Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Zapowiedź GP Turcji: Międzykontynentalny przystanek

Jednym z nielicznych pozytywów sytuacji w jakiej znalazł się świat w 2020 roku jest to, że w kalendarzu F1 znalazły się tory nieco zapomniane przez włodarzy królowej motorsportu. Byliśmy już na Nürburgringu oraz Imoli – teraz przyszła kolej na ostatni „wielki powrót” w tym sezonie. Po 9-ciu latach nieobecności, Formuła 1 wraca na Istanbul Park, a my zapraszamy na zapowiedź nadchodzącego GP Turcji.

turcja 2011
Fot. Red Bull Content Pool

Cuda i dziwy na Istanbul Park

Po raz pierwszy w tym sezonie F1 zagości poza Europą. Wszystko dlatego, że Istanbul Park położony jest już za cieśniną Bosfor, a więc w azjatyckiej części Stambułu. To właśnie ten tor po raz ósmy w historii będzie gospodarzem GP Turcji.

Pierwszy wyścig o GP Turcji odbył się w 2005 roku, a wygrał go Kimi Raikkonen. Jednak kibice szczególnie zapamiętali ten weekend z powodu dość kuriozalnej kraksy Michaela Schumachera i Marka Webbera. Obaj kierowcy nie ukończyli z jej powodu wyścigu.

Co ciekawe, Istanbul Park jest prawdziwym „magnesem” dla przedziwnych sytuacji – nie tylko tych sportowych. W 2006 roku doszło tu do niemałego skandalu politycznego, z którego F1 musiała się długo tłumaczyć. Więcej o tym wyścigu pisaliśmy w artykule poniżej.

ZOBACZ TAKŻE
GP Turcji 2006, czyli świetny spektakl pod znakiem skandalu politycznego

Tor gościł w kalendarzu F1 nieprzerwanie do 2011 roku. Wtedy to ostatni dotychczas wyścig na tym obiekcie wygrał Sebastian Vettel. Niemiec również zapisał się w historii Istanbul Park. Choć większość zapamiętała słynną kolizję z Markiem Webberem w 2010 roku, to warto wspomnieć, że tutaj Sebastian Vettel zaliczył swój debiut w oficjalnej sesji F1 w 2006 roku.

Co więcej, z królową motorsportu przywitał się rekordem. Vettel otrzymał karę 1000 dolarów grzywny za przekroczenie prędkości w alei serwisowej po zaledwie 6 sek. od wyjazdu z garażu. Jest to rekord w historii F1 i trudno spodziewać się, że kiedykolwiek zostanie on pobity.

ZOBACZ TAKŻE
Sebastian Vettel i jego dziwne przypadki w GP Turcji

Znacznie lepiej wyglądającym „w portfolio” rekordem może za to pochwalić się Felipe Massa. To do Brazylijczyka należy największa liczba zwycięstw na Istanbul Park. Massa był tu niepokonany w latach 2006-2008 oraz trzykrotnie startował z pole position. Wygrana z 2006 roku była także jego pierwszą w karierze.

Najlepszy tor Hermanna Tilke?

Niemal jednogłośnie uznawany przez kibiców za najlepszy projekt Hermanna Tilke – Istanbul Park liczy sobie 5,338 km długości i składa się z 14. zakrętów. Co ciekawe, będzie to dopiero drugi obiekt w tym sezonie, na którym kierowcy będą się ścigać w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Po raz pierwszy w 2020 roku robili to zaledwie dwa tygodnie temu – na Imoli.

Nitka toru stanowi spore wyzwanie dla kierowców. Wiele zakrętów, na czele ze słynną „ósemką” gwarantuje wysokie przeciążenia boczne. Ciekawie wypowiadał się o niej George Russell podczas czwartkowej konferencji:

– Zakręt nr 8 będzie brutalny dla kierowców i bolidów. W kwalifikacjach będziemy go przejeżdżać z gazem w podłodze. W niedzielę mam nadzieję, że nie przez cały dystans wyścigu. Przeciążenia na nim będą się wahać pomiędzy 4, a 5G. To oznacza, że nasze głowy będą tak jakby cięższe o 45-50 kg przez 6 sekund, na każdym okrążeniu – ekscytował się Brytyjczyk.

