Connect with us

Czego szukasz?

Formuła 1

Kevin Magnussen najmłodszym testerem F1 w dziejach? | Historia niedoszłego testu na Węgrzech

Najmłodszym testerem w historii F1 jest Nabil Jeffri. Malezyjczyk w 2010 roku mając 16 lat poprowadził bolid Lotusa. 2 lata wcześniej bardzo bliski odbycia testu maszyną F1 był Kevin Magnussen. Duńczyk, który wówczas ledwo skończył 16 lat, otrzymał bowiem taką ofertę. Dlaczego sesja ta nie doszła do skutku? Czas przybliżyć jego historię.

Kevin Magnussen i historia niedoszłego testu
Fot. Haas F1 Team

Kevin Magnussen miał świetny sezon 2008

Duńczyk od początku swojej kariery w kartingu wyróżniał się na tle swoich rówieśników. Magnussen bowiem raz za razem wygrywał różne zawody kartingowe w swojej ojczyźnie, a ponadto jego mentorem był nie kto inny jak były kierowca F1. Mowa tu o… jego ojcu Janie, który w latach 90. XX wieku w królowej sportów motorowych rywalizował w barwach takich ekip jak McLaren czy Stewart GP. Starszy Skandynaw jednak na własne życzenie wszystko zaprzepaścił. Jego przypadek opisaliśmy już na łamach Motohigh.pl.

ZOBACZ TAKŻE
Jan Magnussen - ikona Corvetty w Endurance | Zmarnowane talenty F1

W 2008 roku Kevin Magnussen skupił się głównie na startach w Duńskiej Formule Ford. Zawodnik z Roskilde zdominował mistrzostwa, gdyż w 15 wyścigach triumfował aż 11-krotnie. W dodatku w jednej z gonitw uplasował się na podium. Dzięki temu z dorobkiem 267 punktów wywalczył w pełni zasłużenie 1. miejsce na koniec sezonu. Sporą rolę w tym sukcesie odegrał wspomniany już jego ojciec. Magnussen Senior w 2008 roku rywalizował w zawodach duńskich samochodów turystycznych. Z tego względu przez niemalże cały czas mógł być przy swoim synie i regularnie mu pomagać i doradzać. W połączeniu z ogromnym talentem K-Maga metoda ta działała perfekcyjnie. 

Kevin Magnussen Formula Ford Festival

Fot. Formula Ford Festival

W sezonie 2008 przyszły kierowca Haasa rywalizował także za granicą. Mając wówczas 15 lat, Duńczyk miał okazję gościnnie rywalizować chociażby w ADAC Formel Masters, czyli dzisiejszym odpowiedniku niedawno upadłej ADAC F4. Również i tam syn słynnego Jana stawał na podium. Podobnie jak wielu kierowców będącym dopiero na tym etapie kariery bohater materiału ponadto wziął udział w festiwalu Formuły Ford w Kent, gdzie uplasował się na 7. pozycji. Później zaczęły się pytania „co dalej”, gdyż młody zawodnik nie był w stanie uzbierać odpowiedniego budżetu, aby móc dalej ścigać się. 

Wsparcie od miliardera

Szansa na odmianę losu nadeszła 12 października 2008 roku. Wówczas Karsten Ree – właściciel zespołu Den Blå Avis Fleggaard Racing, który w wyścigach duńskich samochodów turystycznych z powodzeniem reprezentował Jan Magnussen zwołał zebranie. Miliarder na torze Jyllandsringen chciał podsumować sezon. I tak ponad 100 osób zjawiło się na tym wydarzeniu, aby poznać jego uwagi odnośnie tamtej kampanii. W tym towarzystwie znalazł się również Kevin Magnussen.

Nastolatek wpadł wtedy na pewien pomysł. Zauważył, że na spotkaniu zainicjowanym przez Ree znalazło się wielu potencjalnych sponsorów. Gdy tylko nadarzyła się okazja, K-Mag poprosił o danie mu mikrofonu. Wtedy to świeżo upieczony mistrz Duńskiej Formuły Ford opowiedział o swoim ogromnym marzeniu, jakim była rywalizacja w F1. Ponadto dał on do zrozumienia, że bez odpowiedniego wsparcia nie będzie on w stanie kontynuować swojej kariery. Po zakończeniu przemowy oddał mikrofon Karstenowi Ree. Ten początkowo wydawał się zignorować słowa 15-latka. Jednak na sam koniec podsumowania sezonu ogłosił, że w trybie natychmiastowym zaopiekuje się Kevinem Magnussenem, aby ten trafił do F1. Miliarder zobowiązał się do przekazania kwoty 40 milionów koron duńskich, aby cel został zrealizowany. W zamian jednak nastolatek miał kontynuować naukę. 

