Pit-stopy w FE, czyli czas na nowy model ścigania
W połowie stycznia zespoły zostały oficjalnie poinformowane, iż pit-stopy, znane również pod nazwą Pit Boost, staną się częścią wyścigów elektrycznej serii. Wszyscy kierowcy będą zobligowani regulaminem, by zjechać do boksu na trwające 34 sekundy doładowanie bolidu mocą 600 kilowatów. Spowoduje to zwiększenie ilości energii w maszynie o 10% albo, używając nomenklatury technicznej, 3,85 kilowatogodzin.
Nie oznacza to, że klasyczny już tryb ataku zniknie z rywalizacji. Zostanie on zachowany i będzie można wykorzystywać go dowolnie przez całe zawody, począwszy od okrążenia nr 2. – Podczas testów przedsezonowych w Jaramie zdaliśmy sobie sprawę, że nowy system TE, w połączeniu z napędem na 4 koła, daje taką przewagę, że nie chcieliśmy stracić tego atutu poprzez opóźnianie aktywacji tegoż TE dopiero po odbyciu pit-stopu – objaśniał Pablo Marino, główny delegat FIA w FE.
Na tę propozycję przystały wszystkie zespoły. Kierowcy nadal będą mieć zatem do wykorzystania 8 minut dodatkowej mocy w kilku konfiguracjach. W kwestii Pit Boostu podobnej swobody już jednak nie otrzymają. Po pierwsze dlatego, że kompletów ładowarek jest 11, po jednym na każdy zespół. A jedna ładowarka dwóch samochodów naraz nie obsłuży.
W boksach zostanie też wyznaczone dokładne miejsce do zatrzymania samochodu, a i mechanicy będą musieli zachować czujność. Oczywiście nijak nie można porównywać ładowania do pit-stopu z F1, niemniej precyzyjne podłączenie i szybkie odłączenie ładowarki jest wymagane. Samo zatrzymanie samochodu w miejscu potrwa co najmniej 34 sekundy.
Na wjazd do alei serwisowej kierowcy będą mogli sobie pozwolić dopiero, gdy bolid wejdzie w specjalnie wyznaczone okno SoC. To skrót od angielskiego sformułowania „state of charge”. Innymi słowy, samochód będzie musiał znaleźć się w widełkach od 60% do 40% stanu naładowania baterii. I nie jest to tożsame z wartością wyświetlaną w trakcie transmisji, która opisuje pozostałą do użycia moc.
Długotrwałe podchody
Dlaczego? Otóż ta „pozostała moc” jest zawsze niższa od rzeczywistej ilości energii fizycznie znajdującej się w baterii. I to właśnie do tej drugiej wartości odwołuje się SoC i okno wjazdu do boksu. Według kalkulacji serwisu The Race, na torze w Dżuddzie okno pit-stopowe powinno otworzyć się na ok. 12/13 okrążeniu, jeśli nie dojdzie wcześniej do żadnych poważnych kraks, wyjazdów samochodu bezpieczeństwa, etc.
Tak długo, jak obędzie się bez problemów w boksach, pit-stop nie powinien także stwarzać zagrożenia bycia zdublowanym, przynajmniej dla liderów. Władze serii liczą, że pomysł sprawdzi się w boju. W planach mają wprowadzanie wyścigów z Pit Boostem w trakcie każdego „podwójnego weekendu”. W tym roku takowe odbędą się również w Monako, Tokio, Szanghaju, Berlinie oraz Londynie.
New track = new challenge 🤩
Say hello to the Jeddah Corniche Circuit! 👋 #JeddahEPrix pic.twitter.com/w5q3qmXYE2
— Formula E (@FIAFormulaE) February 10, 2025
Oczekiwania są ogromne, jak zresztą przystało na projekt przygotowywany latami. Po raz pierwszy dywagowano nad nim w roku 2019, kiedy to rozpoczęto prace nad pakietem generacji trzeciej. Wówczas przetarg na dostarczenie tegoż pakietu wygrała firma Williams Advanced Engineering. Przejęła ona pieczę nad stroną techniczną czempionatu z rąk McLaren Applied Technologies. Już to stanowiło niespodziankę. MAT cieszył się wysoką renomą i zbierał świetne opinie za przygotowanie baterii do maszyn Gen2.
W międzyczasie z gry o projekt pit-stopów wypadła firma ABB, gigant automatyki i energetyki oraz sponsor mistrzostw. Oficjalnie powodami decyzji o wycofaniu się z wyścigu były względy korporacyjne oraz mniejsze możliwości ABB. Nie brakuje jednak głosów, że tak naprawdę firma nie chciała angażować się mocno w coś, co miało być jedynie eksperymentem.
