Nasze profile w mediach społecznościowych

Formuła 1

Didier Pironi – ogromne szczęście w nieszczęściu | Zmarnowane talenty F1

Ostatnio w serii zmarnowanych talentów Formuły 1 poznaliśmy Francuza, Patricka Depaillera. Podobnie do Stefana Bellofa, zginął tragicznie w wypadku na torze Hockenheimring. Przez jakiś czas zostaniemy wśród francuskich kierowców. Kraj słynący ze znakomitego wina i wielu zachowanych zabytków, wydał na świat masę znakomitych kierowców, którzy rywalizowali w królowej sportów motorowych. Jednym z nich był nasz bohater, o którym będzie dziś mowa. Didier Pironi był o krok od zdobycia tytułu mistrza świata Formuły 1 w 1982 roku. Tak się jednak nie stało. Mistrzem został Keke Rosberg, który to wygrał zaledwie jeden wyścig w przeciągu całego sezonu! Dlaczego tak się stało?

Opublikowano

w dniu

Didier Pironi - Ferrari
Fot. SnapLapNews / Twitter

Didier Pironi i obiecujący początek

Didier Pironi urodził się 26 marca 1952 roku w Villecresnes na przedmieściach Paryża. Od najmłodszych lat interesował się wieloma rzeczami, począwszy od samochodów, kończąc na inżynierii. Dlaczego mowa o tej drugiej? Otóż, z początku jego rodzice wierzyli, że przejmie rodzinny biznes budowlany. Francuz nawet ukończył studia i dostał stopień naukowy. Na drodze do rodzinnego biznesu stanął brat przyrodni Didiera, Jose Dolhem. Ten był kadetem szkoły wyścigowej Winfield i zaszczepił w młodziutkim Pironim miłość do sportów motorowych. Dlatego też w wieku 18 lat dołączył do tej samej szkoły, w której ścigał się jego brat.

Dwa lata później, Pironi otrzymał patronat firmy Elf, która promowała obiecujących kierowców. Od początku starał się zostać najlepszym w tym co robi, jednak robił to w taki sposób, że nie zyskał zbyt wielu przyjaciół. W 1973 r. nasz bohater wziął udział we francuskiej Formule Renault. Jego bolid był jednak na tyle awaryjny, że ukończył mistrzostwa dopiero na szóstej pozycji. Ze względu na niepowodzenie podjął decyzję o stworzeniu swojego zespołu. Opłaciło się, ponieważ od razu został mistrzem, a jego zespołowy partner zajął czwarte miejsce.

Logicznym był zatem awans do wyższej serii i tak się stało. Didier Pironi dołączył do europejskiej Formuły Renault w 1975 roku. Niestety znów został ofiarą awaryjnego pojazdu, ukończył zaledwie połowę z 17 wyścigów. Mimo to zajął trzecie miejsce na koniec rywalizacji, a gdyby nie bolid, to z pewnością zgarnąłby mistrzowską koronę.

ZOBACZ TAKŻE
Patrick Depailler - nieustraszony kierowca | Zmarnowane talenty F1

Ostatnia próba w Formule Renault

Po nieudanej próbie awansu do Formuły 2 w poprzednim sezonie, Didier Pironi musiał zrobić wszystko, aby jego kariera nie zastopowała. Sam dołożył wszelkich starań, aby jego bolid nie był aż tak awaryjny, jak ostatnio. Na torze Zolder przetestowano nowe tylne skrzydło, które okazało się bardzo skuteczne. Dzięki temu Francuz zdeklasował rywali i zwyciężył trzeci wyścig z rzędu! Pironi zaprezentował swój kunszt jeszcze raz w tej kampanii, a dokładniej podczas wyścigu w Monako.

Zaczęło się od uszkodzonego zawieszenia w trakcie treningu, które zostało naprawione. Chwilę później w kwalifikacjach Didier osiągnął najlepszy czas okrążenia i startował z pole position. W wyścigu zaś w samochodzie jednego z kierowców pękł wąż wodny, co pozostawiło sporą kałużę w zakręcie La Rascasse. Co najdziwniejsze, kierowcom nie pokazano flag, dlatego wszyscy byli zaskoczeni, widząc przed sobą plamę wody. Nasz bohater jako pierwszy ją napotkał i dzięki sporym umiejętnościom i odrobinie szczęścia uniknął obrotu i wygrał. Ostatecznie ze sporą przewagą został mistrzem i mógł awansować do Formuły 2.

