Ferrari w innej galaktyce
Wszystko układało się doskonale dla dwóch fabrycznych aut już na starcie. Wtedy to Giovinazzi w #51 objął prowadzenie przed #50. Co ważne, obydwa samochody były na dwóch różnych mieszankach opon, co dawało zespołowi możliwość rozdzielenia strategii w razie wczesnej neutralizacji. Co istotne, dwa czerwone samochody stale odjeżdżały od reszty.
Jednak nie oznaczało to, że wyścig będzie przebiegał wyłącznie pod ich dyktando, ponieważ Cadillac czy Toyota okazały się być mocne w tempie wyścigowym. Ci pierwsi zdołali dobrze wykorzystać sytuację przy zjazdach przy neutralizacji po dwóch godzinach. To sprawiło, że Button w #38 i Lynn w #12 przystepowali do restartu na dwóch pierwszych pozycjach. Niestety Lynn zagapił się i wjechał w Buttona, co wymusiło zjazd obydwu Cadillaców. Zaś Ferrari tym samym wróciło na prowadzenie.
Co bardzo ważne, dobry start zaliczył też Robert Kubica. Startując z ósmego miejsca, Polak wykorzystał zamieszanie na pierwszych okrążeniach i wyprzedził Conwaya w Toyocie. Potem skorzystał również na zamieszaniu po Full Course Yellow. Zaś w trzeciej godzinie załoga #83 wykorzystała również kolizję pomiędzy #51 Ferrari, a #15 BMW i objęła ona prowadzenie.

Fot. Ferrari
Nerwowo do samej mety
W kolejnych godzinach #83 AF Corse prowadziło przez większość dystansu wymieniając się pierwszą pozycją z #50 Ferrari przy zjazdach. Zaś #51 odrabiała straty powstałe w wyniku kolizji oraz kary za limity toru. Widać było jednak, że dwie ostatnie godziny mogą być interesujące i tak też było. #50 w ostatnich dwóch godzinach rzeczywiście przypuściła atak na wygraną i #83 musiało podkręcić tempo, aby być w stanie odpowiedzieć fabrycznej załodze. Właściwie do ostatnich pit stopów trwała walka pomiędzy tymi samochodami. Ostatecznie to Nicklas Nielsen zdołał podciąć #83, które na ostatnie godziny odzyskał Kubica. Wtedy też było widać, że zeszloroczni zwycięzcy 24h Le Mans są lepiej przygotowani na ostatni przejazd. #83 oraz #51 nie były w stanie podkręcić tempa na tyle, aby zaatkować bliźniaczą załogę.
Tym samym po dziesięciu godzinach wyścig w Katarze wygrali Nicklas Nielsen, Antonio Fuoco i Miguel Molina. Kubica z Hansonem i Ye byli drudzy, ale za to bardzo blisko zwycięstwa. Zaś podium dopełniło #51 z Pier Guidim, Giovinazzim i Calado. To był totalny pokaz dominacji Ferrari.
BMW z przygodami, ale wysoko
Sporo działo się szczególnie w pierwszych godzinach. Pojedynki z Peugeotami, kolizja #15 z #51 Ferrari. Dodatkowo Magnussen w tej załodze też miał problemy z wyłączniem ogranicznika prędkości po pierwszym Full Course Yellow. Z przygodami zmagała się także bliźniacza #20. Ostatecznie trzeba przyznać, że obydwa M Hybrid V8 miały kapitalne tempo w Katarze. Biorąc pod uwagę ilość zdarzeń to czwarta lokata dla #15 i siódma dla #20 to kapitalny wynik w tak ciasnej stawce.
Toyota nie pozwoliła o sobie zapomnieć
Fatalne kwalifikacje to od jakiegoś czasu domena GR010. Natomiast trzeba przyznać, że obydwa japońskie samochody kapitalnie spisują się w warunkach wyścigowych. Chociażby z końca stawki świetnie ruszył Buemi w #8. Natomiast Conway spadł na ósme miejsce po walce z Kubicą. Dalsze godziny również były całkiem udane. Zarówno #7, jak i #8 pięły się ku górze wykorzystując błędy oraz problemy rywali. Z najważniejszych należy tu oczywiście przypomnieć o kolizji Cadillaców, zderzeniu Alpine z autami LMGT3 czy fatalną forme Porsche wynikającą z BoP.

Fot. Toyota Gazoo Racing
W ostatnich dwóch godzinach była nawet szansa na walkę o zwycięstwo. Pod koniec dziewiątej godziny #8 odrabiała sporo czasu do Ferrari, które zmuszone było do rozważenia użycia poleceń zespołowych. Ostatecznie dziesiąta godzina przyniosła dobre tempo #15 BMW, więc Toyocie pozostało się cieszyć z piątej i szóstej lokaty na mecie. To wciąż świetny rezultat, zważywszy na dramatyczne kwalifikacje.
Lynn zniszczył wyścig Cadillaca
Dwa auta startujące w czołowej piątce dawały nadzieję na walkę o dobre pozycje na koniec wyścigu. I raczej nie pomógł tu obrót Earla Bambera w #38 w pierwszych dwudziestu minutach. Natomiast to nie zaszkodziło zespołowi Jota Sport. Dalej sprawy przybrały świetny obrót dla Cadillaca, ponieważ po dwóch godzinach #38 prowadziła przed #12. Niestety najgorsze przyszło w trzeciej godzinie. Kiedy kończyła się neutralizacja, prowadzący stawkę do restartu Jenson Button w #38 został najechany przez Lynna w #12. To była absolutna katastrofa dla tego zespołu.

