Nasze profile w mediach społecznościowych

Formuła 1

Elio de Angelis – dżentelmen na torze i poza nim | Zmarnowane talenty F1

Poprzednio poznaliśmy Jaime Alguersuariego, kierowcę który na początku kariery otrzymał pomocną dłoń od Red Bulla, lecz po swoim najlepszym sezonie stracił miejsce w zespole Toro Rosso. Ponownie cofniemy się w czasie do szalonych lat 80. Po śmierci Rogera Williamsona standardy bezpieczeństwa podczas sesji nieco się poprawiły, ale nie dotyczyło to testów. Boleśnie przekonał się o tym dzisiejszy bohater materiału z serii o zmarnowanych talentach. Elio de Angelis, gdyż o nim mowa, zadebiutował w Formule 1 w bardzo młodym wieku i po dobrych występach trafił do zespołu Colina Chapmana. Co się wydarzyło w kolejnych latach i dlaczego zginął choć wszystko mogło zakończyć się szczęśliwie?

Opublikowano

w dniu

Elio de Angelis
Fot. Twitter

Jak Elio de Angelis znalazł się w Formule 1?

Elio de Angelis urodził się 26 marca 1958 roku w stolicy Włoch, czyli w Rzymie. Pochodził z zamożnej i znanej rodziny, gdyż jego ojciec Giulio był wielokrotnym mistrzem świata w wyścigach łodziami wodnymi. Pierwsze pogłoski o startach Elio pojawiły się w 1974 roku, wówczas zgłosił się do kartingowych mistrzostw Włoch w kategorii 100cc. Tam od razu został mistrzem, zaś rok później zdobył wicemistrzostwo świata w tej samej klasie. Wiadomym było, że de Angelis prezentuje wysoki poziom oraz ma ogromny potencjał, dlatego logicznym krokiem było dołączenie w 1977 r. do Formuły 3. Wziął udział w dziewięciu wyścigach europejskiej serii, gdzie ostatecznie zajął siódme miejsce. Ponadto rywalizował w swojej rodzimej włoskiej F3, którą zdominował.

Znakomitym osiągnięciem popisał się w kolejnym sezonie. Mimo miernych rezultatów w Formule 2 wygrał prestiżowe GP Monako Formuły 3, które ówcześnie było przepustką do wielkiej kariery. Jego potencjał zauważyło szefostwo zespołu Shadow, które zaproponowało mu dołączenie do królowej sportów motorowych u boku Jana Lammersa. Wówczas Elio de Angelis miał dwadzieścia lat, a jego awans do Formuły 1 był sporym zaskoczeniem. Towarzyszące temu uczucia można porównać do sytuacji z Maxem Verstappenem w sezonie 2015, kiedy zasilił szeregi Toro Rosso jako 17-latek. Wiele osób w padoku zastanawiało się, czy dobrym pomysłem jest dać szansę Włochowi w tak młodym wieku. Tak czy inaczej umowę sfinalizowano i w ten sposób de Angelis pojawił się w najwyższej serii wyścigowej świata.

ZOBACZ TAKŻE
Jaime Alguersuari - inna pasja ponad wyścigi | Zmarnowane talenty F1

Trudny debiut, który później zaowocował

Elio zadebiutował podczas GP Argentyny, które odbywało się na torze w Buenos Aires. W kwalifikacjach zajął szesnaste miejsce, lecz startował piętnasty z uwagi na wycofanie się Patrese. Sam wyścig ułożył się całkiem nieźle dla Włocha, ponieważ zakończył go tuż za punktowaną szóstką. Kolejne starty nie były tak udane, a głównym winowajcą był kiepski bolid. Najlepszym rezultatem, który osiągnął było czwarte miejsce w Stanach Zjednoczonych. De Angelis czuł się na Watkins Glen jak ryba w wodzie. Trzy cenne punkty, które zdobył w barwach słabego już Shadowa wywarły spore wrażenie na ówczesnym szefie Lotusa, Colinie Chapmanie. To zaowocowało, Carlos Reutemann odszedł do Williamsa, a jego miejsce zajął właśnie Elio de Angelis. Jego nowym zespołowym partnerem został mistrz świata z 1978 roku, Mario Andretti. Amerykanin pomagał młodemu kierowcy z oswojeniem się w Lotusie.

