Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Trzy pomysły na Grand Prix w RPA

Popularność Formuły 1 na świecie nie maleje – a to oznacza nie tylko zwiększone wpływy z reklam i potencjalnie szerszą publikę, ale także zainteresowanie ze strony zarządców wielu obiektów, na których F1 się obecnie nie ściga. Nader często ich ambicje powiązane są z pragnieniami rządu danego kraju. Nie inaczej jest w przypadku Republiki Południowej Afryki.

Kyalami
Fot. Motorsport Turkiye / X

Afrykański sen

Nowe możliwości dla promotorów otworzyły się po tym, jak na początku roku ogłoszono, iż Grand Prix Belgii odbywać się będzie rotacyjnie. Na razie wiadomo, że kierowcy nie pojawią się na Spa-Francorchamps w latach 2028 i 2030. Concorde Agreement umożliwia wprawdzie rozszerzenie kalendarza do 25 rund, ale Stefano Domenicali, dyrektor zarządzający Formula One Group, stwierdzał, że 24 to odpowiednia liczba.

ZOBACZ TAKŻE
Jak symulatory wyścigów kształtują przyszłych kierowców

Z tego względu takie roczne „przerwy” w odwiedzaniu części torów to jedyna opcja dla innych obiektów, które gościły F1 dawniej albo chciałyby ugościć ją po raz pierwszy. – Widzimy ogromne zainteresowanie z dużej liczby krajów, a to oczywista możliwość rozwoju serii. Musimy jednak dokonać odpowiednich wyborów w kontekście kalendarza – dodawał Domenicali. Owe „kraje” to nie tylko europejskie motorsportowe potęgi w rodzaju Francji albo Niemiec. To także Turcja, Argentyna, Tajlandia czy Rwanda. Przedstawiciele dwóch ostatnich krajów już się z oficjelami F1 spotykali.

W RPA proces aplikowania o miejsce w kalendarzu jest dość istotnie posunięty. Tamtejsze ministerstwo sportu, sztuki i kultury za pośrednictwem specjalnie utworzonego komitetu ds. ofert F1 uruchomiło w styczniu proces składania propozycji na organizację zawodów w roku 2026 lub (najpóźniej) 2027. Proces skierowany jest oczywiście do krajowych promotorów, wizjonerów i biznesmenów.

Jim Clark Kyalami

Jim Clark na torze Kyalami w roku 1968 | Fot. Formula 1 / X

Chodzi o wyrażenie zainteresowanie, z angielskiego expression of interest, pierwszego kroku na drodze do potencjalnego przyciągnięcia do siebie maszyn F1. Oferta nie może być byle jaka – RPA celuje bowiem w 10-letni kontrakt. Początkowo termin przyjmowania wniosków upływał 31 stycznia, ale finalnie przedłużono go do 18 marca. Jak mówił minister Gayton McKenzie, prolongata procesu aplikacyjnego daje więcej czasu aplikującym, aby przygotowali wyjątkowe propozycje.

GP RPA. Powrót do przeszłości

Oczywistą i od razu przychodzącą na myśl „ofertą” jest Kyalami. To wszak tor ikoniczny, prawdopodobnie najsłynniejszy na całym Czarnym Lądzie, i do tego z historią wypełnioną rykiem silników F1. Na obiekcie na północ od Johannesburgu GP organizowano rundy mistrzostw świata w latach 1967-1980, 1982-1985 i 1992-1993. Ostatnie zawody wygrał Alain Prost w dominującej wówczas maszynie Williamsa.

ZOBACZ TAKŻE
Najbogatsi kierowcy F1. Kto zarobił najwięcej?

Odtąd Kyalami bezskutecznie czeka na ubicie kolejnego targu z F1 – której podobno zależy na uzupełnieniu kalendarza o jedyny permanentnie zamieszkany kontynent, gdzie wyścigi jeszcze się regularnie nie odbywają. W toku 32 lat od ostatniej rundy RPA przeszło rzecz jasna ogromną metamorfozę (mimo trwającego tam obecnie kryzysu). A wraz z krajem zmieniło się też Kyalami.

