Connect with us

Czego szukasz?

IndyCar

Trwa zmiana pokoleń | Zapowiedź 107. edycji Indianapolis 500

W IndyCar trwa zmiana pokoleniowa, w której tacy doświadczeni kierowcy, jak Scott Dixon, Will Power, Tony Kanan, Takuma Sato czy Ryan Hunter Ray będą musieli zmierzyć się Alexem Palou, Pato O’Wardem, Rinusem Veekay-em czy Kylem Kirkwoodem. Kto wyjdzie zwycięsko z tej batalii? Tego nie możemy powiedzieć. Za to możemy opowiedzieć, kto i w jakiej jest formie przed 107. edycją Indianapolis 500.

Chip Ganassi kontra McLaren w Indianapolis 500 2023
Fot. IndyCar

Zapowiedź Indianapolis 500 2023: Chip Ganassi i McLaren atakują

Zdecydowanie trzeba przyznać, że samochody tych dwóch ekip są w świetnej dyspozycji. Świadczą o tym treningi, w których kierowcy tych dwóch ekip regularnie plasowali się w czołowej szóstce pod kątem średnich prędkości danego okrążenia. Zarówno Scott Dixon, jak i Marcus Ericsson czy startujący tu gościnnie Takuma Sato, cały czas pokazywali się w czołówce w treningach. Jednak to nie ci zawodnicy Chip Ganassi Racing świecili najjaśniej w trakcie przygotowań. Bowiem to Alex Palou zgarnął dotychczas najważniejsze pole startowe do tego wyścigu, jakim jest pole position. Hiszpan po trudnym pod wieloma względami sezonie 2022, otrzepał się z zeszłorocznych niepowodzeń.

Już wygrana w GP Indianapolis na początku maja wprawiła go w dobry nastrój. Jednak z punktu widzenia przygotowań do Indianapolis 500 2023, o którym traktuje ta zapowiedź,  nie ma to szczególnego znaczenia. Tutaj liczy się to, czego mistrz sprzed dwóch lat dorobił się na przestrzeni treningów i kwalifikacji. W niedzielę ustawi się on na pierwszym miejscu i to on poprowadzi stawkę do linii startu. Natomiast wszystko, co będzie miało miejsce przez kolejne 500 mil, będzie zależało wyłącznie od jego umiejętności, strategii i wydarzeń na torze, na które niestety nie będzie miał on wpływu.

Obok niego w pierwszej linii ustawi się Rinus VeeKay z Ed Carpenter Racing, którego forma może być trudna do przewidzenia. Na plus jednak jest to, że trzeci rok z rzędu był on jednym z najmocniejszych kierowców korzystających z silników Chevroleta.

ZOBACZ TAKŻE
Co musisz wiedzieć o Indy 500? Przewodnik z legendą mikrofonu IndyCar

Faworytów jest wielu

Zobaczymy, czy w końcu drugi raz w karierze zatriumfuje Scott Dixon. Nowozelandczyk od 15 lat bezskutecznie próbuje wygrać Indy 500 po raz drugi. Z pewnością nie można mu odmówić prędkości, ale w takim wyścigu to nie wszystko. Przez te lata zawsze brakowało czy to czystej jazdy, unikania błędów, kar czy pomyłek strategicznych. Tym razem nie z pole position, ale z drugiego rzędu na trzecim polu. Jednak pamiętajmy, że na pierwszych 185 okrążeniach nie liczy się prowadzenie, tylko trzymanie się jak najbliżej lidera i oszczędzanie paliwa oraz opon. O wszystkim zadecyduje czas od 186 okrążenia do mety, który rozstrzygnie nam kwestię zwycięzcy. Czy tym razem uśmiechnie się do niego los?

Jeśli jednak nie Dixon to zostają jeszcze Takuma Sato i Marcus Ericsson, a więc kolejny dwukrotny zwycięzca oraz obrońca wygranej sprzed roku. Chip Ganassi pod tym kątem jest najlepiej dysponowaną ekipą i w zasadzie każdy z tej czwórki ma argumenty w rękach, które pozwolą im walczyć o triumf w niedzielę.

Kolejnym zespołem posiadającym kilku pretendentów do wygranej jest McLaren, który staje się coraz większym graczem w IndyCar. Najlepiej z czterech aut tej ekipy zakwalifikował się Felix Rosenqvist. Szwed tradycyjnie pokazał prędkość w „czasówce”. Jednak pamiętajmy, że sesja kwalifikacyjna nie ma znaczenia w kontekście wyścigu. Tutaj może się okazać, że jego praca w traffiku czy strategia mogą nie być tak efektywne, jak w ta w wykonaniu jego rywali. Dlatego należałoby zwrócić uwagę na jego partnerów zespołowych. Chociażby startujący z piątej lokaty w drugim rzędzie Pato O’Ward. Meksykanin do tej pory prezentuje niezwykle równą formę na każdym rodzaju torów, na których ściga się IndyCar. Jednym z nich był oval w Teksasie. Jednak w niedzielę to nie będzie miało znaczenia, ponieważ Texas Motor Speedway to zupełnie inny typ toru ovalnego względem Indianapolis.

Dotychczasowa forma O’Warda budzi spore nadzieje

Pamiętajmy jednak, że do tej pory nie zdołał on wygrać wyścigu w tym sezonie mimo szans, jakie otrzymywał. Wygrana w Indianapolis byłaby idealnym miejscem do przełamania tej passy. Dwaj pozostali kierowcy McLarena już wiedzą, jak smakuje mleko, które otrzymują zwycięzcy Indy 500. Alex Rossi i Tony Kanan ustawią się w trzeciej linii, ale oni też mogą powalczyć, ale mogą oni potrzebować szczęścia, lub też pomocy ze strony partnerów zespołowych. W ostateczności to oni mogą przyczynić się do wygranej Rosenqvista, lub Pato O’Warda.

Pamiętajmy też, że ten wyścig zakończy cudowną karierę, którą przed ostatnie dekady przeszedł Tony Kanan. Dla emocjonalnego Brazylijczyka będzie to równie emocjonujące pożegnanie ze sportem, który ubarwiał on przez ostatnie lata. Dla niego możliwość walki o drugi i ostatni w swojej karierze triumf w Indy500 jako ostatni jego profesjonalny start w karierze to doskonałe odejście na własnych warunkach.

ZOBACZ TAKŻE
Ściganie na owalach w IndyCar i NASCAR. Więcej niż jazda w lewo

Zapowiedź Indianapolis 500 2023: Team Penske, MSR i Andretti w defensywie?

Zespół Rogera Penske dawniej dominował w tej imprezie. Jednak zdarzały się takie edycje Indy 500, w których jego samochody nie kwalifikowały się do wyścigu. Podobnie było dwa lata temu, gdy ledwie do startu zakwalifikował się Will Power. Tym razem ruszy on z dwunastego pola. Zaś Scott McLaughlin i Joesf Newgarden ruszą kolejno z czternastego i siedemnastego pola. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, jakoby Team Penske miał kłopoty od 2020 roku z tym torem. Koreluje to z tym, że to właśnie wtedy do samochodów dodano aeroscreen, ale czy tu korelacja oznacza przyczynowość? W niedzielę tercet tej ekipy będzie mógł zaprzeczyć tej tezie. Czy im to się uda? McLauglin startujący z czternastego pola wygląda tu na zawodnika, który jest gotów zrobić coś niekonwencjonalnego. Coś, co do tej pory pozwoliło mu świetnie zaadaptować się do bolidu IndyCar po przesiadce z V8 SuperCars może go zaprowadzić do alei zwycięzców w niedzielę.

W nienajlepszym nastroju po kwalifikacjach są też ekipy Andretti I Meyer Shank Racing. O ile u tych drugich można jeszcze wytłumaczyć to różnicą w zasobach oraz możliwościach względem czołowych ekip, tak w Andretti średnio działa taka wymówka. Piętansty Kyle Kirkwood, dziewiętnasty Romain Grosjean, dwudziesty Colton Herta czy dwudziesty czwarty Marco Andretti. To dowód na to, że zasoby to jedno i są one istotne w przygotowaniu samochodu. Jednak inną istotną kwestią jest praca na torze, jaką wykonują kierowcy i to chyba tutaj ta czwórka zawodzi. Nic jednak straconego dla Andretti Autosport oraz MSR.

Podobnie mogą mówić o sobie Team RLL oraz Graham Rahal

Zespół Bobby’ego Rahala fatalnie wszedł w tegoroczne Indy500. Nikt nie oczekiwał, że w czołówce miałaby się pojawić startująca tu gościnnie Katherine Legge. Jednak fakt, że Jack Harvey czy Christian Lundgaard ustawią się na starcie między Ilottem, Canapino i Enersonem to spore zaskoczenie. Największą sensacją jest jednak to, że swojego auta nie zakwalifikował Graham Rahal. Jego ojciec 30 lat temu także nie zdołał wejść do stawki tego wyścigu w 1993 roku.

Tym razem jednak los uśmiechnął się do niego i Rahal ostatecznie pojedzie w Indianapolis 500 2023. Przyjdzie to jednak kosztem Stefana Wilsona, który doznał poważnej kontuzji w wyniku wypadku w treningu po kwalifikacjach. Wówczas Stefan Wilson nie pojawi się na starcie, a jego fotel w takiej sytuacji przejmie Graham Rahal. Gdyby Amerykanin wygrał Indy500 w takich okolicznościach to byłaby fantastyczna historia dla całego sportu. To jednak wydaje się być bardzo odległy scenariusz. Wszystko zweryfikuje 200 okrążeń napakowane emocjami.

Największy spektakl w motorsporcie wystartuje w niedzielę 26 maja, po godzinie 17:30. Nawet jeśli niektórzy są lepiej przygotowani do walki od innych to nikogo nie można tu wykluczyć z walki o zwycięstwo. Nawet David Malukas, Devlin DeFrancesco czy lokalny specjalista od ovali, jakim jest Ed Carpenter mogą zatriumfować w Indianapolis 500 2023, o którym traktuje niniejsza zapowiedź. Pamiętajmy, tutaj nie liczy się prowadzenie w wyścigu, tylko prowadzenie na jego mecie. Można być liderem przez 199 i pół okrążenia. Jednak na ovalach w IndyCar czy NASCAR o wszystkim decydują detale i ostatnie metry. Niech to będzie wspaniałe święto wyścigowe, które przejdzie do historii.

\
Reklama