Czego szukasz?

Formuła 1

Dlaczego Ricciardo nie znajdzie zespołu na sezon 2024? | Felieton

Daniel Ricciardo wykreował sobie plan, który zakłada jego powrót do Formuły 1 w 2024 roku po rocznej przerwie od ścigania. Australijczyk wydaje się pewny tego, że w odróżnieniu od obecnej sytuacji, wtedy bez problemu znajdzie wartościowy fotel. Rzeczywistość może być jednak bardzo bolesna.

Daniel Ricciardo suzuka 2022
Fot. McLaren Media Center

Niewykorzystane okazje

Od czasu odejścia z Red Bulla kariera Daniela Ricciardo stała się powolnym upadkiem, z może pięcioma przebłyskami geniuszu i kilkoma naprawdę dobrymi wyścigami. To mało pozytywny obrazek, który tworzy się na przestrzeni aż czterech sezonów. Dwa ostatnie stanowiły męczarnie w bolidzie McLarena, ukrócone ostatecznie przez Zaka Browna. Przez pewien czas Ricciardo był przekonany, że znajdzie sobie dobrego pracodawcę. To dlatego, że Alpine potrzebowało załatać dziurę po Fernando Alonso i zawirowaniach z Oscarem Piastrim. 

ZOBACZ TAKŻE
Palou i O'Ward pojadą w treningach dla McLarena

Australijczyk myślał jednak wcześniej też, że zostanie w McLarenie na sezon 2023. W krótkim czasie pomylił się więc dwukrotnie, ponieważ najbliżsi rywale ekipy Zaka Browna entuzjastycznie postawili na usługi Pierre’a Gasly’ego. Realistycznymi opcjami pozostali więc Haas i Williams. Opiniotwórcy zgodnie stwierdzili, że 33-latek powinien przestać się oglądać na pieniądze. W tym samym momencie pójść do Guenthera Steinera i wybłagać fotel za maksymalnie 5 milionów dolarów na sezon.

Byłaby to opcja idealna, ponieważ „Honey Badger” mógłby się zresetować w zespole, który jest na wznoszącej, ale ma zdecydowanie mniejsze oczekiwania względem tego, co spadło na niego w McLarenie. Ricciardo jest najbardziej amerykańskim kierowcą w stawce i bez wątpienia wypromowałby Haasa, przyciągając tym samym sponsorów z USA. Ponadto patrząc na to, że obecnie o fotel walczą Schumacher i Hulkenberg, można wywnioskować, że Steiner i przede wszystkim Gene Haas nie mają wysokich oczekiwań i Danny Ric byłby wzięty bez zastanowienia.

Ricciardo jako dwunasty zawodnik

Możemy się zakładać o wszystkie pieniądze, że sympatyczny Australijczyk dostał ofertę, od któregoś z dwóch najważniejszych pracowników ekipy Haas. Najwyraźniej jednak musiał ją odrzucić, prawdopodobnie właśnie ze względu na pieniądze, czyli perspektywę zbyt małego zarobku. 33-latek w międzyczasie zdążył ułożyć dwuletni plan powrotu do Formuły 1, który zakłada, że przesiedzi on sezon 2023 na ławce rezerwowych i w stylu Alexa Albona trafi z powrotem do najlepszej dwudziestki.

Fot. McLaren Media Center / Powrót Alexa Albona (z tyłu) do F1 może stanowić swego rodzaju inspirację dla Daniela Ricciardo.

Jest to bardzo śmiały pomysł. Na pierwszy rzut oka może on wypalić i dać mu upragnione miejsce w którymś z zespołów. Tego zdania jest sam zainteresowany, który ewidentnie wierzy w powodzenie swojej koncepcji. Może to być jego trzecia błędna wizja w niedługim odstępie czasu. Dogłębna analiza wskazuje bowiem na to, że znalezienie przez niego miejsca w stawce na sezon 2024 może być jeszcze trudniejsze, niż gdyby zdecydował się on za wszelką cenę zostać w stawce na najbliższą kampanię.

Na zmianę decyzji jest już za późno. Kierowca McLarena powiedział przy okazji GP Japonii, że to właśnie taka przyszłość go czeka. Niestety naszym zdaniem w ten sposób pogrzebał on swoją karierę i GP Abu Zabi 2022 będzie jego ostatnim wyścigiem w Formule 1. W tym celu postanowiliśmy przejść się z Ricciardo od drzwi do drzwi każdego z zespołów w stawce i pokazać, że żaden z nich nie będzie mu w stanie zaoferować nic więcej, niż obecnie.

