Nasze profile w mediach społecznościowych

Formuła 1

Jan Magnussen – ikona Corvetty w Endurance | Zmarnowane talenty F1

Po długiej przerwie powracamy z serią o zmarnowanych talentach w Formule 1. Kilka miesięcy temu bohaterem naszego artykułu był Elio de Angelis, czyli znakomity kierowca, który zmarł w wieku zaledwie dwudziestu ośmiu lat. Jego wypadek na torze Paul Ricard przypomniał o tym, że nawet podczas testów może dochodzić do poważnych incydentów. Pomocy udzielono mu zdecydowanie za późno, przez co stracił życie. Dziś przeniesiemy się do połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Jackie Stewart mówił o nim, że talentem dorównuje wielkiemu Ayrtonowi Sennie. Niestety, jak szybko dołączył do Formuły 1, tak szybko ją opuścił, lecz nie wyszło mu to na złe. Kilka lat później stał się ikoną marki Corvette podczas wyścigów długodystansowych. Oto historia Jana Magnussena, ojca Kevina.

Opublikowano

w dniu

Jan Magnussen - zmarnowane talenty F1
Fot. janmagnussen.dk

Jak Jan Magnussen rozpoczął swoją przygodę z wyścigami?

Jan Magnussen urodził się 4 lipca 1973 roku nieopodal Kopenhagi, w miejscowości Roskilde. Jego miłość do sportów motorowych narodziła się w nim w bardzo młodym wieku. Pierwsze kroki w drodze do Formuły 1 stawiał… jeżdżąc na motocrossie, jednak zrezygnował z tego w wieku jedenastu lat. Zamiast tego postawił na karting, a prześmiewczo tłumaczył to tym, że upadek jest mniej bolesny. Szybko zdobył popularność w rodzimej Danii i nie tylko, z uwagi na swoje znakomite wyniki. Nie dość powiedzieć, że mając szesnaście lat, młody Magnussen zdobył już trzy mistrzostwa świata na gokartach.

ZOBACZ TAKŻE
Elio de Angelis - dżentelmen na torze i poza nim | Zmarnowane talenty F1

W 1991 roku Jan zadebiutował w serii Formula Ford 1600 Denmark, co było jednocześnie jego debiutem w seriach open wheel. Rok później przeniósł się do Formuły Ford w Wielkiej Brytanii, gdzie zaskoczył wszystkich swoją formą pod koniec kampanii. W dziewięciu ostatnich rundach wygrywał aż sześć razy, co zapewniło mu trzecie miejsce w klasyfikacji końcowej, a to nie koniec jego sukcesów. Zwyciężył ponadto w prestiżowym wyścigu dla młodzików, Formula Ford Festival na torze Brands Hatch, przy czym startował z ostatniego pola! Następny sezon to przenosiny do Formuły Opel Lotus Euroseries. Tam wygrał trzy wyścigi i siedem razy stawał na podium, co przełożyło się na czwarte miejsce w klasyfikacji końcowej. Oprócz tego dwa razy startował w brytyjskiej Formule 3, kopalni talentów. Znów zachwycił dzięki podium zdobytemu na torze Thruxton.

Wyniki Magnussena w kolejnym sezonie wprawiły w osłupienie niejednego obserwatora serii juniorskich. Duńczyk w barwach zespołu Paula Stewarta pobił rekord Ayrtona Senny z 1983 roku w ilości zwycięstw podczas jednej kampanii Formuły 3. Czternaście wygranych na osiemnaście startów robi ogromne wrażenie. Dostrzegli to szefowie McLarena, którzy włączyli Jana do programu juniorskiego zespołu i zatrudnili go jako kierowcę testowego. To z pewnością otworzyło mu drogę do królowej sportów motorowych.

Zaskakujący debiut i jeszcze bardziej zaskakujące odejście z McLarena

Rok później Magnussen spróbował swoich sił w seriach DTM i ITCC, gdzie dołączył do zespołu Mercedesa. O dziwo nie poszło mu najgorzej, a zwłaszcza w ITCC, gdzie zajął nawet drugie miejsce w klasyfikacji końcowej. Największym zaskoczeniem była jednak możliwość debiutu młodziutkiego wciąż Jana w Formule 1. Taka sytuacja przydarzyła się podczas piętnastej rundy sezonu 1995, którą było GP Pacyfiku na torze Aida. Duńczyk zastąpił w ostatniej chwili chorego Mikę Hakkinena i znów pokazał swój potencjał. Zajął dziesiąte miejsce tuż za swoim zespołowym kolegą, lecz trzeba zwrócić uwagę, że przed wyścigiem ani razu nie zrobił kilku okrążeń pod rząd. Dzięki temu niezłemu wynikowi zyskał status wschodzącej gwiazdy, diamentu do oszlifowania. W tym momencie prawdopodobnie rozpoczął się koniec tak wspaniałomyślnej kariery Jana w F1.

