Connect with us

Czego szukasz?

Formuła E

Transferowe gierki FE. Kto i gdzie trafi na sezon 2024?

Tegoroczne rozgrywki FE wielkimi krokami zbliżają się do końca. Dla kierowców wyścigi w Londynie to ostatnia szansa na pokazanie się potencjalnym nowym pracodawcom – nie każdy ma wszak zapewniony fotel na kolejny sezon. I dotyczy to zarówno sław serii, jak i zawodników środka stawki, a nawet możliwych debiutantów.

Nick Cassidy FE
Fot. Nick Cassidy / Facebook

Już tylko dwa wyścigi w Londynie pozostały do wywieszenia ostatniej flagi w szachownicę i spuszczenia kurtyny na 9. kampanię. I choć nie jest to brutalny świat F1, gdzie tzw. sezon ogórkowy zaczyna się zwyczajowo jeszcze przed wakacjami, przyspieszona względem innych serii końcówka rozgrywek ma ten sam efekt. Wybuch transferowych spekulacji.

Z padokowych obserwacji wynika, że dwa nazwiska mają już podpisane umowy, a co najmniej 6 innych kierowców znajdzie się w grze o kilka wolnych foteli. W gronie tym znajdują się potencjalni debiutanci, uznane postaci (których jednak nie wymienia się jako kandydatów do tytułów), weteran, a nawet były mistrz świata. Rzućmy okiem na szanse każdego z nich.

Pretendent zmienia lokum

Wspomniany tandem zawodników o (jakoby) czekających na ogłoszenie porozumień to Nick Cassidy i Robin Frijns. Dotychczasowy wicelider klasyfikacji generalnej, zwycięzca trzech E-Prix A.D. 2023, trafić ma w miejsce Sama Birda do stajni Jaguara. Jeśli istotnie tak się stanie, nie będzie to pierwsza sytuacja, gdy Nowozelandczyk swe przenosiny odbywać będzie w powiązaniu z Brytyjczykiem.

Na sezon 2020/2021 – swój pierwszy w FE – Cassidy był bowiem przymierzany do Mahindry. Tylko niespodziewany exodus Birda z Envision zwolnił mu miejsce u Sylvaina Filippiego. Dyrektor zarządzający zielonych bolidów kolejnego ruchu Cassidy’ego jak dotąd nie potwierdził, ale plotki głoszą, że przedstawiciele kandydata do korony rozmawiali z dużym kotem już od kilku miesięcy.

 

Jednym z powodów zmiany środowiska mogą być perturbacje trawiące Envision od środka. 28-latek miał już w tym sezonie 3 inżynierów wyścigowych. Do E-Prix Dżakarty współpracował z Robertem Sattlerem, ale ten przeszedł następnie do Astona Martina w F1. Ściągnięty na zastępstwo Ramiro Garcia swój epizod na stolicy Indonezji rozpoczął i tam też go zakończył. Na wyścig w Portland do kierowcy przydzielono Maxime’a Mennegliera.

A to i tak niepełna historia. Menneglier jest inżynierem ds. osiągów i jego nagłe wrzucenie w wir wyścigowych dysput odbywało się pod auspicjami kolektywnej struktury kilku innych specjalistów. Efektywność raczej nie jest atutem podobnych tworów, a Nowozelandczyka w Jaguarze kusić mogły jeszcze inne pozytywy. Chociażby obecność Mitcha Evansa, rodaka i przyjaciela oraz ta sama, już opanowana, jednostka napędowa.

Nick Cassidy 2023 FE

Fot. Nick Cassidy / Facebook

James Barclay, sternik Jaguara, naturalnie udaje, że o niczym nie wie. – Skupiamy się na tegorocznej walce o oba tytuły i udanej końcówce bardzo konkurencyjnego sezonu. Podczas gdy nasze plany co do sezonu 2024 są oczywiście zaawansowane, ważne informacje, w tym te dotyczące naszej pary kierowców, podamy w późniejszym terminie – opowiadał. Niezależnie od prawdziwości tych słów, Cassidy miał parafować z Brytyjczykami kontrakt wieloletni.