Karsten Ree i Magnussenowie

Fot. BT / Karsten Ree (tutaj w środku w białej czapeczce) bardzo dobrze znał się z Janem Magnussenem. Głównie z tego względu zajął się karierą jego syna

Ree już wcześniej angażował się w sporty motorowe. Duńczyk w przeszłości sponsorował bowiem nikogo innego jak Juana Pablo Montoyę. Ponadto w latach 90. XX wieku Skandynaw aktywnie wspierał rozwój kariery swojego rodaka Jasona Watta, który miał gigantyczny talent, co regularnie pokazywał w niższych seriach. Niestety w 1999 roku uległ on poważnemu wypadkowi, który przykuł go do wózka. W ten sposób Dania straciła zawodnika, który z pewnością namieszałby w F1. 

Jak nie GP2… to F1?

Kevin w 2009 roku będzie jeździł w F3. To kolejny krok w jego rozwoju. Znam rodzinę Magnussenów od wielu lat i jesteśmy przyjaciółmistwierdził Ree dzień po ogłoszeniu współpracy.

Słowa te potwierdził również Jan Magnussen, który wskazał, że jego syn wyląduje w Brytyjskiej F3 albo Niemieckiej F3. Jednak za kulisami działo się bardzo wiele. Uważano, że w 2009 roku K-Mag powinien trafić do GP2. Był jednak pewien problem. Aby można było rywalizować w bezpośrednim przedsionku F1, trzeba było mieć ukończone 18 lat. To wykluczałoby Magnussena, gdyż mistrz Duńskiej Formuły Ford z 2008 roku miał wtedy skończone 16 lat [urodził się 5 października 1992 roku]. Tym samym nie spełniałby formalnych wymagań. Taką sytuację mieliśmy także w sezonie 2020 kiedy Charouz Racing System chciało wcisnąć do F2, 16-letniego Romana Stanka, na co nie zgodziła się FIA, gdyż aby startować na tym poziomie trzeba mieć minimum 17 lat.

Wracając do właściwego tematu. Karsten Ree przeglądał różne dokumenty i zapisy. I znalazł pewną lukę w przepisach. Otóż jego podopieczny mógłby w trybie nadzwyczajnym trafić do GP2, gdyby udało mu się uzyskać właściwą licencję. I tu miliarder wpadł na szalony pomysł. Po przeanalizowania możliwych opcji zdecydowano, aby Magnussen przetestował maszynę F1 na Węgrzech. Wszystko miał umożliwić bliski przyjaciel Ree, który posiadał u siebie bolid. Co ciekawe po przejechaniu w niej 300 kilometrów, K-Mag formalnie mógłby ubiegać się o superlicencję. 

Ponadto syn słynnego Jana zostałby najmłodszym zawodnikiem w historii, który przetestowałby bolid F1. To pozwoliłoby zrobić wielkie medialne zamieszanie. Na nie liczył Ree, ponieważ uważał, że w ten sposób jego podopiecznym zainteresują się zespoły z królowej sportów motorowych, które mogłyby chcieć posiadać w swojej akademii taką perełkę.

Brak zgody ojca

Na to wszystko nie zgodził się jednak Jan Magnussen. Ikona Corvetty w zawodach długodystansowych uważała, że taki krok będzie dla jego syna nie odpowiedni. Przede wszystkim Duńczyk obawiał się, że jego syn nie poradzi sobie z przeciążeniami jakie generuje bolid F1. Innym powodem, przez który zablokował taką możliwość był fakt, że nie chciał, aby Kevin popełnił ten sam błąd co on. Starszy ze Skandynawów w latach 90. XX wieku był wyróżniającym się kierowcą. Odnosił liczne sukcesy w seriach juniorskich, lecz w kluczowym momencie swojej kariery podjął złą decyzję. Pomimo ostrzeżeń ze strony Rona Dennisa, postanowił awansować do F1 najszybciej jak się da. To nie był najlepszy pomysł, gdyż w jego wyniku jego kariera zahamowała, a półtora roku spędzone w barwach Stewart GP uważane są za jedną wielką klęskę.