Naturalnie nie jest to jeszcze obiekt gotowy przyjąć F1 wedle dzisiejszych standardów. FIA przyznała torowi licencję drugiego stopnia, a do organizacji GP potrzebny jest dokument najwyższej rangi. I tu powraca postać Gaytona McKenziego. Szef resortu sportu, sztuki i kultury mówił o Kyalami w samych superlatywach. Z jego wypowiedzi kierowanych do lokalnych mediów można wręcz wyczytać pewność co do tego, że tor zostanie wybrany.

Wyścig odbędzie się na Kyalami. Toby Venter i Willie Venter [zarządcy toru – przyp. red.] wykonują świetną pracę, przystosowując obiekt do standardów F1. Włożyli w to pieniądze, spotkali się z Apex [firmą inżynieryjną – przyp. red.], która odpowiada za dopasowanie toru. Upewniamy się, że Grand Prix zostanie nam przyznane, patrzymy na rok 2027 jako termin – stwierdzał.

Łyżką dziegciu w beczce miodu będzie historia najnowsza. O GP na Kyalami wspomina się wszak od kilku lat. W roku 2023 wszystko miało być już gotowe, ale konieczne gwarancje finansowania ogromnego przedsięwzięcia nie zostały przedstawione, ergo koncept upadł. Teraz komitet ds. ofert zreflektował się i wymaga w procesie wnioskowania dostarczenia szczegółowej, długoterminowej strategii komercyjnej, opartej na danych zebranych z wielu lat i rynkowym researchu.

GP RPA. Pod wielką górą

Konkurentem dla Kyalami jest miasto Kapsztad. Przedstawione pod koniec stycznia plany, cytowane m.in. przez serwis The Race, wskazują, że gdyby GP miało trafić do wielkiej metropolii, miejscem zmagań bolidów stałby się 5,7-kilometrowy tor uliczny poprowadzony na terenie Green Point Sport Tourism Precinct. Innymi słowy, w zamożnej dzielnicy na północ od centrum miasta, obok Stadionu DHL, wielkiej areny piłkarskiego mundialu 2010.

A obecność stadionu jest ważna. F1 życzy sobie, by wyścigi odbywały się w ikonicznej lokalizacji. – Otaczające tor środowisko musi odpowiadać wizerunkowi i atmosferze prestiżowego międzynarodowego wydarzenia i/lub zapewniać ikoniczne tło – czytamy w kryteriach wyznaczonych przez zarządców królowej motorsportu. W Kapsztadzie nad planem przyjęcia Grand Prix pracują promotorzy zrzeszeni w Cape Town Grand Prix SA. I pracują od… dwóch dekad.

Dwa lata temu osiągnęli jednak pierwszy wymierny sukces – na torze zaprojektowanym przez ekipę inżynierów Hermanna Tilkego zorganizowali E-Prix Formuły E. Powszechnie określane jako wielki sukces, przyniosło jeden z najwspanialszych w historii serii manewrów wyprzedzających w walce o triumf. Mowa o ataku António Félixa da Costy na Jeana-Erica Vergne’a.

Portugalczyk wspominał zresztą, że wrażenia z jazdy po obiekcie były wspaniałe i dawały podobne odczucia, co prowadzenie samochodu po Monzy. A to dlatego, że w Kapsztadzie postawiono na kombinację łuków przejeżdżanych na pełnej prędkości z zakrętami wymagającymi mocnego hamowania. Wszystko na przestrzeni niecałych 3 kilometrów.

Niestety, tor nie był też wolny od mankamentów. Jak to w FE często bywa, ostatnie szlify wykonywano na nim na kilka dni przed zawodami. Co więcej, nawierzchnia była wyboista – do tego stopnia, że bolidy wyskakiwały miejscami w powietrze wszystkimi kołami. Co więcej, samochody napędzane przez pakiety Mahindry w ogóle wycofały się z gry z obawy o stan zawieszenia.