Jeśli teraz nie, to dlaczego w 2024 roku już tak?

Temat ten możemy zaatakować tak naprawdę z każdej strony. Najlepiej zrobić to, zaczynając od zespołów, które w 2024 r. odrzucą Daniela Ricciardo, dlatego że on odrzucił je teraz. Mowa oczywiście o Haasie, Williamsie i jeszcze o dziwo AlphaTauri. Jeśli Haas będzie potrzebować wymienić Kevina Magnussena lub Micka Schumachera/Nico Hulkenberga to na pewno nie na kogoś, kto będzie oczekiwać tyle, co Daniel Ricciardo. Trudno bowiem wyobrazić sobie, że Australijczyk zejdzie ze swoich wymogów finansowych, jeśli nie zrobił tego teraz.

ZOBACZ TAKŻE
Schumacher o kraksie. "Kilka metrów dalej, by mnie tylko obróciło"

Identycznie sytuacja wygląda w przypadku Williamsa. Jost Capito najprawdopodobniej da szansę Loganowi Sargeantowi, który jako debiutant w F2 robi naprawdę genialną robotę. Amerykanin przyciągnie sponsorów zza oceanu i wielce prawdopodobne, że utworzy zgrany duet z Alexem Albonem, który szybko wyrósł na lidera ekipy. Wepchnięcie Daniela Ricciardo do tego zespołu, zwłaszcza z ławki rezerwowych, to fikcja literacka.

Najbardziej absurdalna wydaje się jednak wizja AlphaTauri, czyli tak naprawdę powrót na stare śmieci dla 33-latka. Ricciardo nie wróci do rodziny Red Bulla, którą porzucił na korzyść nowych wyzwań kilka lat wstecz. Zwłaszcza że nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie go w juniorskiej strukturze, która ma na celu wyłonić nowe talenty do dołączenia do ekipy z Milton Keynes. Nawet gdyby doszło do rozpadu i AT zmieniłoby się w Hondę, to sytuacja ta tylko wzmocniłaby pozycję Yukiego Tsunody. Ponadto jeśli już Ricciardo miałby zasiąść w bolidzie koło Japończyka, to dlaczego ta szansa nie jest mu dana teraz, gdy zespół musiał zastąpić Pierre’a Gasly’ego?

Ricciardo Singapore 2012

Fot. Red Bull Content Pool / Ricciardo jeździł w AlphaTauri gdy zespół był jeszcze znany jako STR Ferrari

 „Co ty, front runnera chcesz?”

Do zespołu Franza Tosta dołączył Nyck de Vries, który dzięki narodowości może zajść daleko w rodzinie Red Bulla, niesionej przez wsparcie z Holandii. I tak jednak musi on poczekać na to, aż Sergio Perez przestanie być idealnym partnerem Maxa Verstappena. Lokatę na przyszłość nadal może stanowić wymieniony Yuki Tsunoda. Japończyk po sezonie 2023 będzie już miał trzy lata doświadczenia w F1. Gdzie w tym wszystkim szansa Daniela Ricciardo na desperacki powrót do Red Bulla? Otóż nigdzie.

„Honey Badger” ewidentnie odrzucał wszystkie słabsze oferty, bo chce dostać ofertę z topowego zespołu. Nie powinien liczyć, że przyjdzie ona z Ferrari. Co prawda Australijczyk ocierał się o Maranello, gdy Ci szukali zastępstw dla Raikkonena i Vettela. „Czerwoni” postawili jednak na Leclerca i Sainza, którzy mają ważne kontrakty do minimum 2024 roku, więc szansa na to, że któryś z nich zwolni miejsce po przyszłorocznej kampanii, jest bliska zeru. Szczególnie wątpliwe jest to, że zostawiliby miejsce akurat wchodzącemu po rocznej przerwie Ricciardo.