Kevin Magnussen McLaren 2012

Fot. McLaren F1 Team / Duńczyk za kierownicą F1 zadebiutował dopiero w 2012 roku podczas testów młodych kierowców w Abu Zabi

W książce „Wszystko albo nic – moje życie w F1” Kevin Magnussen wyznał, że w tamtym okresie nie słyszano o tak młodych zawodnikach, którzy testowaliby bolidy F1. Jednak to właśnie wtedy rozpoczął się te trend. W 2009 roku w królowej sportów motorowych zadebiutował 19-letni Jaime Alguersuari. Sezon później Nabil Jeffri, mający 16 lat, odbył testy z Lotusem. Malezyjczyk cały czas pozostaje najmłodszym testerem F1 w historii. W późniejszych latach za kierownicą bolidu F1 zasiadali nieletni tacy jak Max Verstappen, Lance Stroll oraz Theo Pourchaire. Gdyby sesja na Węgrzech doszła do skutku to Duńczyk byłby najmłodszym kierowcą w historii F1, który wziął udział w testach. Byłby bowiem o kilka miesięcy młodszy od Jeffriego. 

Kevin Magnussen kilka miesięcy później wpadł w tarapaty finansowe

Karsten Ree wkrótce potem przestał go sponsorować. Wszystko za sprawą tego, że do sztabu młodego kierowcy dołączyła menadżerka Dorte Riis Madsen. Mówiąc eufeministycznie nie lubiła się ona z miliarderem, zresztą z wzajemnością. Ree w efekcie postawił ultimatum. Albo rodzina Magnussenów pożegna ją, albo on odejdzie i współpraca zostanie zakończona. Po naradach uznano, że lepiej będzie trzymać się z nią. I w ten sposób nastoletni Duńczyk stracił głównego sponsora, który był gotowy wyłożyć 40 milionów koron duńskich na rozwój jego kariery. Sytuacja ta negatywnie odbiła się na zdolności finansowej wyścigowej familii. K-Mag musiał nawet tymczasowo zawiesić swoją karierę i zamiast ścigać się z innymi… pracował jako spawacz.

ZOBACZ TAKŻE
Kevin Magnussen: Nie popełnił błędu ojca | Droga do F1

Ostatecznie w jego przypadku zadziałała znana maksyma „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Syn słynnego Jana w 2009 roku zdołał wystartować w Formule Renault 2.0 NEC, gdzie lepszy od niego okazał się tylko i wyłącznie Portugalczyk Antonio Felix da Costa, który potem zasilił szeregi szkółki Red Bulla. Ponadto pod koniec tamtego sezonu McLaren włączył Skandynawa do swojej akademii. To na dobre ustabilizowało rozwój jego kariery i zapewniło stabilizację, o której w 2008 roku mógł tylko pomarzyć. 

Co się odwlecze to nie uciecze

Junior McLarena nie musiał jednak długo czekać, aby po raz pierwszy zasiąść za kierownicą bolidu F1. W 2012 roku wziął bowiem udział w posezonowych testach w Abu Zabi. Miał już wtedy 20 lat co było normalnym wiekiem i bez problemu uzyskał superlicencję. 2 lata później po serii sukcesów w Formule Renault 3.5 zadebiutował w królowej sportów motorowych i w swoim pierwszym wyścigu na tym poziomie wywalczył miejsce na podium.

Jak widać jego ojciec wiedział, co robi. Nie chciał, aby K-Mag zbyt szybko wszedł do świata F1 w formie, która zahamowałaby jego karierę. Co prawda nie ma jak już tego stwierdzić, lecz być może Magnussen gdyby w 2008 roku zasiadł za sterami bolidu królowej sportów motorowych to otoczka medialna mogłaby go zniszczyć jak wspomnianego w tekście Nabila Jeffriego. A tak Skandynaw zapisał się w historii rodzimego motorsportu jako pierwszy kierowca ze swojego państwa, który wywalczył podium oraz pole position. 

Artykuł oparłem na kilku duńskich źródłach oraz autobiografii kierowcy „Wszystko albo nic – Moje życie w F1”, której recenzję niedługo przedstawimy.

5/5 (liczba głosów: 2)
\
Reklama