Nasze profile w mediach społecznościowych

Formuła 1

Mike Wilds o nowoczesnej F1. „Odebrano jej sporo charakteru” | WYWIAD

Mike Wilds w latach 70. startował w Formule 1. Ze względu na sprzęt, jaki miał do dyspozycji, tylko raz zdołał zakwalifikować się do wyścigu. Brytyjczyk jednak dzięki bycia gentlmanem wyrobił sobie pozytywną opinię wśród kibiców. Specjalnie dla nas były kierowca zespołu Ensign nieco szerzej opowiedział o kulisach swojej kariery.

Opublikowano

w dniu

Mike Wilds i Lella Lombardi
Fot. mikewilds.com

O naszym rozmówcy

Mike Wilds swoją karierę zaczął już w 1965 roku. Brytyjczyk startował głównie w amatorskich wyścigach, lecz w 1971 roku nadarzyła się okazja na rozwój jego kariery. Brytyjczykiem bowiem zainteresował się jeden ze sponsorów. Tym samym Wilds w 1974 roku zadebiutował w weekendzie F1, lecz nie zakwalifikował się do wyścigu. Nasz rozmówca w królowej sportów motorowych sporadycznie startował w latach 1974-1976, lecz tylko raz zakwalifikował się do wyścigu. Miało to miejsce w 1974 roku na torze Watkins Glen. Widząc, iż w F1 nie osiągnie zbyt wiele postanowił spróbować swoich sił na innych płaszczyznach motorsportu. Kilkukrotnie startował w wyścigu Le Mans 24h, a także rywalizował w BTCC. W 2015 roku Mike Wilds świętował 50-lecie bycia aktywnym kierowcą wyścigowym. 

Mike Wilds o swoich początkach

Zacznijmy od 1974 roku. Wtedy zadebiutowałeś w F1 podczas Grand Prix Wielkiej Brytanii w 1974 roku. Jak dowiedziałeś się o propozycji zespołu Dempster?

A więc tak, w 1971 roku byłem amatorskim kierowcą wyścigowym i tak często, jak tylko mogłem, jeździłem cudzymi samochodami. Ścigałem się w 2-litrowym BMW Chevron B6, którego właścicielem był Jeremy Sumner. Wygrałem wyścig na Brands Hatch podczas mojej pierwszej jazdy samochodem. Jeremy był pod wrażeniem i chciał mi pomóc. Chciałem ścigać się w F3, ale nie miałem pieniędzy. Przyjaciel John Cavill i jego ojciec Jack kupili model March 713, aby ścigać się, lecz nie mieliśmy funduszy na jazdę. Jeremy przedstawił mnie Dempster Developments, firmie zajmującej się nieruchomościami, która chciała zaangażować się w wyścigi. Oni zgodzili się sfinansować koszty prowadzenia przez sezon w 1972 roku. Zapłacili mi pensję, która pozwoliła mi zostać „profesjonalistą” i skoncentrować się w 100% na karierze wyścigowej. Dempster wspierał mnie do końca 1974 roku. Tak to wyglądało.

W 1974 roku jako kierowca F1 ruszyłeś w daleką drogę do Ameryki Północnej. Co czułeś przed rywalizacją w Kanadzie i USA?

Byłem bardzo podekscytowany możliwością jazdy w zespole Ensign w F1 pod koniec 1974 roku po startach w F5000. Niestety nie zakwalifikowałem się w Kanadzie z powodu problemów z ciśnieniem paliwa. Zostało to naprawione przed GP Stanów Zjednoczonych w Watkins Glen w październiku tydzień później i zakwalifikowałem się do mojego pierwszego Grand Prix.

Mike Wilds GP Argentyny 1975

Fot. mikewilds.com / GP Argentyny 1975

Ścigałeś się w F1 w latach 1974-1976. Reprezentowałeś 4 zespoły – Dempster, Ensign, BRM i Team PR. W którym z tych zespołów atmosfera była najlepsza i dlaczego?

Myślę, iż jazda dla Ensign była najlepsza. To nie był najlepszy samochód, ale zespół i ja pracowaliśmy razem bardzo ciężko, aby w końcu polepszyć go. To była była dobra zabawa, mimo iż przeszliśmy przez bardzo frustrujące okresy z maszyną. 

ZOBACZ TAKŻE
Basil van Rooyen o F1. "Cieszę się, że fani zgłębiają historię" | WYWIAD

O F5000 kilka słów

Chciałbym w tym miejscu abyś wyraził swoją opinię na pewien temat. Czy uważasz, że wzrost kosztów w F1 zamienił się również w niezawodność? W latach 70. i 80. małe zespoły, takie jak Ensign, rzadko kiedy kończyły wyścig. Dziś nawet takie zespoły jak Haas regularnie dojeżdżają do mety.

Niewątpliwie rozwój techniczny w ciągu ostatnich 40 lat poprawił osiągi silnika i podwozia, wydajność, niezawodność i bezpieczeństwo. Niestety moim zdaniem odebrało to sportowi dużo charakteru. Co prawda samochody są bardzo szybkie, lecz z hamulcami węglowymi i niesamowitym naciskiem na pakiet aero, wyścigi wyglądają jak wyglądają. Są po prostu często nudne. Ponadto brakuje odpowiedniego hałasu wywoływanego przez silnik. Sporo im brakuje do bycia prawdziwym bolidem F1. Po prostu nigdy nie wygląda to tak jakby kierowcy jechał „na krawędzi”. Te bolidy naprawdę niewiele się ślizgają, no może z wyjątkiem mokrej nawierzchni! 

