Connect with us

Formuła 1

Heinz-Harald Frentzen, czyli pomagier mistrzów | Zmarnowane talenty F1

Ostatnio przyjrzeliśmy się bliżej bogatej karierze Jeana Alesiego. Tym razem pozostaniemy w klimacie lat 90. i początkach XXI wieku. Przez lata zagłębiania się w świat Formuły 1, osobiście dostrzegłem jedno specyficzne nazwisko, które miało spory wpływ na to, co działo się pod koniec zeszłego tysiąclecia. Heinz-Harald Frentzen, bo o nim mowa, był synonimem wielkiego talentu i szybkości. Jego mistrzowskie plany pokrzyżował fakt, iż przez większość kariery był drugim kierowcą w zespołach. Jakich zatem miał zespołowych partnerów? Może mógł wygrać więcej?

Opublikowano

w dniu

Heinz-Harald Frentzen, DTM
Fot. DTM / Twitter

Heinz-Harald Frentzen i początki jego kariery

Heinz-Harald Frentzen urodził się 18 maja 1967 roku, w tej samej miejscowości, co jeden z poprzednich bohaterów naszej serii, Nick Heidfeld. Dokładniej w Mönchengladbach. Jego ojciec, Heinrich-Harald, finansował starty syna w kartingu oraz był jego głównym mechanikiem. Początek lat 80. to głównie starty w gokartach. W 1981 poznał przyszłego 7-krotnego mistrza świata, Michaela Schumachera. Oprócz tego, w tym samym roku został mistrzem Niemiec juniorów.

W kolejnych latach nadal ścigał się w kartingu, aż do 1986 roku, ponieważ dołączył wtedy do Niemieckiej Formuły Ford 2000. Tam jeździł przez dwa lata, w drugim sezonie zdobył nawet wicemistrzostwo serii. W następnej kampanii dołączył do zespołu byłego kierowcy Formuły 1, Jochena Massa, w Niemieckiej Formule Opel Lotus. Tam nasz bohater bardzo szybko się zaaklimatyzował i został mistrzem w pierwszej próbie. Ponieważ Frentzen wykazywał spore umiejętności, został objęty patronatem Niemieckiego Komitetu Sportów Motorowych (ONS).

ZOBACZ TAKŻE
Jean Alesi - spełnione marzenie kosztem kariery | Zmarnowane talenty F1

Dołączył wówczas do Niemieckiej Formuły 3. Tu dał o sobie znać Schumacher, nagrodą za zwycięstwo w jednym z wyścigów był dzień testów bolidem Formuły 1. Michael zwyciężył ten wyścig, ponieważ wypchnął prowadzącego Heinza-Haralda z toru. Mimo niepowodzenia, Heinz-Harald Frentzen został mistrzem serii. Przez następne dwa lata Niemiec brał udział w Formule 3000, w zespole Eddiego Jordana. Jednak tam nie poradził sobie najlepiej, zajmował kolejno szesnaste i czternaste miejsce.

Później, po namowie zespołu Nova, dołączył do Japońskiej Formuły 3000 w 1993 roku. Wystartował w trzech wyścigach i nawet raz stanął na podium. W kolejnym sezonie pozostał w azjatyckiej serii. Mimo mizernego początku, zajął dziewiątą pozycje na zakończenie rywalizacji. Do naszego bohatera odezwał się wtedy Peter Sauber, który zaproponował Niemcowi testy na torze Mugello. Chwilę później, Frentzen podpisał kontrakt z zespołem Saubera na przyszły sezon F1.

Heinz-Harald Frentzen, Japońska Formuła 3000

Fot. Nicolas Dura / Twitter

Debiut w Sauberze

Heinz-Harald Frentzen dołączył do zespołu Saubera na sezon 1994, jego zespołowym partnerem był Austriak, Karl Wendlinger. Pierwszym wyścigiem było wówczas Grand Prix Brazylii na torze Interlagos. O dziwo nasz bohater nieco zaskoczył, bo startował z wysokiego, piątego pola. Wyścigu niestety nie ukończył, na szesnastym okrążeniu wypadł z toru. Lepiej poszło mu na torze TI Aida, zdobył tam swoje pierwsze punkty, ponieważ dojechał do mety piąty.

ZOBACZ TAKŻE
Skąd wzięła się legenda Ayrtona Senny?

