Już przy poprzednich dwóch testach najnowsze wcielenie Caddy’ego zebrało pozytywne opinie. Sam model też powinien być nam bliski, ponieważ jego produkcją zajmuje się fabryka Volkswagena w Poznaniu. Ma on zatem polski rodowód, przynajmniej w pewnym stopniu. Niemiecki kombivan ma sporo wersji, jednak zdecydowanie najciekawszą wydaje się być PanAmericana, będąca następcą oferowanego w poprzedniku Alltracka. PanAmericana to słynna trasa łącząca dwa końce Ameryki. Biegnie ona z Alaski do Tierra del Fuego w Ameryce Południowej. Samochód przyszło nam przetestować w warunkach zimowych i wtedy dopiero pokazał pełnię swoich atutów. Tygodniowy test utwierdził nas w przekonaniu, że Volkswagen Caddy PanAmericana ma naprawdę sporo zalet i niewiele wad.
Volkswagen Caddy PanAmericana – na początek miłe zaskoczenie…
Volkswagen Caddy PanAmericana jest w prostej linii następcą modelu Caddy Alltrack. Uterenowionego kombivana niemieckiej marki poznamy m.in. po zderzakach z czarnego tworzywa oraz widocznych z przodu i z tyłu osłonach podwozia. Wyposażenie standardowe obejmuje przednie i tylne światła LED, srebrne relingi dachowe oraz czarne listwy na drzwiach. Na bocznych drzwiach przesuwnych, tylnych drzwiach skrzydłowych lub klapie bagażnika (w zależności od wersji), a także na atrapie chłodnicy, znajdziemy napis PanAmericana. Nasz egzemplarz w dedykowanym dla tej wersji kolorze brązowym miedzianym Cooper Metallic (2540 zł) prezentował się naprawdę dobrze, zarówno w słoneczne, jak i pochmurne dni. Do samochodu pasowały 17-calowe dwukolorowe felgi oraz przyciemniane tylne szyby (910 zł).

Caddy PanAmericana na tle Tatr
Wśród opcji zewnętrznych znalazł się pakiet LED (1450 zł), obejmujący reflektory główne LED wraz z LED-owymi światłami przeciwmgielnymi oraz automatyczną regulacją zasięgu reflektorów. Mieliśmy do czynienia z odmianą ze standardowym rozstawem osi liczącym 2755 mm (wariant przedłużony liczy 2970 mm). Samochód mierzy równe 4500 mm długości, 1855 szerokości oraz 1833 mm wysokości.
Które nie ustało po zajrzeniu do wnętrza
Kabina testowanego Caddy PanAmericana prezentuje się bardzo nowocześnie i ładnie jak na samochód o użytkowym rodowodzie. Kokpit wygląda niczym żywcem wyjęty z nowego Golfa. Oczywiście tworzywa są twarde, zarówno na desce rozdzielczej jak i na drzwiach, jednak wszystko zmontowano solidnie, zaś nawet twarde plastiki są dobrej jakości i dość przyjemne w dotyku. Kabina jest wolna od trzasków (z pewnym wyjątkiem, o którym zaraz wspomnimy), z kolei panele drzwi i podłokietniki wykończono tapicerką. Wspomnieliśmy o pewnym wyjątku – otóż podczas jazdy po nierównych drogach obecny w naszym egzemplarzy stały dach panoramiczny (3840 zł) potrafił hałasować, jednak skutecznie doświetlał wnętrze.
Pod względem ergonomii obsługi było przyzwoicie, choć mamy parę zastrzeżeń. Opcjonalny cyfrowy kokpit (300 zł) składał się z dwóch dużych ekranów (12,3 oraz 10 cali), połączonych szeroką listwą w kolorze piano black, która rozciągała się aż po dotykowy panel sterowania światłami. Ciężko go było utrzymać w czystości, gdyż zbierał kurz i odciski palców, co w aucie o użytkowym charakterze może być uciążliwe. Zresztą dotykowo steruje się w tym aucie niemal wszystkimi funkcjami – jedyne fizyczne przyciski znalazły się na kierownicy i w postaci włącznika świateł awaryjnych. Sterowanie komputerem pokładowym z kierownicy jest dosyć łatwe, aczkolwiek ono również wymaga przyzwyczajenia z racji na duży stopień zróżnicowania i personalizacji ukazywanych danych.
