Problemy z dźwiękiem w pierwszych elektrycznych muscle carach
Pierwsze elektryczne muscle cary napotykają znacznie więcej trudności, niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić na początku ich rozwoju. Dodge, który był jednym z pionierów w tej dziedzinie, zmaga się z narastającymi problemami technicznymi. Podczas opracowywania i prezentacji pierwszego w historii elektrycznego muscle cara, amerykański producent zapewniał, że jego sportowy pojazd napędzany bateriami będzie w stanie zaspokoić wszystkie tęsknoty miłośników tradycyjnych aut spalinowych, włączając w to charakterystyczny dźwięk silnika.
Aby zrekompensować brak kultowego silnika V8, Dodge (należący do koncernu Stellantis) wprowadził system sztucznego układu wydechowego. Rozwiązanie to miało sprawić, że elektryczny pojazd będzie brzmiał jak klasyczny muscle car. Niestety, właśnie ten innowacyjny system doprowadził do konieczności wycofania pojazdów w Stanach Zjednoczonych – problem dotknął aż 8 tysięcy samochodów.
Kwestia braku naturalnego dźwięku silnika jest jednym z głównych argumentów przeciwników elektromobilności. W przypadku muscle carów dźwięk układu wydechowego stanowi znaczącą część ich atrakcyjności – potężne ryknięcia silnika potęgują wrażenia z jazdy i są nieodłącznym elementem doświadczenia kierowcy. Inżynierowie próbują znaleźć sztuczne rozwiązania tego problemu, jednak w większości przypadków efekty są niezadowalające.
Branża motoryzacyjna poszukuje rozwiązań dźwiękowych
Dźwięk odgrywa fundamentalną rolę w samochodach sportowych, dlatego różni producenci intensywnie pracują nad własnymi systemami. Ferrari opracowuje specjalny sztuczny układ wydechowy dla swojego pierwszego elektrycznego modelu. Hyundai stworzył własne rozwiązanie dla pierwszego elektrycznego modelu N w historii marki, które – trzeba przyznać – okazało się całkiem udane.
Abarth poszedł śladami swoich amerykańskich kolegów, tworząc system dla pierwszego elektrycznego hot hatcha, choć z mniej przekonującymi rezultatami. Wszystkie te próby pokazują, jak ważna jest kwestia dźwięku dla entuzjastów motoryzacji. Producenci zdają sobie sprawę, że bez odpowiedniego brzmienia silnika, elektryczne wersje sportowych aut mogą nie zyskać akceptacji wśród tradycyjnych fanów marki.
Mimo że systemy sztucznego dźwięku mogą wydawać się interesującym rozwiązaniem, w praktyce okazują się mało skuteczne w odtwarzaniu autentycznych wrażeń z jazdy. Stellantis musi teraz zmierzyć się z konsekwencjami wprowadzenia niedopracowanej technologii. Problem jest na tyle poważny, że wymaga oficjalnego wycofania tysięcy pojazdów i ich naprawy w autoryzowanych serwisach.
Szczegóły wycofania i problemy z bezpieczeństwem
Według amerykańskich źródeł NHTSA (Narodowa Administracja Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego) wydała alert bezpieczeństwa dla 8 390 egzemplarzy elektrycznego Dodge Chargera Daytona. Problem polega na możliwym braku zewnętrznego wzmacniacza, który jest kluczowy dla emisji dźwięków zewnętrznych, w tym ostrzegawczych sygnałów dla pieszych wymaganych przez prawo federalne dla wszystkich pojazdów elektrycznych. Pojazdy wyprodukowane między 30 kwietnia 2024 a 18 marca 2025 roku muszą zostać naprawione w oficjalnym serwisie.
Oznacza to, że problem dotyczy całej dotychczasowej produkcji Chargera Daytona. Bez odpowiedniej poprawki pojazdy nie spełniają wymogów Federalnych Norm Bezpieczeństwa Pojazdów Mechanicznych (FMVSS) nr 141. Przepisy wymagają, aby pojazdy elektryczne i hybrydowe emitowały dźwięki ostrzegawcze podczas jazdy z prędkością poniżej 30 km/h – jest to prędkość uznawana za najbardziej niebezpieczną dla pieszych. Obecnie Charger Daytona emituje niewłaściwe dźwięki, dlatego musi przejść naprawę w serwisie.
Problem z układem dźwiękowym to jednak najmniejsze zmartwienie Dodge’a związane z elektrycznym Chargerem Daytona. Głównym wyzwaniem jest fakt, że model ten po prostu się nie sprzedaje. Okazuje się, że era elektrycznych muscle carów jeszcze nie nadeszła, a konsumenci nie są gotowi na taką zmianę.
Kryzys sprzedażowy i przyszłość elektrycznych muscle carów
Dodge został zmuszony do ograniczenia dostępnej oferty modelowej. Firma wycofała się z produkcji podstawowych wersji, koncentrując się wyłącznie na najmocniejszych wariantach. Mimo tej zmiany strategii zainteresowanie komercyjne pozostaje znacząco niskie. Ani cena, ani osiągi nie wydają się satysfakcjonować wymagających amerykańskich klientów, którzy przez lata przyzwyczaili się do tradycyjnych muscle carów z silnikami V8.
Inne marki obserwują trudności Dodge’a i wyciągają wnioski. Ford zdecydował się opóźnić lub całkowicie anulować rozwój podobnych produktów, czekając na bardziej sprzyjające warunki dla pojazdów elektrycznych. To pokazuje, że branża motoryzacyjna wciąż nie znalazła odpowiedzi na pytanie, jak pogodzić tradycję muscle carów z wymogami elektromobilności.
Przypadek Dodge Chargera Daytona ilustruje szerszy problem branży motoryzacyjnej. Próba przeniesienia emocji związanych z tradycyjnymi samochodami sportowymi do świata elektromobilności napotyka liczne przeszkody – techniczne, kulturowe i rynkowe. Klienci, którzy przez dekady kojarzyli muscle cary z potężnym rykiem silnika V8, nie są gotowi zaakceptować sztucznych substytutów, nawet jeśli oferują one lepsze osiągi i są bardziej przyjazne dla środowiska.