Jan Magnussen w młodych latach był osobą roztrzepaną, niezorganizowaną. Myślał tylko o tym, żeby dostać się na stałe do Formuły 1, a talent miał być jego przepustką do tego. Podobno lubił palić papierosy, a siłownia była dla niego zbędnym elementem. Prawdopodobnie przyzwyczaił się do sytuacji, w której wystarczyło wsiąść do auta i od razu wygrywał z rywalami. Ron Dennis wspominał po latach, że Duńczyk był prawdopodobnie najbardziej zdezorganizowanym kierowcą jakiego w życiu widział. Opowiadał o historii na lotnisku, kiedy Jan spakował swój paszport do walizki. Po otwarciu jego ubrania wyglądały, jakby były wrzucone byle jak, niepoukładane, czyste pomieszane z brudnymi. Wtedy Magnussen podjął prawdopodobnie najgorszą decyzję w swoim życiu, ponieważ postanowił opuścić zespół McLarena, aby jak najszybciej dołączyć do F1. W tym mieli mu pomóc Jackie i Paul Stewart, których znał jeszcze z Formuły 3. Dennis odradzał mu odejścia, aby nabrał jeszcze więcej umiejętności, jednak nasz bohater dokonał już wyboru.

Jan Magnussen, McLaren 1994

Fot. Twitter

Jan Magnussen zderza się z bolesną rzeczywistością

W 1997 roku zespół Jackiego i Paula Stewartów pojawił się na liście startowej Formuły 1. Jan Magnussen podpisał z nimi czteroletni kontrakt szóstego października 1996 roku. Swojego zespołowego partnera poznał kilka tygodni później, kiedy światu obwieszczono nowinę o zakontraktowaniu Rubensa Barrichello. Jeśli chodzi o techniczne aspekty samego bolidu SF01, silniki dostarczał Ford, który zapewniał jednostki napędowe na wyłączność. Stewart początkowo chciał korzystać z ogumienia firmy Goodyear, jednak amerykańska spółka nie chciała dostarczać opon nowym zespołom. Postawiono zatem na debiutujący Bridgestone.

Jeszcze przed debiutem pojawił się problem, którym były pieniądze. Jackie Stewart otrzymywał od Forda 30 milionów dolarów rocznie, jednak zespół potrzebował około 45 milionów do solidnego funkcjonowania. Dlatego też szukał firmy, której mógłby sprzedać swoje udziały. Po zyskaniu kilku sponsorów, takich jak HSBC, Texaco lub Hewlett-Packard oraz sprzedaży 51% udziałów firmie R&H Trust Company wydawało się, że zespół może wreszcie stanąć na nogi. Podczas testów okazało się, że bolid SF01 ma ogromne problemy z niezawodnością oraz jest powolny. Ponadto podczas jazdy testowej na torze Estoril, Magnussen przejechał zaledwie pięć okrążeń, po czym uszkodziło się przednie zawieszenie. Duńczyk wpadł w bandę z prędkością ponad 250 km/h, a część urwanego zawieszenia otarło nogę naszego bohatera. Szczęśliwie skończyło się na kilku szwach.

ZOBACZ TAKŻE
Sir Jackie Stewart - nie tylko "Latający Szkot" | Legendy motorsportu

Fatalna kampania

Sezon rozpoczął się w Australii od, a jakby inaczej, problemów. Już w kwalifikacjach doszło u Duńczyka do wycieku płynu chłodniczego. Po starcie z dziewiętnastego pola Magnussen przebijał się do przodu, w szczytowym momencie był nawet na dziewiątym miejscu. Niestety na 37. okrążeniu wycofał się, gdyż uszkodzeniu uległo tylne zawieszenie. Trzy tygodnie później w Brazylii nawet nie stanął na starcie z powodu awarii elektroniki. Nie dość powiedzieć, że po raz pierwszy do mety dojechał dopiero podczas GP Monako, które było piątą rundą kampanii. Zajął siódme miejsce, na dziesięciu kierowców którzy ukończyli wyścig. Ponadto Barrichello zajął drugie miejsce, co było zarazem pierwszym podium dla zespołu Stewarta. Kolejne starty nie wyglądały o wiele lepiej.