Digitalizacja „pełną gębą”
Początkowo ogrom ekranów i paneli dotykowych może trochę przytłaczać, jednak po pewnym czasie można się do niego przyzwyczaić i okazuje się dość wygodny. Niektórych przycisków nie da się jednak zastąpić. Przykładowo obcując z systemem infotainment mieliśmy poczucie, że przydałyby się przyciski-skróty. Same multimedia z 10-calowym dotykowym ekranem były dość intuicyjne, zaś reakcja na dotyk nie dawała powodów do zastrzeżeń. Menu logicznie pogrupowano, choć parę funkcji można by było lepiej opisać lub też usytuować. Zabrakło nam natomiast funkcji pokazywania aktualnego natężenia ruchu w nawigacji. Dodamy, że mieliśmy do czynienia z droższym system „Discover Pro” za 8230 zł. Obejmował on także 6 głośników oraz 2 gniazda USB-C (podświetlane) z funkcją udostępniania Internetu oraz aplikacji. Trochę słabo, gdyż monitorowanie ruchu na żywo robi się powoli standardem nowoczesnych nawigacji.
Praktyczność (prawie) bez zastrzeżeń
Volkswagen Caddy PanAmericana nie dał natomiast prawie żadnych powodów do narzekania pod względem praktyczności. Miejsca było sporo dla pięciu osób, praktycznie w każdym kierunku. Nie zabrakło też wielu, co istotne, pojemnych schowków i półek. W drzwiach mieściło się naprawdę sporo, łącznie z 1,5-litrową butelką wody i paroma innymi rzeczami, z kolei na podszybiu znalazła się przydatna półka, gdzie można było położyć telefon, portfel czy innego tego typu rzeczy. Miała ona nawet gniazdko 12V do zasilania np. kamerki pokładowej. Opcjonalne fotele AGR (1230 zł) dla kierowcy i pasażera miały wysuwane podnóżki i okazały się bardzo wygodne (mowa tu także o sporych i miękkich zagłówkach). Plus także za regulowany w dwóch płaszczyznach podłokietnik centralny. Bardzo wygodnie rozwiązano także kwestię ładowarki indukcyjnej, którą umieszczono pod uchylaną półeczką na drobiazgi.
Należy też pochwalić łatwy dostęp do drugiego rzędu za pomocą przesuwnych drzwi z elektrycznym wspomaganiem domykania (1220 zł). Chodziły one dość lekko i ułatwiały zajmowanie miejsc, zwłaszcza na ciasnych parkingach. Kabinę ożywiała tapicerka ze wstawkami w kolorze miedzi. Dla pasażerów tylnego rzędu przewidziano osobne nawiewy klimatyzacji oraz składane stoliki. Nie było natomiast środkowego podłokietnika. Podróżujący z tyłu mogli natomiast liczyć na LED-owe lampki do czytania. Z kolei pakowanie po zmroku ułatwiało LED-owe oświetlenie przy klapie bagażnika (190 zł).
Pasażerowie z tyłu mają dwa porty USB. Stosunkowo masywny tunel centralny powoduje jednak, że korzystanie z nich przy pełnej załodze może być trochę uciążliwe. Największym minusem pozostaje oczywiście brak możliwości otwierania tylnych szyb w jakikolwiek sposób. Nie da się ich nawet uchylić. Jeśli chodzi o samą klapę, jej pionowy kształt ułatwiał pakowanie, jednak trzeba było uważać na szybę. Miała ona także elektryczne domykanie (610 zł).
Zalety kombivanów
Przestrzeń bagażowa jest bardzo ustawna i estetycznie wykończona (co akurat w przypadku samochodu o użytkowym rodowodzie niekoniecznie jest zaletą). Tylne siedzenia składa się w proporcji 40:60, choć naszym zdaniem powinny być trzy osobne siedziska, oczywiście również wyjmowane. Sam proces wyjmowania i wkładania foteli i kanapy jest dość łatwy, ale dwuosobowa kanapa może być dość ciężka dla jednej osoby – to kolejny argument, oprócz większej funkcjonalności i możliwości aranżacji kabiny, za zastosowaniem trzech osobnych foteli. Po wyjęciu siedzisk tylnego rzędu mamy wielką przestrzeń bagażową, mogącą pomieścić 2556 l bagażu. Niestety załadowanie przedmiotów o długości 2 metrów może być problematyczne, o czym przekonaliśmy się na własnej skórze. Za to rzeczy do 1,8 m długości powinny się zmieścić. Ładowność wynosi 525 kg, zaś siła uciągu 1500 tony.
