Nasze profile w mediach społecznościowych

Formuła 1

Jean Alesi – spełnione marzenie kosztem kariery | Zmarnowane talenty F1

Heikki Kovalainen był bohaterem poprzedniego artykułu z serii “Zmarnowane talenty F1”. Przez królową sportów motorowych przewinęło się wiele nazwisk kierowców, których możemy nazwać pechowymi. Żaden jednak nie dorówna w tej kwestii byłemu kierowcy m.in. Tyrrella czy Ferrari. Francuz, o którym dziś mowa, swój jedyny wyścig wygrał w dniu 31. urodzin. Dlaczego mimo dobrego początku jego kariera potoczyła się w taki sposób? Oto Jean Alesi i jego historia.

Opublikowano

w dniu

Jean Alesi
Fot. Le Parisien / Twitter

Jean Alesi za młodu

Jean Alesi urodził się 11 czerwca 1964 roku w słonecznej miejscowości Avignon na południu Francji. Dodatkowo ma włoskie korzenie, ponieważ zarówno jego matka i ojciec pochodzą z Sycylii. Miłość do samochodów zaszczepił w nim ojciec, który prowadził warsztat. Był on pasjonatem rajdów, w których amatorsko brał udział. Młody Alesi początkowo również chciał zostać kierowcą rajdowym, jednak odnalazł dla siebie coś bardziej interesującego.

W porównaniu do dzisiejszych czasów można powiedzieć, że Francuz rozpoczął karierę motorsportową bardzo późno. Do kartingu dołączył dopiero w wieku szesnastu lat, lecz bardzo szybko się zaadaptował i już trzy lata później awansował do francuskich mistrzostw Renault 5 Turbo.

ZOBACZ TAKŻE
Heikki Kovalainen - skrzydłowy Hamiltona | Zmarnowane talenty F1

U progu Formuły 1

W 1987 roku zdobył mistrzostwo francuskiej Formuły 3, w bolidzie zespołu Oreca. Osiem lat wcześniej w tej samej serii i w tym samym zespole mistrzostwo zdobył czterokrotny mistrz świata Formuły 1 – Alain Prost. Alesi nie próżnował, ponieważ w następnej kampanii dołączył do międzynarodowej Formuły 3000. Nie poszło mu jednak najlepiej, zajął dopiero 9. pozycję, a dodatkowo doszły do tego konflikty z zespołem.

Rok później został kierowcą Jordana w tej samej serii. Tym razem po znakomitej rywalizacji z Erikem Comasem zdobył upragniony tytuł mistrzowski. Po sezonie, sporo mówiło się o możliwym dołączeniu Jeana do Formuły 1, jednak uważano, że potrzeba mu jeszcze czasu. Jak się potem okazało, awans do królowej sportów motorowych przyszedł dość niespodziewanie.

Obiecujący początek

Jak wcześniej wspomniałem, Alesi dołączył do stawki bez uprzedzenia. Przy okazji GP Francji, które odbyło się na torze Paul Ricard, zastąpił Michele Alboreto. Ten, mimo podium zdobytego w Monako, nie radził sobie najlepiej w tym sezonie. Wydawało się, że lata świetności ma już za sobą. Oprócz tego, sponsorem zespołu został wówczas Camel, który rywalizował z firmą, która sponsorowała Alboreto – czyli Marlboro. Wracając do Jeana, w kwalifikacjach zajął odległą 16. pozycję. W samym wyścigu jednak przetasowania w stawce spowodowały, że przed zjazdem do alei serwisowej, debiutant plasował się na znakomitej drugiej lokacie. Po zjeździe nie było znacznie gorzej, wyjechał na czwartej pozycji, której już nie oddał do mety. Był ostatnim niezdublowanym kierowcą w wyścigu. Zdobył bardzo cenne 3 punkty (system punktowy wówczas wyglądał następująco: 9-6-4-3-2-1).