Kolejnym weekendem było znane większości GP San Marino na Imoli. W kwalifikacjach nasz bohater stracił bliskiego przyjaciela, Rolanda Ratzenbergera. Jak dobrze wiadomo, w niedzielę zginął trzykrotny mistrz świata, Ayrton Senna. Niemiec zrobił swoje i dojechał na siódmej lokacie. Po wyścigu otrzymał ofertę od Williamsa, na zastąpienie zmarłego mistrza. Ten ją odrzucił, z uwagi na lojalność wobec Saubera. Z kolejnego wyścigu w Monako wycofał się, ponieważ groźny wypadek zaliczył jego zespołowy partner. Kolejne starty nie były już tak dobre, a to z uwagi na liczne awarie i wycofania. We Francji zajął najlepszą w karierze, czwartą pozycję w wyścigu, zaś w Japonii i podczas GP Europy punktował. Debiutancki sezon zakończył na trzynastej lokacie z dorobkiem siedmiu punktów.

Udany rok dla Niemca

Następna kampania dla Saubera była bardzo ciekawa, ponieważ doszło do kilku zmian. Po pierwsze, nowym dostawcą silników został Ford. Poprzedni dostawca, Mercedes, związał się z zespołem McLarena. Drugą bardzo istotną zmianą było zyskanie nowego sponsora, którym okazał się ogromny dziś koncern Red Bull. Jeśli chodzi o formę naszego bohatera, to o dziwo była całkiem niezła. W zespole, który raczej nie walczył o najwyższe cele, zdołał równo i regularnie punktować. Głównym winowajcą pięciu wycofań się były awarie samochodu. Jedynie raz, podczas GP Europy, Frentzen odpadł po kolizji z innym kierowcą.

Podczas GP Włoch, na torze Monza, Niemiec pewnie jechał po piątą lokatę. Z powodu usterek, kierowcy Jordana, którzy jechali przed nim musieli wycofać się z rywalizacji. To mu zapewniło pierwsze podium w najwyższej kategorii sportów motorowych. Do ciekawej sytuacji doszło w ostatnim wyścigu sezonu, w Adelajdzie. Heinz-Harald Frentzen próbował dublować Marka Blundella. Ten jednak nie zamierzał przepuścić Niemca. Po tym, jak udało mu się nareszcie zdublować Brytyjczyka, w geście złości pokazał mu środkowy palec. Ostatecznie karma go dopadła i awarii w bolidzie uległa skrzynia biegów. Całą kampanię skończył na znakomitej dziewiątej lokacie, nieznacznie przegrywając z Olivierem Panisem i Miką Hakkinenem.

ZOBACZ TAKŻE
Dlaczego Robert Kubica nie został mistrzem świata F1 w 2008 roku?

Przeciętny sezon 1996

W kolejnym sezonie, nowym pierwszym kierowcą zespołu został doświadczony Johnny Herbert. Tym razem nie było tak kolorowo jak w poprzednim roku. Silniki Forda zmagały się z wieloma problemami. Nie dość, że były bardzo awaryjne, to dodatkowo miały spore niedostatki mocy. Po czterech wycofaniach Niemca z rzędu, przyszło deszczowe GP Monako, które przeszło do historii.

Po licznych wypadkach i przetasowaniach zwycięzcą wyścigu został Olivier Panis z Ligiera. Ten wyścig zasługuje jednak na osobny materiał. Naszemu bohaterowi zaś udało się uniknąć większości kłopotów. Jedyny błąd popełnił na osiemnastym okrążeniu, gdy wpadł w tył bolidu Eddiego Irvine’a i urwał skrzydło. Prawdopodobnie, gdyby nie doszło do kolizji to wygrałby ten wyścig. Mimo wszystko, zajął ostatnią, czwartą lokatę i zdobył pierwsze punkty w tym sezonie. Kolejne zdobył dwa tygodnie później, w Barcelonie. Ponownie dojechał czwarty. Ostatnią zdobyczą był jeden punkt w ostatnim wyścigu kampanii w Japonii. W klasyfikacji końcowej zajął przeciętną dwunastą pozycję, z marnym dorobkiem siedmiu punktów.