Wyposażenie może zdziwić
Wyposażenie testowanego Caddy było naprawdę bogate jak na kombivana. Poza wspomnianymi opcjami mieliśmy bowiem takie udogodnienia jak aktywny tempomat ACC (kosztował 2840 zł i działał bardzo przyjemnie, choć po zmianie pasa ruchu przyspieszał z lekką zwłoką), pakiet zimowy (1750 zł) obejmujący podgrzewane przednie fotele oraz podgrzewane dysze spryskiwaczy szyby przedniej, wysuwany hak holowniczy (3470 zł), gniazdo 230 V (740 zł) czy alarm antywłamaniowy (1480 zł).
Oprócz tego mieliśmy m.in. asystenta parkowania z przednimi i tylnymi czujnikami (3140 zł), dobrej jakości kamerę cofania (1160 zł, niestety łatwo się brudziła), czujnik ciśnienia w oponach (230 zł), zestaw naprawczy (210 zł), układ Side assist z monitorowaniem martwego pola i ruchu poprzecznego z tyłu (1670 zł), centralny zamek z dostępem bezkluczykowym (1670 zł, nie zawsze działał dobrze) czy dodatkową siatkę oddzielającą przedział pasażerski od bagażowego (740 zł). Czasami „wariowały” też system awaryjnego hamowania i czujniki parkowania.
Testowanie w warunkach górskich pokazało pełnię możliwości auta
Samochód przyszło nam jednak sprawdzić w warunkach iście zimowych – spora część testu miała bowiem miejsce w górach. Na drogach i wokół nich nie brakowało śniegu oraz stromych podjazdów. W takich miejscach doskonale sprawdził się napęd 4×4, w jaki wyposażono nasz egzemplarz. ESP bardzo rzadko interweniowało, zaś samo auto zadziwiało sprawnością i przyczepnością nawet na mocno ośnieżonych drogach. W końcu nowe opony zimowe i sprawny napęd 4MOTION oparty na Haldexie robią swoje. W eksplorowaniu górskich terenów pomagały także podwyższony prześwit wersji PanAmericana oraz opcjonalne osłony silnika i skrzyni biegów z tworzywa (1180 zł). Przy porannym rozruchu auta przydawały się natomiast podgrzewana przednia szyba (810 zł) oraz ogrzewanie postojowe (5510 zł).
Pod względem komfortu jazdy Volkswagen Caddy PanAmericana przypomina trochę o swoim użytkowym rodowodzie. Owszem, precyzja układu kierowniczego i ogólny komfort jazdy są przyzwoite, jednak na dziurawych lub łatanych drogach zawieszenie pracuje głośno, zaś samochód podskakuje. Sama stabilność jest jednak wystarczająco dobra, także podczas jazdy autostradowej. Niestety aerodynamiki się nie oszuka i przy wyższych prędkościach samochód mocno wychylał się na zakrętach i nie wzbudzał zaufania. Szumy opływającego nadwozie powietrza stawały się natomiast uciążliwe.
Optymalny napęd
Pod maską testowanego Caddy PanAmericana pracowała najmocniejsza z dostępnych jednostek. Mowa tu o 2-litrowym turbodieslu rozwijającym 122 KM oraz 320 Nm. Współpracował on z 6-biegową skrzynią manualną, która przekonywała do siebie precyzją działania i dobrze leżącym w dłoni lewarkiem. Obszyto go perforowaną skórą, podobnie jak kierownicę. Niekiedy jednak sprzęgło pracowało dość twardo, zaś aluminiowe nakładki na pedały sprawiały, że stopa potrafiła ześlizgnąć się ze sprzęgła, gdy pedał był mokry np. od śniegu. Silnik ten zapewniał dobre osiągi i umiarkowane spalanie na poziomie 7 l/100 km. Podczas jazdy autostradą rosło ono do 7,5 l/100 km (efekt pudełkowatego nadwozia), zaś na drogach lokalnych spadało do okolic 6 l/100 km. Zasięg na liczącym 50 l baku wynosił około 700 km. Kultura pracy jednostki napędowej jest przyzwoita, aczkolwiek ciągle mamy świadomość, że pod maska jest diesel. Słychać to zwłaszcza na zimnym silniku oraz przy przyspieszaniu.