Inauguracji sezonu 1980 nie mógł zaliczyć od udanych, gdyż awarii uległo zawieszenie. Jednak kolejny wyścig, który odbył się w Brazylii był pokazem czystych umiejętności de Angelisa. Elio pojechał znakomicie i omal nie został najmłodszym wówczas zwycięzcą w historii królowej sportów motorowych. Szybszy od niego był jedynie Rene Arnoux. Łatka bogatego dziecka, które wkupiło się do Formuły 1 powoli od niego odchodziła. W padoku zyskał reputację oraz poszanowanie. Jeden z inżynierów Lotusa, Peter Wright wspominał po latach, że to z Włochem najlepiej mu się pracowało. Następne starty nie należały do najlepszych w jego wykonaniu, często dochodziło do awarii oraz nie mógł okiełznać maszyny. Dopiero pod koniec roku forma naszego bohatera poprawiła się. W pięciu ostatnich wyścigach zdobywał punkty w trzech, a całą rywalizację zakończył czwartym miejscem w USA. Ostatecznie zajął siódme miejsce w klasyfikacji końcowej, przy czym pokonał swojego bardziej doświadczonego kolegę, który zdobył zaledwie punkt.

Pierwsze poważne sukcesy Włocha

W następnej kampanii Andretti odszedł z zespołu Lotusa i zasilił szeregi Alfy Romeo. Do teamu z Hethel dołączył Nigel Mansell, młody Brytyjczyk, który rok wcześniej wziął udział w trzech wyścigach (również w barwach Lotusa). Elio de Angelis rozpoczął sezon od wypadku, który szczęśliwie nie okazał się poważny. Później było znacznie lepiej, gdyż zdobywał punkty w dwóch kolejnych startach. W GP San Marino obaj kierowcy brytyjskiej stajni nie wzięli udziału. To z uwagi na prace nad nowym bolidem, Lotusem 87, który miał zastąpić zakazany model Lotus 88. Poprawiony pojazd miał lepsze podwozie, które było zbudowane z włókna węglowego, a wzmocnione zostało kevlarem. Ponadto wkrótce do zespołu powróci ikoniczny sponsor John Player. Optymizm był spory, co zaowocowało porządnymi wynikami de Angelisa. Włoski kierowca stale dojeżdżał w punktach, a to przełożyło się na ósme miejsce w klasyfikacji indywidualnej.

Niedługo potem okazało się, że Lotusa stać na zbudowanie jeszcze lepszego bolidu. Model 87 był bardzo ciężki i na początku 1982 został zastąpiony przez Lotusa 91. Tym razem postawiono na prostotę wykonania, pojazd miał być łatwy w utrzymaniu na torze. Ponadto był znacznie lżejszy, co pozwoliło Brytyjczykom na walkę z zespołami, które zaopatrzone były w turbodoładowane silniki. Początkowo wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, jednak Włoch przeplatał dobre wyniki wycofaniami z rywalizacji. Winowajcą był samochód, a dokładniej awarie skrzyni biegów i układu sterowania. Do wyścigu w Austrii startował z odległego siódmego pola. Liczne awarie i przetasowania w stawce spowodowały, że o zwycięstwo walczył on z Rosbergiem. Do samego końca nie wiadomo było kto wygra. Ostatecznie to nasz bohater okazał się lepszy o zaledwie 0.050 sekundy! Był to ostatni raz kiedy Colin Chapman podrzucił swoją czapkę w geście triumfu. Zmarł pod koniec roku na zawał serca.

