Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Formaty kwalifikacji w F1. Jak zmieniał się system walki o pole position?

W obecnych czasach Formuła 1 znajduje się w dobrym miejscu, jeśli chodzi o kształt kwalifikacji. Używany obecnie trójfazowy system jest bardzo przejrzysty i atrakcyjny dla widzów oglądających zmagania w telewizji. Jego zasady również są proste. Trzy sesje, gdzie na koniec dwóch z nich odpada pięciu najsłabszych kierowców, a w ostatniej najszybsza dziesiątka rywalizuje o pole position, przyjął się bardzo dobrze. Nie zawsze jednak tak było. W Formule 1 niejednokrotnie zmieniano format kwalifikacji, zwłaszcza na przełomie XX i XXI wieku. W tym artykule przyjrzymy się, jak te zmiany wyglądały.

formaty kwalifikacji w f1 historia zmian
Fot. YouTube

Formaty kwalifikacji w F1. 40 lat minęło…

Pierwszy system kwalifikacji powstał wraz z narodzinami Formuły 1, w 1950 roku. Choć trudno w to uwierzyć, jest to format, który przetrwał najdłużej ze wszystkich. Był on używany przez ponad 40 lat, aż do końca sezonu 1995. Jego zasady były bardzo proste. Podczas weekendu odbywały się dwie sesje kwalifikacyjne – pierwsza w piątek, a druga w sobotę. Nie obowiązywały żadne ograniczenia dotyczące ilości paliwa oraz używanych opon. Okrążeniem kwalifikacyjnym danego zawodnika było jego najszybsze kółko spośród obu sesji. Kierowca z najlepszym czasem zdobywał pole position, a reszta ustawiała się za nim w kolejności od najszybszego do najwolniejszego. Na przestrzeni lat do formatu tego wprowadzano drobne poprawki, jednak w praktyce przez 46 lat pozostawał on taki sam. Od tamtej pory formaty kwalifikacji w F1 stały się tytułem eksperymentów.

Choć system był używany bardzo długo, z czasem gdy Formuła 1 stawała się coraz popularniejsza i coraz częściej transmitowano ją w telewizji, zaczęto dostrzegać jego wady. Przede wszystkim, zwyczajnie nie był on atrakcyjny dla telewidzów. Dodatkowo zauważono, że jeśli piątkowa sesja odbywała się na suchym torze, a podczas sobotniej było mokro, jej rozegranie mijało się z celem. Podobnie myśleli sami kierowcy, którzy w większości… nie wyjeżdżali wtedy na tor. Włodarze Formuły 1 podjęli więc decyzję o zmianie systemu kwalifikacji. Rozpoczęła się podróż po różnych, mniej i bardziej udanych pomysłach na rozegranie czasówki.

Pierwsze zmiany

W sezonie 1996 po raz pierwszy zastosowano nowy system kwalifikacji. Włodarzom Formuły 1 zależało na stworzeniu formatu atrakcyjnego dla telewidzów. Ostatecznie postawiono na pojedynczą godzinną sesję. Na czym to polegało? Zgodnie z nazwą, kierowcy mieli do dyspozycji godzinę na przejechanie jak najlepszego kółka. Aby nieco utrudnić im zadanie i urozmaicić nowo wprowadzony format, nałożono limit 12 okrążeń na zawodnika – wliczając w to okrążenia wjazdowe i wyjazdowe. Z reguły wystarczyło to na przejechanie około 4 pomiarowych kółek. Narzucony nie był jednak czas wyjazdu na tor – to od zespołu zależało, kiedy jego kierowcy pojadą walczyć o czasy. Ostatecznie, okazało się to największą wadą tego formatu.

Tak jak wcześniej wspominałem, celem zmiany systemu kwalifikacji było zainteresowanie większej liczby widzów przed telewizorami. W praktyce, efekt był… zupełnie odwrotny. Szybko okazało się, że najlepsze warunki do walki o pole position są pod koniec sesji, gdy tor jest odpowiednio nagumowany. Czołowe zespoły czekały więc z wypuszczeniem swoich kierowców do ostatnich minut. W pozostałym czasie, najbardziej wytrwali fani oglądali jeżdżących w kółko kierowców takich zespołów jak Minardi czy Arrows lub co gorsza… pusty tor. Zdecydowana większość widzów włączała telewizory dopiero na samą końcówkę, gdy do akcji wkraczali najlepsi kierowcy. Pomimo tej, bądź co bądź, sporej wady, system godzinnych kwalifikacji przetrwał w F1 6 sezonów. Zrezygnowano z niego pod koniec 2002 roku.

