Connect with us

Czego szukasz?

IndyCar

GP Toronto IndyCar: Christian Lundgaard dopiął swego | Analiza

Christian Lundgaard wreszcie dostał samochód oraz sytuację na torze, w której odnalazł się on doskonale. W tym wyścigu świetnie spisał się także Alex Palou, który odskoczył w punktacji rywalom, mimo odległej pozycji startowej.

Alex Palou pokonany przez Christiana Lundgaarda w Toronto
Fot. Team Rahal Latterman Lanigan Racing

Christian Lundgaard po raz pierwszy

Duńczyk już od kilku wyścigów pokazywał, że ma potencjał na wygraną. Czwarte miejsca, czyli występy w GP Indianapolis czy w Mid-Ohio były bardzo mocne w jego wykonaniu. Dziś jednak wszystko zagrało tak, jak powinno. Zaczęło się od pole position w sobotę. Podczas, gdy inni popełniali błędy, to kierowca Team Rahal Latterman Lanigan Racing jechał bezbłędnie. Natomiast dziś Duńczyk zaprezentował nie tylko prędkość godną zwycięzcy, ale i dobre zarządzanie ogumieniem czy też głowę na karku. To zaowocowało jego pierwszym zwycięstwem w IndyCar i jednocześnie awansowało go do czołowej dziesiątki punktacji sezonu.

ZOBACZ TAKŻE
Historia IndyCar - Akt I - AAA, czyli jak to wszystko się zaczęło

Alex Palou ograniczył straty po mistrzowsku

Hiszpan zaliczył fatalne kwalifikacje zdobywając piętnastą lokatę w sobotę. To postawiło kierowcę CGR w trudnej sytuacji. Jego zadaniem na niedzielę było odrobienie największej możliwej liczby pozycji. I to poszło mistrzowi sprzed dwóch lat wręcz fenomenalnie. Aktualny lider punktacji szedł przed stawkę jak burza, po drodze odrabiając ponad dwanaście miejsc. Po drodze mierzył się on z takim zawodnikami, jak Romain Grosjean, Scott Dixon, Will Power czy Marcus Ericsson. Jednak oni nie byli dziś w stanie mu zagrozić. Jednocześnie nawet Palou nie miał dziś odpowiedzi na prędkość Lundgaarda. To jednak nie przeszkodziło kierowcy Chip Ganassi Racing w powiększeniu prowadzenia w punktacji. Drugie miejsce wywalczone z uszkodzonym przednim skrzydłem to dla niego jak zwycięstwo. Tu trzeba przyznać, że to był mistrzowski występ Alexa Palou. Hiszpan nawet w gorszy weekend zdołał zminimalizować straty.

 

 

Herta potrzebował takiego wyścigu

Po kwalifikacjach zanosiło się na kolejny bezpłciowy weekend Amerykanina. Na szczęście warunki panujące w ten weekend w Toronto okazały się być jego sprzymierzeńcem. Mniej przyczepny tor uliczny, który dodatkowo nawiedziły opadu deszczu sprawiły, że wydobycie przyczepności z opon było trudniejsze niż zwykle. W takich warunkach świetnie odnalazł się właśnie Herta, który w swojej karierze wygrywał już przy ograniczonej przyczepności asfaltu. Niedzielny finisz w czołowej trójce pomoże mu w walce o miejsce w Top6 na koniec sezonu.

Najwięksi rywale Palou nie byli daleko

Jeśli weźmiemy pod uwagę to, skąd startowali Scott Dixon i Josef Newgarden to ich wyniki w GP Toronto nie są złe. Nowozelandczyk z siódmego miejsca przeskoczył na czwarte, a kierowca Penke startował jedenasty i dojechał jako piąty. W tak szalonym weekendzie panowie uniknęli poważniejszych błędów, które mogłyby pogrzebać ich szanse na mistrzostwo. Z drugiej strony obydwaj zawodnicy mieli przed sobą szansę odrobienia przynajmniej pięciu punktów do Palou i żadnemu z nich to się nie udało.

ZOBACZ TAKŻE
Deltawing i jego historia. IndyCar w 24h Le Mans

Śmierć, podatki i Romain Grosjean w ścianie

Tak jak wyżej wymieniliśmy, są trzy pewne rzeczy na świecie. I niestety błąd Francuza jest jedną z nich. To już kolejny raz, gdy ten zawodnik szkodzi własnej ekipie wpadając w ścianę co drugi wyścig. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że Grosjean nie walczył bezpośrednio o czołową piątkę na mecie tego wyścigu. W przeciwnym razie taki błąd byłby znacznie bardziej bolesny.

Jeśli mówimy o pechowcach to trzeba wspomnieć, że kiepskie zawody zaliczyli Scott McLaughlin, Pato O’Ward i Marcus Ericsson. Cała trójka uzupełniła czołową czwórkę na starcie za Lundgaardem. Jednak niestety sporo rzeczy nie zagrało po ich myśli. GP Toronto nie było najbardziej zwariowanym wyścigiem pod kątem kolizki i neutralizacji. Jednak i tak obecność samochodu bezpieczeństwa zrobiła swoje. Do tego dochodzą też warunki pogodowe, które zmieniły się względem soboty. Lepsza przyczepność wpłynęła na zużycie opon, z którym taki Ericsson nie poradził sobie najlepiej.

Najważniejsze jednak dla wspomnianej trójki jest to, że zdołali oni ukończyć zmagania. Tego samego nie mogą powiedzieć debiutujący Tom Blomqvist, Ryan Hunter-Reay i Benjamin Pedersen. Ich oraz między innymi Grahama Rahala na starcie „zgarnął” Jack Harvey, który mocno tym samym zablokował tor. W tym wszystkim najbardziej szkoda występu Blomqvista, który jechał za Simona Pagenauga, który dalej dochodzi do siebie po wypadku z Mid-Ohio.

 

 

Klasyfikacja IndyCar: Alex Palou ucieka mimo wszystko

Jak widać, Hiszpanowi w tym roku poza Indianapolis 500, nic nie jest straszne, nawet gorsze kwalifikacje. O ile jego rywale są w stanie odrobić pozycje po gorszej „czasówce”, tak Hiszpan w takich samych okolicznościach może i tak walczyć o zwycięstwa. W ostatnich rundach do niego w czołówce dołączył Scott Dixon. On oraz Josef Newgarden i Scott McLaughlin będą mogli zrewanżować się Palou już w ten weekend podczas podwójnej rundy IndyCar na ovalu w Iowa.

ZOBACZ TAKŻE
Klasyfikacja generalna IndyCar 2023. Sprawdź aktualną sytuację

Wyniki GP Toronto 2023 IndyCar

Christian Lundgaard pokonał Alexa Palou i Coltona Hertę w Toronto

Fot. IndyCar

\
Reklama