Nasze profile w mediach społecznościowych

IndyCar

Rywale mówili, że kogoś zabije. Miesiąc później doszło do wielkiej tragedii

24 sierpnia mija kolejna rocznica śmierci Justina Wilsona. Brytyjczyk zmarł w skutek obrażeń głowy, po tym jak jedna z części z rozbitego bolidu Sage’a Karama trafiła go w głowę. W tekście pochylimy się nad Sage’m Karamem, który mocno przeżył to zdarzenie.

Opublikowano

w dniu

Fot. sagecaram.com

Sage Karam i jego droga do IndyCar

Amerykanin swoją karierę rozpoczął w 2004 roku od kartingu. Zawodnik z USA od razu zaczął zwracać na siebie uwagę. Karam bowiem raz po raz wygrywał najważniejsze zawody kartingowe w swojej ojczyźnie. Chociażby w sezonie 2007 został zwycięzcą prestiżowego cyklu Stars of Karting East Cadet. W 2009 roku zawodnik z Nazarethu rozpoczął starty w single-seaterach. Już rok później Karam wstąpił do cyklu serii określanych jako „Road to Indy”. Celem zawodnika stał się jak najszybszy awans do serii IndyCar. W 2010 roku Amerykanin został mistrzem U.S. F2000 National Championship. Jest to najniższa seria zaliczana do drabinki prowadzącej ku IndyCar. Warto dodać, iż zawodnik startował w barwach ekipy Andretti Motorsport. 

Sage Karam 2010

Fot. sagekaram.com

W sezonie 2011 kierowca ten przeniósł się do serii Star Mazda Championship. Amerykanin zdołał wygrać 2 wyścigi i w klasyfikacji kierowców zajął piąte miejsce. Rok później sezon zakończył na znakomitej trzeciej pozycji. To wtedy jego wizytówką stał się niesamowity wyścig w Toronto. Karam bowiem zdołał po starcie z 21. pozycji awansować na najniższy stopień podium.

Jednak prawdziwy sukces przyszedł rok później. Kierowca z USA bowiem został mistrzem serii Indy Lights. Tym samym czekała na niego nagroda – gościnny start w Indianapolis 500 w 2014 roku.

Długo oczekiwany debiut

18 maja 2014 roku. W liceum w Nazareth odbywa się bal maturzystów. Nie ma na nim jednak członka drużyny footbolowej oraz byłego wrestlingowca Sage’a Karama. 19-latek bowiem w tym samym czasie walczył o kwalifikacje do wyścigu Indy 500. Amerykanin do tych legendarnych zmagań zakwalifikował się do niego na 31. miejscu. Zawodnik jednak doskonale wiedział, iż w wyścigu może stać się wszystko. I rzeczywiście tak było. Karam prezentował bardzo solidne tempo oraz unikał kłopotów. W efekcie wpadł na metę na 9. pozycji. Wielu było pod wrażeniem jazdy młodziutkiego kierowcy. Chwalono w szczególności jego umiejętności oszczędzania paliwa. Tym samym sporo czołowych zespołów serii IndyCar natychmiast zainteresowało się nim. Amerykanin na sezon 2015 ostatecznie  podpisał kontrakt z ekipą Chipa Ganassiego.

Pierwsze problemy

Na początku 2015 roku na torze Barber w Alabamie odbywały się testy przedsezonowe. Podczas jednego z okrążeń doszło do poważnego wypadku. Karam przecenił przyczepność swojej maszyny i z impetem wpadł w bandę. Badania wykazały złamanie nadgarstka. Zawodnik zdołał jednak wykurować się na inaugurację sezonu w St. Petersburgu. Jednak zarówno tam jak i w Luizjanie nie odgrywał żadnej znaczącej roli. Szef zespołu na rundę w Long Beach postanowił odpocząć swojemu nowemu nabytkowi. Karama zastąpił Sebastián Saavedra i Kolumbijczyk spisał się całkiem nieźle, bowiem ukończył zmagania na 10. miejscu. 