Volkswagen Caddy PanAmericana – wszechstronność kosztuje
Wreszcie czas na kwestię kosztów. Samochód zebrał bowiem sporo pochwał, jednak kluczowa jest kwestia finansów. Otóż bazowy Caddy PanAmericana z benzynową jednostką 1.5 TSI o mocy 114 KM, napędem na przód i skrzynią manualną kosztuje od 111 550 zł. Dopłata do 7-stopniowej przekładni DSG wynosi 9330 zł. Za 116 570 zł dostaniemy 2-litrowego turbodiesla o mocy 102 KM. Mocniejszy, 122-konny wariant kosztuje już 121 590 zł. Co ciekawe, testowany wariant z napędem 4MOTION występuje tylko w konfiguracji ze wspomnianym turbodieslem i skrzynią manualną. Taka opcja startuje z pułapu 134 570 zł i już w standardzie oferuje dość bogate wyposażenie.

Caddy PanAmericana na tle Tatr
Nasz egzemplarz z licznymi dodatkami za łączną kwotę 48 230 zł wyceniono aż na 182 800 zł. To duża suma, zwłaszcza na samochód o użytkowym rodowodzie. Z drugiej zaś strony otrzymujemy naprawdę praktyczny i wszechstronny samochód. Nie zawiedzie nas w żadnych warunkach i pozwala bez większych obaw zjechać z utwardzonych dróg. Konkurenci wersji PanAmericana nie są zbyt liczni. To m.in. Ford Tourneo Connect (de facto bliźniak opisywanego modelu), Citroën Berlingo, Peugeot Rifter czy Opel Combo, a także Renault Kangoo. Osobiście uważamy, że Caddy PanAmericana, choć jest dość drogi, stanowi atrakcyjną propozycję w segmencie. Optymalną wersją wydaje się 122-konne 2.0 TDI z napędem na przód i manualem, chyba, że częściej zjeżdżamy z utwardzonych dróg lub mieszkamy w górach, wówczas warto pokusić się o wariant 4MOTION.
Podsumowanie: Volkswagen Caddy PanAmericana 2.0 TDI 122 6MT 4MOTION
Volkswagen Caddy PanAmericana 2.0 TDI 122 4MOTION
-
Stylistyka
-
Przestronność
-
Jakość materiałów
-
Wyposażenie
-
Multimedia
-
Komfort użytkowania
-
Przyjemność z jazdy
-
Silnik i napęd
-
Skrzynia biegów
-
Ekonomia i ekologia
-
Bezpieczeństwo
-
Cena w stosunku do jakości
Podsumowanie
Volkswagen Caddy PanAmericana dał się poznać jako naprawdę wszechstronny i przyjemny w codziennym użytkowaniu samochód. Ponadto górskie, zimowe warunki, w jakich przyszło nam testować auto, pozwoliły wykazać pełnię możliwości produkowanego w Polsce kombivana. Samochód ma wiele cech osobowych modeli, w tym bogate wyposażenie czy nowoczesny design z szerokim zastosowaniem LED-ów, zaś w kabinie wyświetlaczy i dotykowych paneli. Poziom wyposażenia stanowi natomiast połączenie najlepszych cech osobówek i aut użytkowych. Z modeli o „roboczym” rodowodzie przejęto natomiast obszerną kabinę z szeregiem funkcjonalnych rozwiązań.
Do uniwersalnego charakteru pojazdu świetnie pasują także dynamiczny i oszczędny turbodiesel oraz dobrze zestrojona skrzynia manualna. Plus także za wydajny napęd 4×4. Poprawilibyśmy jednak parę aspektów praktycznych i ergonomicznych. Trochę za wysoka jest także cena pojazdu, choć spora w tym „zasługa” obszernej listy wyposażenia dodatkowego, jakie posiadał nasz egzemplarz.
Galeria: Volkswagen Caddy PanAmericana 2.0 TDI 122 6MT 4MOTION
Unikalne ujęcia zrobiliśmy dzięki uprzejmości ośrodka Rusiński Wypas w Bukowinie Tatrzańskiej.


