Connect with us

Czego szukasz?

Motorsport

Denny Hulme – zapomniany mistrz świata F1 | Legendy motorsportu

Z aż 33 mistrzów świata Formuły 1 niektórzy zostaną w pamięci kibiców na zawsze, nawet jeśli swoje sukcesy odnosili dekady temu. Są jednak też tacy, o których mało kto pamięta, i od których często dużo bardziej znani są kierowcy z tamtych lat, którzy nigdy nie zdobyli najważniejszego trofeum w motorsporcie. Idealnym przykładem jest Denny Hulme, który nigdy nie chciał się wyróżniać kontrowersyjnymi wypowiedziami czy zachowaniami. Zamiast tego bronił się świetnymi wynikami na torze. Oto biografia jedynego nowozelandzkiego mistrza świata Formuły 1.

Fot. Culture F1 / Twitter

Denny Hulme urodził się 18 czerwca 1936 roku w nowozelandzkim miasteczku Motueka. Pochodził z nie byle jakiej rodziny. Jego ojciec, Clive Hulme, w czasach drugiej wojny światowej był żołnierzem sił zbrojnych Nowej Zelandii i zasłynął przede wszystkim walką w bitwie o Kretę w 1941. Za swoje bohaterskie czyny otrzymał Krzyż Wiktorii – najwyższe brytyjskie oznaczenie wojenne. Po zakończeniu wojny Clive Hulme wrócił do Nowej Zelandii, gdzie założył plantację tabaki. To właśnie tam urodził się Denny Hulme, który nieco ponad 31 lat później miał osiągnąć sam szczyt motorsportu.

Początek kariery wyścigowej

Denny Hulme od dziecka interesował się samochodami. Już w wieku 5 lat sam jeździł traktorem, a po zakończeniu szkoły poszedł pracować jako mechanik, aby samemu uzbierać na pierwszy samochód. W swoim MG TF zaczął starty w wyścigach górskich w Nowej Zelandii, gdzie radził sobie bardzo dobrze. Dzięki kolejnym świetnym wynikom w końcu kupił sobie bolid z prawdziwego zdarzenia – Cooper Climax w specyfikacji F2. Także w nim prezentował się genialnie na krajowym podwórku. Dzięki temu dostał stypendium dla nowozelandzkich kierowców na starty w Europie w sezonie 1960. Razem z nim taką szansę otrzymał George Lawton, dla którego skończyło się to jednak tragicznie. W wyścigu Formuły 2 na duńskim Roskilde doszło do poważnego wypadku, po którym przyjaciel Hulme zmarł. Mimo tej tragedii i traumy z nią związanej, Nowozelandczyk kontynuował swoją wyścigową karierę.

Pierwsze sukcesy i szansa od Jacka Brabhama

W 1961 Hulme wrócił do swojego kraju, gdzie wygrał New Zealand Gold Star Championship. W powrocie do Europy bardzo pomógł mu inny kierowca z tamtego regionu, Australijczyk Jack Brabham. Denny Hulme pracował w jego zespole jako mechanik, a w zamian 2-krotny wtedy mistrz świata udostępnił mu swoje auto m.in. w Formule 2. Hulme pokazywał się ze świetnej strony. Startował w wielu seriach juniorskich z cyklu F2, notując tam m.in. drugie miejsce w klasyfikacji brytyjskiej Formuły Junior w 1963 roku. W sezonie 1964 ustąpił jedynie samemu Brabhamowi we francuskiej odsłonie serii jeżdżącej bolidami przedsionka F1. Mimo tych wyników w ojczyźnie nie było o nim specjalnie głośno. Większą furorę robił Bruce McLaren, który także w tamtym czasie zaczynał prezentować się na światowej scenie motorsportu.

ZOBACZ TAKŻE
Bruce McLaren - życie mierzy się osiągnięciami, a nie latami | Legendy motorsportu

Denny Hulme w Formule 1

Po sukcesach w innych seriach, w 1965 roku przyszedł czas na debiut w królowej motorsportu. Konstrukcja Brabhama na pierwszy sezon Nowozelandczyka nie okazała się najlepsza. Denny Hulme dwukrotnie dojechał w punktach, po tym jak skończył czwarty we Francji i piąty w Holandii. Najważniejsza była dla niego jednak równa i bezbłędna jazda – wszystkie nieukończone wyścigi były konsekwencjami awarii. Dopiero sezon 1966 okazał się przełomowym dla „Niedźwiedzia”. W sezonie mistrzowskim dla jego zespołowego partnera, Jacka Brabhama, Hulme czterokrotnie stawał na podium. Z drugiej strony aż 5 raz nie dojeżdżał do mety. Ponownie nie były to jego błędy, a awarie, więc Nowozelandczyk mógł liczyć na jeszcze lepszy sezon 1967.

Denny Hulme i Jack Brabham

Fot. Brabham / Jack Brabham i Denny Hulme

Poza Formułą 1, Denny Hulme miał swój udział w słynnym 24-godzinnym wyścigu Le Mans w 1966 roku. Podczas słynnej rywalizacji między Ferrari a Fordem, Nowozelandczyk reprezentował ten drugi zespół, a jego partnerem w załodze był Ken Miles, główny bohater filmu fabularnego, „Le Mans ’66„, nakręconego właśnie na bazie tamtych wydarzeń. Sama postać Hulme w filmie nie odgrywa ważnej roli, co zresztą nie dziwi, patrząc na jego sposób bycia. Nowozelandczyk w faktycznym wyścigu odgrywał jednak główną rolę, a samochód jego załogi, prowadzony wtedy przez jego kolegę, ścigał się do mety z Fordem McLarena. Ostatecznie to ten drugi wygrał, a sama historia obrosła legendą i ma wiele znaków zapytania i kontrowersji. Hulme, jak to miał w zwyczaju, nie był wtedy w centrum uwagi po wyścigu – nie zależało mu na tym.

Start mistrzowskiego sezonu 1967

Po dosyć udanym ale problematycznym sezonie 1966, następny rok miał się okazać jeszcze lepszy. Dla zespołu Brabhama, w którym jechał założyciel ekipy oraz właśnie Denny Hulme, rywalem był Jim Clark w Lotusie. Nowa konstrukcja zespołu Colina Champana okazała się najszybsza, ale także bardzo zawodna. Tymczasem Hulme dobrze zaczął sezon. W drugim wyścigu sezonu „Niedźwiedź” sięgnął po pierwsze zwycięstwo w F1, pewnie wygrywając GP Monako. Kilka następnych wyścigów kończyło się kolejnymi podiami, a na Nurburgringu Hulme ponownie zwyciężył i jego przewaga w klasyfikacji punktowej zrobiła się już nieco większa. To mogło nieco nie podobać się szefowi zespołu, który sam liczył na kolejne mistrzostwo świata. Sytuacja między kierowcami była ponoć coraz bardziej napięta, o czym mówił ówczesny kierowca Ferrari, Chris Amon.

Denny i Jack nawet w najlepszych momentach nie rozmawiali za dużo. Ale w 1967 roku to co było bardzo rzadko istniejącą rozmową, w ogóle nie istniało! – podsumował sytuacje między kierowcami rodak Hulme.

Denny Hulme mistrzem świata

Jack Brabham zdołał nadrobić stratę, dzięki wygraniu wyścigu w Kanadzie oraz drugiej pozycji na Monzy, gdzie Denny Hulme nie dojechał do mety. Sprawa mistrzostwa rozstrzygnęła się na kontynencie amerykańskim. W Stanach Zjednoczonych Nowozelandczyk był trzeci, a Jack Brabham piąty. W ostatnim wyścigu Hulme znów stanął na podium, co zapewniło mu mistrzowski tytuł. Jim Clark wygrał oba ostatnie wyścigi, ale cztery wygrane na przestrzeni sezonu nie przykryły wielu awarii i kłopotów z reszty sezonu. Denny Hulme wygrał swoje mistrzostwo regularnością – zwyciężał zaledwie, ale łącznie aż 8 stał na podium.