ZOBACZ TAKŻE
Lamborghini w F1: Projekt skazany na porażkę? McLaren mógł im pomóc

Właściciel zespołu, Ken Tyrrell, był na tyle zadowolony i zaskoczony rezultatem Francuza, że z miejsca wręczył mu kontrakt na 3 lata. Przez resztę sezonu nasz bohater ścigał się jednocześnie w Formule 1 oraz w Formule 3000. W Grand Prix Włoch oraz Grand Prix Hiszpanii, ponownie ku zaskoczeniu wszystkich punktował. Na torze Monza zajął piątą lokatę ze sporą stratą do reszty. W Hiszpanii, na obiekcie w Jerez zaś znów dojechał czwarty, pokonał m.in. kierowcę Williamsa, Riccardo Patrese. Wyścig ten był ciekawy, z tego względu, że pierwszy punkt w historii zdobył zespół napędzany silnikami Lamborghini V12. Philippe Alliot dojechał wówczas na szóstej lokacie, tuż przed Andreą de Cesarisem.

Kolejny sezon w Tyrrellu i… niespodziewany kontrakt

Sezon 1990 rozpoczął się w Stanach Zjednoczonych, a dokładniej na torze ulicznym w Phoenix. Temperatura sięgała ponad 40 stopni Celsjusza. Zaskoczeń na torze nie brakowało, w samych kwalifikacjach doszło do kilku sensacji. Z pierwszego pola startował Gerhard Berger, tuż przed kierowcą Minardi – Pierluigim Martinim. Nasz bohater okupował czwartą pozycję startową, tuż przed Ayrtonem Senną. Wyścig ułożył się bardzo korzystnie dla Francuza, prowadził z przewagą przeszło ośmiu sekund. Senna jednak dojechał do niego i doszło do bardzo fascynującego i zażartego starcia. Ostatecznie to Brazylijczyk wyszedł zwycięsko z tego pojedynku i to on stanął na najwyższym stopniu podium. Alesi osiągnął najlepszy wynik w karierze i z wielkim optymizmem patrzył na resztę kampanii.

Kolejne podium przyszło niebawem, w czwartej rundzie sezonu na legendarnym torze Monte Carlo. Tam znów pokonał go piekielnie szybki Senna, który pewnie zmierzał po tytuł. Różnica na mecie, po 78. kółkach wynosiła zaledwie sekundę. Następne wyścigi, lekko mówiąc nie były już tak kolorowe. Nie dość powiedzieć, że Alesi do końca roku nie punktował ani razu. Francuz zaczął popełniać błędy, takie jak na Monzie. Wtedy to udało mu się wyprzedzić znacznie lepszy bolid Ferrari, kierowany przez Alaina Prosta i powoli doganiał drugiego Bergera. Jednak na piątym okrążeniu obrócił się oraz uderzył w bariery w pierwszej szykanie.

Po sezonie do Francuza odezwał się Frank Williams. Ten zaproponował miejsce w zespole Williasma na sezon 1991. Zauważono ogromny talent i potencjał, jakim Jean Alesi dysponuje. On zaś chciał opuścić Tyrrella i wznieść się wyżej, zatem podpisał kontrakt z zespołem z Grove. Niedługo po tym, Nigel Mansell niespodziewanie ogłosił zakończenie kariery. To otworzyło furtkę na miejsce w zespole Ferrari, który w poprzedniej kampanii zajął drugą lokatę, tuż za McLarenem. Jean wykorzystał sytuację i podpisał kontrakt z zespołem z Maranello. Przy tym Ferrari musiało zapłacić karę czterech milionów dolarów, ponieważ kontrakt Francuza z Williamsem został zerwany.

ZOBACZ TAKŻE
Toranosuke Takagi: Prawdziwy wyścigowy samuraj

Jean Alesi w debiucie dla Ferrari

Nasz bohater zaś nie błyszczał w kiepskim samochodzie. Punktował zaledwie siedem razy, w tym udało mu się trzy razy stanąć na najniższym stopniu podium. Rywalizację zakończył na siódmej pozycji, z dorobkiem 21 punktów. Mistrzostwo wtedy zdobył Ayrton Senna z McLarena, zaś na drugiej lokacie uplasował się nowy nabytek Williamsa – Mansell. Mimo kiepskiego początku, Alesi wierzył, że dobre wyniki przyjdą niebawem.

Kolejne lata w zespole z Maranello

W 1992 roku nowym zespołowym partnerem Francuza został Ivan Capelli, który na 2 wyścigi przed końcem został zamieniony przez Nicolę Lariniego. Ferrari na niekorzyść Jeana skonstruował jeszcze słabszy bolid, niż już fatalne Ferrari 642. Sezon rozpoczął od dwóch nieukończonych wyścigów. Po tym drobne przejaśnienie formy w Brazylii oraz w Hiszpanii, gdzie finiszował kolejno na czwartej i trzeciej pozycji.