W Hiszpanii ukończył trzynasty z ogromną stratą, później w Kanadzie wypadł z toru na pierwszym okrążeniu. Czterech kolejnych wyścigów również nie ukończył, awariom ulegały hamulce i silniki, zaś w Węgrzech zderzył się z Giannim Morbidellim. Po tym wyścigu cierpliwość Jackiego Stewarta zaczęła się kończyć, oznajmił mediom, że Duńczyk musi poprawić swoje tempo wyścigowe. Mimo że kontrakt był ważny do 2000 roku, to pojawiały się informacje o możliwym przedwczesnym zerwaniu go. W tym miejscu, aby być obiektywnym trzeba wspomnieć, że nie można porównywać wyników Magnussena do Barrichello. Rubens przybył do zespołu z czteroletnim doświadczeniem w Formule 1. Duńczyk nie miał wielu możliwości oswojenia się z bardzo nieprzewidywalnym bolidem Stewarta.

Wracając do tematu, w kolejnych startach Jan nadal próbował coś wycisnąć z SF01. W Belgii wreszcie dojechał do mety, jednak na odległym dwunastym miejscu. Następne cztery starty to na nieszczęście Duńczyka fala awarii i błąd popełniony w Japonii. Czwarty raz ukończył rywalizację w ostatniej rundzie sezonu, która odbyła się na torze Jerez. Dziewiąte miejsce było maksimum, jakie mógł wówczas wyciągnąć. Ponadto poprawił się w kwalifikacjach i ukończył je nawet przed zespołowym kolegą. Ostatecznie nie zdobył ani jednego punktu do klasyfikacji generalnej.

Jan Magnussen, Stewart 1997

Fot. Twitter

Jan Magnussen zwolniony ze Stewart GP

Przed rozpoczęciem sezonu 1998, Jan Magnussen był bardzo podbudowany niezłym wynikiem osiągniętym podczas GP Europy. Wówczas pokonał Rubensa Barrichello, co było dla niego bardzo ważne. Główny inżynier zespołu Stewart wspominał po latach, że po tym starcie coś w Janie się zmieniło. Był szalenie podekscytowany i wierzył w sukces w kolejnej kampanii. Duńczyk wsiadł do bolidu SF02, który… był jeszcze gorszy od SF01. Ponadto w 1998 roku postawiono krzyżyk na oponach typu slick, a zamiast nich kierowcy musieli radzić sobie z rowkowanym ogumieniem. Samochód był krokiem w tył, w porównaniu do ostatnich poprawek poprzedniego modelu.

Duńczyk rozpoczął sezon od kolizji z Ralfem Schumacherem na torze Albert Park. Stwierdzono absolutną winę Magnussena, który zbyt pochopnie zaatakował kierowcę Jordana na dohamowaniu do zakrętu numer sześć. Następnie ukończył GP Brazylii na dziesiątym miejscu, które wydaje się niezłe, lecz nasz bohater jako ostatni przekroczył linię mety ze stratą dwóch okrążeń. W Argentynie znacznie odstawał od reszty stawki, gdyż w kwalifikacjach przegrał nawet z Ricardo Rossetem z Tyrrella. Jego katusze zakończyły się na siedemnastym okrążeniu po awarii przekładni. Dwa tygodnie później na Imoli nie było lepiej, tam spowodował wypadek z zespołowym partnerem, przez co obaj odpadli z rywalizacji.

ZOBACZ TAKŻE
Ricardo Rosset - 107% to dla niego... za mało | Największe niewypały F1

Start w Barcelonie wydawał się niewielkim przebudzeniem Jana, który bez większych problemów zakończył wyścig na dwunastej lokacie. Podczas następnej rundy znów dały o sobie znać problemy techniczne SF02, a dokładniej zawieszenie zawiodło u obu kierowców Stewart. Rywalizacja o GP Kanady była ostatnią, w której Jan Magnussen wziął udział w swojej karierze w królowej sportów motorowych. Szczęśliwie dla niego wyścig potoczył się w taki sposób, że ostatecznie zajął szóste miejsce i zdobył swój pierwszy punkt. Przed weekendem wyścigowym we Francji zespół ogłosił, że zakończył współpracę z Duńczykiem, a jego miejsce zajmie były kierowca Tyrrella, Jos Verstappen. Dla ścisłości dodam, że najlepszym rezultatem Holendra w sezonie 1998 było dwunaste miejsce.

Jan Magnussen, Stewart 1998

Fot. Twitter

Co potem?

Dwudziestoczteroletni Magnussen był załamany tym, że zespół po prostu się go pozbył. Podobno miał nawet myśli o zakończeniu sportowej kariery, był rozczarowany całą sytuacją oraz środowiskiem w Formule 1. Na szczęście jego ówczesny menedżer, David Sears zaproponował mu niedługo później starty w zespole Panoz Motorsports. Tak dołączył do serii American Le Mans Series, a rywalizację tam połączył z wyścigami dla Patrick Racing w serii CART. Początki nie były proste, lecz z każdym startem radził sobie coraz lepiej. Zdołał nawet wygrać na torze Mosport w Kanadzie, a oprócz tego trzy razy stawał jeszcze na podium.

W sezonie 2000 skupił się głównie na startach w ALMS i Danish Touringcar Championship. Nauczył się mechaniki Endurance i nabierał doświadczenia. W 2003 roku został mistrzem DTCC, ale również odszedł z zespołu Panoz. Na wyścig 24 Hours of Le Mans dołączył do Audi Sport Japan u boku Seijiego Ara oraz Marco Wernera. Tam osiągnął swój największy dotychczas sukces – zajął czwarte miejsce w całym wyścigu, zaś w swojej klasie LMP900 ekipa była druga. Kolejny rok był bardzo ważnym w karierze Duńczyka, wówczas po raz pierwszy wystartował w barwach Corvette Racing.

Sukcesy w Corvette Racing

Od tamtej pory nieprzerwanie do 2019 roku reprezentował ten zespół. Jan Magnussen za kierownicą żółtego Chevroleta Corvette C6.R był ikoną amerykańskich wyścigów. Trzy lata z rzędu wygrywał Le Mans w swojej klasie, łącznie ma cztery zwycięstwa w tym legendarnym cyklu. Ponadto tyle samo razy zajmował drugie miejsca, a trzeci był raz w 2017 roku. W serii ALMS również nie brakowało mu sukcesów, mistrzem tej serii został dwukrotnie. Na swoim koncie ma także taką samą ilość wicemistrzostw. Innym ciekawym osiągnięciem jest zwycięstwo 24 Hours of Daytona w klasie GTLM w 2015 roku wraz z Antonio Garcią i Ryanem Briscoe. W sezonie 2014 nasz bohater zadebiutował w IMSA, gdzie już w trzecim starcie zdołał zwyciężyć. Tam święcił triumfy w sezonach 2017 i 2018 co bardziej urozmaiciło jego bardzo bogate CV.

Oprócz tego Duńczyk próbował szukać innych serii, dlatego starty w takich seriach jak Danish Thundersport Championship czy TCR Denmark nie powinny dziwić. Po kampanii w 2019 roku zakończyła się pewna era, Jan Magnussen opuścił zespół Corvette Racing. Przez lata stoczył wiele znakomitych pojedynków, jednym z najbardziej pamiętnych jest walka o zwycięstwo na torze Laguna Seca w 2009 roku. Przez ostatnie sześć minut wyścigu walczył na granicy z Jorgem Bergmeisterem, aż na ostatnim zakręcie ostatniego okrążenia doszło między nimi do kolizji. W amerykańskim zespole wziął udział w 151 wyścigach, z czego 35 razy zwyciężał. Podczas kolejnego wyścigu Le Mans reprezentował JMW Motorsport, a w tym roku wraz ze swoim synem Kevinem ścigali się razem w High Class Racing. Oprócz tego nadal rywalizuje w TCR Denmark oraz chętnie bierze udział w e-sportowych wydarzeniach.

 

Podsumowanie

Jan Magnussen to przykład kierowcy, który sporo zapłacił za swoje uczynki w młodych latach. Zdecydowanie za szybko dołączył do stawki Formuły 1, miał za mało możliwości obcowania z bolidem tego kalibru. Kto wie, co by było gdyby posłuchał Rona Dennisa i nadal szkolił się z innymi juniorami McLarena? Jego kariera w królowej sportów motorowych była bardzo krótka, lecz to nie jest tylko jego wina.

Zespół Stewarta nie był dobrym wyborem dla debiutanta, za często nie mógł pokazać swoich możliwości. Zamiast tego musiał obserwować, jak z jego bolidu wydobywa się dym. Trzeba również wspomnieć o nawykach Jana, przez które również wiele stracił. Na całe szczęście Duńczyk po latach się opamiętał, wziął się w garść i zaczął podchodzić do wszystkiego profesjonalnie. Już niedługo później opłaciło się to, a dziś jest wspominany jako ikoniczny kierowca zespołu Corvette Racing. To, że Magnussen miał talent, to jakby nie powiedzieć nic. Szkoda, że tak późno było nam dane się o tym przekonać.

5/5 (liczba głosów: 3)

The requested resource was not found on this server.

Skomentuj

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama
Reklama