Wszystko dopięte na ostatni guzik?
Zespoły i producenci zgadzali się bowiem co do tego, że ładowanie samochodów może być wartościowym dodatkiem do serii. Ale wszyscy zdawali sobie sprawę, że droga do tego celu jest daleka. Kontrakty zakładały, że pit-stopy pojawią się w serii w roku 2023. Szybko stało się jasne, że termin jest niemożliwy do dotrzymania.
Plan nie wszedł zatem w życie wraz z debiutem Gen3. Nie znalazł też wystarczającego poparcia, aby wprowadzono go w kolejnym roku. Początkowo mówiło się, że być może uda się dołączyć ładowanie do wyścigów w połowie poprzedniego sezonu; finalnie FE porzuciła koncept. Sprzęt musiał działać perfekcyjnie, czego producent nie był w stanie zagwarantować. Stąd przesunięcie debiutu na sezon 2024/2025.

Fot. Envision Racing / X
Teraz władze są już pewne, że pit-stopy mogą – w glorii i chwale – powrócić do rywalizacji po siedmiu latach nieobecności. Fortescue Zero (tak obecnie nazywa się WAE) testowało infrastrukturę przez ostatnie dwa sezony podczas weekendów mistrzostw oraz w prywatnych testach.
A podczas 22 testowych ładowań w Meksyku nie miały miejsca żadne poważne awarie. – Jeśli dobrze pamiętam, dwa razy zdarzyły się pewne incydenty, ale bardziej powiązane z operacyjnością zespołów, niż z narzędziami do ładowania. Jest zatem ok. Jedziemy do Dżuddy i wykorzystamy tę technologię w trakcie wyścigu – opisywał Pablo Marino.
Na razie, dodajmy, tylko jednego wyścigu – piątkowej rundy nr 3. W sobotę kierowcy powrócą do „tradycyjnej” w ostatnich latach rywalizacji bez wizyty w boksach. Wszystko dlatego, że choć pit-stopy mają już przybitą pieczątkę z napisem „gotowe”, FE chce przetestować ich wpływ na prawdziwe ściganie.
Pit-stopy w FE? Tak, ale…
Nie może bowiem dojść do żadnych manipulacji, organizacyjnego chaosu i wypaczenia wyników zawodów. Zespoły powtarzają to na każdym kroku. – Wspieramy ten projekt, ale od początku mówiliśmy jasno, że to musi być naprawdę solidna technologia i nie może być tak, że rezultaty wyścigów dyktowane będą przez awarię jakiegoś komponentu – opowiadał Thomas Laudenbach, szef Porsche Motorsport.
Podobne słowa mogliśmy usłyszeć z ust urzędującego mistrza, Pascala Wehrleina. – Jestem otwarty na ten pomysł, ale wszystkie systemy muszą zostać sprawdzone i być „kuloodporne”. To musi działać u wszystkich ekip. Nie powinniśmy mieć sytuacji, w których ktoś zostanie potraktowany nie-fair. Mam nadzieję, że nie wpłynie to negatywnie na wyścigi, kiedy np. pierwsza grupa bolidów zjedzie do boksów, a zaraz potem będzie jakiś samochód bezpieczeństwa albo coś podobnego – stwierdzał Niemiec.

Pascal Wehrlein czeka na debiut pit-stopów, ale jest ostrożny co do ich oceniania | Fot. TAG Heuer Porsche FE Team / X
Punkt widzenia jest, rzecz jasna, zależny od punktu siedzenia. Łatwo wyobrazić sobie, że Maserati, Mahindra, a nawet DS Penske dodatkowy element wyścigowego rzemiosła mogą postrzegać przez pryzmat zwiększonych szans na walkę z dominującymi Porsche i Jaguarem. Czołówka stawki jest raczej bardziej powściągliwa i ostrożna.
Z jednej strony szybkie ładowanie maszyn to doskonała okazja do rozwoju własnej infrastruktury i optymalizacji pakietów. Z drugiej – stanowi element, który może wprowadzić do wyścigów niepotrzebną dezorganizację. Zwłaszcza że pokazanie ich publice i objaśnienie w taki sposób, aby nawet laik zrozumiał, co dzieje się w trakcie 34-sekundowego postoju, będzie wymagało wysiłku.
– To, jak pit-stopy zostaną ocenione przez publikę, i jak się je tej publice przedstawi, jest jedną z kwestii, które podnosimy. Stanowczo deklarowaliśmy, że musimy spróbować uczynić to tak prostym, jak tylko można […]. Moja główna wątpliwość dotyczy jednak nie tego, jak wyjaśnimy to ludziom, ale czy na torze nie pojawi się później zamieszanie – nie krył się z opinią Tommaso Volpe, szef ekipy Nissana.