Elio de Angelis: Sezon posuchy i najlepszy rezultat w karierze

Na początku sezonu 1983 miejsce Chapmana zajął Peter Warr, czyli dotychczasowy menedżer zespołu. Ponadto Lotus postanowił skorzystać z oferty silnikowej Renault. Od tej pory mieli otrzymać turbodoładowane jednostki, w miejsce starszych silników Coswortha. Rywalizacja rozpoczęła się w Brazylii na torze Jacarepagua od… dyskwalifikacji de Angelisa. Bolid Włocha, Lotus 93T odmówił posłuszeństwa na okrążeniu rozgrzewkowym. Dlatego zespół wymienił pojazd na starszego Lotusa 92. który nadal napędzany był silnikiem Cosworth. Sędziowie okazali się nieugięci i zdyskwalifikowali Elio.

W kolejnych siedmiu startach samochodem Lotus 93T pewnym się stał fakt, że jest on wielkim niewypałem. Aż sześć razy doszło do usterki, która wyeliminowała Elio de Angelisa z wyścigów. Przed GP Wielkiej Brytanii zespół postanowił dać szansę nowej maszynie, modelowi 94T. Ten jednak nadal nie był aż tak konkurencyjny jak w poprzednich latach. Ciągle doskwierały im awarie, a jedynym dobrym wynikiem w ciągu całego sezonu było piąte miejsce we Włoszech. Oprócz tego pozytywem było pierwsze pole position Włocha, które zdobył w GP Europy.

Rok 1984 był najlepszym w całej karierze Elio de Angelisa. Bolid Lotus 95T, który został skonstruowany przez Gerarda Ducarouge okazał się bardzo konkurencyjny i solidny. Zaczęło się od pierwszego pola startowego na inaugurację, zakończoną pierwszym od ponad roku podium. Po niepowodzeniu w Kyalami, de Angelis zanotował fenomenalną serię, gdyż zdobywał punkty w ośmiu kolejnych wyścigach. W ich trakcie jeszcze dwa razy dojeżdżał na najniższym stopniu podium, a w Detroit otarł się o zwycięstwo. Przegrał jedynie z Nelsonem Piquetem. Końcówka była lekko mówiąc kiepska, ponieważ na sześć startów aż cztery razy wycofał się z rywalizacji. Mimo wszystko cała kampania była bardzo udana. Elio pokonał swojego partnera i został liderem zespołu. W klasyfikacji końcowej zajął znakomite trzecie miejsce.

Ayrton Senna wypiera Elio de Angelisa z Lotusa

Po wspaniałym sezonie z Lotusa odszedł Nigel Mansell, który dołączył Williamsa. W jego miejsce przyszedł pewien Brazylijczyk, który rok wcześniej oczarował zarząd zespołu w swoim debiucie. Nazywał się Ayrton Senna. Praktycznie z miejsca rzucił wyzwanie bardziej doświadczonemu koledze, mimo mizernego początku kampanii. Nasz bohater zaś rozpoczął bardzo solidnie od kolejnego podium w Brazylii. Następnie zajął czwarte miejsce w Portugalii, aby dwa tygodnie później świętować swoje drugie zwycięstwo. Tym razem odniósł je na torze Imola, jednak w trakcie całej rywalizacji ani razu nie jechał na pierwszym miejscu. Pierwszy do mety dojechał Alain Prost, ale został zdyskwalifikowany za niedowagę pojazdu. Następnie Elio de Angelis zanotował kolejne, a jak się okazało ostatnie podium w swojej karierze. Stanął na najniższym jego stopniu w Monako. Innym sukcesem Włocha było kolejne pole position, tym razem osiągnięte w Kanadzie.

Elio stale dowoził punkty i był solidnym punktem zespołu. Końcówka sezonu nie była aż tak udana jak początek, jednak mimo to zajmował piąte i szóste pozycje. Na zakończenie kampanii w Australii został zdyskwalifikowany za spóźnienie się podczas okrążenia rozgrzewkowego. Wydawało się, że de Angelis pozostanie filarem Lotusa, jednak Senna zabłysnął pod koniec roku i aż pięć razy z rzędu stawał na podium. Ostatecznie Brazylijczyk pokonał w klasyfikacji końcowej Włocha o pięć punktów. Zajęli kolejno czwarte i piąte miejsce. W tym momencie nasz bohater poczuł, że zespół bardziej skupia się na jego koledze, aniżeli na nim. Dlatego przed kolejnym sezonem postanowił odejść z Lotusa i dołączyć do zespołu Berniego Ecclestone’a, Brabhama.