ZOBACZ TAKŻE
Barber Motorsports Park - młody klasyk | Historia toru

Indy 500 zakończone tuż po pierwszym łuku

Karam zgodnie z oczekiwaniami wrócił do rywalizacji na drogowej pętli toru Indianapolis. Była to bowiem ostatnia runda przez zbliżającą się kolejną edycją Indianapolis 500. Amerykanin po raz kolejny zawiódł, gdyż zmagania ukończył na 18. pozycji. Każdy w pamięci miał jednak popis kierowcy sprzed roku. W kwalifikacjach do jednego z trzech najważniejszych wyścigów na świecie zawodnik ekipy Chip Ganassi Racing zajął 23. miejsce. Marzenia o poprawie wyniku z 2014 roku prysły już jednak na pierwszym okrążeniu. Karam bowiem zderzył się z Takumą Sato. Obaj zawodnicy zostali zmuszeni do wycofania się z wyścigu. 

Fot. IMS

Słodki-gorzki wyścig w Detroit

Po Indy 500 karuzela IndyCar przeniosła się do Detroit. Kierowcy mieli dwukrotnie podczas jednego weekendu rywalizować na torze Belle Isle. Pierwszy wyścig odbywał się w zmiennych warunkach pogodowych. Na jednym z okrążeń Karam popisał się fenomenalnym manewrem wyprzedzania. Amerykanin bowiem minął trzech kierowców na raz. 

Druga część wyścigu nie była już tak kolorowa. Amerykanin bowiem 2 razy storpedował rywali. W efekcie zamiast bić się o czołowe pozycje, zawodnik musiał zadowolić się odległą 16. lokatą. Kolejnego dnia kierowca ekipy Chip Ganassi Racing spisał się nieco lepiej, bowiem rywalizację ukończył na 12. pozycji. W Texasie Karam powtórzył ten rezultat. 

Sage Karam w końcu się przełamał

ZOBACZ TAKŻE
Tajemnice California Speedway. Dlaczego przestanie istnieć?

20-latka w Toronto ponownie zmienił Sebastián Saavedra. Amerykanin do kokpitu powrócił w Fontanie. Efekt? Piąte miejsce po wspaniałym wyścigu. Zawodnik miał nawet szansę na podium, lecz po wypadku Ryana Huntera-Reaya i Ryan Briscoe zarządzono zakaz wyprzedzania aż do mety. Część ekspertów za zdarzenie obwiniało właśnie Karama. Amerykanin bowiem nieco zmienił linię jazdy i zajechał drogę Reayowi. 

Jak się okazało piąte miejsce na California Speedway nie było jednorazowym wystrzałem. Na torze Milwaukee w kwalifikacjach zawodnik zakwalifikował się bowiem na doskonałej trzeciej pozycji. Nie zdołał on jednak ukończyć wyścigu przez problemy ze swoim bolidem. Na szczęście los oddał mu to co zabrał wyścig później i na torze Iowa Speedway po raz pierwszy w karierze stanął na podium. Ktoś jednak miał zastrzeżenia do jego jazdy. Tą osobą był specjalista od ścigania się po owalnych torach Ed Carpenter.

„On komuś co zrobi”

Obaj zawodnicy stoczyli pod koniec wyścigu zaciętą walkę. Karam jechał jednak zbyt agresywnie. W pewnym momencie wściekły Carpenter jadąc ponad 330 km/h pokazał debiutantowi środkowy palec. Zawodnik zespołu CFH Racing tak wypowiedział się o zdarzeniu: Powiedziałem mu, iż nie ma on żadnego szacunku dla innych. Gdyby koło niego jechał ktoś bez doświadczenia on zraniłby siebie jak i innych. To jest żenujące! Spotkałem Ryana, który wygrał wyścig, on tego potrzebował. Ale ja dziś jestem wściekły. Miałem dobre tempo, na 3-4. miejsce. Jechałem bezpiecznie, także na hamowaniu a tu takie coś. On powinien za to zostać ukarany!