Awans do Formuły 2

Inny znakomity Francuz, Patrick Tambay dołączył do Formuły 1, zostawiając wolne miejsce w bolidzie zespołu Elf u boku Rene Arnouxa. Pewnym było, że to Didier Pironi zajmie jego fotel w Formule 2, ponieważ Pironi wraz z Arnouxem znali się z rywalizacji we wcześniejszych latach. Początek kampanii 1977 nie był zbyt udany. Na torze Silverstone okazało się, że bolid ma kilka istotnych wad, które po kompletnie nieudanych kwalifikacjach udało się minimalnie zniwelować. W samym wyścigu zaś, Didier musiał przywyknąć do zmiany stanu rzeczy. Tym razem nie dominował, nie był na czele i musiał walczyć o pozycje. Już na pierwszym okrążeniu awansował o trzy oczka i uwikłał się w walkę z trzema znakomitymi kierowcami. Ostatecznie przebił oponę na sześć okrążeń przed końcem i musiał się wycofać, a jego zespołowy kolega wygrał.

Kolejne wyścigi również okazały się bardzo pechowe, Pironi odpadł z obu po awariach silnika. Dopiero wyścig w “Zielonym Piekle”, czyli na Nurburgringu okazał się światełkiem w tunelu, ponieważ nasz bohater ukończył go i to na niezłej czwartej lokacie. Następne rundy były już bardzo obiecujące. Francuz zdominował wyścig na torze Estoril, gdzie startował z pole position. Było to jego pierwsze zwycięstwo w Formule 2. Ostatecznie końcówka sezonu spowodowała, że awansował na trzecie miejsce w klasyfikacji końcowej, ze stratą dwóch punktów do drugiego Eddiego Cheevera. Warto wspomnieć o występie Pironiego w wyścigu Formuły 3 w Monako, w którym zdecydowanie zwyciężył.

ZOBACZ TAKŻE
Nürburgring - historia najtrudniejszego toru F1 | Tory Formuły 1

Didier Pironi w zespole Kena Tyrrella

W listopadzie 1977 roku, Ken Tyrrell, właściciel zespołu Tyrrell, sponsorowanego przez francuski Elf, ogłosił dołączenie naszego bohatera do zespołu. Z pewnością przekonały go do tego rezultaty z Formuły 2 i wygrana w Formule 3 na torze Monte Carlo. Początek sezonu w Argentynie był bardzo trudny. Zespołowy partner, Patrick Depailler, zajął 10. miejsce w kwalifikacjach, Pironi zaś… dopiero 23. Szczęśliwie w wyścigu pokazał się z nieco lepszej strony i skończył na czternastej lokacie. Kolejne dwa starty, w Brazylii i w RPA to pokaz umiejętności Didiera, ponieważ debiutant w obu wyścigach dojechał w punktowanej szóstce.

Nie było to jednak to, czego zespół Tyrrella się spodziewał. Sporym utrudnieniem była nieprzewidywalność bolidu, często od razu po nadsterowności następowała podsterowność. Szczęśliwie w Monako zespół otrzymał spory zastrzyk punktów. To z uwagi na zwycięstwo Depaillera i znakomite piąte miejsce Pironiego. Ostatnim dobrym wyścigiem w sezonie 1978 było GP Niemiec na Hockenheimringu. Tam Didier Pironi dojechał na piątej pozycji, która okazała się najlepszą w tej kampanii. W wielu wyścigach musiał się wycofać, albo z uwagi na awarie techniczne, albo z uwagi na kolizje powodowane przez innych kierowców. Całą rywalizację zakończył na piętnastym miejscu z dorobkiem siedmiu punktów