Heinz-Harald Frentzen, Sauber

Fot. 1990sF1 / Twitter

Heinz-Harald Frentzen w Williamsie

Po tym, jak ówczesny mistrz, Damon Hill przeniósł się do zespołu Arrows, w mistrzowskim Williamsie zostało wolne miejsce. Mimo spekulacjach, o możliwym transferze Heinza-Haralda do McLarena, ten wykorzystał szansę i dołączył do brytyjskiego zespołu. Jego zespołowym partnerem został zeszłoroczny debiutant, piekielnie szybki Kanadyjczyk, wicemistrz poprzedniej kampanii – Jacques Villeneuve.

Oczekiwania wobec mistrzów były spore. Nasz bohater nie potrafił się niestety dogadać z głównym inżynierem zespołu, Patrickiem Headem. Sezon w Australii zaczął się dla zespołu fatalnie. Villeneuve odpadł na pierwszym okrążeniu po sporej kolizji. Nasz bohater zaś musiał się męczyć z ogromnie zużywającymi się klockami hamulcowymi firmy AP. Na trzy kółka przed końcem, w bolidzie Niemca eksplodowała tarcza hamulcowa i odpadł z rywalizacji.

ZOBACZ TAKŻE
Gilles Villeneuve: Szatan za kierownicą | Legendy motorsportu

Szczęście się do niego uśmiechnęło w czwartym wyścigu sezonu. Na torze Imola, startował z drugiego pola startowego. Mimo spadku za Schumachera, zdołał go wyprzedzić bo pit stopach. Po awarii skrzyni w samochodzie Villeneuve’a, Frentzen awansował na pierwszą lokatę. Pod koniec zużywały mu się hamulce, jednak dojechał przed rodakiem i pierwszy raz w karierze wygrał wyścig Formuły 1. Przez większość rywalizacji, o mistrzostwo zażarcie walczyli jego kolega zespołowy i Schumacher. Nasz bohater zaś był podporą swojego kolegi.

Najciekawszy wyścig sezonu 1997: GP Europy

Najbardziej emocjonujący był ostatni wyścig sezonu. Grand Prix Europy na torze Jerez przeszło do historii, nie tylko z uwagi na walkę o mistrzostwo. Do sensacji doszło już w trakcie kwalifikacji. Aż trzech kierowców uzyskało dokładnie ten sam czas, co do tysięcznej części sekundy. Pierwszy dokonał tego Villeneuve, później Schumacher, a pod koniec sesji Frentzen. W samym wyścigu, kierowca Ferrari zaliczył atomowy start i od razu objął prowadzenie. Heinz-Harald również dobrze wystartował i wyprzedził swojego kolegę, aby nakładać presję na Michaela. Później jednak oddał pozycje Villeneuve’owi.

Po pit stopach Niemiec spadł za kierowców McLarena. Następnie doszło do kolizji pomiędzy zaciekle atakującym Villeneuvem a Schumacherem. Ten drugi w geście złości przed umykającym mistrzostwem, celowo podczas ataku rywala, uderzył w jego bok. Za ten manewr przyniósł mu dyskwalifikację z klasyfikacji sezonu. Ostatecznie Kanadyjczyk został mistrzem, zaś Heinz-Harald mógł świętować wicemistrzostwo.

Heinz-Harald w Williamsie 1997

Fot. Williams Racing / Twitter

Następna kampania u boku mistrza świata

W następnym roku startów, dostawcą silników dla Williamsa został Mecachrome, która dostarczała starą specyfikację Renault. Dodatkowo odeszło kilka ważnych osób, w tym ojciec ich sukcesu – projektant Adrian Newey. Ten dołączył do McLarena. Skład kierowców jednak nie zmienił się. O dziwo początek w Australii był udany, Frentzen zajął trzecią pozycję, a Villeneuve dojechał piąty. Przez cały sezon musieli jednak uznać wyższość Ferrari i McLarena, które razem zaciekle rywalizowały o tytuł.

Williams musiał walczyć o trzecie miejsce z Jordanem i Benettonem. Szczęśliwie, dzięki dobrej postawie Heinza-Haralda pod koniec kampanii, wyszli zwycięsko i to oni zajęli trzecią lokatę. Stara specyfikacja Renault dała o sobie znać, zwłaszcza w połowie sezonu, kiedy widać było niedostatki mocy. Sytuacja podobna do tej, z 1995 roku z Saubera. Oprócz tego, doszły błędy i pech. W Kanadzie odpadł po tym, jak wyjeżdżający z boksów Schumacher wpadł prosto pod niego. Całą rywalizację zaś skończył na siódmej pozycji, za Villeneuvem.

