Obiekt w Le Mans nie różni się drastycznie względem Jerez
Zarówno w Le Mans, jak i w Jerez mamy dość krótkie proste, których długość nie przekracza 900 metrów. Dodatkowo znajdziemy tu też sporo długich zakrętów, w których liczy się przyczepność w pełnym złożeniu. Dodatkowo i tu i tam znajdziemy sekcje, w których schodzi się nawet na drugi bieg. Jednak w Jerez to są zwykle pojedyncze techniczne zakręty. Natomiast w Le Mans mówimy tu o licznych nawrotach czy szykanach. Kolejną rzecz, jaką trzeba wiedzieć o francuskim obiekcie to to, że mimo swoich rozmiarów, stanowi on chyba jedno z największych wyzwań w całym kalendarzu. Pierwsze dwa zakręty oraz szykana przed mostem Dunlopa często sprawiają sporo problemów zawodnikom, którzy zmagają się tam z balansem oraz schłodzoną lewą stroną przedniej opony.
Pierwszy sektor prawdopodobnie przyniesie najwięcej wywrotek. Dalej nie jest łatwiej, ponieważ w następnej sekcji toru mamy dwa długie zakręty, które dodatkowo są położone na zboczu przez co zawodnicy muszą zmagać się z „odciążonym” motocyklem, co nie ułatwia wydobycie pełni przyczepności z opon. Dwie pozostałe sekcje tego toru zaczynają się od dwuwierzchołkowego nawrotu, gdzie trzeba wyczuć to na ile można zaatakować krawężniki. W przeciwnym razie ryzykujemy wywrotkę na drugim biegu. Podobnie sytuacja wygląda w dwóch ostatnich zakrętach. Między tymi dwoma sekcjami znajduje się jeszcze szykana oraz dwa nawroty. Nie są one może najbardziej porywającymi zakrętami na torze. Jednak to są tylko pozory, którym nie warto ulegać. Zdradliwa w Le Mans bywa także nawierzchnia, któa miejscami jest aż zbyt gładka, żeby nie powiedzieć, że śliska. Skoro mowa o śliskości to trzeba na koniec wspomnieć o pogodzie, Aktualne prognozy wskazują nam na deszcz w piątek i sobotę, a może nawet i w niedzielę!
Ducati i KTM podtrzymają tu dominację?
Jedną rzecz możemy uznać za pewnik, a jest nią fakt, że Ducati będzie tutaj mocne. Dawniej mówiło się o tym, że to jest tor Yamahy, która dobrze spisywała się w tutejszych zakrętach. Teraz jednak to Desmosedici GP22 i GP23 powinny dominować. Na pewno Pecco Bagnaia będzie tu silny. Podobnie powinno być z Bezzecchim i Marinim, którzy prawdopodobnie zakręcą się w czołowej piątce czy to w sprincie czy w Grand Prix. Czy jednak dotrzymają oni kroku swojemu rodakowi na fabrycznej maszynie? Są tu argumenty za, ale z kolei ich błędy mówią, że może być różnie. Zobaczymy też, gdzie znajdzie się duet Pramac Racing. Dobrze byłoby też przyjrzeć się temu, jak po dwóch trudniejszych weekendach poradzi sobie Alex Marquez, który ma tu szansę na odbudowę.
Jednak nie samym Ducati będziemy w ten weekend żyli. Wygląda na to, że KTM także postawił konkretny krok naprzód. Tempo wyścigowe oraz dopasowanie charakterystyki RC16 do tegorocznych opon mocno odpowiada Millerowi i Binderowi. Ciekawe może być jednak to, jak zaprezentują się oni w kwalifikacjach. Tutaj zdarzało się, że oboje pojawiali się w Q2, ale bywały też weekendy, w których „czasówkę” kończyli oni na Q1. Jerez pokazało, że w tym aspekcie też się poprawili. Jeśli Brad Binder i Jack Miller zdołają wywalczyć miejsca w trzech pierwszych rzędach to będą oni piekielnie groźni. Za nimi walkę o czołową piątkę powinien stoczyć duet fabrycznej Aprilii oraz Pramac Ducati i Team VR46.
