Connect with us

Czego szukasz?

Inne

Gigantyczny statek płonie na środku oceanu. Na pokładzie ogrom elektryków

Na środku oceanu doszło do dramatycznego wydarzenia, które może wpisać się na listę największych katastrof morskich ostatnich lat. Statek Morning Midas, mierzący blisko 200 metrów długości, stanął w płomieniach podczas rejsu z chińskiego Yantai do Meksyku. Na pokładzie znajdowało się 3159 samochodów, z czego 746 to pojazdy elektryczne albo hybrydy plug-in.

morning midas pożar
Fot. Straż Przybrzeżna USA

Według informacji przekazanych przez firmę Zodiac Maritime, która jest właścicielem statku, to właśnie jeden z samochodów elektrycznych był źródłem pożaru. Ogień rozprzestrzenił się na pokładzie, gdzie przechowywano pojazdy elektryczne, co szybko przekształciło sytuację w niekontrolowaną katastrofę. Załoga, mimo natychmiastowych działań, nie zdołała opanować żywiołu, co zmusiło ją do ewakuacji.

Obecnie statek pozostaje na łasce losu, dryfując bezwładnie po oceanie. Płomienie nadal trawią jego pokład, a brak możliwości wejścia na pokład uniemożliwia ocenę rzeczywistego stanu jednostki. Wszystko wskazuje na to, że Morning Midas czeka tragiczny finał, a wraz z nim tysiące aut mogą wkrótce spocząć na dnie oceanu. 

Elektryczne auta. Iskra, która podpala statki

Pojazdy elektryczne, choć promowane jako przyszłość motoryzacji, nie zdobyły jeszcze powszechnego uznania wśród konsumentów. Jednak w transporcie morskim zyskały niechlubną sławę, stając się przyczyną kilku głośnych pożarów. Najbliższym nam przykładem jest przypadek statku Fremantle Highway, który zapłonął u wybrzeży Holandii z powodu samochodów elektrycznych na pokładzie. Jeszcze większy rozgłos zyskał pożar na Felicity Ace, który na zawsze zmienił postrzeganie transportu tego typu pojazdów.

Incydenty te skłoniły armatorów i regulatorów do wprowadzenia rygorystycznych przepisów dotyczących transportu samochodów elektrycznych. W niektórych przypadkach ograniczenia dotyczyły nie tylko nowych pojazdów, ale także ogólnych zasad przewozu aut. Niestety, jak pokazuje przypadek Morning Midas, wprowadzone środki nie wystarczyły, by zapobiec kolejnym tragediom.

Każdy taki wypadek rodzi pytania o bezpieczeństwo transportu aut na prąd. Czy problem leży w konstrukcji baterii, procedurach załadunku, czy może w niewystarczających systemach przeciwpożarowych na statkach? Póki co, odpowiedzi brak, a kolejny pożar na oceanie może być tylko kwestią czasu, jeśli nie zostaną wprowadzone skuteczniejsze rozwiązania.

ZOBACZ TAKŻE
Uważajcie, co zostawiacie w samochodzie. Nawet butelka wody może spowodować pożar (video)

Morning Midas. Złoto, które zamieniło się w popiół

Nazwa statku Morning Midas brzmi niemal ironicznie w kontekście jego losów. W mitologii król Midas słynął z daru zamieniania wszystkiego w złoto, tymczasem jego „morski następca” zasłynął zdolnością do unicestwiania ładunku wartego miliony. Pożar, który wybuchł na pokładzie, błyskawicznie wymknął się spod kontroli, mimo że 22-osobowa załoga niezwłocznie podjęła działania ratunkowe, korzystając z pokładowych systemów przeciwpożarowych.

Jak relacjonuje amerykańska straż przybrzeżna, załoga została zmuszona do opuszczenia płonącego statku i bezpiecznie przeniosła się na pobliski statek handlowy. Morning Midas pozostał sam, a pożar, według ostatnich doniesień, nadal się rozprzestrzenia. Potwierdzają to dane Straży Przybrzeżnej USA, która w aktualizacji z 6 czerwca (2 dni po zdarzeniu) napisała, że „statek wciąż płonie”. Brak dostępu do pokładu uniemożliwia jakiekolwiek działania ratunkowe, co sprawia, że los jednostki wydaje się przesądzony.

Choć cuda czasem się zdarzają, nadzieje na uratowanie statku i jego ładunku są nikłe. Prawdopodobnie pożar będzie trwał, aż konstrukcja statku ulegnie zniszczeniu, pociągając za sobą tysiące samochodów prosto w morską otchłań. Ta tragedia z pewnością wywoła kolejne dyskusje na temat bezpieczeństwa transportu morskiego i konieczności wprowadzenia nowych regulacji.

\
Reklama