ZOBACZ TAKŻE
Zbyt wolni, aby móc się ścigać – kiedy reguła 107% utrudniała życie

Formaty kwalifikacji w F1. Burzliwe lata 2003-2005

Po rezygnacji z systemu godzinnych kwalifikacji, włodarze Formuły 1 musieli wymyśleć format, który zapobiegnie wadom swojego poprzednika. Jako że jego największym mankamentem była pustka na torze przez większość sesji, postanowiono zrobić coś, co było tego zupełnym przeciwieństwem. Wprowadzono więc kwalifikacje jednookrążeniowe. Jak sama nazwa wskazuje, każdy z kierowców miał do dyspozycji zaledwie jedno okrążenie pomiarowe na ustanowienie jak najlepszego czasu. Jednakże, podczas tej próby, nikt nie mógł mu przeszkodzić. Kierowcy wyjeżdżali bowiem na tor… pojedynczo. W trakcie weekendu odbywały się dwie sesje. Podczas pierwszej, rozgrywanej w piątek, kierowcy wyjeżdżali na tor zgodnie z kolejnością klasyfikacji generalnej (lider jako ostatni). Wyniki piątkowej czasówki stanowiły o kolejności, z jaką zawodnicy wyjeżdżali do głównej czasówki, odbywającej się w sobotę. Kierowca, który był najszybszy w sobotniej sesji, zgarniał pole position.

 

Choć ów format wydawał się ciekawym rozwiązaniem – w końcu, kierowcy byli pod wielką presją, aby złożyć bezbłędne kółko za pierwszym podejściem – posiadał on jednak wady. Nie był on sprawiedliwy. Niemalże w każdy weekend któryś z kierowców był poszkodowany przez kolejność wyjeżdżania na tor, czy zmieniające się warunki. Włodarze F1 uznali jednak, że system zdał egzamin i utrzymał się w sporcie do końca sezonu 2005. Zastosowano jednak pewne małe zmiany.

2004-2005: Na moment kwalifikacje przestały być poważne?

W sezonie 2004 zrezygnowano z piątkowych sesji i uznano, że obie czasówki powinny odbywać się tego samego dnia, czyli w sobotę. Zmieniły się także zasady dotyczące kolejności wyjazdu na tor. Do pierwszej z sesji wyjeżdżano zgodnie z… wynikami poprzedniego wyścigu. Zmiany te nie wyszły jednak na dobre. Nie tylko nie zamaskowały wspomnianych wcześniej wad tego formatu, ale także sprawiły, że łatwo można było manipulować wynikami kwalifikacji. Przykładowo, Michael Schumacher podczas Grand Prix Wielkiej Brytanii. Zgodnie z prognozami pogody warunki pod koniec drugiej, decydującej sesji, miały się znacząco pogorszyć. Dlatego też Niemiec specjalnie uzyskał słaby czas podczas wcześniejszej czasówki, aby do tej drugiej startować szybciej, jeszcze w dobrych warunkach.

 

Jeszcze inny format zastosowano w sezonie 2005. Obowiązywało wtedy… dodawanie czasów. W trakcie weekendu odbywały się, jak zwykle, dwie sesje. Podczas piątkowej części kierowcy jeździli z małą ilością paliwa w baku, z kolei w sobotę rano – z taką, z jaką chcieli zacząć wyścig. Ostateczny wynik kierowcy to suma jego najlepszych czasów z obu sesji. Format ten jednak nie przetrwał zbyt długo. Powodował on niemałe „anomalie” w wynikach, jak na przykład podczas Grand Prix Australii. Giancarlo Fisichella uzyskał wtedy pole position z przewagą… ok. 3 sekund nad Jarno Trullim.

Na dodatek, co ważniejsze, kształt kwalifikacji spotkał się z bardzo małym zainteresowaniem ze strony telewidzów. Z tego powodu zrezygnowano z niego już po 6 wyścigach i powrócono do formatu jednego okrążenia. Pod koniec bieżącego sezonu całkowicie zrezygnowano z używania tego formatu.