Yamaha już nie ma się co łudzić
O ile jeszcze na początku sezonu można było marzyć o tym, jak motocykl M1 powinien przyspieszyć w kolejnych rundach, tak teraz japońskiej marce nie pozostało nic innego, jak przyjęcie rzeczywistości „na klatę”. Fabio Quartararo nie wyciska z tego sprzętu siódme poty, ale to jest za mało. Jerez, które w przeszłości służyło Yamasze, miało być dobrym miejscem na rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Niestety nic takiego się nie wydarzyło. Trzeba sobie to jasno powiedzieć: Fabio Quartararo w tym roku prawdopodobnie nie powalczy o mistrzostwo świata.
Oczywiście rok temu to samo można było powiedzieć o Pecco Bagnai, który w połowie sezonu tracił 90 punktów do lidera punktacji. Jednak w tamtej sytuacji Włocha ratowała forma w pojedynczych wyścigach, które zawodnik Ducati wygrywał. Niestety Fabio Quartararo nawet nie jest w stanie walczyć o podia, nie wspominając o wygranych. GP Francji oraz Włoch to tory ostatniej szansy. Jeśli na nich Francuz nie powalczy o wygraną lub przynajmniej o podium to ostatecznie pożegna się on z walką o mistrzostwo świata.
W podobnej sytuacji jest Aprilia. Włoski producent ma za sobą mocny sezon 2022. Jednak to już jest pieśń przeszłości o obecna rzeczywistość jest taka, że motocykl RS-GP odstaje lekko od czołówki. Czy to jest jakiś szczególny problem dla ekipy producenta z Noale? To jest oczywiste, że celem jest walka o mistrzostwo świata. Jednak trzeba się liczyć z tym, że w walce o wygraną w każdym wyścigu liczą się minimum trzy motocykle Ducati. Dlatego też należałoby zrewidować swoje oczekiwania. Nie mniej jednak podia powinny być w zasięgu Aleixa Espargaro i Mavericka Vinalesa.
Marc Marquez wróci, ale kara nie
Hiszpan wróci do ścigania od GP Francji po kontuzji, którą odniósł w GP Portugalii. Jednak co ciekawe, nie dostanie on kary, którą nałożyli na niego sędziowie za staranowanie Miguela Oliveiry w pierwszej rundzie sezonu 2023. We wtorek wieczorem wydano decyzję w związku z apelacją Hondy do kary dla Marqueza. Uznano, że rzeczywiście sędziowie MotoGP nie mieli prawa nałożyć na niego kary na inny wyścig niż GP Argentyny. Taka wiadomość nie stanowi niczego innego, jak kompromitacji sędziów oraz twórców przepisów sportowych MotoGP. Miejmy nadzieję, że te zostaną poprawione i uszczelnione przed sezonem 2024.
Skoro wspomnieliśmy o GP Portugalii to trzeba jeszcze nadmienić, że zobaczymy w ten weekend na motocyklach kilku zastępców. Wprawdzie Miguel Oliveira już wyzdrowiał po kolizji z Marquezem. Jednak wypadek w Jerez, w który zamieszany był Portugalczyk, wywołał kolejne uszczerbki na jego zdrowiu. Dlatego też w Le Mans na jego motocyklu pojawi się Lorenzo Savadori.
W podobnej sytuacji jest Enea Bastianini. Włoch próbował wziąć udział w całym GP Hiszpanii, ale niestety pokonał go ból i zmęczenie organizmu. Co ciekawe, tym razem jego zastępcą nie będzie Michelle Pirro, a Danilo Petrucci. Dwukrotny zwycięzca Grand Prix wróci na motocykl Ducati i dostanie szansę zaprezentowania się w MotoGP na bardzo mocnej maszynie. Warto będzie obserwować jego formę na przestrzeni weekendu. „Petrux” jest całkiem dobrze obeznany jeśli chodzi o motocykle Ducati. Dodatkowo całkiem dobrze zna on te opony. Jedyne co będzie dla niego poważniejszą nowością to format weekendu. Zobaczymy, jak on sobie poradzi w takich okolicznościach.
Oprócz MotoGP, w ten weekend pojedzie także seria IndyCar na słynnym torze Indianapolis. W niedzielę, po godzinie 20:00 czasu polskiego wystartuje Grand Prix GMR. Tego samego dnia odbędzie się także wyścig sprinterski IMSA SportsCar Championship na Laguna Seca. Zaś NASCAR Cup Series rozegra wyścig na torze Darlington.