Kwestia szklanego ekranu
Nad odpowiednim „opakowaniem” pit-stopów pracują specjaliści odpowiedzialni za przekaz telewizyjny. – Historia, którą chcemy przekazać opiera się na naprawdę imponującej technologii, która uczyni ściganie jeszcze bardziej ekscytującym. Pokaże wysokie prędkości średnie, więcej ścigania na pełnej mocy. Do tego całkowicie nowy element strategiczny dla ekip […], musimy też pomyśleć o nowych grafikach i nowym języku, aby odbiorca zrozumiał tę opowieść i mógł po prostu patrzeć, jak wyścig się rozwija – tłumaczył Tim Glass, dyrektor ds. nadawania w FE.
Podczas próbnego wyścigu na Jaramie (przy okazji przedsezonowych testów) system podobno się nie sprawdził. Od tego czasu poczyniono jednak wiele postępów – stworzono m.in. szereg całkowicie nowych grafik. Poza kompletną tabelą wyników, zespół realizatorski przygotowuje podzielone ekrany; aktualizowaną na żywo mapę z pozycjami kierowców na torze; zegary odliczające obowiązkowe 34 sekundy zatrzymania przy ładowarce; specjalną ikonkę „Pit Leadera”, która będzie wyświetlać się przy zawodniku będącym na „wirtualnym” pierwszym miejscu, tj. uwzględniającym konieczność zjazdu do boksu innych kierowców.

Fot. Envision Racing / X
Do tego grafiki porównujące dwóch rywalizujących, w tym podające prawdopodobieństwo wyprzedzenia jednego przez drugiego po pit-stopie. (Doświadczeni kibice motorsportu z pewnością kojarzą takie schematy z transmisji wyścigów Formuły 1). Nawet tryb ataku doczeka się odświeżonego sposobu prezentacji. Od teraz przy kafelkach z kierowcami mają być pokazywane kropki. Dwie, jeśli zawodnik ma oba TE do użycia; jedna, gdy jeden już zużył; zero, gdy zużył oba.
Pit-stopy w FE to też wiele niejasności
I choć spraw do jednoczesnego opanowania będzie mnóstwo, Mike Scott, producent wykonawczy transmisji FE i realizator z 30-letnim stażem, jest pewien, że wszystko się powiedzie. – Jesteśmy przyzwyczajeni do pokazywania pit-stopów we wszystkich innych seriach, więc to nowość dla każdego [w FE – przyp. red.], ale nie dla nas.
– Szczerze mówiąc, na początku byłem sceptyczny wobec tej koncepcji, myślałem, że mamy wspaniałe wyścigi wedle obecnych reguł. Potem jednak obejrzałem wyścig próbny w Jaramie, jak to zostało zorganizowane i pomyślałem: <<to właściwie całkiem niezłe>>. Pit Boost dodaje kolejny wymiar ścigania – mówił.
Wymiar ten to oczywiście kwestia strategii i większej ilości potencjalnych zagrywek taktycznych. Ale pit-stopy muszą przekonująco odpowiedzieć nie tylko na pytanie o to, co wniosą do walki koło w koło. Musi być wiadomo, jaki będzie ich wpływ na cały czempionat. A szerzej – na rynek samochodów elektrycznych, który w Europie przeżywa lekki kryzys.
Counting down the minutes until PIT BOOST makes its debut in Jeddah! ⚡️
Swipe to find out more about the ultra-fast energy boost 👉#JeddahEPrix
— Formula E (@FIAFormulaE) February 13, 2025
W kraju, gdzie seria rezyduje, czyli w Wielkiej Brytanii, nie jest to szczególnie odczuwalne. Współczynnik posiadania dostępu do domowego ładowania samochodu jest na Wyspach najwyższy na świecie. Ale też nie pokonuje się tam takich dystansów jak w USA, Chinach albo Australii. Jeśli zatem technologia szybkiego ładowania sprawdziłaby się i umożliwiła firmom pokroju Porsche, Jaguara czy Nissana szybkie skonstruowanie podobnych ładowarek do modeli drogowych, rynek elektryków skorzystałby wielce, a jedna z najpoważniejszych wad EV uległaby albo minimalizacji, albo wręcz kompletnie by zniknęła.
Mimo tych potencjalnych zysków, Formuła E nadal stoi przed egzystencjalnym dylematem. Czy wszak pit-stopy są w ogóle potrzebne w elektrycznej serii wyścigowej? Jeśli bowiem jedynym celem jest wprowadzenie jeszcze większego chaosu do i tak cudownie chaotycznego ścigania, może być to miecz obosieczny. Będzie więc ciekawie.