Syn marnotrawny FE

Szczęśliwie dla Envision, znalezienie godnego zastępcy nie było szczególnie trudne, choć nadejście Robina Frijnsa zalicza się do gatunku dość absurdalnych. Holender opuścił ekipę z powodu wewnętrznych niesnasek ledwie rok temu, a teraz ma trafić do niej ponownie, niezadowolony z braku konkurencyjności ABT. Clou nie są tu zdolności operacyjne niemieckiego zespołu – raczej nieefektywność napędzającej ich Mahindry. ABT, na mocy homologacji, jest na nią skazane do końca przyszłego roku.

Szef Frijnsa, Thomas Biermaier, nie zgłaszał obiekcji wobec zakulisowych pertraktacji swych zawodników. – Po pierwsze, mamy z naszymi kierowcami otwarte relacje. Oni są częścią zespołu, częścią rodziny […]. Jeśli ktoś przyjdzie, zawsze jestem otwarty na spotkanie przy kawie i rozmowę. Potem zobaczę, co będzie najlepsze dla zespołu i mam tu na myśli też kierowców w zespole. Zespół ma absolutny priorytet – stwierdził.

ABT duet

Thomas Biermaier sam mówił, że dla ABT już P8, P9, P10 jest jak podium | Fot. ABT Motorsport / Twitter

Zespół, w którego barwach sezon Frijnsa nie ułożył się najlepiej. Kolizja w Meksyku skończyła się złamanym nadgarstkiem, przez który doświadczony jeździec opuścił cztery E-Prix. Punkty zdobywał tylko trzykrotnie i w marnej liczbie sześciu. Trzy za pole position w Berlinie, dwa w Dżakarcie, oczko za 10. lokatę w Portland.

Nawet uwzględniając fakt, że ABT się rozpędza, oczekiwanie, iż Niemcy wykonają progres umożliwiający nagłą walkę o zwycięstwa, jest marzeniem ściętej głowy. Envision oferuje coś diametralnie odmiennego – natychmiastową okazję do kolejnego triumfu. Jak dotąd Holender jedynie dwukrotnie stawał na najwyższym stopniu podium. Raz w Paryżu, raz w Nowym Jorku – oba w sezonie 2019. Niewiele jak na kierowcę z 7-letnim stażem.

ZOBACZ TAKŻE
Ambicje rozdwojone, czyli kalendarzowe kolizje FE i WEC

Nadejście Frijnsa jest też intrygujące z perspektywy zarządzania kierowcami. Sylvain Filippi może być pewny zatrzymania Sébastiena Buemiego, który ponownie połączy FE z przygodami w WEC-u. Od lat reprezentuje tam Toyotę. Frijns w przyszłym roku ma dołączyć do nowego programu BMW w tej samej klasie, Hypercar. Problematyczne?

Szansa dla młodych

Porozumienie Holendra z Brytyjczykami miało nastąpić w okolicach E-Prix Berlina, a potwierdzone zostanie zapewne w ciągu kilku tygodni. W opozycji do Envision, lista zastępców Frijnsa nie jest w ABT długa. Największe szanse posiadają Kelvin van der Linde (zastępował kolegę w czasie kontuzji) oraz Adrien Tambay. Francuz, syn dawnego asa F1 Patricka Tambaya, od lat realizuje się w wyścigach samochodów turystycznych. Testował już dla ABT w tegorocznej sesji dla debiutantów.

Znacznie ciekawszy jest los innego zespołu, z którym Frijnsa łączono – Avalanche Andretti. Holender miał bowiem z Amerykanami nieoczywiste relacje wynikające z negocjacji przed sezonem 2018/2019. Wówczas to Andretti ogłosiło fabryczne partnerstwo z koncernem BMW. Ten nieprzychylnie odnosił się do posiadania w kokpicie zawodnika będącego jednocześnie twarzą Audi w serialu DTM.

Adrien Tambay FFSA

Fot. FFSA / Facebook

Polityczne machinacje paradoksalnie okazały się dla Frijnsa korzystne – to w Envision wyrósł na potentata nowej generacji kierowców. Mniej szczęścia, już w Andretti, miał André Lotterer. Los fatalnie spisującego się Niemca zdaje się przypieczętowany: skupi się wyłącznie na WEC-u. A to otwiera drogę do fotela u boku Jake’a Dennisa.