„Niedźwiedź” nie czuł się najlepiej w świetle reflektorów. Stąd zresztą wziął się jego przydomek. Denny Hulme wydawał się człowiekiem raczej szorstkim, nieskłonnym do pokazywania emocji i uczuć. Wielu dziennikarzy i kibiców uważało go za po prostu aroganckiego. Jednak Hulme najzwyczajniej w świecie nie lubił całego zgiełku wokół wyścigów – chciał po prostu jeździć. Właśnie dlatego pewnie nie został zapamiętany na długie lata jak gwiazda motorsportu. Osoby, które bliżej znały Nowozelandczyka, mówiły, że gdy poznało się go bliżej był naprawdę miłym i wrażliwym człowiekiem, ale nie pokazywał tej strony publicznie.

Zmiana zespołu i inne serie

Po pokonaniu Brabhama w jego własnym zespołem, Denny Hulme odszedł do innej ekipy prowadzonej przez wciąż aktywnego kierowcę – McLarena. Już w swoim mistrzowskim roku Nowozelandczyk jeździł w zespole rodaka w północnoamerykańskiej serii Can-Am. Wśród ówcześnie najszybszych konstrukcji wyścigowych świata McLareny dominowały. W pierwszym sezonie startów „Niedźwiedź” przegrał mistrzostwo z założycielem zespołu. Rok później został mistrzem Can-Am, co powtórzył jeszcze w 1970 roku, a pomiędzy dwoma tytułami ponownie skończył za McLarenem w klasyfikacji. Na cześć dominującego duetu nazwano tamten okres w historii kanadyjsko-amerykańskiej serii – „Bruce and Denny Show”.

Denny Hulme zapomniany mistrz świata F1

Fot. McLaren

Tymczasem w Formule 1 nie wszystko szło po myśli broniącego tytułu Hulme. Przez większość sezonu 1968 nie mógł zdobyć nawet podium. Przełamał się dopiero na Monzy, gdzie wygrał i powtórzył to w następnej rundzie – w Kanadzie. Jednak tylko te dwa triumfy nie były w stanie nadrobić nieudanej reszty sezonu. Skończyło się na 3. pozycji w klasyfikacji generalnej. Jeszcze trudniejsze były dwa następne sezony. W sezonie 1969 królowej motorsportu dwukrotny zwycięzca serii Can-Am stał na podium tylko w pierwszej i ostatniej rundzie. Żadnego zwycięstwa nie osiągnął w sezonie 1970, gdzie 5 razy stał na podium, ale ani razu na najwyższym jego stopniu. W tym, oraz następny roku, Nowozelandczyk miał jednak ogromne problemy. Większość sezonu 1970 jechał z obolałymi dłońmi, które oparzył sobie po wypadku na testach do Indianapolis 500. Ponadto ekipa McLarena musiała pozbierać się po śmierci założyciela. Hulme pozostał wierny zespołowi na następne lata.

Denny Hulme i jego druga młodość

Sezon 1971 w F1 był tym bardziej do zapomnienia dla Hulme. Przez cały sezon nie stanął nawet na podium. Na pocieszenie mistrz świata z 1967 roku piąty raz z rzędu zameldował się w czołowej dwójce punktacji Can-Am. Pokonał go jedynie zespołowy partner, Peter Revson. Także w 1972 roku Denny Hulme został wicemistrzem serii. Ten sezon był ostatnim rokiem Nowozelandczyka w Can-Am, gdzie zapisał się w historii jako kierowca z największą ilością zwycięstw – na najwyższym stopniu podium stawał 22 razy.

