To nietypowy chiński SUV
Tradycyjni europejscy producenci z BMW na czele odchodzą od silników wysokoprężnych, mimo że wciąż sprzedają się one całkiem nieźle. Chińscy producenci wyczuli w tym szansę i postanowili zająć opuszczane przez konkurencję terytorium. Teraz ten trend potwierdza się w najbardziej wyrazisty sposób – na europejski rynek dotarła nowa generacja terenówki BAW 212.
Co ciekawe, pod maską nie znajdziemy żadnego elektrycznego napędu ani nawet silnika benzynowego. Samochód wyposażono w dwulitrowy turbodiesel, co w kontekście wycofywania się europejskich marek z tej technologii stanowi spory paradoks.
Menedżerowie lokalnych koncernów w pogoni za domniemanym postępem rezygnują z silników, których klienci wciąż chcą i potrzebują. Efekt jest taki, że dziesiątki, a może setki tysięcy klientów szukających prostego, mechanicznie wytrzymałego auta o niskim spalaniu nawet przy dużym obciążeniu, nie mają już u niektórych marek czego kupić, a u innych oferta systematycznie się kurczy. Chińczycy nie próżnują i walczą o każdego klienta, którego Europa arogancko odrzuciła.
To nie jest zniewieściały SUV do jeżdżenia po centrach handlowych, lecz solidna, surowa maszyna robocza zbudowana na ramie.

Fot. BAW

Fot. BAW
Techniczne detale terenowego twardziela
Sercem europejskiej wersji jest dwulitrowy czterocylindrowy diesel z turbodoładowaniem, który generuje 125 kW, czyli 170 koni mechanicznych, oraz 415 Nm momentu obrotowego. Moc trafia na koła za pośrednictwem sprawdzonego, ośmiostopniowego automatu ZF – rozwiązania dobrze znanego i cenionego w branży motoryzacyjnej.
Terenowy arsenał robi wrażenie. Samochód ma przełączany napęd na wszystkie koła, mechaniczną skrzynię reduktora oraz aż trzy blokady mechanizmów różnicowych, a do tego odłączany przedni stabilizator. Prześwit wynosi solidne 235 milimetrów, a głębokość brodzenia sięga aż 850 milimetrów.
Pod względem konstrukcyjnym auto łączy retro-sylwetkę przypominającą mieszankę Jeepa Wranglera i Mercedesa klasy G, jednocześnie spełniając rygorystyczne europejskie normy emisji spalin.
Cena, która zawstydza konkurencję
Mercedes-Benz za swoją spalinową wersję G 450 d życzy sobie od 689 tysięcy złotych. Nawet ostatnie dostępne w Polsce sztuki Jeepa Wranglera kosztują od 289 tysięcy złotych. Chińczycy proponują zupełnie inną ofertę cenową.
Model 212 T01 w wersji z silnikiem wysokoprężnym sprzedawany jest u nas już od 174 500 złotych, a więc znacznie mniej od wspomnianych konkurentów, a także wielu innych samochodów terenowych dostępnych nad Wisłą. W tej cenie ciężko dziś kupić dobrze wyposażonego dużego SUV-a, nie mówiąc o terenówce z kompletnym wyposażeniem.
A trzeba dodać, że auto ma również kamerę 360 stopni, klimatyzację oraz podgrzewane, skórzane fotele.
Europejscy producenci oddają pole
Sytuacja pokazuje dokładnie to, przed czym ostrzegaliśmy wcześniej. Europejscy producenci samochodów wycofują się z segmentów, które przez dekady stanowiły ich chleb powszedni. Chińska konkurencja z wielką radością przejmuje każdego klienta, który nie znajduje już wsparcia u „swoich” dotychczasowych marek.
Dotyczy to zwłaszcza tych nabywców, dla których diesel i mechaniczna wytrzymałość wciąż pozostają priorytetem numer jeden. Przykład BAW 212 pokazuje, że chiński przemysł motoryzacyjny jest gotów natychmiast wypełnić lukę powstałą po odejściu europejskich marek od silników wysokoprężnych, oferując przy tym znacznie atrakcyjniejszą cenę niż tradycyjni producenci.