Przed rozpoczęciem sezonu 1979 miało dojść do transferu. Didier Pironi miał dołączyć do Renault, jednak Ken Tyrrell nie dogadał się co do kwoty transferu. Tak więc nasz bohater pozostał w brytyjskim zespole, a do Renault dołączył dawny rywal Pironiego, Rene Arnoux. Początkowo zespołowym partnerem Francuza był Jean-Pierre Jarier, którego po 9 startach zastąpili Geoff Lees oraz Derek Daly. Jarier wrócił do zespołu na ostatnie 4 starty. Szczęśliwie cała rywalizacja okazała się najlepszą do tej pory w karierze Didiera. Mimo mizernego początku, podczas GP Belgii oraz Stanów Zjednoczonych stawał na najniższym stopniu podium. Po drodze przykrą sytuacją była dyskwalifikacja po wyścigu na torze Long Beach. W klasyfikacji generalnej zajął dziesiąte miejsce.

Sezon we francuskim Ligierze

Dwa tygodnie później, w Brazylii było znacznie lepiej, a zaczęło się od startu z drugiej pozycji, co było najwyższą pozycją startową dotąd. Niestety, z uwagi na usterkę stabilizatora musiał zjechać do boksów już na czwartym okrążeniu i spadł na 21. miejsce. Po tym zdeterminowany Pironi dwoił się i troił, co się opłaciło, ponieważ do mety dojechał na, jakby nie było, znakomitej czwartej lokacie.

W RPA doszło do bardzo ciekawej sytuacji, wyścig wygrał Rene Arnoux, drugi był Laffite, a na najniższym stopniu podium dojechał nasz bohater. Całe podium dla Francuzów, wspaniałe osiągnięcie! Po punkcie zdobytym na torze Long Beach nadeszło GP Belgii na torze Zolder. Już w kwalifikacjach było sporo emocji, Pironi na zmianę z Piquetem pokonywali nawzajem swoje czasy. Ostatecznie pogodził ich Alan Jones. W wyścigu, startujący z drugiego pola Francuz od razu wyprzedził Australijczyka i zdominował rywalizację. Zwyciężył swoje pierwsze GP z przewagą 50 sekund nad drugim kierowcą.

Do kolejnego wyścigu w Monako, Didier startował z pole position i przez dłuższy czas prowadził. Niestety popełnił jeden błąd, stracił kontrolę nad bolidem, uderzył w barierę ochronną i uszkodził felgę. Do końca sezonu stanął na podium jeszcze trzy razy, w Kanadzie i USA na trzecim stopniu, zaś we Francji na drugim. Co ciekawe, na torze w Montrealu to właśnie Didier Pironi dojechał do mety jako pierwszy, jednak otrzymał minutę kary za falstart. Niestety, po domowym Grand Prix wycofał się z czterech wyścigów pod rząd. To spowodowało, że skończył sezon na, mimo wszystko najlepszej, piątej pozycji. Wiadomym było, że interesują się nim większe zespoły niż Ligier.

ZOBACZ TAKŻE
Stefan Bellof - kierowca, który nie zdążył wygrać | Zmarnowane talenty F1

Enzo Ferrari złożył mu ofertę nie do odrzucenia

Po znakomitym występie Pironiego w Brazylii, sam Enzo Ferrari zainteresował się nim. Niedługo później nadeszła oferta od zespołu z Maranello. Didier nie zastanawiał się długo, mimo że we włoskim teamie miał mniej zarabiać, to otrzymałby turbodoładowany silnik, czego nie gwarantowali Francuzi. Nowym zespołowym partnerem został Kanadyjczyk, Gilles Villeneuve, który zachwycał wszystkich w ostatnich latach swoją brawurową i piekielnie szybką jazdą. O dziwo żaden z nich nie był kierowcą numer jeden, obaj otrzymali wolną rękę. Jak się potem przekonamy, to mógł być kosztowny błąd.