A to nie jedyne wyzwanie, które czeka kierowców w ten weekend. Cechą charakterystyczną Istanbul Park są różnice wzniesień i cały szereg tzw. „ślepych” zakrętów. To wszystko będzie także próbą dla opon Pirelli. Właśnie dlatego włoski producent postawił w ten weekend na najtwardszą kombinację ogumienia – od C1 do C3. Wydaje się, że po wydarzeniach z Silverstone, Pirelli chucha na zimne i za wszelką cenę chce uniknąć masowych „kapci”. A takie zachowanie chyba jednak nie najlepiej świadczy o oponach włoskiej marki.

Z Istanbul Park można się zaznajomić dzięki onboardowi Roberta Kubicy z 2009 roku. Okrążenie toru wraz z komentarzem Polaka umieszczono na oficjalnym kanale F1 na YouTube.

GP Turcji szansą na siódmy tytuł Hamiltona

Po tym jak na Imoli, Mercedes zapewnił sobie siódmy tytuł mistrzowski wśród konstruktorów, podczas GP Turcji Lewis Hamilton stanie przed szansą na zdobycie kolejnego mistrzostwa kierowców. Tak naprawdę tylko cud lub pech Hamiltona może pozbawić go przypieczętowania tytułu już w niedzielę. Aby odwlec w czasie koronację, Valtteri Bottas musiałby zdobyć co najmniej 8 punktów więcej od kolegi z ekipy.

Hamilton jest o krok od wyrównania najważniejszego rekordu w historii F1. Siódme mistrzostwo świata oznaczałoby, że Brytyjczyk zrówna się w liczbie tytułów z Michaelem Schumacherem.

Jubileusze Saubera i Red Bulla

Po okrągłym jubileuszu Ferrari na Mugello (1000 wyścig w F1) podczas GP Turcji świętować będzie zespół Saubera/Alfy Romeo. Ekipa z Hinwil zaliczy bowiem swój 500 start w Grand Prix. Tylko 3 zespoły mogą się pochwalić większą liczbą wyścigów w królowej motorsportu. Oprócz wspomnianego wcześniej Ferrari są to McLaren oraz Williams.

Red Bull zanotuje natomiast swój 300. start w F1. Z tej okazji Pierre Gasly i Alexander Albon zaliczyli przejazdy starymi bolidami ekip z Milton Keynes i Faenzy na moście przecinającym cieśninę Bosfor.

GP Turcji: Czwartek obfity w newsy

Podczas czwartkowego dnia medialnego, F1 ogłosiła, że od sezonu 2021 W Series będzie serią towarzyszącą dla weekendów Grand Prix. Tym samym dołączy ona do F2, F3 i Porsche Supercup. Powinno to przełożyć się nie tylko na większe zainteresowanie mediów, ale także prestiż serii. Choć nie ujawniono nam pełnego kalendarza na przyszły sezon to na dziś wiemy, że obejmie on 8 wyścigów, z czego ostatnia runda odbędzie się prawdopodobnie w Meksyku.

Podczas GP Turcji otrzymamy kolejną grafikę przygotowaną przez Amazon Web Services. Będzie ona prezentować szeroko rozumiane „tempo kwalifikacyjne”. Jak zapewniają eksperci z AWS i F1 będzie bazować na analizie tempa przejazdów kierowców podczas sesji treningowych oraz wyników historycznych na danym torze. Sam pomysł brzmi absurdalnie (szczególnie gdy pomyśli się o tym, że i tak wiadomo kto wygra kwalifikacje), a do tego nie będzie zaskoczeniem, jeśli wykonanie tej grafiki będzie oderwane od rzeczywistości. AWS przyzwyczaił nas już do tego, że co chwilę próbują „na siłę” wprowadzić coś nowego do relacji telewizyjnej.

Dotychczas jedyną grafiką, która przyjęła się na stałe i jest w miarę wiarygodna, jest ta prezentująca dystans za jaki dany kierowca będzie mógł dokonać ataku podczas wyścigu.

ZOBACZ TAKŻE
Koronawirus grasuje w padoku F1. Ostatnie rundy bez udziału kibiców

Podczas GP Turcji w garażu Ferrari zabraknie Mattii Binotto. Jak podaje stajnia z Maranello, ma to związek ze stałą rotacją personelu pracującego podczas weekendów Grand Prix.

Oceń nasz artykuł!
\
Reklama