 

Formaty kwalifikacji w F1. Kształtowanie się tego, co mamy teraz

Używany obecnie system kwalifikacji pojawił się w F1 po raz pierwszy w sezonie 2006. Zasady były identyczne – trzy części czasówki, na koniec dwóch pierwszych odpada 5 najgorszych zawodników, a w ostatniej najszybsza dziesiątka rywalizuje o pole position. Choć obecnie system spisuje się bardzo dobrze, w tamtym czasie miał jedną, poważną wadę – problem z ilością paliwa.

Jeszcze na początku XXI wieku wciąż dozwolone było tankowanie bolidów w trakcie wyścigów. Wraz z pojawieniem się nowego formatu kwalifikacji do życia wszedł także nowy przepis. Chodziło w nim o to, że kierowcy, którzy zakwalifikują się do Q3, muszą startować do wyścigu z taką ilością paliwa, jaka zostanie im po ostatniej części czasówki. Właśnie to stanowiło największy problem. Zespoły przed odjechaniem Q3 ponownie tankowały swoje bolidy. Przez ten zabieg znaczna część najważniejszej sesji ubiegała na powolnym nabijaniu okrążeń, w celu spalenia nadmiaru paliwa. Dopiero pod koniec kwalifikacji, gdy w baku znajdowała się odpowiednia ilość benzyny, kierowcy rozpoczynali walkę o czasy.

Wspomniane podejście spotykało się z krytyką ze strony fanów, dlatego aby uatrakcyjnić format, w sezonie 2008 zakazano procesu spalania paliwa. Zespoły mogły więc tankować bolidy tylko raz – przed rozpoczęciem czasówki. Chociaż rozwiązanie to rzeczywiście sprawiło, że kwalifikacje stały się ciekawsze, głosy krytyki wciąż nie milkły. Uważano, że w tym momencie walka o pole position przestała mieć znaczenie, a ważne było to, kto oszczędzi najwięcej paliwa. Problem rozwiązano dopiero przed sezonem 2010, kiedy całkowicie zrezygnowano z tankowania podczas wyścigów. Od tamtej pory format Q1-Q2-Q3 jest używany w Formule 1 do dziś.

Ostatnia próba zmian

Chociaż od 2010 roku powyższy format działał bez większych zarzutów, Formuła 1 nie byłaby sobą, gdyby nie próbowano wprowadzić do niego poprawek. W taki sposób narodził się pomysł wprowadzenia do kwalifikacji systemu eliminacji zawodników. Po upłynięciu pierwszych 7 minut sesji Q1 zawodnik z najgorszym czasem całkowicie odpadał z rywalizacji. Następnie, co 90 sekund, eliminowany był kolejny kierowca. Pomysł ten powołano do życia w sezonie 2016, argumentując go urozmaiceniem kwalifikacji oraz większą liczbą samochodów na torze. System był jednak bardzo wadliwy. Nie tylko spowodował zupełnie odwrotny efekt od oczekiwanego, ale wprowadził mnóstwo chaosu i zamieszania.

ZOBACZ TAKŻE
GP Australii. Historia absurdalnych kwalifikacji eliminacyjnych z 2016 roku


 

Nie obyło się również bez kontrowersji. W Q1 podczas kwalifikacji do GP Australii odpadł chociażby Daniiłł Kwiat z Red Bulla, czy Esteban Gutierrez z Haasa. Meksykanin przejechał bardzo dobre okrążenie, dające mu czwarte miejsce. Nie zostało ono jednak zaliczone, ponieważ przekroczył on linię mety już po upłynięciu 90 sekund. Na nowy format spadła ogromna fala krytyki. Przeciwnikami byli nie tylko fani, ale przede wszystkim zespoły i kierowcy. Ostatecznie, kwalifikacje w stylu wyścigu z czasem rozegrano jeszcze tylko raz – w trakcie weekendu w Bahrajnie. Pod wpływem ogromnego niezadowolenia FIA wycofała się z tego pomysłu i na szczęście nigdy do niego nie wróciła. O szczegółach tego kontrowersyjnego pomysłu opowiadaliśmy wam już w jednym z artykułów na motohigh.pl. To by było na tyle jeśli chodzi o „Formaty kwalifikacji w F1”.

4.7/5 (liczba głosów: 12)
\
Reklama