 

Nowozelandczyk na startach w F1 skupił się nie bez przyczyny, bowiem zaliczył bardzo udany sezon 1972 w królowej motorsportu. Drugie miejsce w Argentynie oraz zwycięstwo odniesione w RPA, dało nadzieję, że „Niedźwiedź” może powtórzyć wyczyn z 1967 roku. Jednak dalsza część sezonu zniszczyła takie plany. Kilka nieukończonych wyścigów i zaledwie jedno podium w następnych sześciu rundach oddaliły kierowcę McLarena od mistrzostwa świata. Mimo tego, w samej końcówce, Nowozelandczyk powalczył do końca, stając na podium w każdym z czterech ostatnich wyścigów sezonu. To dało mu 3. miejsce w klasyfikacji generalnej – zarazem 3 raz zameldował się na podium w punktacji mistrzostw świata F1.

ZOBACZ TAKŻE
Peter Revson: Gwiazdor z McLarena | Legendy motorsportu

Ostatni taniec w Formule 1

Przygoda z królową motorsportu nie potrwała już zbyt długo. W roku 1973 McLaren nie miał narzędzi do walki o mistrzostwa. Denny Hulme był w stanie wywalczyć jeden triumf, wygrywając pierwsze w historii GP Szwecji. Ponadto udało mu się zdobyć pole position w RPA. Co ciekawe były to jego jedyne wygrane kwalifikacje w Formule 1. Po 6. miejscu w klasyfikacji generalnej w 1973 roku, następny sezon zaczął się obiecująco – zwycięstwem w Argentynie. Jednak nieco poźniej, w marcu 1974 roku, Peter Revson miał poważny wypadek na testach w Kyalami. Śmierć przyjaciela była dla mistrza świata już trzecią stratą przyjaciela na torze – wcześniej byli to Lawton i McLaren. Denny Hulme do końca sezonu nie był już taki sam, ledwo zdobywając jakiekolwiek punkty. Po tym sezonie Nowozelandczyk skończył swoją karierę w Formule 1.

Denny Hulme GP Argentyny 1974

Fot. McLaren / Denny Hulme to ostatni reprezentant Nowej Zelandii, który wygrał Grand Prix Formuły 1

Nie samą F1 człowiek żyje

Zakończenie kariery w F1 nie oznaczało rozłamu z motorsportem. Denny Hulme wrócił do Nowej Zelandii, ale co jakiś czas startował w najróżniejszych seriach. Startował m.in. w historycznych eventach, a także w… wyścigach ciężarówek. Na stałe do ścigania powrócił w 1982 roku. Jeździł w Australian Endurance Championship. To dało mu szansę wystąpić w swoim ulubionym wyścigu  – Bathurst 1000. Już w drugim starcie zajął drugie miejsce w klasyfikacji swojej klasy. Także dwa sezony później, w sezonie 1986 był drugi w klasie, ale dopiero 9. w ogólnej klasyfikacji. „Niedźwiedź” startował w najróżniejszych autach. Na liście znajdują się takie marki jak BMW, Mercedes i Ford.

Tragiczna śmierć

W końcu w 1991 r. Denny Hulme odniósł prawdziwy sukces w Bathurst 1000, wygrywając swoją klasę i zajmując 4. pozycję w ogólnej klasyfikacji. W międzyczasie w życiu Nowozelandczyka wydarzyła się tragedia. Podczas Świąt Bożego Narodzenia 1988 roku w wypadku samochodowym zmarł syn mistrza świata F1, Martin Clive. Od tego czasu Hulme miewał coraz więcej problemów ze zdrowiem. Do tego dochodziła jeszcze trudna relacja z żoną, Greetą, oraz problemy finansowe. Wszystko to miało wpływ na śmierć Denny’ego Hulme 4 października 1992 roku. Zawału serca dostał w trakcie jazdy na swoim ulubionym torze, Mount Panorama. Samo uderzenie w bandy nie było poważne – przyczyną śmierci był właśnie zawał serca, a siostra kierowcy powiedziała, że jej brat zmarł właśnie „przez złamane serce„. Można powiedzieć, że „Niedźwiedź” do końca robiąc to, co kochał najbardziej. Nie zwracając uwagi na otoczkę, nie marząc o byciu gwiazdą, po cichu robiąc to, co robił najlepiej. Ścigając się.

5/5 (liczba głosów: 3)
Reklama