Kilka lat temu cały świat motorsportu patrzył z niedowierzaniem na to, co dzieje się w zespole Gene’a Haasa. Afery z Rich Energy oraz Uralkali w roli głównej były obiektem zarówno żartów, jak i zażenowania skierowanego w stronę włodarzy firmy produkującej napoje energetyczne. Forma zespołu również zleciała dość drastycznie. W ciągu zaledwie roku z lidera środka stawki zrobił się jeden wielki bałagan, z którego dopiero niedawno zaczęli wychodzić. Teraz do F1 z kolei chce wejść ekipa Andretti Autosport, ale tu na razie jest kilka komplikacji. Nie każdy wie, że jeszcze w tym wieku inny zespół zza Oceanu Atlantyckiego był dostawcą komicznych scen w padoku. Chodzi rzecz jasna o US F1 Team.
Geneza US F1 Team
W latach 2008-2009 do FIA napłynęło ponad 10 kandydatur dotyczących ewentualnej możliwości wystawienia swojego zespołu w sezonie 2010. 12 czerwca 2009 roku ogłoszono, że przyjęto kandydatury trzech zespołów:
- Campos Grand Prix;
- Virgin Racing;
- US F1 Team.
Jak nietrudno się domyślić, nas zainteresuje ten ostatni. W 2008 r. Ken Anderson (były pracownik m.in. Williamsa) został zaproszony przez Hondę na GP Kanady. Nasiliło to wiele plotek – japoński producent miał zostać dostawcą silników dla nowego zespołu. Jak się wkrótce okazało, Amerykanie poparli pomysł i coraz więcej osób chciało zainwestować w zespół F1. Fakt o spotkaniu Kena Andersona z Rossem Brawnem i Nickiem Fryem jeszcze bardziej rozżarzył światek motorsportu.
Na początku 2009 roku do projektu dołączył się dziennikarz Peter Windsor, który w przeszłości był menadżerem topowych marek, na przykład Ferrari. Wkrótce sam Max Mosley potwierdził, że zespół złożył papiery, by w przyszłym sezonie wystawić swoje bolidy. Założyciele postanowili ulokować siedzibę w kolebce NASCAR – Charlotte. Europejski oddział miał natomiast znajdować się niedaleko toru Motorland Aragon w Alcaniz. Pierwszego dnia jesieni 2009 potwierdzono, że zespół dołączył do FOTA. Do tej pory wszystko szło pięknie.
Początek afery i wybór kierowców
22 grudnia 2009 r. Bernie Ecclestone publicznie wyraził swoją wątpliwość, czy US zdoła wystawić swoje samochody, lecz Windsor zaprzeczył jakoby mieli jakieś problemy. Jak się okazało, pomimo wsparcia licznych inwestorów (m.in. Chada Hurleya, ówczesnego CEO YouTube’a) zespół miał poważne problemy finansowe. W związku z tym czekał ich trudny dylemat w wyborze kierowców – czy brać kierowców doświadczonych, czy płacących. Ponadto cały sztab kłócił się o to, na jaki duet postawić. Pierwotnie mieli to być sami Amerykanie, lecz każdy wybór okazałby się nietrafiony. Zarząd myślał m.in. nad Scottem Speedem – awanturniczym i w dodatku często pakującym się w kłopoty oraz Conorem Dalym. Ten drugi był zdecydowanie za młody na starty w F1, a jego późniejsza kariera w GP2 i IndyCar potwierdziła, że królowa motorsportu do dla niego za wysokie progi.

Fot. Koncept zespołu
Wprawdzie w plotkach medialnych przewinęły się gwiazdy amerykańskich serii jak Danica Patrick, lecz ona nie chciała jeszcze opuszczać mistrzostw IndyCar. W końcu zdecydowano, że kierowcami będą dwaj doświadczeni zawodnicy spoza USA – Argentyńczyk Jose Maria Lopez, który zobowiązał się do wpłaty 8.000.000 $ i były tester Hondy James Rossister, choć w roli drugiego kierowcy nikt oficjalnie nie został potwierdzony. W lutym z powodu problemów finansowych zespół był zmuszony odłożyć testy zderzeniowe, po czym poproszono Brytyjczyka, aby US F1 Team opuścił pierwsze cztery wyścigi sezonu 2010.
Długi US F1 Team
Gdy okazało się, że prace nad autem są na bardzo wczesnym etapie (nie zamontowano nawet silnika Cosworth, nie mówiąc o braku zawieszenia) poproszono o odroczenie debiutu do sezonu 2011. 1 kwietnia 2010 r. Charlotte Business Journal poinformował, że zespół upadł, powołując się na „poważne wyzwania gospodarcze i finansowe”. Dwa miesiące później zespół sprzedał swoje aktywa za 1,4 mln USD, w tym niedokończony bolid. Podczas sprzedaży okazało się, że zespół zakupił dwie przyczepy do transportu samochodów Formuły 1 od Brawn GP. Ponieważ team nie zdążył spłacić długu, sąd wyższej instancji wystawił przyczepy na sprzedaż w serwisie Ebay, aby spłacić jednego z wierzycieli zespołu.
Wściekłe FIA nałożyła na zespół karę w wysokości 309 tys. euro. Ponadto US musiało pokryć koszty procesu dyscyplinarnego. Zespół otrzymał również zakaz brania udziału w jakiejkolwiek serii pod patronatem FIA.

Fot. US F1 Team / Nieukończony bolid
Na początku 2010 roku pojawiły się plany dołączenia do stawki innego amerykańskiego zespołu znanego jako Cypher Group. Oficjalnie potwierdzono, że ekipa ma powstać na fundamentach US F1 Team. Ani Kent Anderson, ani Peter Windsor nie byli jednak z tym projektem związani. Po raz kolejny skończyło się na planach i zespół sam zrezygnował z ubiegania się o miejsce w F1.
Jak to miało być? Opowiada „Pechito”
W 2019 roku Jose Marią Lopezem w rozmowie z przedstawicielami Motohigh.pl opowiedział o całym zamieszaniu. Argentyńczyk wyznał, że drugim kierowcą miał być wspomniany James Rossister. Ponadto, niedoszły kierowca F1 stwierdził, że może to nawet lepiej, że zespół skończył, jak skończył. Jak widać Pechito, mimo zmarnowanej szansy na debiut w F1, potrafi z uśmiechem opowiadać o całym bałaganie.
W 2016 roku do stawki F1 dołączyła ekipa Gene’a Haasa. W przeciwieństwie do poprzednika, Haas zbudował naprawdę konkurencyjny bolid. Ekipa miała swoje wzloty i upadki, lecz nie wolno odmówić im ambicji. Dość powiedzieć, że po kompromitacji z US, FIA jeszcze dokładniej sprawdza, czy dany zespół ma odpowiednie wsparcie finansowe i technologiczne. Jednak do powiedzenia w tym temacie mają i inne zespoły. Przez to Michael Andretti nie jest pewny kiedy i czy jego ekipa znajdzie się na liście startowej w F1 w najbliższych latach.