F5000 Brands Hatch

Fot. mikewilds.com

Oprócz Formuły 1 startowałeś w tamtym czasie w Formule 5000. Mario Andretti tak wypowiadał się o tej serii „Bardzo lubiłem Formułę 5000. Świetnie się je prowadziło. W niektórych miejscach te bolidy były szybsze od Formuły 1. W Riverside, gdzie mieliśmy bardzo dużo testów Formuły 5000, nigdy nie pobiłem swojego czasu z F5000 bolidem Formuły 1”. Mógłbyś porównać obie serie?

Bardzo lubiłem ścigać się bolidami F5000. Samochody robiły ogromne wrażenie, moment obrotowy i moc hamowania z silników Chevroleta – to wszystko sprawiało że jazda w tych pojazdach była ekscytująca! Jednak silniki Chevroleta z ich żelaznymi blokami były niezwykle ciężkie, podczas gdy silniki F1 były napędzane aluminiowymi lub magnezowymi blokami, które były znacznie lżejsze. Dlatego jazda samochodem F1 była łatwiejsza w prowadzeniu, ponieważ kierowca miał mniejsze „zarządzanie masą”, więc ogólnie samochód F1 był zwykle szybszy, zwłaszcza na torach typu twister.

ZOBACZ TAKŻE
Formuła 5000 - prawdziwa historia

Dalsza kariera 

W latach 80. startowałeś w sportscarach. Co skłoniło Cię do rozpoczęcia przygody z wyścigami Endurance?

Kiedy opuściłem BRM po pierwszych dwóch wyścigach w 1975 roku z powodu problemów z zawodnością w Argentynie i Brazylii, nie mogłem dostać kolejnej jazdy F1, więc Mistrzostwa Świata Sportscarów były dla mnie idealną alternatywą!

Wystartowałeś 7 razy w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. Tylko raz Ty i Twój zespół ukończyliście te legendarne zmagania. Czy uważasz, że we francuskim klasyku była szansa na sukces, biorąc pod uwagę wszystkie wyścigi?

24-godzinny wyścig Le Mans zawsze był moim ulubionym. Jest on bowiem ogromnym wyzwaniem wytrzymałości i niezawodności zarówno dla samochodu, jak i kierowcy. Myślę, że mając trochę szczęścia i jeżdżąc dla zespołu fabrycznego takiego jak Porsche czy Ferrari z konkurencyjnymi współkierowcami, myślę, że mógłbym wygrać Le Mans!

Mike Wilds i sportscary

Fot. mikewilds.com

W 1989 roku brałeś udział w jednej rundzie serii BTCC. Wyścigi tej serii w tamtym czasie były uważane za jedną z najbardziej szalonych serii na świecie. Jak wspominasz ten epizod?

Jeździłem w kilku wyścigach BTCC w Triumph Dolomite Sprint, Toyotą Celica i Fordem Sierrą RS500. Seria była bardzo konkurencyjna z bardzo dobrymi kierowcami, więc wyścigi były zawsze bliskie i bardzo agresywne. Od tamtej pory spodobały mi się wyścigi samochodów turystycznych i wygrałem kilka brytyjskich mistrzostw wytrzymałościowych, jeżdżąc fabrycznym BMW. Wyścigi BTCC są nadal niezwykle popularne w Wielkiej Brytanii.

Wielu kierowców po odejściu z F1 próbowało znaleźć swoje miejsce w USA. Myślałeś kiedyś o ściganiu się w serii IndyCar (wtedy CART)?

Chciałem startować w IndyCar, lecz nigdy nie miałem okazji. Zawsze lubiłem ścigać się w USA, naprawdę podoba mi się sposób, w jaki podchodzą do tego sportu!

ZOBACZ TAKŻE
Historia IndyCar - Akt III - CART: Seria, która próbowała dorównać F1

Mike Wilds o swojej drugiej pasji

Jak pewnie wiesz, pod naciskiem FIA legendarna seria wyścigowa znana jako Brytyjska F3, zmieniła nazwę na GB3 Championship. Co sądzisz, że tak znane serie, które od wielu lat noszą takie nazwy, muszą ją zmienić?

Naprawdę nie lubię nazwy GB3! Nasza Formuła 3 to kultowa seria, a F3 to jej tytuł! Tak samo jak w F1 i F2, naprawdę nie widzę powodu do zmian, jest to ta sama formuła niezależnie od kraju, w którym ścigasz się samochodami F3… zmiana dla zmian jest zła, musimy zachować tradycję w naszym sporcie!

Jesteś także instruktorem i pilotem helikoptera. Skąd wzięło się to zainteresowanie?

Zawsze lubiłem latać, mam pasję do śmigłowców, więc po zakończeniu kariery wyścigowej zrozumiałem, że będę się tym zajmował. Zostałem instruktorem helikopterów i doskonale „dopasowałem się” do harmonogramu moich wyścigów. Mogłem latać jako pilot, kiedy nie ścigałem się!

Mike Wilds Silverstone

Fot. mikewilds.com / Mike Wilds wciąż jest zaangażowany w motorsport, ale też jest pilotem

Na koniec, masz może jakieś skojarzenia z fanami z Polski?

Tak, mam. Dostaję sporo próśb o autografy od polskich kibiców i z przyjemnością je im wysyłam, zawsze miło słyszeć jest fanów wyścigów.

Chcąc jeszcze lepiej poznać historię naszego rozmówcy warto zobaczyć jego oficjalną stronę internetową.

Oceń nasz artykuł!
Skomentuj

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama
Reklama