Zająć go może m.in. Maximilian Günther. Niemiec po raz drugi z rzędu znajduje się w niekomfortowej pozycji kierowcy oczekującego na decyzję innych. I to pomimo faktu, że w Dżakarcie wygrał dla Maserati pierwszy od 66 lat wyścig w kategorii bolidów, trzy kolejne razy meldował się na podium i dosłownie deklasuje Edoardo Mortarę.

ZOBACZ TAKŻE
Robin Frijns: Odejście Audi dotknęło wszystkich | WYWIAD

Szwajcarski weteran dysponuje jednakowoż przewagą kontraktu, prawdopodobnie rozpisanego na dwa lata. Umowa Niemca wygasa natomiast tuż po E-Prix Londynu, a w grze o stanowisko u Maserati są jeszcze dwaj inni kierowcy. Andretti byłoby dla Günthera bezpieczną przystanią, jest mu wszak doskonale znane. Dla Amerykanów jeździł w sezonach 2019/2020 i 2020/2021, trzykrotnie wygrywając wyścigi.

Zaciąg z F1?

Sęk w tym, że doskonałe wyniki mieszał tam z występami bezbarwnymi i szeregiem błędów. Tegoroczna kampania też jest nimi usiana – kierowca z Oberstdorfu mógł mieć co najmniej 30-40 punktów więcej, gdyby nie wszystkie kolizje, których był prowodyrem, albo w których brał udział. Na pocieszenie dodać można, że tym razem dysponuje olśniewającym tempem. Począwszy od Monako melduje się w ćwierćfinałach kwalifikacji. Nie licząc jednej wpadki, nie wypada już też z pierwszej szóstki w wyścigach.

Dwójka jego rywali to Nyck de Vries i Felipe Drugovich. Ten pierwszy miał oryginalnie zostać partnerem Mortary już w tym roku, ale ruszył spełniać marzenia do AlphaTauri. Teraz człowiek, który go tam powołał, Helmut Marko, bezwzględnie Holendra ze stajni wyrzucił. Plus? De Vriesem interesuje się Nissan. Japończykom nie przeszkadzałby nawet fakt, iż 28-latek podążyłby drogą Buemiego i startował równolegle w WEC-u. O ile na priorytetowo traktowałby FE.

Nyck de Vries

Holendra też przymierzano do startów w barwach Toyoty zanim dostał angaż
w AlphaTauri | Fot. Red Bull Content Pool

Tommaso Volpe, szef operacji Japończyków w Formule E otwarcie przyznawał, że o de Vriesie myślał prawdopodobnie każdy w Formule odkąd stał się dostępny. Jest w grze o miejsce na kolejny rok. Jako mistrz świata stanowi interesującą perspektywę, ale nie mogę potwierdzić, co robimy – zadeklarował.

Jeśli nie Holender, na miejsce Günthera z tylnego siedzenia poluje wspomniany Drugovich. Brazylijczyk testował samochód Maserati na jazdach dla debiutantów, wzbudzając podziw u zespołu. – Felipe zaimponował nam swym sposobem działania. Jestem przekonany, że byłby doskonałym kierowcą w tej serii, bo widać, że jest inteligentny i szybko łapie, w czym rzecz. Wierzę, że talenty przyszłości trzeba rozwijać – mówił James Rossiter.

ZOBACZ TAKŻE
FE: Kraksa pretendentów, zwycięski Dennis | Analiza 2. E-Prix Rzymu

Sam kierowca z kraju Kawy też jest do startów chętny. Wyżej w hierarchii celów stawia co prawda F1, lecz dopóki Lawrence Stroll sam nie wyrzuci z ekipy swego syna, a na emeryturę nie uda się Fernando Alonso, szanse mistrza F2 na angaż są nikłe.

Co z tyłu stawki?

