Czego szukasz?

Załóż konto w Betfan!

Formuła E

Sojusz indyjsko-niemiecki. Mahindra i ABT z nowym partnerstwem

Zespół ABT, powracający za rok do rywalizacji w elektrycznej serii, zawarł nowe porozumienie. Jednostki napędowe dostarczy im Mahindra, a dla obu ekip współpraca ta to coś więcej, niż jedynie przekazywanie sobie informacji o osiągach elektrycznego motoru. Tym bardziej, że Hindusi muszą dokonać reorientacji własnych priorytetów, by ponownie liczyć się w walce o wielkie laury.

ABT Mahindra
Fot. ABT Motorsport / Twitter

W Formule E głębokie powiązania pomiędzy zespołami nie są niczym nowym. Dziś, w erze pełnego profesjonalizmu i ekip znających serię od podszewki, potrzeba szeroko zakrojonej współpracy paradoksalnie wcale nie maleje – rośnie, potęgowana coraz większymi wymaganiami serii certyfikowanej przez FIA jako mistrzostwa świata. A gdy już za rok możliwości pod pewnymi aspektami wyrówna zostanie pierwszy w historii limit budżetowy, popyt na efektywność może wyłącznie poszybować w górę. Dotyczy to zwłaszcza zespołów końca stawki.

Nietrudno się zatem dziwić, że systematycznie ogłaszane są kolejne partnerstwa i przemiany w środku jednych z bardziej konkurencyjnych wyścigowych zawodów świata. W przyszłym roku, pośród wchodzącej do gry trzeciej generacji, Venturi zamieni się w Maserati, a Mercedes-EQ w McLarena. Czerwona latarnia – Penske – połączy tymczasem siły z DS, opuszczającym Techeetah. Tuż przed E-Prix Londynu ogłoszono powstanie kolejnej więzi między innym maruderem, Mahindrą, a powracającą stajnią ABT.

Wiele zadań przed ABT

Potwierdziły się tym samym pogłoski krążące po padoku elektrycznych zawodów już od dobrych kilku miesięcy. Dilbagh Gill, dyrektor zarządzający indyjsko-brytyjskiej ekipy oraz jego niemiecki odpowiednik Thomas Biermaier ogłosili umowę przewidującą czteroletnią (a zatem obejmującą całą trzecią generację) współpracę w zakresie rozwoju napędu produkcji Mahindry i dostarczania go do zespołu z Kempten.

ZOBACZ TAKŻE
Pascal Wehrlein testował bolid Gen3. Porsche pokazało zdjęcia

Dla ABT nawiązanie porozumienia to finalny krok na drodze do pełnoprawnego powrotu do rywalizacji. Inżynierowie już teraz prężnie eksplorują zagadnienia ustawień bolidów i oprogramowania. W zakresie symulacji korzystają z aparatury Mahindry, bowiem ich własny symulator ma zostać ukończony za kilka miesięcy. Oddelegowana ekipa bierze też udział w prywatnych testach organizowanych przez zespół z siedzibą w Banbury.

Skonfigurowane przez Mahindrę samochody stajnia otrzyma w październiku – od tegoż momentu Niemcy poświęcą dwa miesiące na wytężone prace inżynieryjne. Po prywatnych sesjach rozgrzewkowych pojawią się w Walencji, gdzie w otoczeniu grudniowej aury odbędą się oficjalne testy z ramienia serii. Będzie to ich ostatnia okazja do wprowadzenia gruntownych zmian. Sezon, o ile utrzymają się terminy prowizorycznego kalendarza, rozpocznie się 14 stycznia w Meksyku.

Alexander Sims

Indyjska stajnia już od narodzin w Formule E może pochwalić się zerowym śladem węglowym | Fot. Mahindra Racing / Twitter

ABT rezultatów współdziałania z Mahindrą nie może się doczekać. – Czekamy z niecierpliwością na nowe połączenie między Allgäu [to region Niemiec i jednocześnie inna nazwa Kempten – przyp. red.] a Indiami. Jesteśmy wdzięczni, iż Mahindra Racing i ich partnerzy wspierają nas w powrocie do Formuły E – mówił Biermaier. – Nasze dwie ekipy mają długą wspólną historię: obie marki zakładały Formułę E niecałą dekadę temu, toczyły wiele wspaniałych bitew i kolektywnie kierowały rozwojem serii poza torem. Teraz kontynuujemy naszą podróż w obszarze intensywnej współpracy technicznej.

Mahindra przed wyborem

Zatrudniający Olivera Rowlanda i Alexandra Simsa zespół to bez wątpienia partner odpowiedni, mimo najróżniejszych problemów trapiących ich tegoroczny samochód. Jak słusznie spostrzegł Biermaier, stajnia z hinduską licencją startuje w FE od jej zarania, łącząc kompetencje techniczne z doświadczeniem i umiejętnością wyszukiwania wielkich talentów, m.in. Felixa Rosenqvista czy Nicka Heidfelda. Rodak szefa ABT wciąż piastuje w niej funkcję rezerwowego.

Niebawem w ich ręce może wpaść inna gwiazda. Lucas di Grassi, choć nieźle punktuje w barwach Venturi, jest coraz bliżej opuszczenia monakijskiej stajni. Patrząc na sytuację kontraktową, mogłoby się wydawać, że Brazylijczyk ma mnóstwo potencjalnych foteli do wyboru. Jednakże już ogłoszone umowy to jedno, a sfinalizowane rozmowy, czekające na sygnowanie papierów, to drugie.

Mahindra Racing

Mahindra swoje jednostki napędowe rozwija przez partnerstwo z niemiecką marką ZF. Co ciekawe, założył ją sam Ferdinand von Zeppelin, słynny konstruktor sterowców | Fot. Harshvendra Soin / Twitter

Na podobnych warunkach do porozumienia miiał już dojść m.in. Stoffel Vandoorne (DS Penske). Coraz głośniej mówi się, że w Nissanie pozostanie Maximilian Günther, a na rynku znajdzie się też prawdopodobnie Sérgio Sette Camara, który ma prawo oczekiwać lepszego stanowiska niż kolejna czerwona latarnia. Blisko McLarena wydaje się być z kolei René Rast, weteran DTM. Niemiec pożegnał się z FE przed tym sezonem, z uwagi na kolizję programów, ale nie wyklucza powrotu.

Di Grassi z kolei ma znaleźć sobie miejsce w Mahindrze, z której po sezonie odejdzie Alexander Sims. Jeśli komuś wydaje się, że to karkołomny manewr, należy pamiętać, że w FE stawka miesza się rokrocznie. Samochody Gen3 otworzą też nowe możliwości, i to nie tylko przed inżynierami. Drugą stroną zrewolucjonizowanych bolidów są kierowcy i ich zdolności adaptacyjne. W zakresie tychże cenionemu za zaciekłość i werwę di Grassiemu niewielu może dorównać.

Brazylijczyk bez wątpienia pomógłby dodatkowo w scementowaniu relacji Mahindry z ABT – stajnią, w której spędził siedem sezonów. Świadomość współdziałania ze świetnie sobie znaną ekipą powinna zadziałać jako negocjacyjny atut Dilbagha Gilla, o ile do transferu istotnie dojdzie.

Mahindra: Nowa era nadchodzi

Mahindra ma przed sobą nowe wyzwanie, do którego stara się rzetelnie przygotować. Pomysł współpracy nie jest novum – rozmowy wstępne z niemieckimi decydentami podjęto już w zeszłym roku, a umowa zaczęła nabierać ostatecznego kształtu kiedy ABT otrzymało licencję od władz mistrzostw. Jak podaje The Race, obie strony uzgodniły szczegóły jeszcze przed kwietniowym E-Prix Rzymu.

Przygotowanie jednak nie oznacza, że plany łatwo będzie wcielić w życie. Mahindrę czeka sporo pracy, ale Dilbagh Gill widzi mnóstwo korzyści, które dystansują wszelkie koszty. Dostarczanie jednostek napędowych to tylko składowa porozumienia. Hindusi chcą czerpać z wiedzy niemieckiej stajni, przyjmując inną perspektywę na starty w elektrycznej serii.