Karam natomiast tak odpowiedział na zarzuty Carpentera: On po prostu jest wściekły na mnie. Powiedział, że kilka razy zepchnąłem go. Ale on to samo zrobił ze mną, tu jest walka koło w koło. Moim celem są wygrane i tak będę jeździł. Wyścigi IndyCar charakteryzują się bliskością jazdy, to nie karting! My chcemy się ścigać, jesteśmy profesjonalistami i wiemy gdzie są limity.

ZOBACZ TAKŻE
Iowa Speedway powróci do kalendarza IndyCar w 2022 roku

Kolejny wyścig w Mid-Ohio Karam po wielu penturbacjach ukończył wyścig na 22. pozycji. Nic nie zapowiadało tego co stanie się w Pocono.

Tragedia zamiast wygranej

23 sierpnia 2015 roku. Ta data do dziś mrozi krew fanom IndyCar. Na 21 okrążeń przed metą Sage Karam prowadził w wyścigu na owalnym torze w Pocono. Długo wyczekiwana wygrana była w końcu w zasięgu. Wystarczyło tylko odpierać ataki Chavesa. Wychodząc z pierwszego łuku stało się coś nieoczekiwanego. Amerykanin nagle stracił panowanie nad swoim bolidem i uderzył w bariery. W górę wystrzeliło natychmiast wiele elementów. Jeden z nich trafił w głowę Brytyjczyka Justina Wilsona. Obaj zawodnicy natychmiast trafiają do szpitala. Karam z urazem nogi, a Wilson z poważnymi obrażeniami głowy. Kilka godzin po zdarzeniu ogłoszono, iż Brytyjczyk nie żyje. Miał 37 lat i zostawił swoją żonę Julię oraz dwójkę dzieci. W swojej karierze przez 1 sezon startował w Formule 1. Miało to miejsce w 2003 roku kiedy to reprezentował barwy Minardi i Jaguara. Zgodnie z wolą rodziny pobrano narządy od zmarłego kierowcy w ten sposób ratując życie 4 osobom. 

Wydarzenia z Pocono wstrząsnęły całą Ameryką. Wilson zaledwie 3 tygodnie wcześniej świętował swoje pierwsze od dwóch lat podium w IndyCar. Kibice uwielbiali Brytyjczyka za jego otwartość. 

Sage Karam załamał się

Amerykanina w ostatniej rundzie sezonu z oczywistych względów zmienił po raz kolejny Saavedra. Karam wpadł także w głębokie załamanie, w efekcie zaczął chodzić do psychiatry. Co chwila ktoś mówił, iż przez jego agresywną jazdę on kogoś zabije lub poważnie zrani. Choć wypadek nie był z jego winy, co nie podlega dyskusji, ktoś zginął. Rodzina Wilsona w tym trudnym dla nich momencie wsparła kierowcę. W szczególności brat zmarłego – Stefan.

Choć od wypadku minęło już kilka lat zawodnik nie wystartował w pełnym sezonie IndyCar. Karam najwięcej razy rywalizował w 2020 roku, kiedy to przejechał 4 wyścigi. Z kolei podczas tegorocznej rywalizacji Indy 500 Amerykanin ukończył zmagania na znakomitej 7. pozycji. Powrót tego zawodnika do stawki jest czymś o czym marzy wielu kibiców jak i dziennikarzy. Swego czasu powstał nawet artykuł „Dlaczego IndyCar potrzebuje Karama?„. Szansa, iż po wydarzeniach z 2015 roku zobaczymy bohatera artykułu we wszystkich wyścigach tej amerykańskiej serii wyścigowej są małe. Jednak kto wie, może uskrzydlony dobrym wynikiem w amerykańskim klasyku zawodnik zdecyduje się na pełny powrót pełnego dnia? Czas pokaże. 

5/5 (liczba głosów: 4)
Skomentuj

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama
Reklama