Reszta sezonu to istny rollercoaster. Kolejne dwa wycofania się, po tym podium w Kanadzie, aby… znów wycofać się w dwóch wyścigach. Na siedem ostatnich wyścigów, do mety dojeżdżał tylko trzy razy. Warte odnotowania, że w każdym przypadku dojeżdżał w punktach. To świadczy o tym, że kierowca był dobry, jednak bolid znów niedomagał, jego awaryjność nie pozwoliła na osiąganie dobrych rezultatów. Znów zajął siódme miejsce w klasyfikacji końcowej.

Jean Alesi zaczął się troszkę denerwować i niepokoić sytuacją w Ferrari, jednak pozostał wierny barwom i dał im kolejną szansę. W 1993 roku do zespołu powrócił Gerhard Berger. Nowy bolid, F93A wydawał się znów bardzo słabym, a to z uwagi na nowinkę jaką wprowadzono. Aktywne zawieszenie, które miało dać sporą przewagę ostatecznie dało zespołowi… cztery nieukończone wyścigi na pięć startów. W skrócie, było tragicznie. Francuz poważnie rozmyślał nad odejściem z zespołu.

Światełko w tunelu (dosłownie) pojawiło się w Monako. Na torze Monte Carlo dojechał na trzeciej pozycji. Ostatecznie podjął decyzję o przedłużeniu kontraktu z zespołem na dwa lata. Po podium w Monako znów było kiepsko, kolejne wycofania, finiszowanie poza punktami. W Węgrzech doszło do kolizji pomiędzy Jeanem Alesim a Christianem Fittipaldim, co poskutkowało kontuzją nogi. Szczęśliwie niegroźną. Do końca kampanii zdołał jeszcze raz dojechać na podium, dokładniej na drugim jego stopniu we Włoszech. W klasyfikacji na koniec zajął szóstą pozycję, z niewielką stratą to piątego Patrese.

ZOBACZ TAKŻE
Mercedes i Ferrari mają obawy przed sezonem. To kłopoty z oponami

Alesi znów w… zawodnym Ferrari

1994 rok został zapamiętany, jako jeden z najtragiczniejszych w historii. Świat motorsportu pożegnał wtedy dwóch kierowców, na przestrzeni dwóch dni. Dziś jednak nie o tym, bolid stajni z Maranello nareszcie miał konkurencyjne tempo, jednak stał się jeszcze bardziej zawodny. Alesi nie był już dłużej liderem zespołu, rola ta przeszła na bardziej doświadczonego Bergera. W pierwszym wyścigu, w Brazylii dojechał na znakomitej trzeciej lokacie, tuż za Schumacherem i Hillem. Później jednak odniósł dość poważny wypadek podczas testów na torze Mugello. Dlatego też na dwa kolejne wyścigi, które miały się odbyć na torach Aida oraz Imola, zastąpił go Larini.

Po okresie rekonwalescencji, wyścig w Monako zakończył na dobrej piątej pozycji. Później znów dojechał na podium, na ukochanym torze w Montrealu oraz w Wielkiej Brytanii. Właśnie po wyścigu na Silverstone znać o sobie dała awaryjność. Aż pięć nieukończonych wyścigów pod rząd może frustrować. Najgorsza była awaria we Włoszech. Tam zdobył swoje pierwsze pole position i prowadził aż do pit stopu. Tam awaria skrzyni biegów spowodowała wycofanie się. Alesi we wściekłości pojechał do swojego rodzinnego domu (mówi się, że jechał z prędkością ponad 200 km/h). Fatalna passa zakończyła się na torze Suzuka, tam Francuz znów stanął na najniższym stopniu podium. Sezon zakończył na piątej pozycji, przy czym stracił zaledwie dwa punkty do czwartego Hakkinena. Przegrał znacząco z zespołowym partnerem.

“Ostatni taniec” w Maranello

Rok 1995 był ostatnim w Ferrari, wedle kontraktu Francuza. Tym razem, miał szczęście do pojazdu. Bolid 412T2 okazał się znacznie lepszy, niż te którymi jeździł dotychczas. Pierwsze trzy wyścigi w wykonaniu Alesiego były bardzo dobre, dojeżdżał kolejno piąty, drugi i ponownie drugi. W Hiszpanii awaria silnika spowodowała wycofanie się z wyścigu, w którym pewnie jechał na drugiej pozycji. W Monako zdarzyła się gorsza sytuacja, Jean znów mógł dowieźć drugą lokatę. Przeszkodził mu Martin Brundle (obecny komentator Sky), który obrócił się tuż przed nim. Alesi nie miał drogi ucieczki i uderzył prosto w niego.