ZOBACZ TAKŻE
Team ABT powraca do Formuły E

Kiedy spojrzeliśmy na tę sprawę, zauważyliśmy, że nie mamy możliwości bycia producentem, bo wewnętrznie nie jesteśmy na to przygotowani. Zbyt duża skala [operacji] – opowiadał Gill. – Ale patrząc na nasze występy w ostatnim roku czy dwóch, poczuliśmy też, że jako zespół wkraczamy w pewną rutynę.

Rutyna w tak dynamicznych mistrzostwach bywa przydatna, ale powinno się nią ostrożnie zarządzać. Mahindrę cechowały w przeszłości zmiany partnerów operacyjnych (np. z Carlina na Campos), co objawiało się brakiem systematyczności. – Spisujemy się poniżej oczekiwań z naszym pakietem – opowiadał Gill. – Myślę, że jest lepszy niż nasze osiągi, ale jesteśmy po prostu niekonsekwentni. […] Powiedzieliśmy sobie: <<może to czas zacząć pracować z kimś innym, kto ma doświadczenie […]>>.

Wiedza ABT może stanowić remedium na tę piętę achillesową – pokazać zespołowi ścieżki, których do tej pory nie próbowano zbadać. Wyrwać zespół inżynierów z pętli konwencjonalnych metod radzenia sobie z problemami. Nastawić stajnię na inne tory.

Tylko ABT

A tych Dilbagh Gill potrzebuje. O kłopotach zespołu z ich maszyną – M8Electro – obrazowo wypowiadał się Alexander Sims. Brytyjczyk kilkukrotnie zaskoczył wynikami (zajął czwarte miejsce w Nowym Jorku), ale na przestrzeni całego sezonu spisywał się poniżej oczekiwań. Od początku był świadom, iż poziom zrozumienia pakietu daleki jest od ideału.

Czułem się dobrze w samochodzie [podczas E-Prix w Berlinie – przyp. red.], ale nie mogliśmy zrozumieć, dlaczego. To mój największy problem; nie wiem, co mogę osiągnąć z bolidem, gdyż nawet kiedy jesteśmy szybcy, nie widzimy dużej różnicy w danych – tłumaczył jeden z powodów swej rezygnacji z partycypacji w mistrzostwach w sezonie 9.

Oliver Rowland (testujący już pakiet Gen3 na obiekcie Mallory Park), partner Simsa, nie wypowiadał się w tak pesymistycznym tonie, niemniej jasne jest, że Mahindra musi podjąć kroki celem eliminacji problemów, które na dłuższą metę hamują ich rozwój. Gdy nie wiadomo, dokąd pójść, wprowadzenie jakichkolwiek poprawek staje się ryzykowne. Gill zrozumiał to doskonale.

Dilbagh Gill

Mahindra wespół z Porsche, Nissanem i Jaguarem stworzy za rok kwartet ekip dostarczających jednostki napędowe zespołom klienckim. Porsche napędzać będzie maszyny Andretti, Nissan – McLarena, a Jaguar – Envision | Fot. Dilbagh Gill / Twitter

– Patrzyliśmy na opcje, rozmawialiśmy z jedną-dwiema firmami. Potem ABT wróciło i podjęcie decyzji to była pestka. Znamy tych chłopaków od pierwszego dnia mistrzostw. Znamy ich system wartości, znamy ludzi, którzy podejmują decyzje i mamy z nimi serdeczne relacje. 

Gill ma klarowny cel, nie interesuje go rozszerzanie partnerstwa poza wyścigi. – [Chcemy] nauczyć się części najlepszych schematów, jakie wypracowało ABT […] Spróbujemy też zbierać razem zasoby, gdyż współpraca w zakresie testów będzie znacznie silniejsza, niż zazwyczaj. […] Zamierzamy robić wszystko wspólnie, by nabywana wiedza pozostała w obrębie naszych firm. Jeśli dzięki niej uda się wejść z przytupem w nowy okres homologacji, uśmiech zagości na twarzach obu szefów nie tylko na obowiązkowym zdjęciach.

Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Reklama