Fot. Jota Sport
Oczywiście prowadzenie po dwóch godzinach nie oznacza, że dana załoga jakkolwiek liczy się w walce o mistrzostwo świata. Niestety znów nie było nam zobaczyć, jakim potencjałem dysponuje Cadillac w rękach Jota Sport. Marnym pocieszeniem było to, że #12 zameldowała się na mecie w punktach.
Koszmar Porsche
Balance of Performance okazało się być bardzo surowe dla 963. Ogromna masa w porównaniu do rywali sprawiła, że Penske nie weszły nawet do Hyperpole. Zaś większość wyścigu #5, #6 i #99 spędziły poza punktami. Przez jakiś czas nadzieję na dobry wynik dawał przesunięty cykl zjazdów załogi #5 po kolizji z Peugeotem. Ta po zjazdach czołówki chwilowo wchodziła na czwartą lokatę. Niestety liczne neutralizacje wymazały taki plan, więc trzeba było zdobyć punkty w normalny sposób. Penske korzystało z każdego potknięcia rywala. Niestety wystarczyło tylko na #5 na dziesiątym miejscu, przed #6.
Aston Martin przeszedł trudny chrzest bojowy
Nikogo nie powinien zaskoczyć rezultat pierwszego startu Valkyrie LMH w WEC. Jeszcze w pierwszej godzinie Harry Tincknell narzekał na kiepską przyczepność w załodze #007. Oczywiście mówił te słowa jadąc na końcu stawki w towarzystwie bliźniaczej #009. I mówiąc o tej załodze należy wspomnieć, że w drugiej godzinie ta załoga napotkała na problemy z drzwiami. Te nie chciały się domknąć i pod wpływem siły odśrodkowej wywołanej jazdą w zakrętach, te drzwi po prostu odpadły. I choć usterkę udało się naprawić to #009 była ostatnia na mecie z wieloma okrążeniami straty. Natomiast #007 nie dojechała do mety po licznych awariach. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
Łatwo nie było też w obozach Alpine i Peugeota. Alpine kompletnie się nie liczyło w drugiej połowie rywalizacji. Natomiast Peugeotowi starczyło sił na dziesiątą lokatę.
Zamieszanie w LMGT3 dało zwycięstwo Corvette
Pierwsze godziny zdecydowanie były szły po myśli #78 Lexusa Ten poradził sobie na starcie z McLarenami, które prowadziły na pierwszych okrążeniach. Jednocześnie na końcu stawki bliźniaczy Lexus #87 staranował Ferrari, co szybko zakończyło jego udział w wyścigu. Dalej w kolejnych godzinach RC F raczej straciło część osiągów, bo dogoniła go #33 Corvette czy #31 BMW oraz #59 McLarena. Ostatecznie wygrała #33 Corvette TF Sport, którą prowadzili Ben Keating, Jonny Edgar i Daniel Juncadella. Natomiast zaraz za ich plecami na metę wpadł owy McLaren United Autosports. BMW #31 uzupełniło podium przed Lexusem. Podobnie jak w Hypercarach, dramatyczny wyścig zaliczyło Manthey z Porsche. Obydwa 911 zamknęły stawkę. Bombowo, bo w wyniku pożaru do mety nie dojechał też Ford Mustang #77 Protona. Podobny pożar spotkał ten zespół tydzień wcześniej podczas Prologu. Mety nie ujrzały też obydwa Mercedesy Iron Lynx, które debiutowały podczas tej rundy w WEC.
Klasyfikacje generalne po 1812 km Kataru
Z racji tego, że to była pierwsza runda sezonu 2025 to liderem jest Ferrari. Prowadzi ono w klasyfikacji kierowców, producentów oraz zespołów. Dodatkowo żółte AF Corse jest liderem Hypercar Cup dla załóg prywatnych. W LMGT3 na czele mamy teraz #33 Corvette.
Następna runda za miesiąc
Dokładniej to w niedzielę wielkanocną, 20 kwietnia odbędzie się 6h Imola. To będzie druga edycja wyścigu na tym torze w erze WEC. Rok temu Toyota i Porsche ograły Ferrari strategicznie w deszczu. W międzyczasie 15 marca odbędzie się 12h Sebring IMSA SportsCar Championship udziałem aut GTP i Inter Europol Competition w LMP2. Zaś 4 kwietnia wystartuje sezon ELMS na torze pod Barceloną. Tam również zobaczymy polskich „piekarzy” w LMP2 i LMP3.
Wyniki 1812 km Kataru 2025 z podziałem na klasy

Fot. Alkamel WEC