ZOBACZ TAKŻE
GP Kanady 2008: Przypominamy historyczne zwycięstwo Roberta Kubicy

Następną rundą było GP Kanady, na ukochanym przez Francuza torze imienia Gillesa Villeneuve. Wyścig odbył się w dniu jego 31. urodzin. W kwalifikacjach dzień wcześniej zajął piątą lokatę, zaś startował z szóstego pola. Tuż przed startem odbyła się półgodzinna rozgrzewka na deszczowej nawierzchni. To zwiastowało gwarancję wielkich emocji. W samym wyścigu, pierwszy wycofał się Coulthard, ponieważ obrócił się i utknął w żwirowej pułapce. Alesi, który miał świetny start, szybko awansował przed swojego zespołowego partnera Bergera.

Schumacher dominował przez prawie cały wyścig, jednak na 11 okrążeń przed końcem jego Benetton dał o sobie znać. Skrzynia biegów utknęła na trzecim biegu i tym samym zmusiła Niemca do wizyty w alei serwisowej. Tym samym nic nie stało na przeszkodzie Jeana, aby po raz pierwszy w karierze dojechać na najwyższym stopniu podium. W trakcie okrążenia zjazdowego w bolidzie Alesiego zabrakło paliwa, dlatego posiłkował się pomocą Schumachera, który “podwiózł” zwycięzcę do mety.

Reszta sezonu nie była zła, na podium stanął jeszcze dwa razy, w Wielkiej Brytanii oraz podczas GP Europy. Samochód nie był już tak konkurencyjny jak na początku i jego zawodność dała o sobie znać. Kolejne cztery wycofania z rzędu. Całą kampanię zakończył na piątej lokacie, podium przegrał o 7 punktów z Coulthardem i Herbertem. Prawdopodobnie był to jego najlepszy sezon dotychczas.

Jean Alesi w mistrzowskim zespole

Po sezonie 1995 doszło do zamiany. Do włoskiej stajni dołączył ówczesny mistrz, Michael Schumacher. Zaś Jean Alesi zasilił stery mistrza konstruktorów, Benettona. Jego partnerem pozostał Berger, który również dołączył do zespołu, po odejściu Herberta do Saubera. Bolid, przygotowany na kampanię w 1996 okazał się minimalnie słabszy od zeszłorocznego. Najlepszy był samochód Williamsa, za nimi toczyła się walka do samego końca o drugą lokatę. Ferrari pod koniec bardzo się rozwinęło i ostatecznie wyszło zwycięsko w pojedynku z Benettonem.

Co do Francuza, zaczął w Australii od kolizji z Irvinem. Później, w Brazylii oraz w Argentynie dojeżdżał na podium. Sztukę tę powtórzył jeszcze w sześciu wyścigach. Ani razu jednak nie wygrał. W deszczowym wyścigu Monako przez jakiś czas prowadził, jednak musiał się wycofać, a to z uwagi na awarię zawieszenia. Wyścig niespodziewanie wygrał jego rodak Olivier Panis z Ligiera. Przez cały sezon Alesi jednak był konkurencyjny i ostatecznie skończył mistrzostwa na najlepszej czwartej lokacie.

ZOBACZ TAKŻE
"Był niezrozumiany". Ross Brawn wziął w obronę Michaela Schumachera

1997: Niezły sezon w Benettonie

Kolejna kampania znana była z zażartej rywalizacji pomiędzy Michaelem Schumacherem a Jacquesem Villeneuvem. Alesi zaś był pod ogromną presją. Na samym początku dostał ultimatum od szefa zespołu, Flavio Briatore. W przedsezonowych testach bolid okazał się bardzo konkurencyjny. Jednakże w poprzednim sezonie z zespołu odeszło kilka ważnych osobistości, w tym Ross Brawn. Inauguracja w Australii była zaskakująca. Francuz kilkukrotnie ignorował komunikaty zespołu o zjeździe na pit stop. Pięć okrążeń później wycofał się z powodu braku paliwa w baku. Briatore był wściekły, uznał to jako zmarnowaną okazję na pewne podium.