 

Mercedes natomiast ma…. a właśnie. Co ma Mercedes? Puste miejsce dla kierowcy rezerwowego, które okupował Nyck de Vries, a wcześniej Esteban Ocon. Obaj Ci kierowcy będą się ścigać w przyszłorocznej kampanii Formuły 1. Żaden nie będzie miał nawet silnika Mercedesa, a co dopiero bolidu W14. Chyba właśnie jednak taka wizja zaświeciła się w oczach Daniela Ricciardo, który na Suzuce był widziany w budynku Mercedesa. Zastąpienie Lewisa Hamiltona, które ewidentnie jest motywem przewodnim w tej sytuacji, może się jednak nie spełnić. Toto Wolff powiedział ostatnio, że jego kierowca będzie jeździł jeszcze 5 lat.

ZOBACZ TAKŻE
Hamilton chce jeździć w F1 przez kolejne 5 lat? Wolff zachwycony

Powrót Ricciardo na stare śmieci

Jedyną opcją zostaje rychły powrót do szeroko pojętego środka stawki. Tu jednak pojawia się kolejne „ale”. Mówiąc krótko, nie da się wskazać, gdzie można go wcisnąć. Największym absurdem jest powrót do McLarena. Oscar Piastri i Lando Norris stworzą w 2023 r. najbardziej ekscytujący duet młodych kierowców. Nie ma najmniejszej szansy na to, że w tym składzie zmieni się cokolwiek w najbliższym czasie. Nawet jeśli Norris zostanie pociągnięty do Red Bulla lub Mercedesa, to i tak jego miejsca nie zajmie Ricciardo, który już zdążył pokazać, że niestety zupełnie nie czuje koncepcji McLarena.

Fot. McLaren Media Center / Przygoda Daniela Ricciardo z McLarenem jest skończona, a drugiego aktu nie będzie

Równie problematyczne może być przyszłoroczny transfer do Alpine bądź Astona Martina. Obie te ekipy miały wolny fotel już na przyszły sezon, a i tak nie zdecydowały się na transfer australijskiego kierowcy. Brak perspektyw Ricciardo dobitnie pokazuje Aston. Zespół Lawrence’a Strolla wolał dać fotel 41-letniemu Fernando Alonso, który prawdopodobnie oczekiwał równie dużo pieniędzy. Jego pozycja może być niezachwiana, ponieważ Hiszpan walczył o dwuletni kontrakt. Jeszcze bardziej pewny swego jest syn wspomnianego właściciela, Lance Stroll.

Równie trudno szukać szczęścia w fabryce w Enstone, która była domem Daniela Ricciardo w 2019 i 2020. Pierre Gasly został nowym przodownikiem zmian na lepsze w zespole francuskiego producenta. Jego partner z zespołu, Esteban Ocon bardzo poprawił się w sezonie 2022, a ponadto ma ważny kontrakt. Składy Alpine i Astona Martina są ustawione na lata, ponieważ nawet jak obecni kierowcy będą potrzebowali zmienników, do gry wejdą młodzi Jack Doohan (Alpine) i Felipe Drugovich (Aston Martin).

Opcja wielu zmian 

Celowo nie wymieniliśmy jeszcze jednego zespołu. Jest nim Alfa Romeo. Szwajcarska ekipa w przyszłym roku straci już prawdopodobnie aktualnego sponsora tytularnego, jak i rezerwowego kierowcę, którym jest Robert Kubica. Od 2024 roku zespół nie będzie już Alfą Romeo, a Sauberem. Natomiast dwa lata później na 99% przerodzi się w Audi. Widać więc, że wokół fabryki w Hinwil zachodzi wiele zmian.

ZOBACZ TAKŻE
Oficjalnie: Audi w Formule 1 od sezonu 2026. Nie ogłoszono jeszcze z kim

Na początku obecnego sezonu wydawało się, że w najbliższym czasie nie będą one dotyczyć składu kierowców. Fred Vasseur ściągnął Valtteriego Bottasa, który został oczywistym liderem ekipy i natychmiastowo wziął się do roboty. Taki kierowca to skarb zwłaszcza dlatego, że w Alfie Romeo pojawił się jeszcze debiutant Zhou Guanyu. Młody Chińczyk potrzebował wartościowego wzorca do naśladowania. Kierowcy dobrze się zgrali i w pierwszych dziewięciu rundach zdobyli łącznie 51 punktów.

