Trwająca od początku sezonu zła passa ekipy Maserati zdaje się nie mieć końca. Ani jeden z samochodów włoskiego producenta nie ukończył zawodów w RPA, a na Maximiliana Günthera spadła dodatkowo kara przejazdu przez aleję serwisową. Gdyby Niemiec nie rozbił się sam z siebie przed jej nałożeniem, straciłby prawdopodobnie tylko kilkadziesiąt sekund i szansę na punkty. Teraz jednak do zaplanowanego na 25 marca kolejnego E-Prix ruszy z tylnego siedzenia.
Krzywda do zniewagi
Przypomnijmy pokrótce wydarzenia z Kapsztadu. Maserati już od początku weekendu radziło sobie na najszybszym w historii serii torze nadspodziewanie dobrze, notując czołowe czasy obu sesji treningowych. Günther dołożył do tego wyśmienity wynik kwalifikacyjny – najpierw przeszedł fazę grupową czasówki, następnie w ćwierćfinale i półfinale pokonał Renégo Rasta i Mitcha Evansa, ulegając jedynie Sachie Fenestrazowi. To za Francuzem i zdobywcą pole position trzymał się również tuż po starcie, gdy fatalny błąd popełnił Pascal Wehrlein.
Do zdarzenia Niemca z Sébastienem Buemim doszło w strefie hamowania do wieńczącego długą prostą lewego zakrętu. Uszkodzone Porsche 99X Electric trzeba było usunąć z toru ręcznie. Etatowy dyrektor wyścigowy serii, Scot Elkins, zdecydował zatem o wywieszeniu żółtej flagi na całej długości toru (z ang. Full Course Yellow). W jej ramach kierowcy są zobowiązani do natychmiastowego zwolnienia, wyprzedzanie jest zakazane, a tempo jazdy – odgórnie narzucone przez kontrolę zawodów.
W momencie jej ogłoszenia Günther mocno naciskał wciąż prowadzącego Fenestraza. Kierowca Nissana gwałtownie zahamował, a 25-latek, by uniknąć kolejnej kolizji, instynktownie odbił w lewo. Tuż po tym zwolnił, tyle że przed Francuzem. Wkrótce na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa, szczątki bolidu Wehrleina uprzątnięto, a Günther pozostał na czele. Do restartu ruszał już jako lider.
Hear from @maxg_official, Edo and James as we wrap up a disappointing Cape Town E-Prix. 🎙️#CapeTownEPrix | @MaseratiCorse pic.twitter.com/MwrVAf5RWv
— Maserati MSG Racing (@maseratimsg) February 25, 2023
Z pozoru wyglądało to na błąd zespołu, który nie poinformował kierowcy o konieczności oddania lokaty, ale sprawa okazała się bardziej złożona. Sędziowie rozstrzygnęli ją ostatecznie już w chwili, gdy sfrustrowany Niemiec opuszczał swe rozbite Maserati. Po zderzeniu z murem w zakręcie nr 1 złamało się jego tylne zawieszenie.
Günther wzywa do zmian
Ich zdaniem Niemiec dopuścił się czynu karalnego – wyprzedzania w warunkach żółtej flagi, co wedle regulaminu kwalifikuje się na karę przejazdu przez pit-lane. Na mocy art. 16.3 regulacji sportowych, skoro Niemiec kary odbyć nie mógł (bo się rozbił), zostanie ona trawestowana na przesunięcie o trzy pozycje w dół stawki na starcie kolejnego E-Prix. Güntherowi się to, rzecz jasna, nie spodobało i wygląda na to, że miał ku temu poważniejsze powody niż tylko sportową złość.
– Istnieje poważny problem ze sposobem i dokładnością przekazywania nam informacji, kiedy jesteśmy w samochodzie. Widzieliśmy to już w kwalifikacjach, kiedy nie wywieszono żadnej żółtej flagi mimo rozbitego samochodu w zakręcie nr 9. Było bardzo blisko – opowiadał. Odwołanie do czasówki nie jest przypadkowe, wtedy bowiem z murem zderzył się Edoardo Mortara. Nadjeżdżający z pełną prędkością Sam Bird nie zdążył w porę skontrować, podzielając los Szwajcara. Mechanicy Jaguara nie zdążyli przywrócić jego maszyny do stanu używalności.