W następnych czterech wyścigach zdobył tylko trzy punkty. Jednak późniejsze podia sprawiły, że Francuz pewnie okupował trzecią lokatę w klasyfikacji. Znakomite wyścigi przeplatał fatalnymi. Jego forma była bardzo nieregularna, podobnie jak Bergera. Po dyskwalifikacji Schumachera, za sytuacje z Villeneuvem przy okazji GP Europy, Alesi został sklasyfikowany na czwartej lokacie, z tą samą ilością punktów co Coulthard. Szkot jednak miał na swoim koncie zwycięstwa w Australii oraz we Włoszech, dlatego to on skończył wyżej od Francuza.

Odejście z Benettona

Kontrakt z Alesim nie został przedłużony, tym samym przez krótką chwilę stanął nad przepaścią. Z pomocą przyszedł zespół Saubera, który podpisał z nim dwuletni kontrakt. Nowym zespołowym kolegą Francuza został Johnny Herbert. Sam bolid napędzany był zeszłoroczną jednostką napędową Ferrari. Sauber był wówczas szóstą siłą w stawce. Podczas, gdy Herbert przez całą kampanię zdobył jedynie punkt (w dodatku na początku w Australii), Alesi zaskakiwał. W przeciętnym bolidzie zdobywał punkty i dojeżdżał regularnie w pierwszej dziesiątce.

Pod koniec sezonu 1998, a dokładniej w Belgii, stanął na najniższym stopniu podium, obok Damona Hilla i Ralfa Schumachera. Był to legendarny deszczowy wyścig, w którym na starcie doszło do masowej kolizji, w której wycofało się wielu kierowców. Całą rywalizację zakończył na jedenastym miejscu z dorobkiem dziewięciu punktów.

W 1999 r. do Saubera dołączył Pedro Diniz, który zastąpił zawodnego Herberta. Na nieszczęście, bolid przygotowany na ten sezon był jeszcze słabszy, a dodatkowo doszła spora awaryjność. Na przestrzeni całej kampanii, Alesi punktował zaledwie dwa razy, dokładniej w San Marino oraz Japonii. W pierwszej połowie sezonu, na 8 startów, do mety dojechał “aż” jeden raz. Diniz prezentował się podobnie do francuskiego kolegi, zdobył o jeden punkt więcej w klasyfikacji końcowej. Fatalny rok dla całego zespołu Petera Saubera.

Alesi dołącza do starego znajomego

W ostatnim sezonie XX wieku, Alesi dołączył do zespołu swojego byłego zespołowego partnera, Alaina Prosta. Ten kupił zespół od Ligiera na początku 1997, jednak z dość marnym skutkiem. Partnerem Jeana został debiutant, Nick Heidfeld. Sam bolid Prosta był bardzo wolny i niekonkurencyjny. Ich jedynym przeciwnikiem na podobnym poziomie było Minardi, z którym rywalizowali o przedostatnie miejsce. Bardzo zawodne silniki Peugeota wydawały się główną przyczyną kłopotów.

Do tego doszły dziwne przypadki, takie jak w Brazylii. Tam, podczas kwalifikacji został uderzony przez… bilbord. W samym wyścigu wycofał się z powodu awarii elektryki. Podczas GP Hiszpanii, z toru wywiózł go de la Rosa z Arrowsa. Wyścig w Niemczech przyniósł kolejną sporą kraksę w karierze Francuza. Za samochodem bezpieczeństwa nie zachował odpowiedniego dystansu od Pedro Diniza i z impetem wpadł w jego tył. W Austrii zaś bardzo nieodpowiedzialnie, w pierwszym zakręcie zaatakował zespołowego partnera. Atak był jednak bardzo opóźniony i poskutkował podwójnym wycofaniem się kierowców zespołu. Tego typu sytuacji było znacznie więcej, polecam obejrzeć kompilację sezonu 2000 w wykonaniu Alesiego na YouTube.