Villeneuve i Frentzen , Williams

Fot. UnracedF1 / Twitter

Heinz-Harald Frentzen dołącza do Eddiego Jordana

Po kampanii 1998, Williams podziękował Niemcowi za współpracę. Przez moment mówiło się o powrocie do Saubera. Stało się jednak inaczej, Heinz-Harald Frentzen dołączył do zespołu Eddiego Jordana. Jego partnerem został mistrz z 1996 roku, Damon Hill. Bolid Jordan 199, napędzany silnikami Hondy okazał się bardzo konkurencyjny. Nasz bohater poczuł się jak ryba w wodzie. Samochód bardzo mu podpasował, o czym nie mógł powiedzieć w Williamsie.

Co do rezultatów, w Australii zaskoczyły liczne awarie, zwłaszcza w McLarenie. Heinz-Harald wykorzystał sytuacje i dojechał do mety na drugiej lokacie. W Brazylii optymizm nadał napawał, Frentzen przegrał jedynie z Hakkinenem i Schumacherem. Po tym, na Niemca ktoś wylał kubeł zimnej wody. W Hiszpanii i Kanadzie nie dojeżdżał do mety, co lekko zepsuło jego humor.

ZOBACZ TAKŻE
Aston Martin powstał z... Jordan GP. Historia ekipy z Silverstone

Nagła zwyżka formy i walka o mistrzostwo

Przebudzenie jednak nadeszło bardzo szybko, a dokładniej we Francji na torze Magny-Cours. Ciekawe w tym wszystkim jest to, że wypadek w Kanadzie spowodował złamanie nogi u Niemca, o czym ten nie miał pojęcia. Wracając do Francji, Frentzen startował z piątego pola i szybko wyprzedził Panisa. Później zaś nad torem pojawił się deszcz, a co za tym idzie doszło do masowej wymiany opon. Heinz-Harald przechytrzył wszystkich tym, że do jego samochodu zatankowano tyle paliwa, ile wystarczyłoby na ukończenie wyścigu. Kierowcy przed nim o tym nie pomyśleli i musieli zjeżdżać na dotankowanie. Dzięki tej sprytnej zagrywce, kierowca Jordana świętował swoją drugą wiktorię w karierze.

Kolejne wyścigi były bardzo dobre, Niemiec pewnie punktował, zdobywał podia. Całą serię zwieńczył kolejnym zwycięstwem, tym razem we Włoszech. Przez pewien moment był nawet uważany za głównego pretendenta do tytułu. Na Nurburgringu zdobył pole position, pewnie prowadził, aż do momentu pit stopów. Na chwilę po wyjeździe zatrzymał się i wycofał z wyścigu. To dlatego, że omyłkowo wcisnął przycisk, który wyłączył silnik. Wielki pech. Po tym wyścigu stracił szanse na mistrzostwo, a kto wie co by było gdyby do tego nie doszło? Mimo wszystko, sezon zakończył na znakomitej trzeciej lokacie. Z pewnościąto była jedna z najlepszych kampanii w jego karierze.

Powolny spadek formy

W kolejnym sezonie, Frentzen pozostał w zespole Jordana. Na emeryturę zaś odszedł Damon Hill, dla którego 1999 rok był zdecydowanie do zapomnienia. Nowym kolegą Niemca został Jarno Trulli. Po znakomitych wynikach oczekiwania były dość duże. Niestety, bolid EJ10 okazał się bardzo zawodny i awaryjny. Heinz-Harald Frentzen aż 10 razy wycofywał się z wyścigu. Nieukończone wyścigi przeplatał niezłymi rezultatami. W Brazylii i w USA stawał na najniższym stopniu pudła. Jednak nie przyniosło to pożądanych wyników. Bardzo przeciętny sezon i zaledwie dziewiąta lokata w klasyfikacji końcowej. Niemiec jednak wierzył, że dobre wyniki wkrótce przyjdą.

Na kampanię 2001, Frentzen pozostał w żółtych barwach. Początek był dość obiecujący, był kolejno piąty i czwarty w dwóch pierwszych startach. Później wycofał się w Brazylii po awarii elektryki, a w San Marino był znów w punktach. Pierwsze poważne kłopoty zaczęły się w Hiszpanii. Tam Niemiec miał kłopot z tzw. “launch control”, czyli automatyczną kontrolą startu. Przez to spadł na ostatnią lokatę i musiał atakować. Zatrzymał się na Pedro de la Rosie, z którym się zderzył i odpadł z wyścigu. Potem w Austrii awarii uległa skrzynia biegów, co ten otwarcie skrytykował. Niedługo później, na legendarnym torze Monte Carlo miał wypadek w tunelu.

Heinz-Harald Frentzen, Jordan

Fot. F1Underdogs / Twitter

Odejście z Jordana i przygoda w Proście

Ciekawe jest to, że mimo wszystko tuż przed GP Europy przedłużył kontrakt z zespołem o rok, a chwilę po GP Wielkiej Brytanii ogłoszono usunięcie Niemca z zespołu. Podobno doszło do sporej kłótni między zainteresowanym kierowcą a właścicielem, Eddie Jordanem. Poddenerwowany Heinz-Harald Frentzen miał zamiar wyjaśnić to wszystko przed sądem, jednak wszystko zakończyło się ugodą. Dołączył zatem do bankrutującego powoli zespołu Prost GP. Tam niestety nie szło mu za dobrze, to z uwagi na słabiutki bolid AP04.

Jego najlepszym rezultatem w nowym zespole była dziewiąta lokata, która została zdobyta w Belgii. To z uwagi na odwrotną strategię od reszty, gdyż Heinz-Harald pojechał na jeden pit stop. Sezon zakończył na trzynastym miejscu, z dorobkiem zaledwie sześciu punktów, zdobytych jeszcze w barwach Jordana.

Rok 2002 był bardzo trudnym dla Niemca, dołączył do upadającego zespołu Arrowsa, a jego partnerem został Enrique Bernoldi. Nie mogli jednak zdziałać za wiele w słabiutkim bolidzie, napędzanym silnikami Coswortha. Rywalizowali jedynie z Toyotą i Minardi o to, by nie skończyć rywalizacji na szarym końcu. Samochód był i awaryjny, i wolny, bardzo często konieczne było wycofanie się z wyścigu. Co zaskakujące, Frentzen w tak fatalnym sezonie potrafił dwukrotnie punktować! Po licznych wycofaniach kierowców w Hiszpanii i w Monako dojeżdżał na szóstej pozycji, zapewniając tym samym dwa punkty na konto zespołu.

Niestety, na nic się to nie zdało, po wyścigu w Niemczech, Arrows ogłosił bankructwo. Nasz bohater dołączył zatem do zespołu Saubera, wziął udział jedynie w GP Stanów Zjednoczonych, w zastępstwie za Felipe Massę. Zajął tam jedenaste miejsce, zaś w klasyfikacji generalnej skończył osiemnasty.

U Frentzena w Arrowsie, 2002

Fot. F1trcom / Twitter

Heinz-Harald Frentzen i ostatnia próba podboju Formuły 1

Frentzen pozostał w Sauberze na sezon 2003, tym razem został etatowym kierowcą. Nowym kolegą zespołowym został wspomniany na samym początku Heidfeld. Sam bolid C22, którym kierowcy mieli się ścigać nie był nadzwyczajny, Niemiec opisał go jako dobry w deszczu. Początek był obiecujący, punkty w Australii i Brazylii napawały optymizmem. Później jednak było katastrofalnie. W Hiszpanii doszło do awarii zawieszenia, zaś w Austrii zawiniło sprzęgło. Jeszcze gorzej w Monako, gdzie nie dość że miał problem z ruszeniem, to skończył na barierze. Reszta wyścigów była… po prostu przeciętna.

Na otarcie łez, w przedostatnim GP w Stanach Zjednoczonych na torze Indianapolis dojechał do mety na sensacyjnej trzeciej lokacie. Przez krótką chwilę nawet prowadził, a był to pierwszy przypadek w historii, kiedy bolid Saubera znajdował się na czele stawki. W ostatnim wyścigu w karierze doszło do kolizji między nim a Ralfem Schumacherem. Chwilę później awarii uległ silnik.

ZOBACZ TAKŻE
Testy i pierwszy wyścig sezonu 2021 w Bahrajnie. Zmiany w kalendarzu F1

Zdobył trzynaście punktów i zajął ostateczne jedenastą lokatę na zakończenie sezonu. Nie usatysfakcjonowało to jednak Petera Saubera, który zwolnił zarówno jego, jak i Heidfelda. Podobno miał dołączyć do Jordana na kolejny sezon, jednak odrzucono to, ze względu na finanse zespołu. W grudniu 2003 nastąpiło oficjalnie odejście z Formuły 1. Ciekawostką jest to, że wraz z Markiem Webberem jest on posiadaczem rekordu. Dokładniej chodzi o ilość wyścigów ukończonych na trzeciej pozycji z rzędu. Frentzen zrobił to cztery razy, począwszy od GP Belgii do GP Luksemburga w 1997.

Harald w Sauberze, 2003

Fot. LucasVenero44 / Twitter

Heinz-Harald Frentzen w DTM

Niemiec dostał kilka ofert na kontynuację kariery w innych seriach. Zdecydował się na starty w najważniejszej niemieckiej serii – DTM. Został kierowcą Holzera, a ścigał się za sterami Opla Vectry. W 2004 szło mu niemrawo, jednakże polubił czeski obiekt w Brnie. Tam zdobył swoje jedyne trzy punkty w tym sezonie. Rok później było o wiele lepiej, został najlepszym kierowcą za sterami Opla, a dodatkowo dwa razy stanął na podium. Dokonał tego na torach Zandvoort oraz wspomnianym wcześniej Brnie. Skończył rywalizację na ósmej pozycji.

Sezon 2006 był najlepszym w serii DTM, dołączył do zespołu Abt. Tam dostał do dyspozycji Audi A4, z którym dobrze się rozumiał. W pierwszym wyścigu w Hockenheim skończył na najniższym stopniu podium. Później jeszcze cztery razy punktował, a w Hiszpanii powtórzył rezultat z Niemiec. Pechowy był ostatni wyścig sezonu, ponownie w Hockenheim. Tam Frentzen doznał poważnego wypadku, w którym doszło do wstrząsu mózgu u kierowcy. Odszedł z zespołu, wspominając o braku wsparcia z ich strony.

ZOBACZ TAKŻE
Absurdalna sytuacja na Dakarze. Kierowca porzucił pilota pośrodku pustyni

Co się działo później?

W 2008 wraz z Andreą Piccinim oraz Karlem Wendlingerem wzięli udział w prestiżowym wyścigu, 24 Hours of Le Mans. Za sterami Astona Martina DBR9 zajęli czwarte miejsce w klasie GT1. W tym samym roku Niemiec dołączył do azjatyckiej serii Speedcar, w wyścigach w Bahrajnie nie zdobywał punktów. Rok później zaś był jednym z czołowych kierowców. Cztery razy stawał na podium, a ostatecznie zdobył 44 punkty, co przełożyło się na czwarte miejsce na zakończenie rywalizacji.

W 2010 r. ogłosił zakończenie kariery, jednak zmienił swoją decyzję rok później. Dołączył do serii GT Masters, gdzie jego partnerem był popularny skoczek narciarski, Sven Hannawald. Przez trzy sezony startów tam najlepiej szło mu na torze w Austrii, na słynnym Red Bull Ringu. Zajmował tam dwa razy czwartą i raz piątą lokatę. Najlepszy był drugi sezon startów, w 2012 roku. Zajął wtedy siedemnaste miejsce w klasyfikacji końcowej. Po przerwie w 2013, wrócił na jeszcze jeden rok do GT Masters w 2014.  Po wyścigach w Austrii przechodził operacje kolana, co uniemożliwiło mu dalsze starty.

GT Masters u Frentzena

Fot. Philip Platzer / Red Bull Content Pool

Podsumowanie

Heinz-Harald Frentzen był bardzo porządnym kierowcą, jego ważną cechą była ogromna lojalność. Przejawił ją zwłaszcza wobec Saubera w 1994 roku. Miał możliwość dołączenia do jednego z najlepszych zespołów, jakim wówczas był Williams. Jednakże wtedy z niej zrezygnował. Niemiec był bardzo szybki, przekonaliśmy się o tym przykładowo w 1999 roku.

Jego wyniki zdecydowanie nie odzwierciedlały tego, co prezentował. Miał ogromny talent. W 1997-1998 r. w Williamsie, poza wsparciem Villeneuve’a, jego problemem był konflikt z inżynierem zespołu. Zamiast współpracy, toczyła się rywalizacja. Co do moich osobistych odczuć na temat Niemca, mogę jedynie wspomnieć, że jest bardzo niedoceniony, a wręcz zapominany. Mógł osiągnąć znacznie więcej, aniżeli tylko trzy zwycięstwa.

Skomentuj

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama