Wiadro zimnej wody na Spa-Francorchamps
Właśnie w Belgii Formuła 1 wróciła po wakacyjnej przerwie. Wówczas Verstappen odskoczył Leclercowi na około 90 punktów. GP Belgii miało być tym, które zmieni tę postać rzeczy. Mówiło się o mocnym Ferrari będącym w stanie wreszcie nawiązać walkę z Red Bullem. Zarówno Holender jak i Monakijczyk startowali z końca stawki ze względu na kary związane z wymianą silnika. Verstappen ruszał z 14. pola, Leclerc był tuż za nim. Dla obu kierowców wyścig ułożył się jednak diametralnie inaczej.
Red Bull zdeklasował Ferrari wydajnością jednostki napędowej i udowodnił, że to właśnie oni zasługują na tegoroczne mistrzostwo. W tym czasie włoska ekipa musiała wyciągać folię, która utknęła w bolidzie Monakijczyka. Ferrari fatalnie wyliczyło również przewagę nad Fernando Alonso co poskutkowało utratą pozycji. Na domiar złego Charles Leclerc otrzymał karę za przekroczenie prędkości w pit lane. Oto wypowiedź kierowcy na temat osiągów Red Bulla w tamten weekend.
– Zobaczyliśmy tę lukę w wynikach między nami a Red Bullem na Spa, przepaść, której wcześniej nie widzieliśmy w pierwszej części roku, więc wiedziałem, że [zdobycie tytułu – przyp. red.] będzie bardzo trudne. […] Red Bull poczynił w tym roku większe kroki niż my i dlatego są teraz silniejsi – powiedział kierowca Scuderii dla RacingNews365.com.
Leclerc nie dawał sobie nawet cienia nadziei?
Po tegorocznym GP Belgii stało się jasne, że to raczej zespół z Milton Keynes będzie przewodził stawce przez resztę sezonu. Nadszedł, więc w końcu moment, w którym nawet sam Charles Leclerc musiał zdać sobie sprawę z tego, że o mistrzostwo będzie bardzo trudno. – Wróciliśmy tuż po wakacyjnej przerwie i wtedy oczywiście wraca się myślami do pierwszej części roku, ale ja nadal wierzyłem w tytuł! […] Po Grand Prix Belgii zdałem sobie sprawę, że nie wygram mistrzostw świata – dodał 25-latek.
Widać, że nawet sam Leclerc, mimo pozytywnego nastawienia przed wyścigiem na Spa-Francorchamps, stracił już wiarę w zdobycie tytułu. Niestety, w sezonie 2022 jest nam na razie dane oglądać dwie równoległe walki. Pierwsza to walka Maxa Verstappena z rekordami. Druga to batalia, którą Charles Leclerc toczy z własnym zespołem. Stawką żadnej z nich nie jest mistrzostwo świata, a to wszystko przez liczne błędy strategiczne garażu Ferrari. Garażu, który może i momentami dysponował najszybszym samochodem, ale w żaden sposób nie potrafił tego wykorzystać.