ZOBACZ TAKŻE
Peugeot w F1: Zapowiadało się nieźle, a wyszło przeciętnie

Ostatni sezon w Formule 1

Bolid Prosta na następną kampanię okazał się bardzo niezawodny i mało awaryjny. Naszemu bohaterowi udało się ukończyć każdy wyścig w sezonie (przynajmniej w barwach Prosta). Ponadto, zdołał zapunktować w Monako, Kanadzie oraz w Niemczech. Dokładnie po wyścigu w Niemczech, Heinz-Harald Frentzen został wyrzucony z zespołu Jordana, z powodu słabych wyników. Dołączył zatem do zespołu Prosta, zaś Alesi zamienił się z nim i przybrał barwy Jordana. Tam pojechał ostatnie 5 wyścigów sezonu.

Ostatni punkt w karierze zdobył w Belgii, gdzie dojechał na szóstej lokacie. Jego ostatnim wyścigiem w Formule 1 było Grand Prix Japonii, którego zresztą nie ukończył po kolizji z Kimim Raikkonenem. Osiągał znacznie słabsze rezultaty od zespołowego partnera, Jarno Trullego. Jordan nie przedłużył z nim kontraktu, a w jego miejsce przyszedł Japończyk, Takuma Sato. Alesi otrzymał jeszcze ofertę od Arrowsa, jednak ją odrzucił. Nie chciał się ścigać w zespole z dołu stawki, dlatego zdecydował się odejść z Formuły 1.

Co było potem?

Po odejściu z Formuły 1, Jean Alesi dołączył do serii DTM. Jeździł za sterami samochodu Mercedesa. Tam w swoim pierwszym sezonie startów zdołał nawet wygrać w Donington, a całą kampanię zakończyć na znakomitej piątej lokacie. Rok później znów wygrał w Donington i dołożył zwycięstwo na torze Hockenheim. Ponownie w klasyfikacji końcowej był piąty. W kolejnych startach nie szło mu już tak dobrze, zajmował dwa razy siódmą i raz dziewiątą lokatę na zakończenie. W 2008, Alesi dołączył do innych byłych kierowców Formuły 1, którzy ścigali się w serii Speedcar Series. Tam, przez dwa lata, cztery razy świętował zwycięstwo.

ZOBACZ TAKŻE
Hockenheimring - obiekt odarty z duszy | Tory Formuły 1

Rok po startach w Speedcarze, Francuz podjął decyzję o starcie w 24-godzinnym wyścigu Le Mans. U boku Giancarlo Fisichelli i Toniego Vilandera skończył czwarty w klasie GT2. Ciekawa była jego próba podboju Ameryki. W kwietniu 2012, nasz bohater ogłosił swój start w wyścigu Indianapolis 500. Przybrał barwy zespołu Fan Force United i za sterami bolidu napędzanego silnikami Lotusa zajął ostatnią pozycję w kwalifikacjach.

W samym wyścigu otrzymał czarną flagę po zaledwie dziesięciu okrążeniach. To z uwagi, na zbyt wolną jazdę spowodowaną słabiutkimi silnikami Lotusa. W grudniu 2012 roku nieoficjalnie ogłosił zakończenie sportowej kariery, zaś na początku 2013 został ambasadorem firmy Pirelli. Obecnie jego syn, Giuliano Alesi stara się dorównać ojcu, jednakże nie radzi sobie najlepiej w Formule 2. Zeszły sezon zakończył na odległej siedemnastej pozycji, z dwunastoma punktami na koncie. Ojciec nawet dla kontynuowania jego kariery… sprzedał swój bolid sprzed lat.

Podsumowanie

Jean Alesi, po przeczytaniu jego ogromnego życiorysu można stwierdzić tylko jedno. Jest ogromnym pechowcem. Podjęcie decyzji o dołączeniu do Ferrari zamiast Williamsa, okazało się strzałem nie tylko w kolano, lecz w samo serce. W latach 90. Williams prezentował ogromne możliwości, był znacznie bardziej konkurencyjny od Ferrari, które męczyło się i starało złożyć dobry bolid.

Szczęśliwie, życie podarowało mu choć jedno zwycięstwo w karierze. Późniejsza kariera nie była już tak kolorowa, jak ta w Ferrari. Tam chociaż mógł bić się o najwyższe cele, czego nie można powiedzieć o sezonach spędzonych w Sauberze, czy Proście. Rok 2000 był zwieńczeniem jego pechowej kariery. Wtedy dosłownie wszystko było przeciwko niemu, włącznie z nim samym. Wielka szkoda, gdyż faktycznie przejawiał ogromne możliwości. Jedna wspomniana decyzja pogrążyła jego całą karierę.

Skomentuj

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama