Niemiecka dominacja ma konkurenta
Gdy myślimy o zakupie samochodu premium, reprezentacyjnego i z pewną dozą luksusu, niemal zawsze kierujemy wzrok w stronę niemieckich marek. Tymczasem Lexus chce pozostać poważną alternatywą dla tych koncernów i udowadnia to modelem, który konkuruje nie tylko z takimi tytanami jak BMW Serii 5, ale może pochwalić się też opinią auta praktycznie niezniszczalnego oraz spalaniem na poziomie zaledwie 4,8 l/100 km.
Choć Lexus zdecydowanie stawia dziś na modele typu SUV, wciąż znajduje miejsce dla klasycznych limuzyn. Dowodem jest nowy Lexus ES – samochód, który ma rywalizować nie tylko z niemieckimi sedanami, lecz również stanowić realną alternatywę dla modeli typu SUV. Na rynku konkuruje on także z Volvo S90, choć to właśnie niemiecka trójca pozostaje głównym punktem odniesienia.

Fot. Lexus

Fot. Lexus
Skromny silnik, który nie imponuje na papierze
Lexus ES nie jest ani najszybszym, ani najbardziej ekskluzywnym pod względem jednostki napędowej samochodem w swoim segmencie, ale za to pali paliwo jak zwykły samochód miejski. Kluczowy jest tu schemat mechaniczny: japońska limuzyna wykorzystuje czterocylindrowy silnik 2,5 litra, który w połączeniu z silnikiem elektrycznym generuje łącznie 201 KM.
Cała moc zarządzana jest przez przekładnię CVT, co pozwala na przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 8 sekund oraz osiągnięcie prędkości maksymalnej 180 km/h. Biorąc pod uwagę gabaryty i wagę auta – 1978 kg – nie są to osiągi złe, choć szybko schodzą na dalszy plan wobec innych atutów modelu.
Dzieje się tak przede wszystkim dzięki deklarowanemu spalaniu mieszanemu na poziomie 4,8 l/100 km – wyniku, który jest w pełni osiągalny również w warunkach rzeczywistego użytkowania. Japończycy sięgnęli po klasyczną formułę Toyoty, łącząc atmosferyczny silnik czterocylindrowy z napędem elektrycznym.
Ten argument może być kluczowy zwłaszcza dla wielu fleet managerów, którzy liczą każdą złotówkę. A niskie spalanie i legendarna niezawodność to przepis na niemal idealny samochód flotowy.
Co ciekawe, nowy Lexus ES jest też po raz pierwszy w historii dostępny z napędem na wszystkie koła, a także jako samochód w pełni elektrycznej. W tym drugim przypadku możecie wybierać pomiędzy sensowną mocą 224 KM i zasięgiem do 581 km (od 280 500 zł) albo znacznie większą mocą 343 KM i mniejszym zasięgiem – do 529 km (od 294 600 zł).

Fot. Lexus
Cena, która robi różnicę
Model ten kosztuje od 260 100 złotych w podstawowej wersji. Bazowa, nie znaczy słabo wyposażona. Znajdziecie w niej 19-calowe koła, system audio z 10 głośnikami, podgrzewane i wentylowane przednie fotele, panoramiczny dach, cyfrowy kokpit 12,3″, elektryczną regulację i pamięć fotela kierowcy czy centralny ekran systemu informacyjno-rozrywkowego o przekątnej 14 cali.
Samochód oferuje więc dobre wyposażenie, solidną jakość wykonania oraz zapewnia długie lata jazdy bez problemów. A jeśli takie by się pojawiły, Lexus oferuje komplet gwarancji – Lexus Select do 10 lat lub 185 tysięcy kilometrów, a także Battery Care na akumulator do 10 lat albo aż miliona kilometrów.
Bazowa kwota jest niewątpliwie wysoka, ale pozwalająca japońskiej limuzynie uplasować się poniżej cen BMW Serii 5 (od 267 500 złotych) czy Mercedesa Klasy E (od 278 390 zł). Co ciekawe, Audi A6 pozostaje znacznie tańszą propozycją od wszystkich wcześniej wspomnianych modeli, bowiem jego cena startuje od 241 700 złotych. Marka z czterema pierścieniami postawiła ostatnio na spore obniżki cen i to niemal wzorcowy przykład tej strategii.
Lexus ES pozostaje jedną z mniej znanych limuzyn, rywalizującą z Volvo S90, BMW Serii 5, Audi A6 i Mercedesem Klasy E – modelami znacznie bardziej ugruntowanymi na rynku. Japoński producent oferuje dodatkowy jednak swoje atuty w postaci niskiego spalania oraz znacznie większej wyjątkowości i poczucia ekskluzywności niż pozostali rywale, przy zachowaniu porównywalnego poziomu jakości wykonania i designu.