Elio de Angelis traci życie podczas testów

Bolid Brabhama, BT55 napędzany był czterocylindrowymi jednostkami napędowymi BMW. Ta turbodoładowana bestia wydawała się pożerać resztę stawki, była solidna i sprawdzona. Dzięki niej Nelson Piquet został mistrzem świata w 1983 roku. Nowy zespołowy partner de Angelisa, Ricardo Patrese był dobrym i sprawdzonym kierowcą. Gordon Murray, projektant nowego pojazdu obiecywał wiele. Nastroje przed rozpoczęciem sezonu były bardzo pozytywne, każdy był pewny siebie. Pewna anegdota mówi, iż pewnego wieczora kierowcy wraz z Ecclestonem i Murrayem rzucali monetą o to, kto wygra pierwszy wyścig kampanii. Ostatecznie model BT55 był ogromną klapą. Elio nie potrafił okiełznać nowej maszyny, którą bardzo trudno się prowadziło. Na inaugurację zajął ósme miejsce, a następnych trzech wyścigów nie ukończył. W dwóch przypadkach winny był silnik, zaś w Hiszpanii awarii uległa skrzynia biegów.

Po fatalnym weekendzie w Monako zespół Brabham wziął udział w testach na torze Paul Ricard. 14 maja 1986 roku, podczas drugiego dnia testów doszło do poważnego wypadku. W bolidzie Włocha urwało się tylne skrzydło, przez co pojazd wzbił się w powietrze i wylądował odwrócony na barierze. Co ciekawe nikt w boksach nie wiedział, że coś się stało. Samo uderzenie nie było aż tak poważne jak mogłoby się wydawać, podobno de Angelis złamał jedynie obojczyk. Problemem był przebity zbiornik paliwa, przez który bolid zapłonął. Po chwili ludzie zauważyli, że coś się stało i pobiegli z pomocą. Ostatecznie po bardzo długim czasie wyciągnęli de Angelisa z płonącego wraku. Po reanimacji przewieźli go do szpitala, lecz okazało się, że na uratowanie Elio było za późno. Elio de Angelis zmarł następnego dnia z powodu uduszenia się  tlenkiem węgla (II).

Podsumowanie

Elio de Angelis to bez wątpienia jeden z najlepszych kierowców lat 80. Kto wie ile by osiągnął, gdyby otrzymał bolid na miarę swoich możliwości. Oprócz umiejętności na torze Włoch mógł pochwalić się grą na fortepianie. Pokazał to przykładowo przed GP RPA w 1982 roku, kiedy zagrał koncert dla protestujących kolegów po fachu. W padoku miał wielu przyjaciół i był bardzo lubiany. Wielu pracowników Lotusa wspominało po latach, że to z nim najlepiej im się pracowało.

Jego śmierć pokazała ogromne braki w utrzymaniu bezpieczeństwa na torach Formuły 1. Podczas samych wyścigów poprawa była spora, co jest głównie zasługą Jackiego Stewarta. Jednak testy to inna bajka, a oliwy do ognia dodaje fakt, że helikopter ratowniczy pojawił się na miejscu wypadku dopiero po ponad pół godziny. Po tym incydencie ustanowiono nowe standardy bezpieczeństwa podczas dni testowych. Kluczową zmianą było dodanie wymogu o posiadaniu helikoptera na miejscu oraz zwiększenie ilości sędziów na torze. Podsumowując, tragedia Elio de Angelisa stała się podstawą dla zwiększenia bezpieczeństwa zarówno podczas wyścigów jak i testów.

5/5 (liczba głosów: 1)
Skomentuj

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama
Reklama