Sezon dla Ferrari rozpoczął się od wyścigu w Stanach Zjednoczonych. Niestety, pierwsze trzy rundy, to trzy wycofania się. Wszystkie spowodowane awariami bolidu, a dokładniej jednostki napędowej i turbosprężarki. Nieco lepiej było podczas GP San Marino, tam wreszcie oba bolidy włoskiej stajni dojechały do mety. Co prawda Villeneuve zrujnował szanse na zwycięstwo, po starcie z pole position, ale Pironi dojechał na piątej pozycji. Następnie nastała przeplatanka słabych i dobrych wyścigów. W Monako, Didier dojechał na czwartej pozycji, jak się okazało, najwyższej w sezonie. Ogółem, bolid 126CK był bardzo awaryjny i nieprzewidywalny. Był to jeden z najgorszych sezonów zespołu z Maranello, ponieważ w klasyfikacji zespołów zajęli dopiero piąte miejsce, tuż za Ligierem.

Didier Pironi i jego rywalizacja z Gillesem Villeneuvem

Sezon 1982 rozpoczął się od… politycznej kontrowersji. FISA zamierzało wprowadzić superlicencję, od tej pory każdy kierowca musiał mieć określony kontrakt. Kierowcy, jak Niki Lauda, Gilles Villeneuve oraz nasz bohater, Didier Pironi, nie zgodzili się. Po totalnie nieudanym wyścigu w RPA, prezes FISA odebrał licencje wszystkim kierowcom, a praktycznie wszystkich kierowców ukarano finansowo. Kolejną rundą miało być GP Argentyny, które ostatecznie nie odbyło się z powodów politycznych i finansowych.

Rywalizację zatem kontynuowano dopiero w Brazylii, gdzie Pironi dojechał szósty, pomimo kontuzji odniesionej w trakcie testów. Na Long Beach, Francuz wycofał się z powodu awarii wału napędowego. Pozytywem był jego zespołowy partner, który dojechał trzeci. Niestety radość nie trwała długo, gdyż Gilles został zdyskwalifikowany z uwagi na użycie podwójnego skrzydła.

Nadeszło GP San Marino na torze Imola, kilka dni przed wyścigiem Pironi ożenił się i wydawało się, że to go uniesie. Do startu stanęło zaledwie 14 samochodów, ponieważ zespoły należące do FOCA odmówiły rywalizacji. To z uwagi na różne interpretacje minimalnej masy pojazdów. Z pierwszych dwóch pól startowali kierowcy Renault, Rene Arnoux i Alain Prost. Po kilku okrążeniach jednak wycofali się z powodu awarii. Tak więc o zwycięstwo walczyli Didier Pironi i Gilles Villeneuve pozostawieni sami sobie. Prowadził ten pierwszy, a chwilę po tym jak zbliżyli się do siebie zespół Ferrari pokazał znak “SLOW”. Mimo reakcji zespołu, kierowcy zażarcie toczyli ze sobą pojedynek, jak na śmierć i życie. Znakomite próby ataków Villeneuve’a zawiodły. Pironi po morderczej obronie sięgnął po drugą w karierze wiktorię. Kanadyjczyk po wyścigu był wściekły do tego stopnia, że odmówił okrążenia honorowego. 

 

Sezon katastrof

Villeneuve był szalenie zdeterminowany, aby to on mógł kończyć wyścigi przed Francuzem. Tą determinację miał pokazać na torze Zolder, podczas GP Belgii. Przed końcem sesji kwalifikacyjnej był dziesiąty, tuż za Pironim. Miał jednak jeszcze jedną próbę. Na swojej drodze, spotkał tuż przed zakrętem zjeżdżającego Jochena Massa. Obaj kierowcy próbowali zjechać na bok, niestety wybrali tę samą stronę. Bolid Ferrari został wystrzelony, jak z procy. Gilles Villeneuve zmarł przed północą w szpitalu. W tym momencie podjęto decyzję o wycofaniu Didiera z wyścigu. Po wyścigu wiele osób uznało Pironiego za winnego wypadku Kanadyjczyka. Oczywiście oskarżenia te były bezpodstawne, jednak odcisnęło to na Francuzie piętno.

Wracając do rywalizacji, reszta sezonu dla Pironiego była wręcz znakomita! Trzecie miejsca w Detroit i w Paul Ricard, drugie w Monako i w Wielkiej Brytanii, a to wszystko przypieczętowane znakomitym zwycięstwem w Holandii. Przykra sytuacja miała miejsce w Kanadzie. Tam, Didier Pironi startował z pole position. Po długim oczekiwaniu na zapalenie się zielonych świateł, w bolidzie Francuza zgasł silnik. Na reakcję było jednak za późno. Wielu kierowców zdołało ominąć bolid Didiera, lecz nie podołał tego młody Riccardo Paletti, dla którego był to drugi wyścig w karierze. Kierowca zespołu Osella wjechał w tył Ferrari z prędkością około 180 km/h. Po uderzeniu Włoch doznał ciężkich obrażeń klatki piersiowej, a w bolidzie leżał nieprzytomny. Po chwili pojazd stanął w płomieniach. Palettiego nie udało się uratować.

Feralny koniec kariery i niespodziewana śmierć

Po objęciu prowadzenia w klasyfikacji generalnej i znakomitej passie podiów nadeszło GP Niemiec na torze Hockenheimring. Warunki były fatalne, ulewne deszcze uniemożliwiały zdrową rywalizację. W piątek Didier Pironi osiągnął najlepszy czas okrążenia, o prawie sekundę wyprzedził drugiego Prosta. W drugiej części czasówki, Didier zauważył z prawej strony bolid Williamsa przed sobą, dlatego też uznał, że lewa strona jest wolna. Tam jednak powoli na okrążeniu rozgrzewkowym znajdował się Alain Prost. Sytuacja do złudzenia przypominająca wypadek Villeneuve’a. Bolid Ferrari przeleciał nad Renault i uderzył w bandę.

Natychmiast zjawiła się pomoc medyczna, Pironi był wciśnięty we wrak przez około 20 minut. Grupa ratunkowa walczyła z szokiem pourazowym. Po trafieniu do szpitala przeszedł kilkugodzinną operację. Cudem przeżył, lecz doznał na tyle poważnych urazów nóg, że był zmuszony zakończyć karierę.

W 1986 roku przez chwilę mogło się wydawać, że Pironi nawet wróci do wyścigów. To z uwagi na to, że mógł już normalnie się poruszać. Na torze Paul Ricard testował bolid AGS, a niedługo potem w Dijon testował Ligiera. Jednakże kontuzja okazała się na tyle poważna, że nawet po latach Didier nie zdołałby wytrzymać pełnego sezonu. Poza tym, gdyby powrócił do Formuły 1 byłby zmuszony do zwrócenia pieniędzy z ubezpieczalni, które otrzymał po wypadku. Zamiast tego Francuz postanowił wziąć udział w wyścigach łodzi motorowych.

23 sierpnia 1987 roku, podczas wyścigu Needles Trophy Race, doszło do wypadku. Łódź, na pokładzie której znajdował się Pironi wraz z dwoma innymi członkami załogi przewróciła się na morzu. Niestety wszyscy członkowie załogi zginęli. Po jego śmierci, na świat przyszły bliźnięta, którym żona nadała imiona na cześć dwóch rywali z toru – Didiera i Gillesa. Po latach, Gilles Pironi został inżynierem zespołu Mercedesa.

ZOBACZ TAKŻE
Gilles Villeneuve: Szatan za kierownicą | Legendy motorsportu

Podsumowanie

Didier Pironi zdecydowanie zasłużył na mistrzowski tytuł w 1982 roku. I nie tylko, uważam, że gdyby nie feralny wypadek w niebezpiecznych deszczowych warunkach, to osiągnąłby znacznie więcej. Początek kariery był bardzo obiecujący, obfitował w sukcesy i przez chwilę wierzono, że to on zostanie pierwszym francuskim mistrzem Formuły 1. Jego kariera przepełniona była przykrymi sytuacjami. Śmierć Villeneuve’a i Palettiego, koszmarny wypadek w Niemczech i tragiczna śmierć na morzu. Jak podczas kariery wyścigowej cudem w niektórych sytuacjach uchodził z życiem, tak żywioł go pokonał i pochłonął. Pironi został zapamiętany jako jeden z najbardziej obiecujących kierowców, którzy nigdy nie zdobyli tytułu mistrzowskiego. Ogromna szkoda, kolejny Francuz, którego kariera na dobre się nie zaczęła, a już musiałą się zakończyć.

Skomentuj

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama
Reklama



Reklama