Czego szukasz?

Formuła 1

GP Monako 2022: Przewodnik kibica przed weekendem

Od lat Monako jest torem dwóch skrajności. Z jednej strony jest to najbardziej kultowy obiekt w kalendarzu F1, z drugiej – najbardziej niepasujący do współczesnej królowej motorsportu. A mimo to w krętych i wąskich uliczkach Księstwa, ciągle jest coś magicznego, co przyciąga miliony fanów przed telewizory… i w sumie nie ma się co dziwić patrząc na tor, który jak żaden inny nie wybacza nawet najmniejszego błędu.

verstappen monaco 2021
Fot. Red Bull Content Pool

Wieloletnia tradycja GP Monako

Toru w Monako nie trzeba nikomu specjalnie przedstawiać. Każdy fan F1 doskonale zna ten obiekt i nie przechodzi obojętnie wobec nazw: Sainte Devote, Tabac, czy La Rascasse. Nie jest to dziełem przypadku, ponieważ GP Monako po raz pierwszy pojawiło się w kalendarzu F1 już w jej pierwszym sezonie – w 1950 roku. Inauguracyjny wyścig wygrał Juan Manuel Fangio, dla którego było to pierwsze zwycięstwo w królowej motorsportu.

Kierowcy wrócili na ulice Księstwa pięć lat później i ścigali się na nich nieprzerwanie, aż do 202o roku, gdy z oczywistych przyczyn wyścig odwołano.

Monako powróciło do kalendarza F1 w 2021 roku i zapisało się w historii królowej motorsportu. Choć nie w sposób, jakiego oczekiwaliby kibice, ponieważ był to wyścig bez ani jednego udanego manewru wyprzedzania. Tym samym GP Monako 2021 dołączyło do grona zaledwie trzech innych wyścigów z historii F1 (GP Monako 2003, GP USA 2005 i GP Europy 2009), w których żadnemu z kierowców nie udało się wyprzedzić rywala na torze.

Circuit de Monaco: Bez miejsca na najmniejszy błąd

Kultowość toru w Monako wynika z jego znanej na cały świat charakterystyki. Na liczącej zaledwie 3,337 km długości (najmniej w kalendarzu) i wiodącej przez wąskie uliczki Monte Carlo nitce, po prostu nie ma miejsca na najmniejszy błąd. Każdy moment zawahania kierowcy grozi bowiem uderzeniem w bandę i roztrzaskaniem bolidu. W tym roku problem ten może być jeszcze bardziej widoczny. Wraz ze zwiększeniem średnicy felg i obligatoryjnym montażem dodatkowych owiewek nad przednimi kołami, kierowcy narzekają na ograniczoną widoczność z kokpitu. To jeszcze bardziej utrudni precyzyjne przejazdy po torze.

ZOBACZ TAKŻE
GP Monako 1975, czyli jak musiano naprawić wizerunek F1

Przy całym uwielbieniu do obiektu w Księstwie, trzeba jednak stwierdzić, że sam wyścig rzadko kiedy porywa. Głównym powodem takiego stanu rzeczy są same bolidy F1, które są nieproporcjonalnie wielkie w porównaniu do ciasnych ulic Monako. Dodatkowo, tor ten zalicza się do najbardziej krętych i najwolniejszych w sezonie. Kierowcy nie przekraczają bowiem na nim bariery 290 km/h.

Niejednokrotnie prowadziło to do kuriozalnych sytuacji, takich jak wygrana Daniela Ricciardo w sezonie 2018. Australijczyk wygrał GP Monako jadąc z uszkodzonym silnikiem i tracąc z tego powodu blisko 1/3 mocy. Mimo to Sebastian Vettel i Lewis Hamilton nie byli w stanie go wyprzedzić, ze względu na brak dogodnego miejsca do ataku.

W ubiegłych latach ogromnym problemem dla kierowców w Monako było również tzw. „brudne powietrze”, które uniemożliwiało zbliżenie się do rywala. Tegoroczne bolidy generują go znacznie mniej, co teoretycznie może sprawić, że zobaczymy pojedyncze próby ataku np. w Sainte Devote, albo szykanie za tunelem. Nie nastawiałbym się jednak na „fajerwerki” w tej kwestii.

Deszcz odmieni losy wyścigu?

Tor w Monako niemal nie zużywa opon, co szczególnie widać w kwalifikacjach, w których kierowcy jeżdżą „kółko za kółkiem” przez całą długość sesji. Właśnie dlatego, Pirelli co roku dostarcza na ten weekend najmiększą kombinację mieszanek. Nie inaczej będzie w najbliższy weekend, gdyż włoski producent przywiezie opony od C3 do C5.

pirelli monaco 2022

Fot. Pirelli Motorsport / Twitter

Z tego samego powodu GP Monako jest zazwyczaj wyścigiem na jeden postój. W tym roku jest jednak szansa, że zobaczymy na torze nieco więcej strategicznego szaleństwa, a wszystko za sprawą zmiennej pogody.

Piątek w Księstwie powinien upłynąć pod znakiem słońca i przyjemnych 27 °C. Z kolei w sobotę i niedzielę prognozy wskazują na przelotne deszcze i nieznaczne ochłodzenie.

O ile kwalifikacje do GP Monako powinny być ekscytujące niezależnie od pogody, tak deszcz może uratować niedzielny wyścig. Ryzyko błędu na torze w Księstwie jest ogromne, a co dopiero na mokrej nawierzchni.

Bolid Ferrari stworzony pod Monako?

W świecie F1 przyjęło się, że czasy osiągane w trzecim sektorze w Barcelonie są najlepszym wyznacznikiem formy w Monako. Jeżeli reguła ta ponownie się sprawdzi w najbliższym wyścigu to zdecydowanym faworytem powinno być Ferrari.

Scuderia już w trakcie zimowych testów imponowała prędkością i wyśmienitym balansem w wolnych zakrętach. Po sześciu wyścigach sezonu nic się w tej kwestii nie zmieniło i w wolnych łukach, bolid F1-75 ma komfortową przewagę nad wszystkimi rywalami. Czy to oznacza, że zespół z Maranello stoi przed łatwą wygraną? I tak, i nie. Wszystko za sprawą „klątwy Monako” jaka ciąży nad Charlesem Leclerkiem.

ZOBACZ TAKŻE
Niemoc czy klątwa? Co stoi za fatalną dyspozycją Leclerca w Monako?
 

Pisząc już jednak całkowicie poważnie, faktem jest, że Monakijczyk nie ukończył żadnego swojego domowego wyścigu. I to zarówno w F1, jak i F2. Leclerc jest więc pod ogromną presją, gdyż tegoroczny bolid wydaje się być wręcz stworzony na najbliższy wyścig.

Oczywiście z walki o zwycięstwo nie można wykluczyć również Maxa Verstappena. Aktualny mistrz świata jest w formie życia i wygrał wszystkie wyścigi, w których dojechał do mety w tym sezonie. Bez wątpienia, w kwalifikacjach Holender będzie w stanie wyciągnąć „z rękawa” tą jedną, czy dwie dziesiąte sekundy, które mogą zadecydować o pole position. A od niego do zwycięstwa w Monako naprawdę niedaleka droga.

Mercedes straci na potencjale w Monako?

W odwrotnej sytuacji do Ferrari zdaje się być Mercedes. Choć zdaje się, że zespół z Brackley zrozumiał już swoją tegoroczną konstrukcję, a poprawki przywiezione do Barcelony zdały egzamin to bolączką „Srebrnych Strzał” nadal są wolne zakręty. Bolidowi W13 brakuje stabilności na tle rywali w tego typu łukach, co można było zauważyć we wspomnianym wcześniej, trzecim sektorze Circuit de Barcelona-Catalunya.

ZOBACZ TAKŻE
Lewis Hamilton - wielki junior McLarena | Droga do F1

Niewykluczone więc, że GP Monako będzie ostatnim wyścigiem, w którym Mercedes nie będzie się liczył w walce o wygraną. Najbliższe weekendy będą się rozgrywać na torach stosunkowo szybkich, gdzie prędkości maksymalne będą odgrywały kluczową rolę. A te po wyeliminowaniu problemów z porpoisingiem stały się mocną stroną Mercedesa.

Alfa Romeo przed ogromną szansą

Z kolei Alfa Romeo ma wszelkie warunki do tego by przy sprzyjających okolicznościach stać się sensacją GP Monako. Wprowadzone w Hiszpanii poprawki w pewnych aspektach wysforowały zespół z Hinwil na pozycję lidera środka stawki. No przynajmniej jeżeli chodzi o Valtteriego Bottasa, który w Alfie Romeo zdaje się przeżywać drugą młodość. Co więcej podczas GP Hiszpanii, w wolnych zakrętach Fin radził sobie wcale nie gorzej niż kierowcy Red Bulla.

Czy zatem możemy się spodziewać kolejnego solidnego weekendu w wykonaniu Bottasa? A może ma on nawet potencjał na niespodziewane podium? W tym momencie nie sposób odpowiedzieć, ale z pewnością Alfa Romeo może być jednym z czarnych koni GP Monako.

Gdzie oglądać GP Monako? Harmonogram weekendu

Tegoroczne GP Monako zrywa z tradycją czwartkowych treningów w Księstwie. Od tego roku, Monako nie będzie wyjątkiem pod tym względem i sesje treningowe odbędą się w piątek.

Pełny harmonogram i inne ważne informacje dotyczące transmisji GP Monako znajdziecie w naszym osobnym materiale – plan transmisji GP Monako 2022.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Reklama
Reklama