Connect with us

1000. Grand Prix Ferrari. Przypominamy najlepsze wyścigi włoskiej stajni

237 zwycięstw, 31 mistrzowskich tytułów (łącznie kierowców + konstruktorów) i 767 podiów. Tylko jedna, tak unikalna rocznica. W najbliższy weekend Ferrari będzie świętowało swoje tysięczne Grand Prix w historii Formuły 1. Z tej okazji przypominamy dziesięć najlepszych wyścigów w wykonaniu włoskiej stajni.

Opublikowano

w dniu

Scuderia Ferrari Tifosi 1000. GP F1
Fot. Scuderia Ferrari

Grand Prix Wielkiej Brytanii (1951 r.)

Pierwsze zwycięstwo w bolidzie Ferrari odniósł Jose Froilan Gonzalez. Argentyńczyk dokonał tego podczas Grand Prix Wielkiej Brytanii w 1951 roku. “El Cabezon” – po zajęciu pole position w kwalifikacjach – zanotował świetny wyścig i wygrał na brytyjskim Silverstone.

Gonzalez wygrał między innymi przez zbyt małą pojemność zbiorników paliwa Alfy Romeo, ówczesnego największego rywala włoskiej stajni. Doprowadziło to do przymusowego, dwukrotnego tankowania w trakcie wyścigu. Początkowo na prowadzeniu utrzymywał się Juan Manuel Fangio, późniejszy mistrz świata, ale po drugim tankowaniu musiał uznać wyższość Ferrari.

Grand Prix Francji (1952 r.)

Do jednego z najlepszych Grand Prix stajni z Maranello z całą pewnością zaliczyć można rundę na francuskim Rouen-Les-Essarts. Po rozczarowującym wyścigu w Belgii, Alberto Ascari w Ferrari 500 odjechał fenomenalnie swoim rywalom, Giuseppe Farinie i Piero Taruffimie, i dojechał do mety na pierwszym miejscu. Było to drugie z rekordowych dziewięciu dla Włocha.

Co ciekawe, sezon 1952 był dla Ascariego zwycięskim pod względem klasyfikacji generalnej. Kierowca Ferrari zdobył pierwszy mistrzowski tytuł.

ZOBACZ TAKŻE
Kimi Raikkonen i Alberto Ascari. Obaj dzierżą jeden rekord

Grand Prix Włoch (1976 r.)

Pomimo że we Włoszech, w 1976 roku, zespół Ferrari nie wygrał, to jednak należy go zapisać do jednego z najlepszych dla włoskiej stajni. Po zaledwie pięciu tygodniach od przerażającym wypadku na Nurburgringu do bolidu wsiadł Niki Lauda i wystartował na Monzy. Ku uciesze Tifosi, Austriak nie tylko dojechał do mety, ale i zdobył wysokie, czwarte miejsce.

Pomimo ogromnego bólu i oparzeń twarzy, Lauda nie poddał się i po 42 dniach wrócił w pięknym stylu. Co ciekawe, zdołał nawet wykonać kilka odważnych manewrów wyprzedzania. Po wyścigu jego kominiarka była przesiąknięta krwią, a rany głowy odnowiły się. Mimo to, występ Austriaka wciąż zaskakuje.

ZOBACZ TAKŻE
Monza 1979, czyli wspaniała walka kierowców Scuderii Ferrari o tytuł

Grand Prix Hiszpanii (1981 r.)

Zwycięstwo w Grand Prix Hiszpanii było drugim w sezonie dla Gillesa Villeneuve’a. Kanadyjczyk wcześniej wygrał w Monako, a chwilę później odjechał fenomenalne Grand Prix w Hiszpanii. Było ono upragnionym dla Ferrari, bowiem bolid włoskeij stajni nie spisywał się zbyt dobrze. Według Harvey’a Postletwaite’a, samochód miał jedynie jedną czwartą docisku z tego, jaką miał Williams i Brabham. Tym bardziej triumf Villeneuve w Hiszpanii cieszył.

Dzięki ogromnej prędkości na prostych, Kanadyjczyk był w stanie odjechać Jacques’owi Laffite już na samym początku. Ostatecznie kierowca Ferrari przeciął linię mety jako pierwszy. Ciekawostką jest także to, że między nim, a piątym Elio de Angelisem wynosiła zaledwie 1,24 sekundy.

Grand Prix Włoch (1988 r.)

Rok 1988 nie był dla Ferrari zbyt dobry. W sierpniu zmarł założyciel włoskiego giganta samochodowego, Enzo Ferrari. W Formule 1 z kolei zdecydowanie lepiej spisywał się McLaren. Zwrot nastąpił jednak we wrześniu, podczas Grand Prix Włoch. Pomimo że kwalifikacje zdominowała brytyjska stajnia, to jednak podczas wyścigu doszło do awarii jednostki napędowej w bolidzie Alaina Prosta.

Na dwa okrążenia przed metą z kolei Ayrton Senna odpadł z rywalizacji, również w powodu defektu. Tym samym liderem został Gerard Berger, który dojechał do mety przed swoim partnerem zespołowym, Michele Alboreto.

To był jedyny wyścig, w którym wygrało Ferrari w sezonie 1988 roku i równocześnie jedyny, w którym triumfu nie odniósł McLaren.