Wieloletnie plany

Tor dla F1, w rozumieniu promotorów z CTGPSA, miałby być wydłużoną wersją nitki przygotowanej dla elektrycznej serii, z dodatkową pętlą wokół ronda oraz kilkoma zakrętami (w tym 90-stopniowymi) wzdłuż linii brzegowej i plaż Oceanu Atlantyckiego. Ale to nie jedyne plany. Są też wszak koncepcje iście wizjonerskie, powiązane z postacią biznesmena Matthew Malefanego.

Krezus stawia na projekt zakładający skonstruowanie w okolicach Kapsztadu wielkiego hubu w rodzaju Dubaju lub Singapuru. Projekt nazywany jest Wakanda Smart City Development. Hub miałby stanąć np. obok plaży na Wschodnim Przylądku, a jego częścią byłby nowiutki tor wyścigowy. Szkopuł w tym, że realizacja inwestycji potrwać może dziesięć lat.

Kapsztad tor

Planowana nitka toru F1 w Kapsztadzie (zaznaczona na żółto). Czerwony kontur obrazuje tor dla Formuły E | Źródło: Karol z Cyrk F1 / X

Dlatego też biznesmen wspiera alternatywny koncept Grand Prix w Kapsztadzie. Nie należy utożsamiać go jednak z akcjami podejmowanymi przez CTGPSA. – To teren całkowicie uzbrojony i rozwinięty, 570 hektarów zieleni w samym środku miasta. Nie powiem dokładnie, gdzie, bo próbujemy załatwić ostateczne umowy na przyznanie tego obszaru; wierzę jednak, że Kapsztad, niedawno uznany w głosowaniu za najlepsze miasto świata [w głosowaniu magazynu Time Out – przyp. red.], ma to, co potrzeba – wspominał Malefane.

ZOBACZ TAKŻE
Niesamowity da Costa pokonał Vergne'a | Analiza E-Prix Kapsztadu

Jego zdaniem sama kapsztadzka infrastruktura pomogłaby zorganizowaniu wyścigu. W leżącym (obok Stadionu DHL?) porcie można by stworzyć dodatkowe miejsca. Wespół z zacumowanymi jachtami stworzyłyby one (wedle hojnych obliczeń biznesmena) „trybuny” na 100-200 tys. miejsc. Wizjoner stwierdził też, że jest w kontakcie z F1 a propos tego konceptu. Prosił również o interwencję prezydenta RPA, Cyrila Ramaphosę.

GP RPA a sprawa polityczna

W tym kontekście Malefane odwoływał się do działań prezydenta Rwandy, Paula Kagamego. Ten aktywnie zabiega o przyznanie GP swojemu krajowi, osobiście stawił się na wyścigu w Singapurze, by porozmawiać z Domenicalim. Już od ponad roku były kierowca F1 Alex Wurz współpracuje z lokalnymi władzami Rwandy nad projektem wpasowanego w krajobraz lasów i jezior toru nieopodal lotniska Bugesera.

Wracając do RPA – Malefane zwracał się do prezydenta z obawy przed oddziaływaniem interesów politycznych. Konkretnie: agendy faworyzującej Kyalami. Jeśli przyjąć, że takowa istnieje, trudno byłoby oprzeć się jej argumentom. Wykorzystanie istniejącej infrastruktury, nawet z modernizacją, będzie na pewno tańsze niż konstruowanie od nowa całego toru; i zapewne tańsze także od zamykania części Kapsztadu, obudowywania ulic miasta betonowymi barierami i stawiania prowizorycznych trybun dla dziesiątek tysięcy kibiców.

Niemniej, proces aplikacyjny jest cały czas otwarty. Minister McKenzie nie ma promotorom z Kyalami nic do zarzucenia, ale nie zamyka się na jeden scenariusz. – F1 umożliwia zorganizowanie wyścigu ulicznego, więc te drzwi nie mogą być zamknięte dla innych [promotorów – przyp. red.]. To po prostu musi mieć sens – opowiadał. Przed lokalnymi działaczami i rządem RPA czas ważnych decyzji.

5/5 (liczba głosów: 1)
\
Reklama