Znajdź nas w social media

Czego szukasz?

Samochody

Chińczycy rozbili bank. 1156 KM za ułamek ceny rywali

Chińska marka Denza wprowadziła na rynek nową, tańszą wersję swojego stylowego kombi Z9 GT, oferującą aż 1156 koni mechanicznych za cenę odpowiadającą w przeliczeniu około 185 tysiącom złotych. To kolejny cios wymierzony w tradycyjnych producentów samochodów, dla których to kolejny wyjątkowo trudny rok pod względem konkurencji z Chin.

denza z9 gt
Fot. Denza

Debiut modelu i pierwotna oferta

Denzę Z9 GT po raz pierwszy zaprezentowano światu w 2024 roku. Już wówczas klienci mogli wybierać spośród dwóch wariantów napędu – hybrydowego plug-in oraz w pełni elektrycznego. Pierwszy oferował moc 870 koni mechanicznych, drugi zaś aż 965 koni.

Warto przypomnieć, że marka Denza powstała pierwotnie jako wspólne przedsięwzięcie koncernów BYD i Mercedes-Benz, choć Niemcy ostatecznie wycofali się z tego projektu. Mimo to od początku zapowiadano, że głównym celem marki nie będzie chiński rynek wewnętrzny, lecz przede wszystkim Europa.

Na dotarcie modelu na Stary Kontynent trzeba było jednak czekać kolejne dwa lata. Być może właśnie dlatego Chińczycy w międzyczasie systematycznie rozbudowywali i ulepszali ofertę Z9 GT, wprowadzając kolejne warianty tego stylowego kombi.

denza z9 gt

Fot. Denza

denza z9 gt wnętrze

Fot. Denza

Nowa podstawowa wersja i wzrost sprzedaży

Pierwszym krokiem w rozwoju modelu było wprowadzenie nowej, podstawowej wersji elektrycznej, która zamiast trzech silników elektrycznych dysponuje już tylko jednym. Napędza on wyłącznie tylną oś i generuje 503 konie mechaniczne.

Decyzja ta przełożyła się na wyraźny wzrost sprzedaży samochodu. O ile w marcu sprzedano zaledwie 712 egzemplarzy Z9 GT we wszystkich dostępnych wersjach, o tyle w czerwcu liczba ta wzrosła już do 6025 sztuk, a w lipcu sprzedano kolejnych 5344 egzemplarzy.

ZOBACZ TAKŻE
Chińska ekspansja ma słaby punkt. Połowa kierowców boi się jednego

Nowy wariant poniżej flagowej wersji

Teraz na rynku pojawia się kolejna nowość, plasująca się bezpośrednio poniżej flagowej wersji e3 Flash Charge Performance. Dzieli ona z topowym modelem układ napędowy, czyli komplet trzech silników elektrycznych, który w porównaniu z pierwotną wersją z 2024 roku został znacząco wzmocniony i obecnie generuje łącznie aż 1156 koni mechanicznych rozdzielanych na wszystkie cztery koła.

Podczas gdy za absolutny wariant szczytowy trzeba w Chinach zapłacić 369 800 juanów, czyli około 208 tysięcy złotych, nowa wersja e3 Flash Charge kosztuje o 40 000 juanów mniej. Innymi słowy, klienci otrzymują ponad tysiąc koni mocy za sumę odpowiadającą w przybliżeniu 185 tysiącom złotych. To wynik trudny do wyobrażenia sobie na europejskim rynku motoryzacyjnym.

Niższą cenę Chińczycy osiągnęli poprzez rezygnację z niektórych elementów wyposażenia. Najważniejszym z nich są hamulce ceramiczno-węglowe, które w nowej wersji e3 Flash Charge zastąpiono konwencjonalnymi tarczami stalowymi.

Samochód zachował jednak inne kluczowe technologie, w tym system autonomicznej jazdy DiPilot 5.0, funkcję automatycznego parkowania oraz adaptywne zawieszenie DiSus-A, a także układ skrętnej tylnej osi. Można się zatem spodziewać, że podobnie jak w przypadku wcześniejszej wersji z napędem na tylną oś, nowy wariant przyczyni się do dalszego wzrostu zainteresowania modelem – przynajmniej na chińskim rynku.

ZOBACZ TAKŻE
Instruktorzy jazdy nie mają wątpliwości. Ta Toyota zmiażdżyła chińskich rywali

Ceny w Europie i osiągi samochodu

Na starym kontynencie z tak atrakcyjną ceną nie można jednak liczyć. Obecnie ceny startowe wynoszą tam 130 500 euro, czyli około 565 tysięcy złotych, za wersję hybrydową, oraz 144 500 euro, czyli około 627 tysięcy złotych, za wariant w pełni elektryczny. Nowa, tańsza wersja będzie w Europie kosztować mniej, jednak różnica nie będzie aż tak znacząca jak w Chinach. Co istotne, już teraz na portalach ogłoszeniowych typu OtoMoto pojawiają się firmy podające cenę samochodu w okolicach 210 tysięcy złotych i zajmujące się importem z Państwa Środka. Klient jednak poza ceną samochodu pokrywa oczywiście koszty cła i inne konieczne w takim procederze. 

Według danych producenta nowy model przyspiesza do setki w zaledwie 2,8 sekundy. Bateria o pojemności 122,5 kWh ma zapewniać zasięg do 860 kilometrów zgodnie z chińskim cyklem pomiarowym CLTC lub 600 kilometrów według europejskiej metodyki WLTP. System szybkiego ładowania, określany przez markę jako „błyskawiczne dobijanie”, ma z kolei umożliwiać naładowanie baterii do 100 procent w czasie od 9 do 12 minut, w zależności od temperatury otoczenia. Rzeczywiste wyniki mogą się różnić od deklarowanych, jednak sam zamiar producenta zasługuje na uznanie.

\
Reklama