ZOBACZ TAKŻE
Jean Todt: Michael Schumacher nadal ogląda F1 i robi postępy

Grand Prix Japonii (2000 r.)

Rok 2000 był przełomowym dla Ferrari. Po ponad dwóch dekadach słabej formy, stajnia z Maranello – z pomocą Michaela Schumachera i Rubensa Barichello – odzyskała siłę. Podczas Grand Prix Japonii, swój tytuł przypieczętować mógł niemiecki zawodnik. “Schumi” doskonale wiedział, że jeśli dojedzie w niedzielnym wyścigu na pierwszym miejscu, zostanie mistrzem świata.

Rywalom nie dał szans już podczas sobotnich kwalifikacji. Wykręcił najlepszy czas, zdobywając pole position. Start wyścigu nie wyglądał już tak pięknie. Szybko prowadzenie przejął Mika Hakkinen, odjeżdżając Schumacherowi. Do momentu, aż nad torem pojawiły się czarne chmury i zaczął padać deszcz. Ostatecznie Fin nie wytrzymał presji, a Ferrari zastosowało lepszą strategię.

ZOBACZ TAKŻE
500 Miglia di Monza - prawdziwa historia włoskiego owalu

Do mety pierwszy dojechał czerwony samochód. Tym samym Michael Schumacher został pierwszym od czasów Jody’ego Shecktera mistrzem świata w barwach Ferrari.

Grand Prix Włoch (2006 r.)

Grand Prix Włoch z 2006 roku z całą pewnością nie zapomną fani Michaela Schumachera. Po serii zwycięstw, Fernando Alonso w Renault otrzymał karę za blokowanie Felipe Massy podczas sobotnich kwalifikacji. W niedzielę na Hiszpana czekały kolejne problemy – awaria silnika wykluczyła go z rywalizacji o triumf.  Ostatecznie wyścig wygrał Michael Schumacher.

Samo zwycięstwo nie było tak zaskakujące, jak to, co stało się podczas konferencji prasowej, chwilę później. Niemiec ogłosił przejście na emeryturę po zakończeniu sezonu. “Schumi” – wraz ze swoim przyjściem do czerwonej stajni – wzbudził w Ferrari nadzieje na piękne zwycięstwa i chwile radości.

Nie pomylono się. Przez kilka lat dzielnie walczył o tytuły mistrzowskie, zachwycał stylem jazdy i formą oraz cieszył Tifosi na całym świecie swoimi triumfami.

ZOBACZ TAKŻE
Pescara 1957, czyli jedyny wyścig na najdłuższym torze w historii F1

Grand Prix Brazylii (2007 r.)

Przed ostatnim Grand Prix Brazylii liderem klasyfikacji generalnej był Lewis Hamilton przed Fernando Alonso i Kimim Raikkonenem. Fin tracił do Brytyjczyka siedem punktów i wiedział, że aby wygrać sezon, musi odnieść triumf w niedzielnym wyścigu i liczyć na słabszą postawę rywali.

Przez niemal cały dystans na pierwszym miejscu jechał Felipe Massa. Brazylijscy kibice byli szczęśliwi i niemal pewni, że ich rodak wygra przy akompaniamencie radości własnych fanów.

Stało się jednak coś nieoczekiwanego – Massa  odpuścił na wyjazdowym okrążeniu i przepuścił swojego fińskiego partnera zespołowego. Tym samym Kimi Raikkonen wysunął się na pierwsze miejsce. Obaj kierowcy Ferrari dojechali w takiej kolejności do mety, a Fin zdobył tytuł mistrza świata.

ZOBACZ TAKŻE
Blick: Kimi Raikkonen dostał szansę dzięki Michaelowi Schumacherowi

Grand Prix Włoch (2010 r.)

Zwycięstwo włoskiej stajni na domowych rundach zawsze były wyjątkowe. Nie inaczej stało się w 2010 roku, kiedy Fernando Alonso odniósł triumf na Monzy.

Dla Hiszpana walka o jak najwyższą lokatę była priorytetem, bowiem był to ostatni moment na włączenie się do walki o tytuł mistrza świata. Nie obronił się jednak na starcie przed atakiem Jensona Buttona, który prowadził aż do 38 okrążenia. Kiedy Brytyjczyk zjechał na zmianę opon, Alonso objął prowadzenie i nie oddał go już do samej mety.

ZOBACZ TAKŻE
Alonso był niesłusznie obwiniony za Spygate?

Grand Prix Europy (2012 r.)

Sezon 2012 był wyjątkowy. W siedmiu pierwszych Grand Prix wygrało siedmiu różnych kierowców. W ósmej rundzie, na torze w Walencji świetnie radził sobie Fernando Alonso w bolidzie stajni z Maranello. Hiszpan okazał się pierwszym triumfatorem, który w pamiętnym sezonie zdobył dwa zwycięstwa. Były mistrz na mecie miał sześć sekund przewagi nad Kimim Raikkonenem. Jednocześnie pozwoliło mu to objąć pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej kierowców. Fani Scuderii Ferrari poczuli, że ich ulubiony zespół może zdobyć mistrzowski tytuł.

Skomentuj
Reklama
Reklama
Reklama