Sam Günther też o mało nie padł ofiarą incydentu, ledwo omijając rozbity bolid zespołowego partnera. Z kolei podczas wyścigu informacje wyświetlane na jego kierownicy i te otrzymywane na torze wzajemnie się wykluczały. – Odliczanie na ekranie [kierownicy – przyp. red.] i informacja, którą otrzymałem od Scota przez radio nie zgadzały się z tym, co przekazywały posterunki porządkowych – tłumaczył Niemiec.
Wedle zapisów regulaminowych (art. 39.1), przy wywieszeniu żółtej flagi na całym obiekcie, kierowca ma 5 sekund na zredukowanie prędkości do 50 km/h. – Rozmawiałem o tym też z innymi kierowcami, którzy jechali za mną. Ja po prostu trzymałem się danych na moim wyświetlaczu. Miałem nawet margines w momencie wyprzedzania Sachy; nie wykorzystałem całego [czasu – przyp. red.] mi przypadającego – dodawał zwycięzca trzech E-Prix.
Maserati było tego świadome, nie omieszkało więc spytać o zdanie dyrekcji wyścigu. I tu sprawa nie została wyjaśniona. – Sądzę, że czekaliśmy na tę informację 3-4 okrążenia. I wedle moich informacji, nie otrzymaliśmy żadnej rozstrzygającej odpowiedzi – opisał kierowca. Również Fenestraz, któremu co prawda wyprzedzenie przez Günthera nie wadziło (chciał oszczędzać energię, o co trudno na czele) przyznawał, że Niemca potraktowano surowo.
Nie pierwszy taki przypadek
System wprowadzania kar i ich egzekwowania to od lat największa pięta achillesowa FE. Jeszcze zanim seria stawiła się w Kapsztadzie, sędziowie analizowali przypadek Sébastiena Buemiego z wyścigu w Hajderabadzie. Szwajcar ukończył go na trzeciej pozycji, ale tuż po przekroczeniu linii mety został zepchnięty na 15. lokatę. Otrzymał karę czasową równą przejazdowi przez pit-lane za przekroczenie limitu wykorzystanej energii.
Envision długo paktowało; najpierw wniesiono protest, potem odwołanie, ale oba nie przyniosły rezultatu. Zespół próbował bronić się tym, że Buemi w istocie nie zyskał żadnej przewagi; odmiennie – tracił tempo. – Na ostatnich trzech czy czterech okrążeniach brakowało mi nieco mocy na wyjściach z zakrętów – mówił Szwajcar. W jego bolidzie doszło do awarii części baterii, przez co system odzyskiwania mocy stracił na efektywności.
Stajnia nie mogła mu pomóc. – To zachowanie nie do przewidzenia. Nie można tego zauważyć. Co więcej, naddatek mocy był w rzeczywistości niedostatkiem – wyjaśniał Sylvain Filippi, szef Envision. Na sędziach nie wywarło to wrażenia – petycję określono jako nieprzynoszącą nowych, znaczących danych i odrzucono. Tego samego wyjaśnienia użyto do podtrzymania słuszności ukarania Nicka Cassidy’ego podczas zeszłorocznego E-Prix Nowego Jorku.
Sprawa zahacza o paradoks – wszak podczas niedawnego spotkania przedstawicieli zespołów oraz ekspertów ds. technicznych i sportowych poruszano temat karania za nadmiarowe zużycie energii, gdyż ekipy domagały się czytelnych reguł. Filippi określił to jasno: nie możesz narzucać zasady, której nie sposób przestrzegać.
W tym kontekście słowa podsumowania, jakim Günther określił drakę ze swoją karą, nabierają nowego znaczenia. – To bardzo smutne, że na tak wysokim poziomie mistrzostw nie otrzymujemy dokładnych sygnałów [jak powinniśmy się zachować – przyp. red.] – opowiedział.