Drugovich dobrze o tym wie i nie karmi się fałszywą nadzieją. – Będę dalej się starał i próbował rozmawiać z ludźmi w F1. Jeśli jednak nie będzie miejsca, mogę oczywiście łączyć dwa programy [rezerwowego w Astonie i kierowcy w FE – przyp. red.], to byłoby idealne rozwiązanie – rzekł. Nie jest on jedynym potencjalnym nowicjuszem.

O startach w FE publicznie wypowiadał się Daniil Kvyat, reprezentant Premy w WEC-u. Rosjanin również zachowuje ostrożność, trzymając się wypowiedzi enigmatycznych. – Jest spora szansa, że będę jeździł także tutaj. Zobaczymy, co jest możliwe, a potem podejmiemy decyzję – określał swe możliwości. Jeśli miałby dokądkolwiek trafić, realistyczne opcje są dwie: Mahindra i NIO 333.

U Hindusów zwolni się miejsce u boku Lucasa di Grassiego, choć mocnym kandydatem na tę pozycję jest Jehan Daruvala. W NIO Kvyat musiałby konkurować z rywalem jeszcze trudniejszym, ale być może pozbawionym tak solidnego wsparcia ekipy. Sergio Sette Camara ma za sobą wszak dość nieudany sezon.

ZOBACZ TAKŻE
Frustracja brytyjskiego asa - Rowland żegna się z Mahindrą

Rodak di Grassiego zarówno w punktach, jak i tempie wyraźnie ustępuje Danowi Ticktumowi (zwłaszcza w kwalifikacjach, tam stosunek to 11:3). Błędów wiele nie popełnia, acz brakuje mu przebłysku wielkiego talentu, którym raczył nas w barwach Penske. Jego partner, Ticktum, jest co prawda zdania, że duet NIO ma pozostać niezmieniony, lecz do początku kolejnego sezonu pozostało kilka miesięcy. Wiele może się zmienić. Zwłaszcza, że swego miejsca w stawce szukać będzie też Norman Nato. U Francuza powtarza się niewdzięczny scenariusz z poprzedniego sezonu, kiedy został wyrzucony z Venturi, by zrobić miejsce dla di Grassiego.

Smutny los Francuza w FE

Kłopoty doświadczonego kierowcy oscylują wokół osoby jego partnera z ekipy. Sacha Fenestraz może i ma mniej punktów, lecz jest bardziej stabilny i szybszy na dystansie okrążenia (trzykrotnie stawał w pierwszym rzędzie). Więcej – ma dopiero 24 lata i może stanowić dla Nissana siłę na lata. Nato dla odmiany, rozkręcił się dopiero po połowie roku, kiedy wyeliminował niedogodności związane z zachowaniem hamulców.

Nato był dobry w Portland i pomimo pewnych złych decyzji z naszej strony, tj. zespołu, miał więcej tempa w drugiej połowie roku. W pierwszej części trochę bardziej się męczył – prawił Tommaso Volpe. Zakładając, że stajnia zapragnie go wymienić, prawdopodobnymi zastępcami są de Vries (który to już raz?) i Oliver Rowland. Brytyjczyk nabrał wigoru po dobrowolnej przerwie od jazdy i zaręcza: jestem pewny, że będę w stawce w kolejnym sezonie.  

Rowland czuje, że ma w FE sporo do osiągnięcia. Nato oficjalnie z nikim się nie sprzecza. – Jeśli zespół uważa, że mogą wsadzić do bolidu kogoś innego i ten ktoś przyniesie im więcej osiągów, to jest to prawo zespołu i będę szanował taką decyzję. Ja mogę przenieść się gdzie indziej, mam ku temu dobrą okazję i czuję, że gdzie indziej też mogę spisywać się lepiej ­– zapowiadał.

I dodawał: powiedziałbym więc, że najważniejsze na ten moment jest skończenie sezonu na pozytywnej stopie, bo definitywnie poczyniliśmy krok naprzód. Nie on jeden takowy zrobił – oznacza to, że FE, abstrahując od walki o tytuł, jeszcze czymś może nas zaskoczyć. Nie tylko czołówka konstytuuje elektryczne mistrzostwa, a dobrych kierowców nigdy za wiele.

5/5 (liczba głosów: 1)
Skomentuj

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Reklama