kierowcą nr 2. Natomiast Horner i Marko obawiali się wewnętrznego konfliktu.
Po startach w topowym teamie przejście do zespołu, obecnie będącego w sporym dołku można uznać za porażkę. Hiszpan ufa jednak, że zmiany przepisów na sezon 2026 pomogą Williamsowi wspiąć się wyżej. Ostatnio zauważono pewną prawidłowość. Każdy zespół do którego dołączał, zaliczał awans w tabeli.
— F1 TROLL (@f1trollofficial) December 13, 2024
Daniel Ricciardo
Kiedy latem 2023 roku zajmował miejsce Nycka de Vriesa w AlphaTauri, pokładano w nim spore nadzieje. Posada Sergio Pereza już wtedy była gorącym fotelem. Wierzono, że Daniel, który kilka lat temu za kierownicą Red Bull był jednym z najlepszych kierowców w stawce, odbuduje się.
Ten sezon zaczął od uzyskania najlepszego czasu w FP1 w Bahrajnie. Wyniki kwalifikacji i wyścigów nie były już tak optymistyczne dla Australijczyka. Zdecydowanie ustępował Yukiemu Tsunodzie, a dodatkowym minusem były błędy kierowcy, jak chociażby ten z pierwszego okrążenia w GP Japonii. Doprowadził tam do kolizji z Alexem Albonem. Jego najlepszym występem okazał się sprint w Miami, kiedy sięgnął po pierwsze punkty w sezonie (P4).
As someone who has clocked well over 1,000 laps on the Suzuka Circuit, allow me to opine:
100% Albon’s fault. You can’t place your car there, the circuit is way too narrow, Riccardo was on the inside AND in front of Albon.pic.twitter.com/Yp5WmupIxI— Igor Sushko (@igorsushko) April 7, 2024
Znakomicie zaprezentował się w Kanadzie, będąc piąty w kwalifikacjach. Na metę przyjechał wtedy jako ósmy, a po następne 2 punkty sięgnął w swoim 250. starcie w Austrii. Swoje ostatnie „oczko” dopisał sobie w Belgii. Zespół doszedł do wniosku, że czas na sprawdzenie go w kwestii angażu Red Bulla, minął. Po GP Singapuru postanowiono się z nim pożegnać i dać szansę Liamowi Lawsonowi.
Stake/Kick Sauber
Rozstanie ekipy z Hinwil z Alfą Romeo wiele ich kosztowało. Poprzedni sezon już nie był rewelacyjny, a teraz zostali totalnymi outsiderami. Co prawda, początkowo jeszcze gorszy poziom prezentowało Alpine, ale Francuzom udało się wyjść z dołka.
Z ostrą krytyką na temat prezentowanego poziomu musieli mierzyć się również kierowcy. Valtteriemu Bottasowi zarzucano wypalenie i brak motywacji. Natomiast mniej doświadczony z tego duetu – Guanyu Zhou był wielokrotnie krytykowany za prezentowany poziom. Zapanowało mnóstwo opinii, że Chińczyk nie jest kierowcą na poziom F1.

Licząc ostatnie 49 wyścigów, Sauber/Stake zdobył tylko 20 punktów | Archiwum prasowe Stake F1 Team
W sesjach kwalifikacyjnych wliczając w to shoutoty do sprintów, Zhou z Finem przegrał łącznie 26 razy, a tylko 4-krotnie okazał się lepszy. Kierowca z Chin wielokrotnie w tym sezonie kwalifikował się na ostatniej pozycji. Mimo tego przez cały sezon zajmował wyższą pozycję w klasyfikacji kierowców. Bohaterem został w przedostatniej rundzie w Katarze, kiedy zdobył jedyne dla zespołu punkty w tym sezonie.
Ta sztuka nie udała się Valtteriemu Bottasowi. Fin miewał przebłyski w soboty, ale w wyścigach Saubery były zazwyczaj bezradne. W swoim ostatnim sezonie w F1 miał zdecydowanie najgorsze narzędzia do dyspozycji w karierze. Warto jednak zaznaczyć, że od kierowcy z takimi osiągnięciami na koncie, wymagało się więcej.
Kevin Magnussen
Na końcu listy zdecydowaliśmy się umieścić doświadczonego Duńczyka. Można gdybać, czy miałby szansę pozostać w F1, prezentując lepszy poziom. Wydaje się, że tak, gdyby nie kilka czynników.

Kevin Magnussen w Haasie | Fot. Haas F1 Team
Pierwszym i głównym, który odcisnął spore piętno była oczywiście agresywna jazda kierowcy. Kierowca Haasa na początku sezonu seryjnie zbierał punkty karne, co finalnie skończyło się zawieszeniem na 1. wyścig. 32-latek często popisywał się agresywnymi manewrami. Usprawiedliwiał je nieraz w bezsensowny sposób. Jego styl był już znany w środowisku F1. Kilka lat temu w temu sposób napsuł krwi kilku kierowcom w tym m.in. Fernando Alonso.
Kevin Magnussen is the first driver to receive a race ban since the penalty point system was introduced ❌
Here’s how he accrued the maximum 12 penalty points in a 12-month period#F1 pic.twitter.com/vzy94QxaM3
— Formula 1 (@F1) September 5, 2024
Drugim aspektem obniżającym notowania Magnussena był drugi rok częstego przegrywania z Nico Hulkenbergiem. Już w 2023 r. uważano, że Niemiec weryfikuje jego umiejętności. Tym razem było podobnie. Nico zachwycał swoimi wynikami w kwalifikacjach i kiedy wchodził do Q3, to „K-Mag” nieraz kończył swój udział na pierwszej części lub w końcówce tabeli podczas Q2.
Finalnie w pojedynku zespołowym, Hulkenberg okazał się lepszy 16-6. Dodając bilans ze sprinty to Niemiec wygrał 19-8 w kwalifikacjach. W punktach natomiast było aż 41-16 dla Nico. To wszystko dało spore wątpliwości, czy zdobywca podium z GP Australii 2014 zasługuje na pozostanie w królowej sportów motorowych.
Na koniec można dodać, że Duńczyk czasem miewał przebłyski. Jednym z nich był początek wyścigu w Kanadzie, kiedy kierowcy Haasa dzięki decyzji z wyborem deszczowych opon przebili się bardzo wysoko. Czasem jego wyścigi były niszczone przez różne okoliczności, jak m. in. problemy przy pit-stopie. W Brazylii jego udział w weekendzie GP uniemożliwiła choroba. Kto wie też jak wysoko skończyłby swój ostatni wyścig, gdyby nie desperacki manewr Valtteriego Bottasa.