Niestety Sauber najprawdopodobniej przerwał rozwój tegorocznej konstrukcji po GP Kanady, co nie zdarza się im po raz pierwszy. Od wizyty w Montrealu zyskali zawrotny… jeden punkt. Konkretnie zrobił to Zhou, który zaczął przerastać Bottasa. Fin ewidentnie stracił werwę do działania. Gdy przechadza się po padoku w jego oczach widać, że ten sezon jest już spisany na straty i kierowca wolałby pójść na rower lub posiedzieć w saunie. Ta postawa prawdopodobnie nie zmieni się do momentu, w którym Alfa znowu nie zacznie podawać. Zawodnikowi z nr 77 nie należy się w sumie dziwić, ponieważ większość swojej kariery spędził walcząc o podia.

Czy Daniel Ricciardo zostanie twarzą Saubera?

Jeśli jednak w przyszłym sezonie będzie się on odbijać od rundy do rundy bez większych sukcesów, to jego trzyletni kontrakt może zostać skrócony. Zwłaszcza jeśli Guanyu Zhou zacznie go przyćmiewać. Nie wiadomo też, kto będzie zarządzać zespołem, kiedy przestanie on świecić nazwą Alfy Romeo. Tym bardziej nie jesteśmy w stanie stwierdzić, jak szybko wpływ na zespół zacznie mieć Audi, które według wszelkich doniesień będzie produkować silniki dla szwajcarskiej ekipy.

Popularny wśród fanów Daniel Ricciardo może być idealną twarzą nadchodzących wielkich zmian w tym zespole. Może on przejąć rolę, którą sprawuje obecnie Valtteri Bottas. Fin po energicznym starcie osiadł na laurach, ale na początku przyszłego sezonu znowu może być zabójczo skuteczny. Na niekorzyść dla sprawy omawianego przez nas Australijczyka gra jeszcze jedna zmienna. Dopóki Fred Vasseur pozostanie szefem ekipy, może się on zdecydować na spodziewany ruch.

 

Wielce prawdopodobne, że będzie on chciał wprowadzić do stawki juniora Saubera, Theo Pourchaire’a. Bardzo młody, ale przede wszystkim utalentowany Francuz już od dawna jest wpisany ołówkiem do składu ekipy z Hinwil, na któryś z kolejnych sezonów. Przy okazji GP Stanów Zjednoczonych pojawiła się pierwsza możliwość w postaci pokazania się w piątkowym FP1. Kolejnym będą posezonowe testy, a w przyszłości być może fotel na sezon 2024. Trudno wepchnąć w to wszystko Daniela Ricciardo. Wiele zależy od tego, kto po 2023 roku będzie w zespole pociągać za sznurki.

Koniec pewnej ery

Daniel Ricciardo przynajmniej na jakiś czas opuści Formułę 1. Kierowca z Kraju Kangurów zostawia za sobą piękny kawał historii. Składa się na nią osiem wyjątkowych zwycięstw i ogólnie trzydzieści dwie wizyty na podium. Nie będzie drugiego takiego jak, on, to na pewno. 33-latek wyrobił sobie wyjątkowy styl bycia, który objawia się nieustannie na torze, ale też poza nim. Wiecznie uśmiechnięty kierowca, który zostawi nam milion wspomnień, popełnia bardzo duży błąd.

Fot. Red Bull Content Pool / W Red Bull Daniel Ricciardo był nie do zdarcia. Niestety to już historia

Niestety musimy się pogodzić się z tym, że GP Abu Zabi 2022 będzie najprawdopodobniej ostatnim wyścigiem w jego karierze. Ricciardo nigdy nie będzie miał okazji pościgać się z pozostałymi kierowcami F1 na nowym torze w Las Vegas. Obiekt ten rozszerzy kalendarz już w listopadzie przyszłego roku. Jeszcze niedawno sam mówił o tym, że obecność nocnego w wyścigu w Nevadzie utrzyma go w sporcie na kolejny sezon. Australijczyk mógł się tam spokojnie pojawić, gdyby tylko nie odtrącił wyciągniętej ręki Gene’a Haasa.

Po szerszej analizie okazuje się bowiem, że amerykański szef zespołu, który zaliczył największy progres względem 2022, chciał chwycić kierowcę z numerem „trzy” w momencie, w którym ten się topił i był już bliski pójścia na dno. Fani urodzonego w Perth 33-latka muszą przezwyciężyć emocje i ostatecznie pożegnać swojego kierowcę. Wygląda bowiem na to, że Daniel Ricciardo nie znajdzie zespołu na sezon 2024.

5/5 (liczba głosów: 4)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama